… pułapki teraźniejszości …

Wśród popularnych rad życiowych przoduje ostatnio ta: bądź tu i teraz. Skup się na chwili obecnej. Ma to być europejska adaptacja mistycznej mądrości wschodu, która za sprawą duchowych nauczycieli buddyzmu i jogi, za sprawą inspirowanych nimi chrześcijańskich i synkretycznych mistyków, a też ostatnio dzięki metodzie mindfulness i jej poprzedniczkom, popularnym w zeszłych dziesięcioleciach, dotarła tu do nas, by się nam żyło lepiej.

O co tu chodzi? Przestań sobie cokolwiek wyobrażać, nie martw się na zapas, bo i tak na to, co niesie przyszłość, wpływu nie masz i nie rozpamiętuj bez końca przeszłych błędów. Nie wracaj ciągle do poniesionych strat, nie skupiaj się na tym, co inni ci złego zrobili, nie wiąż psychicznej energii z żalem do innych za przeszłe rzeczy, bo to tylko tej energii strata, ani się nie nastawiaj na rzeczy przyszłe, których chcesz, bo to prowadzić może tylko do przywiązań, sztywności i rozczarowań, gdy to, na co się nastawisz, się nie spełni. Żyj chwilą obecną, uważnie i przytomnie właśnie teraz. Im bardziej tu i teraz, tym lepiej. Wszystko to ponoć potwierdzają wschodni mędrcy, zaświadczając, że temu, kto to zastosuje, żyje się szczęśliwiej. Czego nam wszystkim życząc, pozwolę sobie jednak na lekki sceptycyzm.

Podobno nawet w miarę normalne zastanawianie się nad przeszłością i przyszłością, rozmyślanie, marzenie na jawie, myślenie nie o tym, co właśnie robimy, tylko o czymś oderwanym, wyobrażanie sobie, że to, co widzimy, jest czymś całkiem innym, uciekanie myślami, teoretyzowanie i spekulowanie, planowanie, analizowanie błędów, czy pogrążanie się we wspomnieniach, oraz wszelkie stany nieuwagi na mistyczne, tajemnicze „tu i teraz”, to jakoś bardzo niedobrze. Niski poziom duchowego rozwoju po prostu. O co tu w ogóle chodzi? Czemu mamy rezygnować z czegoś, co przychodzi nam tak naturalnie, jak właśnie zamyślanie się i bycie raczej „tam i wtedy”, niż teraz i tutaj? I dlaczego by to miało być niedobre?

Przede wszystkim warto sobie uświadomić pewne podstawowe nieporozumienie. Celem człowieka zachodu jest zwykle życie fajniejsze, bardziej harmonijne relacje, dobry związek, finansowy sukces, pociecha z dzieci i tym podobne doczesne i banalne rzeczy. Te cele uważa on za tak oczywiste, że słysząc dowolne duchowe wskazówki, zaczerpnięte od pradawnych mędrców, zakłada bezrefleksyjnie, że i im o to samo chodziło.

Nie do końca. Większa część wschodniej filozofii ufundowana jest na założeniu, że wszystkie istoty odradzają się raz po raz z powodu energii, związanej z ich przywiązaniami, pragnieniami, lękami i uwikłaniami. Energia ta ma być tak silna, że każe rodzić się wciąż od nowa, by „załatwić co niezałatwione”, ostatecznie jednak pcha to nas w kolejne uwikłania i kłopoty. Czyli życie, z samej definicji, jest tam czymś związanym z cierpieniem, niezadowoleniem i poczuciem braku, a celem praktyk duchowych jest, by się od tego uwolnić. Doprowadzić umysł do takiego stanu, by już nie było konieczności się dalej odradzać. Czyli chodzi o to, by się z tego kołowrotu nareszcie wyzwolić, a nie, by się w nim lepiej, przyjemniej urządzić. Wschodnia filozofia mówi, że lepiej się urządzić można tylko czasowo, a w sumie im lepiej, tym na koniec i tak gorzej, bo do tego, co dobre, przywiążemy się i będziemy się bali to stracić. A gdy stracimy, co jest nieuniknione, bo wszystko, co powstało, musi się i rozpaść, będziemy rozpaczać. Lepiej nie mieć zbyt wiele. Dokładnie tak, jak o tym śpiewają Elektryczne gitary – byłem na wsi, byłem w mieście, byłem nawet w Budapeszcie, wszystko.. Tak. Wschodnie nauki mówią, że wszystko musi kiedyś się rozpaść.

Skąd jednak ten nacisk na „tu i teraz”? No właśnie stąd, że chwila obecna, ani przeszła, ani przyszła, to odcinek czasu o długości zerowej. Konsekwentnie rzecz ujmując „teraz”, to „nigdy”. Osiągnięcie tego, by umysł ciągle był w tym osobliwym punkcie zero, to to samo, co faktycznie przestać istnieć. Niby być, ale bez planów i bagażu, czyli jakby będąc, w zasadzie już nie być. Ciało się zestarzeje i koniec. Nirwana. Najprościej i najdobitniej wyjaśnił to buddyjski filozof Nagardżuna w swoim traktacie Madhjamika Karika – szczytowym osiągnięciu buddyjskiej i w ogóle wschodniej filozoficznej myśli. Jego wywód przypomina do pewnego stopnia rozumowania Zenona z Elei i jego uczniów, ale jest, moim przynajmniej zdaniem, ciekawszy. Kolejno rozprawia się autor z takimi pojęciami, jak przeszłość, przyszłość, teraźniejszość, miejsce, przedmiot, dostrzeganie czegoś, jaźń indywidualna, przyczyna, skutek, stwórca itd., skutecznie doprowadzając to wszystko do absurdu. Jak na mój gust nieźle mu poszło. Jednak celem Nagardżuny nie jest zabawa abstrakcją. Chodzi mu o bardzo konkretny wynik. O to, by poprzez studiowanie jego wywodu zbliżyć się do tego samego, do czego w innych momentach miał się zbliżyć adept przez skupienie się na „tu i teraz”. Chodzi o to, by umysłowa aktywność wygasła i żeby, dzięki odkryciu, że to wszystko, czym żyjemy napędzane jest trwaniem w iluzji, nie musieć się więcej odradzać. Jeśli ktoś chciałby lepiej dogadywać się z dziećmi, albo być lepszym menadżerem, czy znaleźć fajniejszy związek, albo lepiej się poczuć, czy schudnąć, ewentualnie wyleczyć się z jakiejś choroby, to nie do końca o to tutaj chodzi.

Czy skupiając się tylko na tu i teraz, lepiej, skuteczniej pokierujemy swoim życiem? Wschodnich mistrzów to nie interesowało, bo im nie o życie chodziło. Nawet wręcz przeciwnie. Jeśli jest tylko teraz, to nie robisz planów. Nie planujesz swojego wykształcenia,ścieżki kariery, wydatków, czy inwestycji. Nie planujesz budowy domu dla dzieci. Ani ich przyszłości. No future. W zasadzie wpisuje się to dobrze w pewne subkulturowe, młodzieżowe ideologie, z których większość szlachetnych wyznawców szczęście z czasem wyrasta, a jeśli nie, to o ile ktoś nie jest Iggy Popem, kiepsko się to kończy. Nie da się pracować, prowadzić działalności naukowej, politycznej, artystycznej, ani prowadzić firmy na dłuższą metę, jeśli jes się tylko tu i tylko teraz. Nie robisz wizji rozwoju swojej działalności, ani nie wiesz, dokąd ona zmierza. Pracujesz, nie zastanawiając się nad celowością tego, co robisz. Liczy się tylko „tu i teraz robienia właśnie tego”.

Tylko jak zdecydować, które działanie ma perspektywiczny sens, a które nie? Tak można pracować przy taśmie, ale niech ktoś spróbuje w ten sposób zarządzać przedsiębiorstwem. Nie da się. Musisz planować. Z perspektywy tu i teraz to przecież wszystko jedno, dokąd się dąży. Podobnie, jeśli nie wracasz do przeszłości, to nie wyciągasz z niej wniosków. Czyli nie rozumiesz własnej teraźniejszości. Ani nie widzisz związku między tym, skąd przychodzisz, a tym, dokąd możesz przypuszczalnie zmierzać. Z punktu widzenia dążenia do Nirwany to wszystko nie jest konieczne, ale jeśli nie o nią ci chodzi, samo tu i teraz, to stanowczo za mało. To najlepsza droga, by życiowo po prostu stać w miejscu. W praktyce takie skupienie na teraźniejszej chwili może być po prostu sposobem ucieczki od rzeczywistości w tym sensie, że ucieka się przed spojrzeniem na swoje życie z jakiejś całościowej perspektywy. Odrzucenie pragnień i planów, by nie tworzyć przywiązań, może być dobrą metodą, by się więcej nie narodzić, o ile faktycznie ktoś nie chce i wierzy, że w takich sprawach mogą w ogóle istnieć jakieś lepsze i gorsze sposoby, ale jeśli jednak masz jakieś marzenia, to spokojne siedzenie na tyłku niekoniecznie zbliża do ich realizacji.

