… wszystko co w Twojej głowie,materializuje się w świecie …

 

The Monks: a photography series by Bal Deo, via Behance

 

obraz: Bal Deo

soft pink

 

… małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia

x. Jan Twardowski

 

obraz:oneiraki.tumblr.com

… sklej w całość …

Lips

 

Pozbieraj mnie, złóż jak puzzle do kupy, sklej w jedną całość.
Moja dusza wymaga zabiegu ogrzania ciepłym słowem i ciałem.
Chcę by łóżko w nocy nie biło mnie swoją pustką obok mnie, tuż pod zgaszonym światłem w mroku zostaję zawsze sam…

Piotr Tokarz

… strzała zmierzająca do celu …

Water, water everywhere...

 

Entuzjazm oznacza, że to, co robisz, sprawia ci głęboką radość, i oprócz tego twoim czynom przyświeca cel lub realizowana przez ciebie wizja. Gdy do radości z własnych poczynań dołącza się cel, wtedy zmienia się pole energetyczne, czyli częstotliwość wibracyjna. Radości towarzyszy wówczas w pewnym stopniu coś, co można by nazwać napięciem strukturalnym, i dzięki temu zamienia się ona w entuzjazm. W szczytowym punkcie aktywności twórczej napędzanej entuzjazmem pojawi się w twoich działaniach ogromna intensywność i energia. Poczujesz się jak strzała zmierzająca do celu – i ciesząca się tą podróżą.

Eckhart Tolle

 

To give it some shape while it grows out

 

WishfulThinking

 

https://www.youtube.com/watch?v=osLW85pIk7g

… co mówi złość …

 

 

Mówi się o niej, że piękności szkodzi. Ale też, że sieje spustoszenie w relacjach. A gdyby tak spojrzeć na złość jak na nauczycielkę? Zobaczyć, co ci chce powiedzieć o tobie samej. Może powinnaś zmienić swoje oczekiwania, czasem odpuścić?

ImageZłość może mieć różne oblicza – od lekkiego rozdrażnienia, większej lub mniejszej irytacji, aż do rozsadzającej od środka wściekłości, nad którą trudno zapanować. To, co jednego zaledwie zirytuje, u kogoś innego może obudzić dzikie zwierzę. Jedno jest pewne – złość to ogromna energia. Może być destrukcyjna zarówno dla nas, jak i dla otoczenia, ale odpowiednio rozminowana jest w stanie przynieść spokój, ukojenie i rozwój osobisty. Od czego zacząć? Od obalenia kilku mitów na jej temat.

Anatomia gniewu

To nieprawda, że złość jest negatywną, destrukcyjną emocją. Gniew to ważna informacja. O tym, że twoje granice (wartości, poczucie bezpieczeństwa itd.) zostały naruszone lub przekroczone. To świetnie, że odczuwasz złość, w ten sposób nabierasz większej świadomości tego, na co się nie zgadzasz, co cię boli. Sęk w tym, by nie pozwolić przerodzić się złości w agresję, także tę skierowaną przeciwko sobie. Choć złość to emocja, możemy do niej podejść w racjonalny sposób. Zamiast mówić: „To przez ciebie tak się złoszczę, nic

Choć złość to emocja , możemy do niej podejść w racjonalny sposób. Zamiast mówić: „To przez ciebie tak się złoszczę, nic nie mogę na to poradzić”, pomyśl, że zwykle nie mamy wpływu na okoliczności zewnętrzne, które budzą nasz sprzeciw lub gniew (przykra uwaga od przełożonego, krzywdzące słowa przyjaciółki, niesprawiedliwe potraktowanie), ale już na ich interpretację i swoje zachowanie – tak. Dlatego tak ważne jest zrozumienie mechanizmu złości. Najczęściej kryją się za nią zranione uczucia, zawód, strach, poczucie krzywdy czy utrata bezpieczeństwa. Wiedząc to, możesz zacząć lepiej sobie radzić z własnymi i cudzymi wybuchami gniewu.

