Co może gęsi smalec?

Smalec gęsi – właściwości lecznicze

Smalec gęsi

oprócz niezłego smaku zawiera także właściwości lecznicze, stąd też od stuleci znajduje zastosowanie jako środek przeciwbólowy. Do dziś nasze babcie używają go w celu leczenia różnych schorzeń i dolegliwości.
Po dodaniu olejku rycynowego (około 30 ml do jednego słoiczka smalcu) jest bardzo skuteczny na bóle stawów, biodra czy kręgosłupa, zwłaszcza w przypadku ludzi starszych, którym stawy zaczynają z wiekiem odmawiać posłuszeństwa. Przy takiej kombinacji należy olejek rycynowy bardzo dobrze zmieszać ze smalcem, najlepiej przez wstrząśnięcie. Otrzymany preparat należy przechowywać w temperaturze pokojowej i każdego wieczoru stosować na bolące stawy poprzez dokładne wcieranie przez około 5 minut. Po około miesiącu kuracji, bóle powinny ustąpić przynosząc upragnioną ulgę.
W przypadku bólu kręgosłupa, należy nacierać go 1 do 3 razy w tygodniu w następujący sposób:
nakładamy miksturę na plecy i jednostajnym powolnym ruchem nacieramy od dołu ku górze na całej długości, umożliwiając przeniknięcie preparatu do wnętrza kręgosłupa poprzez skórę, tkankę mięsno-tłuszczową i błonę kręgosłupa.. W miarę upływy czasu nacieranie powinno być coraz szybsze i trwać około 15 minut.

Metoda leczenia smalcem z gęsi jest jednocześnie i w miarę prosta i bardzo skuteczna co czyni ten sposób leczenia wysoce rekomendowany przez wielu lekarzy.
Znany jest też pewien przepis na lecenie smalcem, który pochodzi ze Śląska. Polega on na połączeniu jednej łyżeczki smalcu z łyżeczką miodu, a następnie na rozpuszczeniu mieszanki w ½ szklanki gorącego mleka. Miksturę taką należy spożywać raz do trzech razy dziennie, w szczególności przed snem.
Smalec z gęsi może być również bez połączenia z innymi substancjami. W przypadku małych dzieci działa jako środek rozgrzewający. Wciera się wówczas czysty smalec bez żadnych domieszek w piersi i plecy przed snem.
Smalec gęsi bez dodatków i konserwantów to najlepszy tłuszcz zwierzęcy.

/źródło:drobgeninfo.blox.pl/

Gęś może rozwiazać wiele problemów!Tłuszcz lepiej działa na organizm niż oliwa z oliwek.

Kiedyś w kuchni regionalnej wykorzystywano każdy kawałek gęsi – roozmowa z Grzegorzem Russakiem, doktorem nauk rolniczych, członkiem Rady ds. Tradycyjnych i Regionalnych Nazw Produktów Lokalnych i Środków Spożywczych, znawcą polskiej kuchni.

- Niedawno w Minikowie powiedział pan, że gęsina rozwiązywała kiedyś wiele problemów i dlatego warto do niej wrócić. Dlaczego?

- Bo to bardzo zdrowe mięso. Nawet tłuszcz! On działa nawet lepiej na organizm człowieka niż oliwa z oliwek. Wiedzieli o tym na przykład mieszkający w Polsce Żydzi, którzy doceniali gęsinę i byli zdrowi.

Kiedyś w kuchni regionalnej wykorzystywano każdy kawałek gęsi. Z krwi robiono czerninę. Skórę z szyi zdejmowano w taki sposób, by jej nie uszkodzić i wykorzystać jako kieszeń do farszu. Dwa mięśnie piersiowe peklowano na sucho z ziołami, potem je wędzono, obtaczano w otrębach… Coś wspaniałego! Proszę sięgnąć do „Pana Tadeusza” – bohaterowie tego utworu na śniadanie jedli półgęski. Zaś tłuszcz świetnie nadaje się, np. do pieczenia kruchych ciasteczek. Poza tym z gęsi można zrobić też pasztet i kiełbasę (moja babcia robi najlepszą!). Z kości można ugotować wywar do czerniny. Nic się nie zmarnuje!

- Czernina gościła kiedyś częściej na kujawsko-pomorskich stołach. Dziś wiejskie gospodynie szukają starych przepisów, wracają do tradycji. A jaka jest ta nasza regionalna kuchnia?

- Znakomita i bardzo bogata. Wasz region omijały wielkie migracje narodów, więc ta kuchnia nie jest krzyżówką różnych tradycji. Owszem, przenikały do niej różne potrawy (rarytasy nie znają granic), ale to za sprawą na przykład proboszczów, którzy przyjeżdżali z innego krańca Polski. Gospodynie musiały im gotować, to co oni zapamiętali z rodzinnych domów.

- To dlaczego tak wiele z tego dziedzictwa przepadło?