Żeby coś osiągnąć, trzeba się o to postarać. A nie da się starać, jeśli się nie tworzy planu i nie wyciąga wniosków z doświadczeń. Skupianie się na tym, że osiągnięcia są nietrwałe do starań nie motywuje. Choć trudno zaprzeczyć. Wszystko mija. Ale rezygnacja z podążania za pragnieniem poziomu energii nie podwyższa. Nie twierdzę, że powinna, ale chyba warto wiedzieć, że nie podwyższa. Oczywiście, kiedy jesteśmy „tu i teraz”, to zwykle jesteśmy szczęśliwsi. Idziemy z plecakiem gdzieś w góry. Długa trasa, męcząca, wreszcie docieramy do miejsca, skąd do celu już w dół, a tam wielka, zalana słonecznym światłem łąka i po prostu ślicznie. Leży sobie człowiek na trawie i patrzy. W takich chwilach jest tu i teraz i nic a nic nie brak. Ktoś wychowany na wschodnich mistykach mógłby w tym momencie pomyśleć coś w tym rodzaju: oto właśnie poczułem, czym jest to słynne „tu i teraz”. Osiągnąłem to. Gdybym tylko dał radę rozciągnąć to doświadczenie na codzienne życie, mógłbym 24 godziny na dobę być tak zadowolony, jak jestem w tej chwili.

Jednak zależność idzie w drugą stronę. To nie dlatego jest fajnie, że tu i teraz jesteśmy, ale dlatego złapaliśmy „tu i teraz”, że akurat tu teraz jest fajnie. Gdy Charlie Chaplin w filmie Dzisiejsze czasy z obłędem w oczach przykręca śrubki pracując na taśmie, też jest tu i teraz, ale raczej niewielu by się z nim chciało zamienić. Jednak, z punktu widzenia celu starych wschodnich mistrzów, skupienie na dokręcaniu śrubek jest równie dobre, jak patrzenie na górski pejzaż. Myśl, że w tym może kryć się rozwiązanie tajemnicy sukcesu azjatyckiej przemysłowej modernizacji nie jest miła. Raczej niepokojąca. Obawiam się jednak, że może tu być coś na rzeczy. Azja stworzyła wynalazek mnisiego życia, który Europa podkradła, bo właśnie z Azji przywędrowała do nas idea ascezy, podobnie, jak różaniec, bo to też indyjski wynalazek. Mnichów nie wymyślili Azjaci bez powodu. Zdecydowali się ogromnym ekonomicznym kosztem stworzyć im warunki właśnie dlatego, że doskonale rozumieli, że żyć, jakby ani wczoraj, ani jutro nie istniało, można tylko w specyficznych warunkach. Mnich nie musi nic planować. Nie musi też rozróżniać na swoich i obcych, na przykład preferując własną rodzinę. Dzięki temu może żyć, jak o tym mowa w starej tybetańskiej modlitwie „wyzbywszy się przywiązania do bliskich i niechęci wobec innych w przekonaniu o równości wszystkiego, co żyje”.

Gdyby przeciętny Kowalski w przekonaniu o równości wszystkiego, co żyje, starał się o pracę, lub studia, gdzie jest kilkudziesięciu kandydatów na miejsce, mogłoby to znacznie obniżyć jego szanse. Być może dzięki mniejszemu napięciu miałby spokojniejszą głowę, warto jednak wiedzieć, że na szukanie pracy może to mieć pewien wpływ. Jeśli mnich odwiedza szpital pełen obłożnie chorych ludzi, kieruje swe kroki ku tym, którzy są najbliżej śmierci. Człowiek świecki kieruje się do sali, gdzie leżą jego krewni, bo dla niego nie wszystko, co żyje, jest równe.

Córka z zapaleniem wyrostka jest dla zwykłego człowieka ważniejsza, niż obcy z rakiem piętro niżej. Mnich darzy współczuciem wszystkich na równi. Człowiek świecki, o ile nie jest jakoś sfrustrowany życiowo, życzy wszystkim względnie dobrze, ale kocha swoich. Mnich na wschodzie ma życie zaplanowane, właśnie po to, by nie musiał podejmować strategicznych decyzji, utrzymywać rodziny, czy wybierać, z kim chce być i pamiętać, co wybrał wczoraj, by móc tego samego dziś się trzymać, zamiast być zawsze z tym, kto „tu i teraz” akurat obok przycupnął. Może spokojnie skupić się na tu i teraz wyrównywania grządek kamiennego ogródka. Jeśli jednak mowa o adaptowaniu wschodu na zachodzie, to całkiem często spotykana jest taka sytuacja, że jakiś współczesny Europejczyk żyje w pewnego rodzaju „stanie pośrednim”. Życie zawodowe i ścieżkę edukacyjną ma, jak u mnicha, a życie towarzyskie i seksualne, jak u człowieka zdecydowanie świeckiego. Kiedy jednak w tym życiu seksualno towarzyskim ktoś oczekuje deklaracji i zobowiązań, spod ziemi nagle pojawia się mnich. Można powiedzieć, że niektórzy biorą z filozofii wschodu i zachodu to, co najlepsze, by skutecznie i twórczo to łączyć. Do pewnego wieku to łatwe. Z czasem jest trudniej, ale ponoć zaawansowanym mistrzom się tak nawet do końca udaje. Będąc tu i teraz nie wie się o przyszłości. Możesz pracować gdziekolwiek. Na stacji benzynowej, w fast foodzie, w ochronie.. Nie jest to ani dobre, ani złe. Jeśli jesteś mnichem na wschodzie, jest to oczywistość.

A jeśli jesteś człowiekiem świeckim z Europy? Najpierw emerytura jest kwestią przyszłości, czyli tu i teraz nie istnieje, a później po prostu tu i teraz też nie istnieje. Podobnie z oszczędnościami i całą resztą. Czy to dobrze, czy źle? Można powiedzieć, że z punktu widzenia konsekwentnego „tu i teraz”, ani dobrze, ani źle. Z szerszej perspektywy może być czasem słabo. Co zatem robić? Jak żyć? Tu i teraz, czy jednak uciekać myślami od obecnej chwili? W gruncie rzeczy problem jest iluzją. Przecież jeśli tu i teraz się zamyślamy nad przeszłością, to skupienie na tych wspomnieniach jest jak najbardziej teraz i tutaj, a nie „tam i wtedy”.

Nie istnieje przecież nic takiego, jak bardziej i mniej prawdziwa aktualność. Aktualność, to po prostu to, czym umysł się w danym momencie zajmuje. Można być skupionym na tym, jak trzydzieści lat temu jedliśmy lody w Hortexie, a można na widoku szklanki z wodą, która stoi przed nami na stole. Zawsze jesteśmy tu i teraz, obojętnie, czy się natężamy w tym celu, czy wcale, i nie ma różnicy, czy to, na co akurat zwracamy uwagę, to będą doznania wzrokowe, słuchowe, czy myśli, czy wspomnienia o tym, cośmy może widzieli ostatnio. Ostatecznie jednak – kogóż to obchodzi? Nikt nas przecież z tego nie będzie rozliczał.

P.S.- po przeczytaniu tekstu myślę, że można by jeszcze napisać o słynnym „stanie flow”, ale to chyba już temat na inny artykuł.

 

/ autor: Paweł Droździak

źródło: natemat.pl /

/przygotowała: nika_blue /

 

 

… pokochasz czarnuszkę …

Czarnuszka siewna (Nigella sativa) zwana także czarnym kminkiem (black cumin, khalonji) to niepozorna roślinka posiadająca ziarenka o olbrzymiej mocy. Wspominana już w zapisach biblijnych, używana jako panaceum przez starożytnych, którzy uważali, że czarnuszka i jej drogocenny olej „leczy wszystko z wyjątkiem śmierci”. Nazywana czasem „złotem faraonów”, jako że sam Tutenchamon miał w swoim grobowcu fiolkę z czarnuszkowym olejem – tak po prostu „w razie W”, gdyby mu cokolwiek tam w zaświatach zaczęło dolegać. Coś, o czym wiedzieli nasi przodkowie dzisiejsi naukowcy potwierdzają licznymi badaniami (na dzień dzisiejszy ponad 700 badań): czarnuszka w istocie stanowipanaceum na wiele dolegliwości.

A konkretnie na co pomaga czarnuszka i jej olej?

Wszędzie tam, gdzie pojawia się stan zapalny czarnuszka stanowi niezrównany oręż aby się z nim rozprawić. Również wszędzie tam, gdzie szwankuje system immunologiczny. Dlaczego tak się dzieje? Otóż nasionka czarnuszki posiadają ponad 100 aktywnych substancji, z czego część zapewne nie została jeszcze przez naukowców odkryta. To prawdziwa skarbnica związków biologicznie aktywnych!

czarnuszkaO wartości czarnuszki niech zaświadczy też fakt, że tzw. wielki przemysł bardzo ostrzył sobie ząbki aby ją dla siebie opatentować. Mianowicie takie wnioski patentowe w wielu krajach złożyła wielka korporacja Nestle (której żadnych produktów już nie kupuję – nie, bo nie). Oczywiście Nestle wszystkiemu zaprzeczyło, odpowiadając, iż jakoby chodziło jedynie o opatentowanie produkcji tylko pewnych związków czarnuszki działających przeciwko alergiom pokarmowym (chodziło o tymochinon), co podobno „odkryli” pracujący dla korporacji naukowcy. Oczywiście niczego nie odkryli, bowiem szereg prac na temat antyalergicznego działania czarnuszki można zwyczajnie znaleźć na pubmedzie.