To prawda, że im mniej stabilni emocjonalnie  jesteśmy, tym łatwiej nas zdenerwować, wciągnąć w konflikt, zranić. To w pewnym sensie spuścizna po dzieciństwie. Jeśli twoje potrzeby często nie były zaspokajane, miałaś też poczucie, że nie wolno ci się gniewać, by nie zasmucać rodziców – nikt nie nauczył cię, jak radzić sobie z trudnymi emocjami.

Złości nie warto, a wręcz nie warto tłumić. Lepsza metodą jest nastawienie się na to, co chce nam powiedzieć. Bo to ty musisz sobie poradzić z własną złością, nie inni. Spróbuj ją potraktować jak nauczycielkę.

Gdy ogarnia cię złość , nie kieruj jej przeciw innym ani przeciw sobie, tylko zastosuj którąś z podanych niżej – aktywizujących ciało lub wyciszających umysł – technik:

Działaj:

Wyjdź, jeśli możesz, na zewnątrz i rusz przed siebie szybkim marszem lub biegiem, aż się uspokoisz. Ruch znakomicie pozwala zużytkować gromadzącą się energię, a wysiłek fizyczny wyzwala endorfiny – poprawią twój nastrój, a dzięki temu, że minie trochę czasu od zdarzenia, które cię zdenerwowało, łatwiej ci będzie spojrzeć na sytuację z dystansem.

Podrzyj na strzępy grubą gazetę, możesz też uformować z niej kulki i rzucać nimi w drzwi lub ścianę.

Jeśli potrzebujesz się wyżyć, użyj poduszek, którymi możesz bez szkody uderzać w duże przedmioty, np. kanapę czy szafę.

Jeśli tylko warunki ci na to pozwalają, włącz na cały regulator (lub w słuchawkach) rytmiczną muzykę, np. bębnową, perkusyjną albo symfoniczną, i tańcz do niej lub głośno śpiewaj.

Odkurz całe mieszkanie lub umyj okna (w złości naprawdę dobrze się sprząta, na dodatek będziesz miała czyste mieszkanie).

Krzycz, tup, płacz.

Nie działaj:

Usiądź wygodnie i oddychaj, najlepiej przez nos. Weź 10 pogłębionych przeponowych oddechów, z wdechem wizualizuj sobie, że pobierasz dobrą energię, z wydechem – że wydalasz tę złą.

Obserwuj złość – nic nie rób, „stań obok” i przyglądaj się swoim emocjom – analizuj, jakie mały natężenie, jak zmieniały ci rysy twarzy, gdzie znajduje się napięcie w ciele  – po chwili zauważysz, że twoja energia podąża za uwagą, czyli angażuje się proces obserwacji. Jak twierdzi duchowy nauczyciel Osho, truciznę można przemienić w słodycz. Jak to się robi? Nie robiąc nic! „Potrzebujesz jedynie cierpliwości. Gdy przyjdzie złość, usiądź w milczeniu i obserwuj ją. Nie bądź jej przeciwny, nie opowiadaj się po jej stronie. Nie współdziałaj z nią, nie tłum jej. Bądź cierpliwy, po prostu zobacz, co się dzieje… niech narasta. Czekaj” – zaleca Osho.

Skorzystaj z wizualizacji, zamknij oczy i wyobraź sobie, że:

– lecisz samolotem, wznosisz się coraz wyżej i wyżej, a powód twojego zdenerwowania robi się coraz mniejszy,

– zdarzenie, które cię wyprowadziło z równowagi, jest niczym patyk na wodzie, przesuwa się powoli wraz z nurtem rzeki i znika po chwili z pola widzenia,

– złość jest zamknięta w wieży, a ty musisz przeznaczyć całą energię na znalezienie drogi i dotarcie na górę.

W tych wszystkich wizualizacjach chodzi o to, by oddalić się na chwilę od powodu złości i później, już na spokojnie, przeanalizować sytuację i rozwiązać ją pokojowo. Równie skuteczny może okazać się sposób bohaterki „Przeminęło z wiatrem” – Scarlett O’Hara mówiła sobie zawsze: „Pomyślę o tym jutro”.