- Za komuny próbowano nam wcisnąć, że społeczeństwo jest jednoklasowe, a przecież kuchnia jest i dla biednych, i dla bogatych. Oczywiście, był to także efekt braku surowców, bo najlepsze produkty jechały na eksport bez paszportu. Do nas docierały co najwyżej kalmary albo zielone pomarańcze z zaprzyjaźnionej Kuby.
Poza tym w tamtym czasie wszyscy udawali, że mieszkańcy dworów i pałaców nie pozostawili żadnej spuścizny. Dziedzictwa kulinarnego także. A co podawano w dworach, dworkach i pałacach? Turban z raków albo sądka z jajami. Tę drugą potrawę przygotowywało się w wywarze z warzyw. Filet z sandacza trzeba było skropić cytryną. Dodać trochę masła i odrobinę białego, wytrawnego wina. Rybę posypać drobno pokrojonym jajkiem. Rarytas!

- A skąd nasi pradziadowie mieli cytryny?

- W XVII wieku, a nawet wcze śniej, owoców cytrusowych w naszym kraju kraju nie brakowało, choć oczywiście nie każdego było na nie stać. Wymieniano je za sól. Cytrusy rosły też w oranżeriach przy polskich zamkach i pałacach.
Byliśmy w tamtych czasach wciąż najpotężniejszym krajem europejskim i to u nas rozwijała się najwykwintniejsza kuchnia! Nie we Francji czy w Holandii! Tam jedli skromnie, a do nas przyjeżdżali po pracę i dobrobyt. Dlatego śmiać mi się chce, gdy ktoś mówi, że dania tradycyjnej kuchni francuskiej są wyłącznie wykwintne. Ona była tworzona często przez ludzi biednych! Na litość boską – doceńmy nasze dziedzictwo kulinarne!

Niestety, do dziś nie ma w Polsce muzeum naszego ziemiaństwa czy burżuacji. Są za to muzea wsi, w których mówi się o tym, co jedli przymierający głodem chłopi.
No, ale trudno popularyzować polską tradycję, jeśli nawet władze naszego państwa jej nie doceniają. Kiedyś słyszałem, jak prezydent Kwaśniewski pochwalił kuchnię śródziemnomorską i owoce morza. Stwierdził, że polska jest za tłusta i za ciężka. To bzdury! Bo gdzież jest polska kuchnia postna?!Nie tędy droga, jeśli chcemy znaleźć miejsce za europejskim stołem.

- Na co zatem powinniśmy postawić, żeby to miejsce się dla nas znalazło?

- Na polskie dziedzictwo kulinarne, które zawsze opierało się na ekologicznych surowcach (innych nie było). Bo wszystko zaczyna się od dobrego produktu. I nie można oszukiwać! Kiedyś zajrzałem do kuchni w restauracji, w której przekonywano klientów, że wszystko jest na bazie naturalnych składników. Znalazłem tam kostki bulionowe (rzekomo dla poprawienia smaku) i zupę „Staropolską grzybową” w proszku (w kilkulitrowej puszce)!
A w sklepach co możemy kupić? Parówki z serem, który wyprodukowano bez dodatku mleka, za to z tłuszczu technicznego zabarwianego karagenem. Do tego jeszcze sztuczny smak sera identyczny z naturalnym. Są też paróweczki cielęce – szkolne, dla dzieci – zawierające jeden procent cielęciny! Rozumiem, że mamy wolny rynek i jak ktoś chce takie coś kupować, to proszę bardzo. Jeśli zamierzam mniej wydać na biały ser, to mogę kupić ten o bardzo długim terminie ważności, ale powinienem wiedzieć, co do niego dodano, by później zrozumieć, dlaczego muszę kupić w aptece lek na wzdęcia. Klient ma niezbywalne prawo wiedzieć, co kupuje! Niestety, polskie inspekcje, które zajmują się jakością żywności, działają kiepsko i producenci, którzy fałszują żywność, wciąż mają się dobrze.

To, co wjeżdża do naszego kraju, też nie zawsze jest bezpieczne dla zdrowia. Niedawno kolega, który jest dyrektorem ogrodu zoologicznego, powiedział mi, że zdechły mu papugi. „Rozpuściły się” im wątroby, bo jadły avocado, które trafiło do jednego z marketów. Przestraszyłem się, bo ja też te owoce w sałatce jadłem. Kolega mi na to: Jesteś dużo większy od papugi – przeżyjesz!

- Twierdzi pan, że światem rządzą globalne koncerny chemiczne, które zarabiają m.in. na sprzedaży nawozów, chemicznych dodatków do żywności oraz na lekarstwach. Zebrał pan w Minikowie oklaski.

- No bo to prawda, o której mało kto chce mówić głośno. A ja się nie boję, choć już odebrałem telefon z pogróżkami. Usłyszałem, że jak nie przestanę, to spotkam się czołowo z nieznaną ciężarówką. A ja wciąż będę powtarzał, że lepiej więcej wydawać na żywność ekologiczną niż na lekarstwa. Trzeba ludzi uświadamiać, co jedzą.