Spójrzmy  zatem jakież to główne aktywne substancje zawierają w sobie te malutkie czarne ziarenka, dzięki którym nabierają one tak niezwykle silnych właściwości antyzapalnych, antynowotworowych, antyoksydacyjnych i jednocześnie ochronnych:

- różnorodne kwasy tłuszczowe (linolowy, alfa-linolenowy, rzadki w przyrodzie eikozadienowy, palmitynowy, mirystynowy i inne)

- fosfolipidy i fitosterole

- cenne flawonoidy i równie cenne saponiny

- białka (osiem z dziewięciu niezbędnych aminokwasów) i węglowodany

- alkaloidy m.in. nigellinę, nigellaminę, nigellidynę, nigellicynę – rzadkie w świecie roślin)

- olejek eteryczny zawierający m.in. tymochinon, limonen, karwakrol, karwon i in.

- witaminy A, E, F, B1, B3, B6, biotynę, związki mineralne m.in. cynku, selenu, magnezu, wapnia, żelaza, sodu i potasu

Te wszystkie skarby natury umieszczone w małych czarnych nasionkach w idealnej proporcji sprawiają, że czarnuszka i jej olej znakomicie obniżają stres oksydacyjny! To nam dużo tłumaczy, bowiem oznacza, że wszędzie tam, gdzie stres oksydacyjny się pojawia – czarnuszka przynosi ulgę i ukojenie, pomagając systemowi uporać się z zachwianiem równowagi i przywrócić ową utraconą równowagę czyli innymi słowy stan zdrowia. Krótko mówiąc – dokładnie tak jak mawiali starożytni – leczy wszystko z wyjątkiem śmierci :)

Przeciwwskazań do jej stosowania w zasadzie brak. Jedynie podczas ciąży i karmienia należy jej stosowanie skonsultować z lekarzem.

Oto 20 powodów dla których czarnuszkę oraz jej olej warto pokochać:

1. Ma działanie immunoprotekcyjne. Zawarte w niej związki wzmacniają układ odpornościowy, pobudzając m.in. syntezę interferonu czy wzrost ilości limfocytów i makrofagów stojących na straży naszego zdrowia. Warto sięgnąć po czarnuszkę szczególnie teraz, na przełomie sezonów, aby wzmocnić organizm.

2. Poprawia samopoczucie alergikom. Regularne przyjmowanie oleju z czarnuszki przez 6-8 tygodni powoduje znaczną poprawę symptomów. Czarnuszka – podobnie jak witamina C – jest świetnym antyhistaminikiem.

3. Pomocna dla astmatyków. Po kilku tygodniach stosowania oleju z czarnuszki uzyskano znaczącą poprawę u 80% badanych (szczególnie pozytywnie odpowiadały dzieci): poprawiła się wydolność płuc, ustąpił świszczący oddech i można było zmniejszyć dawki konwencjonalnych farmaceutyków (inhalatorów).

4. Pomoże uporać się z anemią. W wielu badaniach wykazano, iż regularne stosowanie oleju z czarnuszki podnosiło poziom hemoglobiny i erytrocytów. Naprawdę nie jest konieczne jadanie martwych tkanek zwierzęcych, skoro można używać czarnuszki. Jednak doktorzy uparcie przepisują żelazo i każą „jeść dużo mięsa” przy anemii. Jak widać nie jest to jedyny sposób aby pożegnać anemię :)

5. Ma silne działanie antybakteryjne, antywirusowe i antygrzybicze.Naukowcy podejrzewają, że stoi za tym spora zawartość tymochinonu. Podanie czarnuszki powodowało w ciągu 3-10 dniowej kuracji zahamowanie wzrostu patogenów, w tym również Candida Albicans. W dobie powszechnego zagrzybienia jak również zbliżającego się przełomu sezonów skutkującego jak zwykle wzrostem  przeziębień, gryp, infekcji zatok, oskrzeli itd. – warto o tym fakcie pamiętać. W czarnuszce siła! :)

6. Ma również działanie przeciwpasożytnicze. Olej z czarnuszki wykazał w badaniach działanie przeciwtasiemcowe u dzieci chorujących na tasiemczycę. Czarnuszkowa kuracja okazała się też skuteczna w przypadku zakażeń przywrą, nie powodując przy tym żadnych działań ubocznych. Czarnuszka dzięki poprawie funkcji układu immunologicznego skutecznie zwalcza również owsiki, blastocytozę, a nawet włośnia krętego. Pod tym kątem olej z czarnuszki ma działanie silniejsze nawet od oleju czosnkowego.

7. Czarnuszka chroni przed skutkami promieniowania. W badaniach czarnuszka zapobiegała uszkodzeniom wywołanym promieniowaniem jonizującym w radioterapii. To ważna informacja dla tych, którzy poddawani są naświetlaniom promieniami w radioterapii chorób nowotworowych.

8. Pomaga pozbyć się nadciśnienia. Czarnuszka nie tylko obniża ciśnienie krwi i zmniejsza ryzyko powstawania zakrzepów, ale również chroni przed wzrostem homocysteiny, prowadzącej do rozwoju miażdżycy.

9. Przeciwdziała tworzeniu się kamieni nerkowych. Obniża stężenie szczawianów w moczu i hamuje formowanie kamieni nerkowych.

10. Działa przeciwwrzodowo na żołądek. Olej z czarnuszki powoduje wzrost ilości mucyny w błonie śluzowej żołądka. Czarnuszka ma również udowodnioną skuteczność przeciwko bakteriom Helicobacter pylori. Przynosi ulgę w przypadku symptomów refluksu żołądkowo-przełykowego.

11. Ma działanie cytotoksyczne – przeciwnowotworowe. Hamuje angiogenezę i metastazę komórek nowotworowych, stymuluje syntezę cytokin: interleukin, TNF-α oraz interferonu, immunoglobulin skierowanych przeciwko antygenom rakowym. Czarnuszka ma też zdolność wywołania apoptozy(zaprogramowanej śmierci) komórek rakowych – działa silnie antyutleniająco. Badania były robione w stosunku do licznych rodzajów nowotworów, między innymi białaczki, nowotworów okrężnicy, płuc, macicy, prostaty, piersi, jelita grubego, wątroby, mózgu czy nawet wyjątkowo niebezpiecznego i podstępnego raka trzustki. Czarnuszka nie czyni przy tym szkody komórkom zdrowym.

czarnuszka kwiat12. Pomaga opanować zmiany skórne. Olej z czarnuszki jest tradycyjnie stosowany w przypadkach trądziku, łuszczycy, przy atopowym zapaleniu skóry, grzybicy skóry, wysypek, zmianach wywołanych zakażeniem bakteryjnym lub poparzeniem słonecznym. To ostatnie mogę potwierdzić własnym niedawnym doświadczeniem: kiedy w środku lata podczas prac w ogródku nieopatrznie spiekłam sobie odsłonięty kark, prosiłam następnie męża aby kilkukrotnie w ciągu dnia smarował mi obolałe miejsce olejem z czarnuszki (nie miałam akurat w domu kapsułek z witaminą E) i w ciągu najbliższej doby miejsce to było wyleczone z oparzenia słonecznego – naskórek był w doskonałym stanie, ból zniknął, złuszczenie naskórka nie nastąpiło. Doskonałe remedium!

13. Ma działanie antycukrzycowe. Reguluje poziom cukru we krwi: działa  ochronnie na trzustkę sprzyjając jej regeneracji i proliferacji wysp trzustkowych beta odpowiedzialnych za produkcję insuliny.

14. Chroni przed uszkodzeniami wątrobę i nerki. Zarówno gdy czynnikami szkodliwymi są metale ciężkie czy też dostające się do ustroju ksenobiotyki (np. leki) czarnuszka chroni te dwa ważne narządy: oczyszcza ustrój z toksyn i przywraca prawidłowe poziomy markerów stresu oksydacyjnego.

15. Chroni przed osteoporozą. Zwiększa gęstość mineralną kości dzięki zwartości kwasów tłuszczowych oraz silnemu działaniu antyutleniającemu i antyzapalnemu.

16. Działa kojąco na ośrodkowy układ nerwowy. Stwierdzono działanie antydepresyjne, sedatywne (uspokajające) i anksjolityczne (przeciwlękowe) czarnuszki. Można powiedzieć, że działa jak adaptogen zwiększając naszą odporność na stres, przeciwdziałając stanom depresyjnym i/lub lękowym i poprawiając samopoczucie. Obiecująco przestawia się czarnuszka również jako oręż w zwalczaniu symptomów epilepsji czy choroby Parkinsona.

17. Pomocna w przypadku chorób autoimmunologicznych. Znowu kłaniają się niezwykłe właściwości antyzapalne, antyhistaminowe i zmniejszające stres oksydacyjny, dzięki którym czarnuszka przynosi chorym poprawę samopoczucia w postaci zmniejszenia symptomów.

18. Doskonała na problemy z włosami. Przeciwdziała łysieniu, hamuje wypadanie włosów, pozwala pozbyć się łupieżu i spowodowanego stanem zapalnym swędzenia, pobudza porost włosów i zwiększa gęstość czupryny.

19. Przyspiesza gojenie się ran. Owrzodzenia, skaleczenia, rozpadliny, zmiany ropne itd. zagoją się szybciej dzięki czarnuszce.