Ustanów w swoim domu wyspę spokoju – od ciebie zależy, co się na niej znajdzie – stwórz ją w myślach choćby teraz, by w dowolnym momencie, w razie potrzeby, przenieść się tam wirtualnie. To może być wyspa z ciepłym piaskiem, widokiem na morze, miarowym szumem fal, huśtawką na drzewie lub po prostu twoja własna łazienka z wanną wypełnioną ciepłą wodą i relaksującą muzyką w tle. Po kąpieli zastosuj automasaż pachnącym balsamem. Otul się miękkim kocem. Rób to, co przemawia do twoich zmysłów. Rozluźnione ciało da spokój także myślom.

Zresetuj dysk

Powyższe metody to sposoby na to, by uspokoić emocje  tu i teraz. Nie rozwiązują jednak problemu pojawiania się złości. Potrzebne jest do tego poznanie jej źródeł i przeformułowanie własnych przekonań. Mogą ci w tym pomóc ćwiczenia.

Ćwiczenie: narysuj emocje

Możesz zacząć rysować w chwili złości albo po pewnym czasie, gdy masz już wgląd w swoje emocje (np. po ćwiczeniu z obserwacją złości), z dystansem, na spokojnie. Weź jak największą kartkę papieru i kolorowe kredki lub mazaki, narysuj swoją złość z energią, kolorami i intensywnością, z jaką się ona w twoim ciele i umyśle pojawia. Gdy to już zrobisz, a emocje nieco opadną, nadaj swojej złości imię. Następnie spójrz na nią ze współczuciem i zastanów się, jakie są prawdziwe przyczyny twojego zdenerwowania.

Na przykład złościsz się, gdy ktoś spóźnia się na spotkanie. Czy irytuje cię jego niepunktualność? Coś, na co nie masz wpływu? Czy może kryje się za tym twoja interpretacja, że nie jesteś dla tej osoby ważna, bo gdyby jej na tobie zależało, przyszłaby na czas, postarałaby się. Idźmy dalej – dlaczego uważasz, że ta osoba powinna bardziej się starać? Bo sama dbasz o to, by szanować czas innych. Do zastanowienia się: czy ta sytuacja narusza twoje wartości, jak np. szacunek do czasu innych osób, czy wynika z poczucia, że nie jesteś dla kogoś ważna? Następnie zastanów się, czy masz wpływ na powód swojej złości, czy nie? Na przykład, jaki masz wpływ na to, czy ktoś się spóźnia? Jeśli masz, to co możesz zrobić? Jeśli nie masz – to po co się denerwować? Możesz się zamiast tego zastanowić, co zrobić, na wypadek gdyby ktoś miał się spóźnić na spotkanie z tobą – zadzwonić na pół godziny przed spotkaniem i upewnić się, czy druga strona jest już w drodze i zdąży na czas? Może umówić się w takim miejscu, gdzie czekanie na kogoś przez kwadrans będzie przyjemne i pożyteczne? Jak możesz sama o siebie zadbać, nie oczekując, że ktoś inny to zrobi?

Złość wynika często z nierealnych oczekiwań, na przykład, że będziemy dla innych ważni, że w przyjaźni czy miłości nie ma konfliktów, że dzieci są zawsze posłuszne i grzeczne, a rodzice i przyjaciele zawsze powinni mieć dla nas czas, gdy ich potrzebujemy. Więcej zrozumienia, łagodności i akceptacji wobec innych, ale także więcej czułości i miłości wobec samej siebie, daje większy dystans do spraw. Zwłaszcza tych, których przebieg od nas nie zależy. A jeśli zależy, pozwoli nam go zmienić.

Ćwiczenie: znikająca złość

To ćwiczenie na rozliczanie się z powodami złości poprzez odbieranie im siły i znaczenia. Idź za instrukcją i nie podglądaj wcześniej dalszego przebiegu ćwiczenia.

Weź papierowe serwetki (lub kawałki białego papieru toaletowego) i mazakami wypisz na nich powody swojej złości. Wypisz osobno na każdej serwetce 10 powodów lub osób, które szczególnie doprowadzają cię do szału. Masz? Nalej do miski lub umywalki wodę, wrzuć serwetki i sprawdź, co się z nimi stanie. Po chwili z mokrej masy, w którą przeistoczyły się markerowe powody/osoby, możesz zrobić kulkę i albo zrzucić ją z balkonu, albo spuścić w toalecie i pożegnać na zawsze.