- Swoją rodzinę też pan uświadomił?

- Oczywiście. Gdy mój pierwszy wnuk przyszedł na świat, to kupiłem mu w prezencie 500-litrową zamrażarkę i wypełniłem ekologiczną żywnością. Zakupy robię w znanych sobie miejscach, w całej Polsce. Na przykład we Włocławku kupuję ekologiczne kurczaki, w Golubiu-Dobrzyniu jajka, cielęcinę przywożę „ze wsi”, warzywa i owoce kupuję u znajomych ekologicznych rolników, o dziczyznę staram się sam (jestem myśliwym).

- Czy wierzy pan, że Polacy docenią wreszcie naszą tradycyjną kuchnię?

- Coraz więcej osób, także młodych, już ją docenia. Marzy mi się jednak, by prawdziwa, tradycyjna polska kuchnia była w polskich restauracjach. Żeby trafiały do niej lokalne produkty, a nie wietnamskie pangi, młode ziemniaki z Maroka, Egiptu albo Cypru, marchew z Belgii, czy chińskie raki, które żyły w wodach przypominających ściek.
I żeby synonimem polskiego patrioty nie był idiota. Żebyśmy bezkrytycznie nie przyjmowali wszystkiego, co pochodzi z obcego kraju.

/rozmawiała:Lucyna Talaśka – Klich

xródło:pomorska.pl/

Gęsi smalec na bóle stawów i drogi oddechowe

Smalec gęsi z tłuszczu sadełkowego zawierający ponad 2/3 nienasyconych kwasów tłuszczowych czyli bardzo wysoką ich zawartość jest zaliczany do najzdrowszych tłuszczów zwierzęcych. W gęsim tłuszczu przeważa bowiem jednonienasycony kwas oleinowy (podobnie jak w oliwie z oliwek). Spożywanie tego rodzaju tłuszczu jest wskazane w diecie przeciwmiażdzycowej. Ponadto obniża poziom złego cholesterolu LDL (nie zmniejszając równocześnie poziomu dobrego cholesterolu HDL). Smalec gęsi po przekroczeniu temperatury pokojowej staje się półpłynny.

Gdzie i jak stosować?

Uznani i wybitni kucharze zalecają stosowanie smalcu gęsiego do smażenia, pieczenia i gotowania. W polskiej kuchni znany jest od wieków również ze względu na swoje nieprzeciętne walory smakowe. Może być poddawany pod działanie bardzo wysokiej temperatury nawet powyżej 200 stopni C bez niszczenia jego struktury molekularnej. Stosować go można również do przygotowywania potraw bezmięsnych.

Medycyna Ludowa

Smalec gęsi ma szerokie zastosowanie również w medycynie ludowej. Od dawien dawna nasze prababki zalecały stosowanie tego smalcu do picia chorym dzieciom na dolegliwości dróg oddechowych (ciepły podawało się do picia w połączeniu z miodem i mlekiem). Stosowany zewnętrznie np. po dodaniu olejku rycynowego jest bardzo pomocny w przypadku zmian zwyrodnieniowych stawów (kolan, bioder, kręgosłupa).

Przepis na kurację smalcem gęsim:

Łyżeczkę smalcu gęsiego i łyżeczkę miodu rozpuścić w 1/2 szklanki gorącego mleka. Pić 1 – 3 razy dziennie w szczególności przed snem. Małym dzieciom wcieramy czysty smalec (bez dodatków) w piersi i plecy przed snem – wywoła efekt rozgrzewający.

Metoda ta jest polecana w szczególności ludziom starszym, którym stawy odmawiają posłuszeństwa.

Do słoiczka smalcu gęsiego wlać opakowanie aptecznego olejku rycynowego (około 30 ml)Dobrze zamieszać lub wstrząsać. Otrzymaną miksturę należy przechowywać w temp. pokojowej i co wieczór wcierać w bolące stawy – przynajmniej 5 minut aż do wchłonięcia przez ciało. Ulga następuje po miesięcznej kuracji.

/autor:Redakcja

źródło:urodaizdrowie.pl/

/przygotowała: nika_blue/

About these ads

5 thoughts on “Co może gęsi smalec?

  1. Cóż tu komentować. Każdego dnia jesteśmy jesteśmy zatruwani paskudną chemią w imię pozornych sukcesów ministrów finansów. Pozornych, bo później ci sami ministrowie muszą przeznaczać większe kwoty na leczenie społeczeństwa na różne choróbska, których za tzw. „komuny” nie było, mimo, że więcej palono papierosów i pito więcej wódy. Tak, tak to prawda. Chwała ludziom, którzy wprowadzają ekologiczne jedzenie, żeby tylko było tańsze i żeby go było dużo. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s