20. Wpływa pozytywnie na układ rozrodczy. Reguluje miesiączkowanie, wspomaga laktację u matek karmiących, a nawet stwierdzono jej działanie antykoncepcyjne podobne do etynyloestradiolu (syntetycznego estrogenu, składnika współczesnych tabletek antykoncepcyjnych), nie wykazując jednocześnie aktywności estrogenowej. Dobra wiadomość dla panów jest taka, że czarnuszka naturalnie podnosi u nich poziom testosteronu.

Jak widzicie – takie malutkie niepozorne ziarenka, a ile w nich mocy! Warto jednak w tym miejscu dodać, że sama czarnuszka aczkolwiek jest wspaniałym darem natury – nie zastąpi zmiany stylu życia. Żeby była jasność: jeśli dla przykładu chcesz pozbyć się candidy ze swoich jelit, to nie wystarczy tylko samo stosowanie w tym celu  czarnuszki jeśli  jednocześnie nadal opychać się będziesz codziennie tonami słodyczy. Jeśli chcesz się pozbyć artretyzmu, to nie wystarczy stosowanie czarnuszki jeśli oprócz tego równocześnie trzy razy dziennie będziesz dzień w dzień  obżerać się mięchem i podrobami.  Jeśli tak – to nie narzekaj potem, że „ta cała czarnuszka w ogóle nie działa”. Czarnuszka w tym wypadku może po prostu nie dać sobie rady, a na pewno nie tak szybko jak by się można było spodziewać. Przywracanie zdrowia i jego utrzymanie jest proste (i do tego piękne w swojej prostocie), lecz jeśli chcesz sam dla siebie stać się swoim lekarzem, to należy bezwzględnie trzymać się sztywno pewnych zasad, a właściwie jednej. Po pierwsze nie szkodzić. Rozumiemy się?

Żyjemy ponadto w czasach gdy wszystko chcemy szybko i natychmiast. Nie zapominajmy jednak, że na nasze dolegliwości (z wyjątkiem urazów) zawszepracujemy całymi latami, nie nabywamy ich przecież szybko i natychmiast. Dlatego wyjątkową głupotą byłoby oczekiwać, że szybko i natychmiast znikną. Nie znikną, nie oszukujmy się. Twoje ciało cierpliwie znosiło zniewagi przez długi czas, teraz Ty wykaż się cierpliwością i daj mu czasu tyle ile będzie potrzeba, aby wróciło do dawnej równowagi. Zauważ, że to nie jest tak, że „czarnuszka leczy”. Sama w sobie nie leczy, bo nie ma na tej planecie niczego, co „leczy” samo w sobie. Zawsze leczy nas ciało, bo tylko ono wie jak to zrobić. Czarnuszka tylko ułatwia mu robotę, resztę robi już Twój system immunologiczny. Pod warunkiem, że mu nie przeszkadzasz.

Jak stosować czarnuszkę?

Czarnuszkę można stosować zarówno zewnętrznie (na skórę, włosy i paznokcie) jak i wewnętrznie. Używa się albo ziarenek (całych, utłuczonych w moździerzu lub zmielonych w młynku do kawy) albo oleju tłoczonego na zimno. W krajach Bliskiego Wschodu wierzy się w to, że żucie profilaktycznie „dla zdrowotności”  10 ziarenek czarnuszki dziennie trzyma z dala wszelkie choroby. To dobry pomysł, na pewno lepszy niż żucie toksycznych konwencjonalnych gum do żucia.

- w kuchni profilaktycznie, jako przyprawa: zmielona czarnuszka doskonale zastępuje pieprz. W przeciwieństwie do niego nie drażni jednak przewodu pokarmowego ani nie zakwasza organizmu (pieprz jest przyprawą zakwaszającą). Warto wypełnić swoją pieprzniczkę zmieloną czarnuszką zamiast tradycyjnego pieprzu. Całe lub zmielone ziarenka można dodawać do pieczenia chleba (do ciasta oraz jako posypkę na wierzch), do zup, sałatek, kanapek, do bigosu i innych duszonych warzyw, przy wyrobie domowego sera, wina czy przy kiszeniu warzyw.

- w postaci naparu: parzymy jak herbatkę czyli zalewamy wrzątkiem 1 łyżkę zmielonych nasionek, parzymy ok. 20 minut i odcedzamy. Taki napar można osłodzić miodem. Stosować zewnętrznie do przemywania zmienionej chorobowo skóry, jak płukankę do włosów oraz wewnętrznie (pijemy 1/2 szklanki naparu 2-3 razy dziennie).

- w postaci oleju: do stosowania zewnętrznie na skórę lub włosy oraz wewnętrznie (łyżeczka oleju 2-3 razy dziennie, dzieci połowę tego). Olej z czarnuszki jest dostępny również w kapsułkach, jednak wtedy wychodzi sporo drożej niż ten zakupiony w buteleczce. Pamiętajmy, aby kupować tylko olej z czarnuszki tłoczony na zimno. Po otwarciu przechowujemy go w lodówce.

- w postaci nalewki: pół szklanki zmielonej czarnuszki zalać szklanką alkoholu 40% i odstawić na co najmniej tydzień, po czym przefiltrować przez watę. Można używać zewnętrznie jak i wewnętrznie, podobnie jak olej. W przypadku zakażeń o charakterze grzybiczym (np. candida) nalewka na bazie alkoholu jest bardziej skuteczna niż napar.

- w postaci ziołomiodu: na każdą łyżkę miodu dać łyżeczkę zmielonej czarnuszki i utrzeć razem na papkę, bardzo pomocną przy przeziębieniu (podobnie zresztą jak mieszanka miodu i cejlońskiego cynamonu): działa wykrztuśnie, łagodzi kaszel i ból gardła. Papkę można też stosować zewnętrznie na skórę w postaci maseczki, a jeśli zmielimy nasionka nieco grubiej to peelingu.

 Bezpieczeństwo czarnuszki

Jako przyprawa czarnuszka była stosowana przez naszych przodków od niepamiętnych czasów, nie ma przeciwwskazań do stosowania czarnuszki jako przyprawy – nawet w czasie ciąży. Podobnie jak innych ostrzejszych w smaku przypraw małym dzieciom nie podaje się czarnuszki przed ukończeniem 1 roku życia. Jeśli zaś spożywamy leczniczo olej lub nasiona, to w czasie ciąży i karmienia nie zaleca się regularnego spożywania.  Nie stwierdzono skutków ubocznych czarnuszki lub jej oleju pod warunkiem stosowania zalecanych dawek. Jak ze wszystkimi ziołami stosowanymi terapeutycznie zaleca się też robić krótkie przerwy w stosowaniu raz na jakiś czas.

 

Pomocne linki:

1.http://www.woia.pl/dokumenty/Wlasciwosci%20fitoterapeutyczne%20czarnuszki%20siewnej%20-%20malenkich%20ziarenek%20o%20wielkiej%20mocy.pdf

2. http://www.herbapolonica.pl/magazines-files/5156139-13.pdf

3. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/?term=nigella

4. http://www.myblackseed.com/SearchResults.asp?Cat=1831

5. http://naturalsociety.com/10-benefits-nigella-sativa-black-seed/

6. http://medico.seomex.pl/czarnuszka-siewna-niella-sativa-l/

 

/ autor: Marlena

źródło: akademiawitalnosci.pl /

/ przygotowała: nika_blue /

 

 

… pokolenie borderline …

pokolenie borderline

foto: 123rf.com

 

Jesteśmy zakochani w ideale miłości, ale nie w niej samej. Wiemy, jak byśmy chcieli kochać i jak byśmy chcieli być kochani, ale samo kochanie nie bardzo nam wychodzi.

Chorujemy na coraz powszechniejszą chorobę zachodniej cywilizacji, którą nazywa się miłością szczęśliwą, i próbujemy leczyć się z tej choroby miłością jakąkolwiek. W świadomości zbiorowej i indywidualnych obszarach tego, co nieświadome, znajdują się obrazki, piosenki, całe filmy i długie szeregi książek opowiadających o miłości. Przesiąkliśmy ideą romantycznego uczucia. Niemożliwość osiągnięcia tego, co upragnione, wymarzone, a przede wszystkim wyidealizowane, więc nieistniejące, prowadzi do coraz większej frustracji. A za tym idzie podejmowanie ryzykownych zachowań, wchodzenie w krótkie, intensywne związki, dotykanie rozpaczy i ekstazy – czasami tego samego wieczoru. Energia, zapał, wyścig, dążenie do sukcesu, które szybko zmienia się w wyczerpanie psychiczne, zmęczenie ciała, zabijanie czasu używkami, telewizją, portalami społecznościowymi. Coraz częściej żyjemy na granicy.

Chorzy na miłość

Prognozy GUS na 2030 rok zapowiadają wzrost liczby singli  do ponad 7 milionów. Za dwie dekady większość ludzi żyjących w dużych miastach będzie mieszkała w pojedynkę. Media, w których funkcjonuje nadreprezentacja singli, kreują wizerunek bogatego, niezależnego, uśmiechniętego człowieka, który jada na mieście, nosi dobre ciuchy, podróżuje. I świetnie sobie radzi bez związku. Jednak coraz więcej singli korzysta z farmakologii, terapii, pracy po 60 godzin na tydzień i wielu mniej legalnych środków – by poradzić sobie z emocjonalną pustką. 62 proc. kobiet i 30 proc. mężczyzn pozostaje samych z obawy przed nieudanym związkiem i, co ciekawe, ponad 40 proc. kobiet i prawie tyle samo mężczyzn przyznaje się, że jest singlem bo „nie mogą znaleźć odpowiedniego partnera”.