Za każdym następnym razem w chwili złości  przywołaj to wspomnienie i zobacz, jak bardzo jest niewarte twojego czasu i uwagi.

Możesz też, w innej wersji tego ćwiczenia, wypisać wszystkie powody lub osoby na tablicy, a następnie rzucać w nie mokrą gąbką, dopóki ich nie zetrzesz.

To także bardzo uwalniające doświadczenie.

/          Renata Mazurowska

trener rozwoju umiejętności osobistych i społecznych 

wpelnidnia.pl        /

 

 

… leśne delikatesy …

Kto kiedykolwiek był na grzybach – ten wie. Nic się nie da porównać z satysfakcja, jaka czujemy, gdy uda nam się zauważyć gdzieś na poboczu leśnej dróżki, pod dębem lub brzoza pięknego ciemnego borowika lub koźlarza.

Leśne delikatesyA może by na grzyby, w aromatów pełen las”, śpiewali Starsi Panowie w swoim kabarecie, poszukując jesiennych atrakcji i proponując pożyteczną rekreację na łonie natury. Grzybobranie to świetny sposób na relaks po tygodniu pracy. Bardzo lubię zbierać grzyby. Przez cały dzień mam potem pod powiekami obrazy z lasu. Poranne wrześniowe powietrze, w lesie – chłodne i balsamiczne, przewietrza płuca.

Trochę ruchu, spacerowe tempo, psy biegają podekscytowane zapachami, zanurzając nosy w już opadłych, szeleszczących liściach. Las o tej porze roku jest spokojny, zwłaszcza ranem, gdy jeszcze nie rozpierzchły się mgły i kolory nie nabrały ostrości. Można się odprężyć, nabrać energii na resztę dnia.
Nie we wszystkich krajach grzyby wykorzystuje się w kuchni.

W Holandii na przykład nie zbiera się grzybów. Pamiętam, jak poproszona przez holenderskich przyjaciół o typowo polską potrawę, poczęstowałam ich barszczem z uszkami nadziewanymi zebranymi przed chwilą, nieopodal ich domu, grzybami. Czułam się jak Lukrecja Borgia na wakacjach, patrząc na ich nagle pobladłe twarze wśród zamierającej rozmowy, gdy pierwsza łyżka powędrowała do mych ust.

W tradycji polskiej grzyby często zastępowały dania mięsne. Ja traktuję je raczej jako przyprawę, a nie potrawę i taki sposób polecam wszystkim bo wartości odżywcze grzybów są minimalne, natomiast ich walory smakowo- aromatyczne nie mają sobie równych.

Jak zbierać

• Na grzybobranie najlepiej zabrać ze sobą wiklinowy koszyczek lub łubiankę, które są sztywne i przewiewne. Grzyby w takich pojemnikach nie zaparzają się i nie łamią. Dobrze jest układać grzybki w sposób uporządkowany, na przykład trzonkami do góry – wtedy szybciej wysychają lub trzonkami do dołu – mniej się zapiaszczą. Na dnie koszyka układamy grzyby twarde, a na wierzchu te bardziej kruche i łamliwe.
• Grzybiarze dzielą się na zwolenników wykręcania grzybów i tych, którzy wycinają je ostrym nożykiem. Początkującym polecam wykręcanie, gdyż mogą oni zauważyć wtedy tak zwany „kielich śmierci”, uformowany przez grzybnię, typowy dla śmiercionośnych muchomorów – sromotnikowego i wiosennego.
• Prawie każdy gatunek grzyba ma swoisty smak i zapach, przeważnie korzenny i wytrawny, a niekiedy u grzybów rosnących pod drzewami iglastymi także żywiczny. Aby tego waloru nie stracić, staramy się nie mieszać różnych gatunków grzybów w potrawach ani przy suszeniu.
• Grzyby duszone lub smażone zawsze solimy na końcu, inaczej puszczają sos i wiele tracą ze swego aromatu.
• Grzyby suszy się najlepiej w temperaturze 40°C na niteczce lub drucikach w piekarniku albo specjalnej suszarce. Mogą dosychać w ciepłym miejscu rozłożone w lnianych woreczkach.
• Jeżeli mam tylko suszone grzyby leśne, używam połowy proponowanej w przepisie porcji grzybów, moczę je przez noc w zimnej wodzie. Powstały płyn jest znakomitym wywarem grzybowym.
• Do marynowania używam octu winnego (ocet spirytusowy jest niewskazany dla osób z dolegliwościami żołądkowymi), a przetwory pasteryzuję.
• Wybierający się na grzybobranie i spragnieni smakowych walorów grzybków powinni pamiętać, że jest wiele grzybów trujących. Uważajmy!!! A najlepiej zaopatrzmy się w atlas grzybów jadalnych lub przed ugotowaniem poradźmy się ekspertów. Bowiem jak śpiewał Wojciech Młynarski: „Właśnie przez te grzybki chłód rodzinnej kryptki nazbyt szybki dał obiadkom kres…”.