Bycie singlem zazwyczaj nie jest wyborem, jest stanem ani gorszym, ani lepszym od pozostawania w związku. Konsekwencje obu dróg życiowych przynoszą korzyści i straty, zarówno emocjonalne, jak i materialne. Wiążą się z ograniczeniami i niepodważalnymi możliwościami. W ramach odczarowywania rzeczywistości warto jednak skończyć z propagandą, która stwarza dwa oddzielne państwa. Po jednej stronie stawia fanów miłości idealnej, którzy odnajdują sens wyjazdu na urlop, powrotu do domu, istnienia jako takiego wyłącznie wtedy, gdy jest się w związku. Po drugiej – samotnych, którzy głośno krzyczą, że ową samotność wybrali, że czują się z nią najszczęśliwsi i po chwili łykają xanax. To właśnie społeczny borderline  życie na granicy dwóch światów. Nieumiejętność bycia ze sobą, znalezienia się w środku, ciągłe pragnienie bycia nasyconym przy zaniku funkcji trawienia, bo żołądek zajęły motyle, chociaż coraz częściej to tylko larwy motyli, którym nie będzie dane przeżyć metamorfozy. „Borderline” to w dosłownym tłumaczeniu pogranicze, natomiast „borderland” może również oznaczać teren sporny.

Balansowanie na granicy

Niejasny obraz samego siebie, w tym swoich celów, dążeń, preferencji. Uczucie wewnętrznej pustki. Skłonność do wchodzenia w niestabilne, ale intensywne związki, które często prowadzą do kryzysów emocjonalnych. Podejmowanie prób i wkładanie wysiłku w to, by nie zostać porzuconym. Powtarzanie gróźb samobójstwa lub samouszkodzenia. To kryteria diagnostyczne zaburzenia osobowości typu borderline według klasyfikacji ICD-10. Do tego dochodzi tendencja do konfliktów i podejmowania działań bez rozważania konsekwencji, wybuchy złości, zmienne nastroje i brak satysfakcji z działań, które nie przynoszą natychmiastowej gratyfikacji. Od wielu lat głównie psychiatrzy, ale i psychoterapeuci toczą spór, podejmując próbę szczegółowego opisu „osobowości chwiejnej emocjonalnie”, do której zalicza się borderline. Bo cóż to znaczy „niestabilność związków interpersonalnych”? A „niestabilność emocji i kontroli impulsów”? Czy głośny śmiech na ulicy się kwalifikuje? A krzyk? Czym jest „niestabilny obraz własnej osoby”? (powyższe cytaty pochodzą z definicji osobowości pogranicza zawartej w „Amerykańskim słowniku psychiatrycznym” z 2009 roku). Czym jest stabilny obraz siebie? Czy dotyczy całej osobowości, czy w niektórych obszarach „ja” mogę sobie pozwolić na „niestabilność” i wciąż być „normalnym”? Kliniczne objawy borderline zdają się występować w natężeniu u wszystkich zakochanych, przynajmniej przez kilka pierwszych tygodni, miesięcy.

Osoby z borderline balansują pomiędzy skrajnymi emocjami, decyzjami, wybuchami złości, po których mogą pojawić się epizody depresyjne. Trafiają na terapię zwykle z konkretnym problemem, takim jak depresja , napady lęku lub paniki, nieradzenie sobie ze stresem; czasami robią to za namową bliskich, rodziny. Ich celem prawie nigdy nie jest zmiana osobowości. Na poziomie deklaratywnym chodzi im o to, by z ich życia zniknęło cierpienie lub krytyka, z którą się spotykają. Reagują bardzo impulsywnie, mogą w trakcie nieprzyjemnej rozmowy z szefem odwrócić się na pięcie i wyjść, trzaskając drzwiami, po drodze obrażając wszystkie napotkane osoby. Nawet jeśli po kilku godzinach najdzie je refleksja, że takie zachowanie przyniosło im straty, raczej nie zdecydują się przeprosić, nazwać rzeczy po imieniu, poprosić o kolejną szansę. – Zwykle pierwszą wskazówką, że pacjent ma strukturę borderline, jest interpretowanie prób udzielenia pomocy przez terapeutę jako ataków – mówi Sylwia Fajkowska, psychoterapeutka i coach. – Osobiście lubię pacjentów z borderline, choć kontakt z nimi bywa frustrujący i nieprzewidywalny. Często mówią mi potem, iż to, że pojawiało się w nich przekonanie, że mogę ich lubić, bez względu na to, co wnosili na sesję, pozwalało im pozostać w terapii. Czasami mam poczucie, jakby do gabinetu trafiał noworodek – na tym wewnętrznym poziomie, który potrzebuje miłości i akceptacji również dla jego odrębności, a także odzwierciedlenia. Zwykle nie rozumie świata i postrzega go przez pryzmat własnych agresywnych projekcji i jest przerażony. Jego proces stawania się, integrowania różnych aspektów, jest jak proces lepienia z plasteliny, kiedy dokładasz poszczególne kawałki, kolory, a obraz staje się coraz bardziej pełny. Mam wtedy poczucie uczestniczenia w czymś bardzo intymnym.

Pomóc dziecku w sobie

Podobnie jak w przypadku innych zaburzeń psychicznych, nie jest znana dokładna przyczyna formowania się osobowości z pogranicza. Szczególne znaczenie ma wczesna relacja dziecka z matką, rodzicami. W historii osób z borderline powtarzają się przypadki odrzucenia,porzucenia  nagłego zerwania więzi, utraty opiekunów lub posiadania rodziców chłodnych, wycofanych, nieobecnych albo bardzo krytycznie nastawionych, czyli takich, których pojawia się coraz więcej w naszej cywilizacji. – Osoba z borderline nie otrzymała odpowiedniego wsparcia od rodziców w procesie oddzielania się i zajmowania własnymi sprawami. W zdrowej relacji rodzic wie, że dziecko potrzebuje się oddzielić, a jednocześnie jest w stanie zapewnić je o swojej obecności i gotowości wsparcia, gdy będzie tego potrzebowało, bez zmniejszania naturalnej i zdrowej potrzeby niezależności. Osoby takie podejmowały próby niezależności, jednak towarzyszył temu ogromny lęk, że zostaną zupełnie opuszczone. I to powtarza się w ich dorosłym życiu – mówi Sylwia Fajkowska. Dlatego często prowokują rozstania, konflikt, odchodzą pierwsze – z obawy przed byciem porzuconym. Badania pokazują, że część osób dotknięta tym zaburzeniem doświadczyła w dzieciństwie prześladowania, przemocy,niekiedy molestowania seksualnego. Pod uwagę brane są również przyczyny genetyczne i niekorzystny wpływ środowiska zewnętrznego.

Terapia pacjentów z zaburzeniem osobowości typu borderline zmierza do integracji „ja” i wytworzenia w nich samych stabilnego gruntu uczuć, percepcji i wartości, którym będą mogli zaufać. – Pacjenci mają nieustającą potrzebę naruszania granic, od przesuwania czasu rozpoczęcia i zakończenia sesji, nieprzychodzenia w ogóle, prób kontaktowania się z terapeutą poza gabinetem, po przychodzenie na sesję w stanie po spożyciu czy też na tzw. kacu – opowiada Sylwia Fajkowska. – Jeśli terapeuta umawia się z klientem, że czeka na niego 15 minut od czasu rozpoczęcia sesji, to zwykle jest pewna, iż osoba ta pojawi się w gabinecie właśnie w ostatniej minucie albo tuż po. Na postawione granice osoby z pogranicza reagują zazwyczaj złością, czasami wybuchami wściekłości. Dotyczy to zarówno granic stawianych przez terapeutę, szefa czy bliską osobę. Podobnie sprawa wygląda z krytyką lub po prostu głośno wyrażonym odmiennym zdaniem. W trakcie owego wybuchu nie ma sensu rozmowa, prezentacja stanowisk, bo siła emocji osoby z pogranicza zalewa ją i usprawiedliwia prawie każdą reakcję. Do tego dochodzi słabo rozwinięte lub w ogóle nieistniejące ego obserwujące – czyli umiejętność interpretowania zachowań swoich i drugiej osoby, przypuszczanie, że mogę się mylić, a moje emocje nie są najmądrzejszym i jedynym sprawiedliwym sędzią na świecie.

Osoba z borderline mówi w tym samym czasie: „przytul mnie” i „odejdź”; „kocham cię„ i „nienawidzę cię”; „bądź ze mną zawsze” i „zostawię cię”. Relacje takich osób prowadzą zwykle do emocjonalnego trzęsienia ziemi. Niekiedy taki związek może trwać latami, ale co kilka miesięcy dochodzi w nim do rozstania, zerwania i szybkiego ponownego powrotu, pełnego namiętności i pasji.

– W ten sposób realizują swój główny lęk przed odrzuceniem. Wchodzą w relacje, które nie dają poczucia bezpieczeństwa, a kiedy związki się rozpadają, podejmują liczne wysiłki mające na celu uniknięcie odrzucenia. Dość szybko przechodzą od miłości do nienawiści. W jednej chwili są w stanie mówić o partnerze jako wybrańcu na całe życie, by w następnej wyrzucić go z domu – wyjaśnia Sylwia Fajkowska.

Pustka i zaprzeczenie

Trzeba przyznać, że osoby z pogranicza często bywają w swojej powierzchowności niezwykle atrakcyjne, niedostępne, szalone. Potrafią rozkochać w sobie otoczenie, stać się duszą towarzystwa, która podejmuje spontaniczne, odważne decyzje. To oni wychodzą ostatni z imprezy, którą sami rozkręcili. Często zdają sobie sprawę z tego, że ich osobowość jest zaburzona, ale fakt ten wykorzystują jako kartę przetargową w dyskusjach z bliskimi, a czasami jako potwierdzenie własnej wyjątkowości. Czasami skarżą się na odczucie wewnętrznej pustki, smutek, brak sensu w życiu, ale pod spodem najczęściej jest wrogość, poczucie krzywdy i gniew. Postrzeganie partnera, jak i siebie, waha się pomiędzy ekstremami idealizacji i dewaluacji. Impulsywność osób z pogranicza dotyczy takich obszarów, jak wydawanie pieniędzy , seks, nadużywanie substancji psychoaktywnych, niekiedy dochodzą do tego samookaleczenia, próby samobójcze. Czasami uaktywnia się tylko jeden z tych obszarów. – W wyniku terapii i procesu zmierzającego do integracji i stabilizacji „ja” rośnie zdolność osób z borderline do przeżywania prawdziwej miłości i bycia w satysfakcjonujących związkach. Osiągają świadomość stałości związku. Zaczynają rozumieć, że silna relacja jest w stanie przetrwać złość, gniew i rozłąkę – tłumaczy Sylwia Fajkowska.

I chociaż zdecydowana większość z nas, chorujących na miłość, nie rozpozna w sobie klinicznych objawów borderline, z pewnością bez trudu dostrzeżemy w swoich związkach pojedyncze objawy. Niestabilne emocje. Uczucie pustki. Brak kontroli impulsów. To się czasami zdarza wszystkim, szczególnie wtedy, gdy przebywa się w mentalnym więzieniu – zbudowanym przez powinności, które trzeba wypełnić wobec swoich dzieci i rodziców, przełożonych i podwładnych, a przede wszystkim misternie utkanego w wyobraźni świata oczekiwań. Jednym z mechanizmów obronnych stosowanych przez osoby z borderline jest zaprzeczanie. Dokładnie tego samego narzędzia używają single, twierdzący, że są sami z wyboru, a tak naprawdę wyczekujący drugiej osoby, sparaliżowani myślą o bliskości, pragnący, by ktoś ich w końcu pokochał bardziej od nich samych. Jako społeczeństwo nie możemy cierpieć na zaburzenie osobowości borderline, bo to przynależy do jednostki. Ale nie trzeba być psychiatrą, by stwierdzić, że coraz bardziej zbliżamy się do granicy albo mieszkamy na terenie spornym. Pomiędzy pragnieniem a  lękiem przed bliskością, pomiędzy brakiem wzorca miłości a ideą miłości romantycznej, wiecznie szczęśliwej.

ekspert Sylwia Fajkowska psychoterapeutka Gestalt i coach

 

/ autor:Robert Rient    dziennikarz, trener treningu interpersonalnego rekomendowany przez Polskie Towarzystwo Psychologiczne, autor książki „Chodziło o miłość”

 

źródło: magazyn Zwierciadło /

/ przygotowała: nika_blue /

 

 

 

… naczynia ceramiczne mogą zawierać metale ciężkie …

Naczynia ceramiczne mogą zawierać metale ciężkie – Naczynia ceramiczne nie tylko ładne, ale i niebezpieczne Jeśli po umyciu kubka do kawy czy herbaty, na ściankach pozostaje szary osad, to bardzo możliwe jest, że polewa ceramiczna zawiera ołów. Ceramiczne i porcelanowe naczynia, szczególnie starsze, ręcznie ozdabiane i importowane (nie będę wskazywać palcem na ten ogromny kraj, który od kilkunastu lat zarzuca rynki całego świata przeważnie toksycznymi i tanimi przedmiotami użytku codziennego) mogą zawierać ciężkie metale, w tym ołów i kadm. Napoje o kwaśnym odczynie, takie jak np. sok pomarańczowy, sok pomidorowy, kawa, herbata, cola etc., mogą powodować, że większe ilości ołowiu uwalniają się ze ścianek naczynia. Szczególnie naczynia dla zwierząt nie podlegają niemal żadnej inspekcji, dlatego świadomi opiekunowie psów, kotów i wszelkich "żiwotnych", powinni pamiętać, że naczynia plastikowe i ceramiczne czy porcelanowe, w których podają zwierzętom jedzenie czy wodę, mogą spowodować najróżniejsze problemy zdrowotne, w tym niewydolność nerek i raka. Najbezpieczniejszym wyborem są dobrej jakości miski szklane. Przedmioty codziennego użytku mogą zabijać. Czy wiemy, czego używamy i z czego jest to zrobione? Czy zastanawiamy się używając kubka do herbaty, że możemy wprowadzać do organizmu truciznę? Coraz więcej pojawia się na rynku produktów produkowanych z coraz to nowszych komponentów, które ciągle są modyfikowane. Szczególnie jest to niebezpieczne w produktach przeznaczonych do żywności. Nawet te, które z założenia powinny być ekologiczne mogą zawierać niebezpieczne związki. Produktami takimi są wyroby ceramiczne, które mogą zawierać ołów, kadm czy bar. Są to metale ciężkie, które odkładają się w organizmie i w ciągu kilku lat mogą spowodować poważne uszkodzenia narządów. Ołów - Przez wiele lat odkłada się w kościach i wywołuje chorobę zwaną ołowicą. Ołów ma toksyczne działanie na układ nerwowy, układ kostny, układ pokarmowy. Narządy najbardziej narażone na toksyczne działanie ołowiu to: wątroba, nerki, szpik kostny i mózg. Średnie pobieranie ołowiu przez dorosłego człowieka wynosi 320-440mg/dobę. Kadm - Toksyczne działanie kadmu polega na: zaburzeniu czynności nerek, chorobie nadciśnieniowej zmianach nowotworowych, zaburzeniach metabolizmu wapnia, zaburzeniach funkcji rozrodczych. Dzienne pobieranie kadmu z pożywieniem przez dorosłego człowieka w Polsce kształtuje się na poziomie 23 - 120 mg , a dopuszczalna dawka wynosi 60 - 70mg na dobę. Bar - Sole baru rozpuszczalne w wodzie, jak chlorek i węglan, są silnie toksyczne. Dawka śmiertelna różnych związków baru wynosi 1-4 g . Zatrucie barem w początkowym stadium objawia się zaburzeniami żołądkowo-jelitowymi, następnie niedowładem mięśni, zwłaszcza kończyn górnych i szyi, ponadto trudnościami w oddychaniu. Toksyczną dawką dla człowieka jest 200 mg baru, a dzienną pobieraną w pożywieniu ocenia się na 600-750 ug. Zbyt wysokie stężenie baru w organizmie można łączyć z wystąpieniem wysokiego ciśnienia krwi i chorobami serca. Nie wszyscy sobie zdają sprawę skąd i dlaczego w ceramice znajdują się te niebezpieczne metale. Pierwszy czynnik to ekonomia. Dotyczy to głównie ołowiu, który jest silnym topnikiem. Dzięki niemu znacznie można obniżyć temperaturę wypalania ceramiki, co przekłada się na koszt. Dla uzmysłowienia jaka to może być oszczędność można posłużyć się przykładem: wypalając ceramikę do 800 stopni Celsjusza zużywamy np. energii za 10zł, wypalając tę samą ceramikę w tym samym piecu do temperatury 1100 stopni Celsjusza zużywamy energii za 40zł. Na powyższym przykładzie widać, że im wyższa temperatura, tym wyższy koszt podniesienia jej o 1 stopień. Tak więc obniżenie temperatury wypału ceramiki znacznie wpływa na końcową cenę produktu. Ponadto związki ołowiu i kadmu bardzo często występują w szkliwach, ponieważ szkliwa na bazie ołowiu są ciepłe i dają ładne odcienie kolorów, dzięki kadmowi zaś można uzyskać intensywne kolory od żółtego do jasnopomarańczowego. Niestety nie jesteśmy w stanie wyeliminować wszystkich źródeł pobierania do organizmu niebezpiecznych związków, które dostają się do nas drogą pokarmową, oddechową i przez skórę.

Naczynia ceramiczne nie tylko ładne, ale i niebezpieczne

Jeśli po umyciu kubka do kawy czy herbaty, na ściankach pozostaje szary osad, to bardzo możliwe jest, że polewa ceramiczna zawiera ołów.

Ceramiczne i porcelanowe naczynia, szczególnie starsze, ręcznie ozdabiane i importowane (nie będę wskazywać palcem na ten ogromny kraj, który od kilkunastu lat zarzuca rynki całego świata przeważnie toksycznymi i tanimi przedmiotami użytku codziennego) mogą zawierać ciężkie metale, w tym ołów i kadm. Napoje o kwaśnym odczynie, takie jak np. sok pomarańczowy, sok pomidorowy, kawa, herbata, cola etc., mogą powodować, że większe ilości ołowiu uwalniają się ze ścianek naczynia.