Grzybki marynowane

Świeże grzybki przyniesione prosto z lasu, jeśli nie będą od razu zjedzone, najchętniej przeznaczam na marynaty. Jakiś czas temu dostałam w prezencie od mojej przyjaciółki mieszkającej na stałe w Szwajcarii dwa słoiczki grzybków marynowanych. W Szwajcarii zbieranie grzybów nie jest tak popularne, więc były to śliczne rydze, które jeszcze można tam znaleźć i drobniutkie kurki w pięknej czerwonej zalewie. Stały przez jakiś czas zapomniane w spiżarni, aż kiedyś zostały odkryte przez mego męża i okazały się… niebem w gębie. Oczywiście, musiałam powtórzyć w następnym roku przepis, kupując jednak rydze na bazarze.

Kurki na czerwono
Zagotuj wodę z dodatkiem przypraw: kawałka cynamonu w lasce, listka laurowego, kilku goździków, ziela angielskiego i białej gorczycy, soli i cukru, gotuj pod przykryciem przez około 5 minut. Dodaj następnie pół szklanki dobrego wytrawnego czerwonego wina i pół szklanki octu z czerwonego wina i znów zagotowuj. Odstaw do przestygnięcia. Grzyby dokładnie umyj, przelej na sicie wrzątkiem, aby usunąć ewentualne powierzchniowe bakterie i wrzuć do osolonego wrzątku.
Gotuj około 20 minut, odcedź, przelej zimną wodą, osusz na papierowym ręczniku i włóż do suchych słoiczków. Zalej marynatą, szczelnie zamknij i zapasteryzuj. Pyszne do wędlin z indyka i cielęciny.

Rydze w galarecie
Ostatnie rydze samodzielnie zbierałam w Zakopanem wiele lat temu. Najlepsze były zawsze smażone na maśle, ale te z przepisu są także pyszne. Trochę przypominają rydze solone znane również z Zakopanego.
Zdrowe, jędrne rydze porządnie umyj i następnie osusz ściereczką. W całości ułóż warstwę w aluminiowym garnku i przełóż warstwą pokrojonej w plasterki cebuli, posypując solą, ziarenkami ziela angielskiego, pokruszonymi listkami laurowymi i odrobiną cukru.

Garnek przykryj i postaw na małym ogniu. Duś grzybki, aż puszczą sos, wtedy odkryj, delikatnie mieszaj i dalej już odkryte duś przez około 20 minut. Następnie wlej tyle octu, aby tylko przykrył grzyby i dalej duś przez około 20 minut na małym ogniu. Gorące przełóż do suchych małych słoiczków, szczelnie zamknij i pasteryzuj na sucho. Po otwarciu słoiczków okazuje się, że grzybki są we wspaniałej przezroczystej „rydzowej” galaretce utworzonej z sosu. Świetnie nadają się jako dodatek do gotowanych kartofli i szczypiorku z oliwą lub jako wykwintny dodatek do sałatek.

Gąski Babci Bronki
Choć przepis ten wymaga trochę cierpliwości i choć gąsek coraz mniej, polecam go, bo grzybki są pachnące i znakomite do ryb. Część pierwsza przepisu to tak zwane kwaszenie grzybków. Gąski bardzo dokładnie umyj i przelej najpierw wrzątkiem, a następnie zimną wodą na sitku. Osusz i ułóż w kamionkowym garnku, porządnie przesypując solą. Zostaw na dobę w spiżarni.

Następnego dnia grzyby odsącz z wytworzonego soku i ponownie ułóż w garnku, tym razem przesypując mielonymi przyprawami: zielem angielskim, jałowcem, pieprzem i drobno posiekanym czosnkiem. Garnek tradycyjnie przykryj talerzem, obciąż kamieniem i zostaw na dwa tygodnie w chłodnym miejscu. Po tym czasie wyjmij grzybki i przełóż je do małych słoiczków.

Przygotuj marynatę: Zagotuj wodę z ziarenkami przypraw, szczyptą soli i cukrem, gotuj pod przykryciem przez 10 minut, dodaj ocet i zagotuj. Gorącą marynatą zalej grzyby, szczelnie zakręć i pasteryzuj. Przechowują się czasem aż do wiosny w chłodnym miejscu.

Kolorowe borowiki
Tutaj szczególnie nadają się te późnojesienne borowiki o ciemnych ślicznych kapeluszach, które w occie nabierają jeszcze żywszych barw, a słoje z nimi są prawdziwą ozdobą kuchni.

Grzyby zagotuj z solą w małej ilości wody na małym ogniu przez około 20 minut. Odsącz grzybki, pozostawiając wywar. Do wywaru dodaj ocet, cebulę, pokrojoną w cienkie plasterki marchew, przyprawy: listki laurowe i kolorowe ziarenka pieprzu, sól i cukier. Zagotuj. Jeszcze raz włóż borowiki do zalewy i gotuj przez około 5 minut. Przełóż do słojów (tutaj mogą być większe), pamiętając o równomiernym rozłożeniu cebulki, marchewki i kolorowych ziarenek pieprzu. Zalej gorącą marynatą do pełna, zamknij szczelnie i pasteryzuj na sucho.

Wonne grzybowe pasztety

Grzybowe pasztety są niezwykle atrakcyjnym i mało popularnym daniem. Nie używam do nich zbyt wielu  przypraw, ważne jest bowiem, aby zachować naturalny, niezwykły aromat samych grzybów. Mogą być podawane zarówno na ciepło, jak i na zimno. Pasztety są nieco pracochłonne, ale za to takie wykwintne danie na pewno zaskoczy i zadowoli niejedno wyrafinowane podniebienie. Sprawdzone!!!

Starorosyjski pasztet z prawdziwków
Jest to niezwykły pasztet zapiekany w kruchym cieście. Przepis pochodzi od mojej kresowej cioci Lody.
Najpierw zagnieć kruche ciasto i wstaw je do lodówki. Ugotuj ryż na półtwardo. Oczyszczone grzyby obgotuj w osolonej wodzie około 10 minut. Odsącz i pokrój na kawałki. Cebulkę posiekaj i zrumień na maśle. Dodaj grzyby i jeszcze duś razem przez jakiś czas. Zrób silny napar z herbaty (wystarczy szklanka wrzątku). Grzyby, ryż, cebulkę zmiksuj, przypraw solą i pieprzem. Dolej herbatę i dobrze zmieszaj. Przestudzonym ciastem wyłóż okrągłą formę i wypełnij nadzieniem. Piecz około 45 minut w dobrze nagrzanym piekarniku.

Pasztet ze świeżych maślaków
Delikatny, wykwintny pasztet, znakomity jako ciepła przekąska do białego, wytrawnego wina. Zaskakuje wszystkich cudzoziemców.
Białe bułeczki namocz w słodkiej śmietance. Oczyszczone i pokrojone w kawałki maślaki uduś z cebulą na maśle tak, aby grzyby nie były zbyt miękkie, lekko osól pod koniec duszenia. Dodaj odciśniętą ze śmietanki bułkę i zmiksuj. Dodaj żółtka z 4-5 jaj i znów dokładnie utrzyj. Dodaj ubitą na sztywno pianę z białek, sól i pieprz do smaku i delikatnie zmieszaj. Masę przełóż do wysypanej tartą bułką formy i znów delikatnie oprósz tartą bułką. Piecz około 50 minut w dobrze nagrzanym piekarniku.

/           magazyn Wróżka        /