Szczególnie naczynia dla zwierząt nie podlegają niemal żadnej inspekcji, dlatego świadomi opiekunowie psów, kotów i wszelkich „żiwotnych”, powinni pamiętać, że naczynia plastikowe i ceramiczne czy porcelanowe, w których podają zwierzętom jedzenie czy wodę, mogą spowodować najróżniejsze problemy zdrowotne, w tym niewydolność nerek i raka. Najbezpieczniejszym wyborem są dobrej jakości miski szklane.

Przedmioty codziennego użytku mogą zabijać. Czy wiemy, czego używamy i z czego jest to zrobione? Czy zastanawiamy się używając kubka do herbaty, że możemy wprowadzać do organizmu truciznę? Coraz więcej pojawia się na rynku produktów produkowanych z coraz to nowszych komponentów, które ciągle są modyfikowane. Szczególnie jest to niebezpieczne w produktach przeznaczonych do żywności. Nawet te, które z założenia powinny być ekologiczne mogą zawierać niebezpieczne związki.

Produktami takimi są wyroby ceramiczne, które mogą zawierać ołów, kadm czy bar. Są to metale ciężkie, które odkładają się w organizmie i w ciągu kilku lat mogą spowodować poważne uszkodzenia narządów.

Ołów – Przez wiele lat odkłada się w kościach i wywołuje chorobę zwaną ołowicą. Ołów ma toksyczne działanie na układ nerwowy, układ kostny, układ pokarmowy. Narządy najbardziej narażone na toksyczne działanie ołowiu to: wątroba, nerki, szpik kostny i mózg. Średnie pobieranie ołowiu przez dorosłego człowieka wynosi 320-440mg/dobę.

Kadm – Toksyczne działanie kadmu polega na: zaburzeniu czynności nerek, chorobie nadciśnieniowej zmianach nowotworowych, zaburzeniach metabolizmu wapnia, zaburzeniach funkcji rozrodczych. Dzienne pobieranie kadmu z pożywieniem przez dorosłego człowieka w Polsce kształtuje się na poziomie 23 – 120 mg , a dopuszczalna dawka wynosi 60 – 70mg na dobę.

Bar – Sole baru rozpuszczalne w wodzie, jak chlorek i węglan, są silnie toksyczne. Dawka śmiertelna różnych związków baru wynosi 1-4 g . Zatrucie barem w początkowym stadium objawia się zaburzeniami żołądkowo-jelitowymi, następnie niedowładem mięśni, zwłaszcza kończyn górnych i szyi, ponadto trudnościami w oddychaniu. Toksyczną dawką dla człowieka jest 200 mg baru, a dzienną pobieraną w pożywieniu ocenia się na 600-750 ug. Zbyt wysokie stężenie baru w organizmie można łączyć z wystąpieniem wysokiego ciśnienia krwi i chorobami serca.

Nie wszyscy sobie zdają sprawę skąd i dlaczego w ceramice znajdują się te niebezpieczne metale. Pierwszy czynnik to ekonomia. Dotyczy to głównie ołowiu, który jest silnym topnikiem. Dzięki niemu znacznie można obniżyć temperaturę wypalania ceramiki, co przekłada się na koszt. Dla uzmysłowienia jaka to może być oszczędność można posłużyć się przykładem: wypalając ceramikę do 800 stopni Celsjusza zużywamy np. energii za 10zł, wypalając tę samą ceramikę w tym samym piecu do temperatury 1100 stopni Celsjusza zużywamy energii za 40zł. Na powyższym przykładzie widać, że im wyższa temperatura, tym wyższy koszt podniesienia jej o 1 stopień. Tak więc obniżenie temperatury wypału ceramiki znacznie wpływa na końcową cenę produktu. Ponadto związki ołowiu i kadmu bardzo często występują w szkliwach, ponieważ szkliwa na bazie ołowiu są ciepłe i dają ładne odcienie kolorów, dzięki kadmowi zaś można uzyskać intensywne kolory od żółtego do jasnopomarańczowego. Niestety nie jesteśmy w stanie wyeliminować wszystkich źródeł pobierania do organizmu niebezpiecznych związków, które dostają się do nas drogą pokarmową, oddechową i przez skórę.

 

 

/    źródło: weganizm.com              pobrano z: rebelianci.org         /

/ przygotowała: nika_blue /

 

… czy mózg ma właściciela …

Praktycznie w każdym tygodniu media przekazują jakieś nowe odkrycie popowej wersji psychologii zmieszanej z rozrywkową wersją neurobiologii. Dowiadujemy się na przykład, że miłość to wydzielanie oksytocyny i w związku z tym, że podczas przytulania oksytocyny wydziela się więcej, przytulanie pozytywnie koreluje z miłością.

Chcesz się zakochać, to się przytulaj. Oksytocyna się wydzieli i miłość jak w banku. W kolejnym tygodniu poznajemy prawdę o uczciwości. Otóż kiedy dzieje się coś nieuczciwego, ludziom uruchamia się grupa komórek mózgowych gdzieś w okolicy przyskroniowej. Ponieważ każdy ma tę okolicę, uczciwość jest rzeczą wrodzoną, nauczają amerykańscy naukowcy. A już w następnym tygodniu dowiadujemy się,czemu ludzie,którzy długo są ze sobą w związku nie słuchają się wzajemnie. Otóż dzieje się tak, bo ich mózgi uczą się ignorować głosy partnerów.

Na przykład kiedy żona mówi do męża „wyrzuć śmieci”, on nie słyszy, ponieważ, jak okazuje się dzięki pop-nauce, jego mózg nauczył się ignorowania jej głosu. Tego rodzaju wiadomości mają swoją nazwę a brzmi ona infotainment. To słowo, powstałe z połączenia „information” i „entertainment” oznacza dostarczanie rozrywki przez serwowanie czegoś, co wygląda na informację. Odbiorca czytając takie doniesienie uśmiecha się, może je podlinkować znajomym, żartobliwie skomentować, lub powiedzieć coś w rodzaju „a to całkiem jak u nas” i za chwilę o tym zapomina.

Czemu mąż po latach związku nie zwraca uwagi na to, o co żona go prosi? Odpowiedzią ma być mózg. To nie mąż nie zwraca uwagi, tylko mózg jej nie zwraca.

Dawniej moglibyśmy powiedzieć, że mąż wyemigrował we własny świat wewnętrzny i żonę traktuje jak konieczny element codziennej rzeczywistości. Ona mówi zawsze to samo, jego to ostatecznie niewiele obchodzi, więc kiedy ona wypowiada swoje „wyrzuć śmieci”, on nadal jest mentalnie w internetowym komentarzu do kolejnej rozgrywki między dwiema politycznymi partiami, albo całkiem już bezpośrednio klika w bitwę czołgów.

Ją traktuje jak radio, co gra ale go się nie słucha, bo dobrze wie, co ona kiedy powie. Zna to na pamięć. A ona czuje, że tak jest, więc wkurza się o to i im bardziej on tych śmieci nie wyrzuca kwitując rzecz swoim „aha..tak zaraz”, tym bardziej ona się czuje, jakby jej nie było. Jeszcze się broni wyobrażając sobie, że on tak robi, by ona te śmieci wywaliła za niego. Taka myśl oznaczałaby, że on ma jednak co do niej jakiś plan. Można więc o to się wkurzać, ale to zawsze lepsze, niż traumatyczna prawda, że on nawet tego w głowie nie ma. Żaden plan, że ona ma to zrobić za niego w jego głowie nie istnieje.

Istnieje tam tylko to, o czym on akurat myśli, a o tych śmieciach i o tym co ona mówi on po prostu nie myśli w ogóle. To przykra prawda. Mężczyźni mieszkający samotnie zmieniają pościel średnio trzy razy do roku, o czym wiemy też z infotainmentu.

Długo można by o tym w ten sposób rozmawiać, zastanawiać się, czy tak jest, czy może całkiem inaczej, choćby dlatego, że może on jednak przynajmniej podświadomie ma co do niej ten plan, że ona coś zrobi za niego? Może potrzebuje takiej opiekunki? Czyli czegoś jednak od niej potrzebuje..?

Dałoby się na pewno wiele tu jeszcze powiedzieć i długo spierać się o to. Kłopot w tym, że kiedy rozmawiamy w ten sposób, to jesteśmy chcąc nie chcąc w sferze humanistyki. Rozmawiamy o osobach i o ich mniej lub bardziej świadomych motywach. To ludzkie, więc zawsze trochę niepewne. Nie da się nic tu powiedzieć takiego, czego ktoś inny nie mógłby zakwestionować, do czego nie można by czegoś jeszcze dodać, albo całkiem rozumowanie odwrócić.

W humanistyce tak właśnie jest i kiedy chcielibyśmy badać ignorowanie prośby żony przez męża za pomocą takich humanistycznych metod, to wynik takiego badania nie gwarantuje władzy. Jest niekonkretny i niepewny jak cała humanistyka. Albo ludzkie życie.

Co innego mózg. Mózg jest konkretny. Można go zmierzyć, zważyć, przekroić i policzyć połączenia. Cokolwiek powiemy o mózgu zbadanym w ten sposób, jest pewne, jak nauka o przedmiotach fizycznych, albo jak ludzka śmierć.

Jeśli mówimy o mężczyźnie ignorującym kobiecą prośbę, to o wynikach naszych psychologicznych rozważań nie bardzo da się donieść publiczności w formie infotainmentowej notki. Jeśli jednak mówimy o mózgu, sformułowanie krótkiej notatki prasowej, która wygląda jak realna, wyjaśniająca coś wiedza jest bardzo proste. Łatwo więc usunąć właściciela mózgu z pola widzenia.

Nie my się zakochujemy, tylko nasza oksytocyna się wydziela. Nie my się oburzamy, że ktoś oszukuje w kartach, tylko nasz obszar przyskroniowy się oburza. Nie my ignorujemy żonę, tylko nasz mózg ignoruje głos żony. A czy żona mówi? Czy żona widzi, że trzeba wynieść śmieci, czy też może to mózg żony rejestruje fakt, że są nie wyniesione?

Jeśli tylko mózg i to mózg produkuje żądanie wyniesienia wiadra poruszając szczęką i modulując wydychanie powietrza z płuc w taki sposób, że to przechodzi w formę głosu, to żona znika, a wraz z nią znika sens wypowiadanych przez nią słów. Nie ma mówiącego, to i nie ma słuchającego. Trudno się dziwić, że w takim świecie tyle osób czuje się niedostrzeganych.

 

/ autor: Paweł Droździak

źródło: natemat.pl /

/ przygotowała: nika_blue /

 

В мозге бразильца обнаружили камни http://healthvesti.com/news/20148332/v-mozge-brazilca-obnaruzhili-kamni.html

 

 

… jak ułatwić sobie wyjście z nałogu palenia i innych …

Do produkcji nowych komórek, do wszystkich funkcji jakie musi wykonywać nasz organizm, w każdej sekundzie naszego istnienia, potrzebna jest energia pochodząca ze spalania białek, węglowodanów, tłuszczy – w tym procesie niezbędny jest tlen. Bez tlenu nie ma życia. Paląc papierosa, oprócz 4000 różnych trucizn, wprowadzamy do krwioobiegu produkty spalania. Włóżmy na chwilę głowę do komina. Nie da się tym dymem oddychać. My jednak uparcie za ciężkie pieniądze wkładamy swój organizm do komina.

Proponuję zastanowić się chwilkę nad różnymi napisami na opakowaniach papierosów. One są tam umieszczane,by nas wystraszyć. My się nie boimy. Rak, zawał,wylew to koledze się może przytrafić. Nam nigdy! Czy jedlibyśmy kiełbasę na której widnieje napis „jedzenie kiełbasy powoduje raka”.Zjedzenie sera który powodowałby bezpłodność też zapewne nie wchodziłoby w grę.

 Omijamy produkty zawierające substancje znacznie mniej szkodliwe, a tu ani rak ani zawał nie robi na nas wrażenia . Papierosy  kupujemy bez chwili refleksji. Nawet nie wiemy co producentowi kazano napisać. To jest siła nałogu.

Nie będę się rozwodzić na temat szkodliwości palenia. Jest to sprawa powszechnie znana. Wystarczy wspomnieć, że ok. 20.000 Polaków rocznie zapada na raka płuc – chorobę prawie nieznaną w XIX wieku. Prawie wszyscy umierają. Nie dopuśćmy do tego aby znaleźć się w tej grupie.

Chciałabym wszystkim palaczom pomóc w pozbyciu się tego zabójczego nałogu. Moje pomysły poszły w kierunku jak najszybszego i najskuteczniejszego usunięcia maksymalnej ilości nikotyny z organizmu. Pozbycie się nikotyny z tkanek sprawia, że raptownie zmniejsza się głód nikotynowy i łatwiej palaczowi obejść się bez „dymka”. Sama to wiem, byłam swego czasu namiętną palaczką. 

Głód nikotynowy jest głodem narkotycznym . NIKOTYNA JEST JEDNYM Z NAJSILNIEJ UZALEŻNIAJĄCYCH NARKOTYKÓW. Analogiczną terapię można spróbować zastosować przy innych uzależnieniach. Mechanizm usuwania substancji uzalezniającej jest taki sam.

Łatwo powiedzieć „rzuć palenie”, o ile trudniej to zrobić. Głód narkotyczny skręca palacza już po kilkugodzinnym niepaleniu. Jak sobie ulżyć, złagodzić to potworne ssanie? Wypracowałam własny sposób na raptowne (w ciągu jednej nocy) pozbycie się znacznej części nikotyny z organizmu. Po tak gwałtownym usunięciu związków uzależniających, równie gwałtownie słabnie głód nikotynowy. A o to przecież chodzi! 

 

Aby skorzystać z moich rad, trzeba podjąć decyzję o niepaleniu.

Nie jakieś tam: spróbuję, może się uda, chciałbym itp. Gdy tak podejdziemy do zagadnienia, to nic z tego nie wyjdzie.

Każdy musi podjąć decyzję. I będzie to jedna z najważniejszych decyzji w życiu.

Proszę zapoznać się ze schematem mojej kuracji. Oczywiście daty należy dostosować do siebie. Weźmy kartkę papieru, napiszmy w nagłówku słowo: 

 

 

D E C Y Z J A 

Ja …/swoje dane/………………….. od dnia ………………….. nie palę! 

 

 Do tej daty, do momentu ostatecznego rozstania się z nałogiem mamy chwilę, trochę czasu. Starannie przemyślmy swoją decyzję, bo to musi być świadoma decyzja. Starajmy się zmniejszyć ilość wypalanych papierosów. Róbmy większe przerwy między kolejnymi „dymkami”. Głęboki oddech bardzo łagodzi głód nikotynowy i narkotyczny.

Tlen jest darmowym narkotykiem, a na dodatek poprawia wszystkie funkcje organizmu za darmo. Można zażywać bez ograniczeń. Gdy mamy chęć na papierosa, zróbmy 3-4 wdechy. 

Ustaliwszy sobie termin ostatecznego rozstania się z nałogiem udamjmy się na drobne zakupy. Potrzebne będą tzw. zioła napotne (mogą być różne) i kłącze tataraku lub owoc ziela angielskiego.

Może to być np;

  • kora wierzby,
  • liść maliny,
  • liść jeżyny,
  • kwiat rumianku,
  • kwiat bzu czarnego,
  • owoc bzu czarnego,
  • szyszka chmielu.

Uwaga! Osoby o wysokim ciśnieniu , zaawansowanej miażdżycy i „uczulone” na salicylany nie powinny tej kuracji stosować w takiej postaci .

Mieszamy zakupione zioła.

Do kąpieli potrzeba 150-200 gram ziół. Do termosu lub dzbanka zaparzamy 2-3 łyżki ziół na 2-3 szklanki wody.Te ziólka wypijemy po kąpieli.

Całą resztę gotujemy 10-15min.w dużej ilości wody.

Napełniamy wodą wannę i dopiero wlewamy ziółka . Mniej przebarwi się wanna.

(Jeśli nie mamy wanny to stare prześcieradło można lekko zwilżyć w tym odwarze ziołowym i owinąć całe ciało, a przynajmniej swoje nogi i pośladki.)

Kąpiel można zastąpić sauną.

Kąpiel uzupełniamy wodą tak, by woda w wannie nie sięgała wyżej linii serca. Po kąpieli owijamy się (nie wycierając) w białą koszulę lub prześcieradło i kładziemy do łóżka.

Obok łóżka powinny czekać na nas 3-4 szklanki naparu z tych samych ziół, w których robiliśmy kąpiel. Napar robimy tradycyjnie: 1 łyżka na szklankę. Parzymy około 20-30 minut (tyle, ile trwa kąpiel). Zioła można słodzić miodem lub sokiem malinowym. Wypić na raz 2-3 szklanki ciepłych ziół. Na efekty nie będziemy długo czekać – spłyniemy potem. Radzę obejrzeć naszą białą koszulę. To taki mały wstrząs zobaczyć, co w nas siedziało.

 

Po tej nocy „ucieknie” z nas 60-70% nikotyny i innych trucizn. To zmniejszy radykalnie narkotyczny głód. I właśnie przez ten fakt będzie nam łatwiej trwać w swojej decyzji. 

 

Podam palaczom jeszcze kilka rad, dzięki którym będzie łatwiej przeżyć ten trudny, początkowy okres;

 

  • oddechy- głębokie, gdy przychodzi głód nikotynowy, ODDYCHAJ, TLEN NAJLEPIEJ ŁAGODZI GŁÓD NARKOTYCZNY,   
  • długopis – w ręce trzymać długopis lub inny przedmiot, który ułatwi opanowanie rąk,
  • pojadanie pestek dyni /dynię njlepiej gryźć z łupiną/, słonecznika, orzechów, owoców – uzupełnia naszą dietę w cenne składniki i zmniejsza łaknienie na słodycze, 
  • ssać kawałeczek tataraku, owoc ziela angielskiego, kawałek korzenia lubczyka – łagodzi głód nikotynowy,
  • popijanie herbatek ziołowych, uspokajających – łagodzi napięcie nerwowe i ułatwia usuwanie toksyn z organizmu.

Mam nadzieję, że te wskazówki pomogą podjąć decyzję. Decyzję o rzuceniu nałogu Ułatwią przejście tego trudnego czasu gdy narkotyk walczy z nami. Rzucenie nałogu to pierwszy krok w przywracaniu sobie zdrowia.

Ten sposób detoksykacji można wykorzystać w wychodzeniu z każdego nałogu.

Życzę sukcesu!

Wydałam książkę „Ze znachorskiej praktyki”

 

/  autor: Maria Ulmed

źródło: eioba.pl /

/ przygotowała: nika_blue /

 

 

… :-)))

 

(..

 

https://www.youtube.com/watch?v=K5KAc5CoCuk