… psychoterapia …

Shutterstock

W opisach niektórych psychoterapeutów znajdziemy informację, że zajmują się terapią Gestalt. Jest to nic innego jak jeden z typów terapii wywodzący się z podejścia humanistycznego. Terapia Gestalt zakłada, że aby człowiek był szczęśliwy, konieczne jest podomykanie przeszłych konfliktów, niezakończonych spraw. Inaczej będą one wciąż wpływać na nasze aktualne funkcjonowanie, będziemy powielać zaszłości w bieżących relacjach. Co proponują specjaliści Gestaltu, abyśmy mogli uwolnić się od powielania niesatysfakcjonującego nas schematu?

Sztandarową metodą stosowaną przez psychoterapeutów tego podejścia jest tzw. „technika pustego krzesła”. Na czym polega? Naprzeciwko osoby zgłaszającej się z problemem stawia się puste krzesło, po czym prosi się ją, aby wyobraziła sobie, że zajmuje je ktoś ważny z jej życia, z kim relacja nie należy (bądź nie należała) do najłatwiejszych, a w realnym życiu wyjaśnienie sporów z bliskim jest z jakichś względów niemożliwe. Na krześle można też „usadowić” trudną emocję, przedmiot czy sytuację z przeszłości, którą wciąż zaprząta głowę klientowi. Co się dzieje dalej? Klient jest zachęcany przez terapeutę do rozmowy z wyobrażonym właścicielem krzesła obok. W ten sposób możliwe jest wyrażenie niewypowiedzianych nigdy uczuć, takich jak np. złość, zazdrość, bezsilność wobec czyichś decyzji.

Kto najczęściej „zasiada” na krzesłach? Zazwyczaj klienci mocą wyobraźni „sprowadzają” do gabinetów psychoterapeutycznych matki, ojców, a nawet samych siebie. W ostatnim wymienionym przypadku klient odgrywa dwie role (w obydwu jest sobą). Najczęściej jest to oskarżyciel i oskarżony (ta część siebie samego, którą inna wini za niepowodzenia). Podczas tej nietypowej rozmowy osoba co jakiś czas zmienia krzesła. Raz jest winiącym, raz obwinianym. Co daje nam ta technika? Najczęściej pozwala wykrzyczeć emocje, zrozumieć siebie i innych, wybaczyć i poczuć ulgę.

Shutterstock

Podejście systemowe zakłada, że rodzina (tak jak każda grupa) to system, a zakłócenie harmonii w nim może skutkować pojawieniem się problemów u któregoś z jej członków. Twoje dziecko wagaruje, jest agresywne, córka ma problem z zaburzeniami odżywiania? Psychoterapeuta pracujący w podejściu systemowym zaprosi na sesję wszystkich domowników. Dlaczego? Ponieważ zaburzenie występujące u jednego z was (np. dziecka) to tylko objaw błędnej komunikacji was wszystkich. Zazwyczaj objaw ma chronić rodzinę przed rozpadem. Może się okazać, że np. anoreksja córki czy bójki wszczynane przez syna to jedyne, co spaja rodziców i powstrzymuje ich przed rozwodem. W jaki sposób? W końcu dziecko jest najważniejsze, a problem trzeba rozwiązać. Nietrudno zauważyć, że w takich okolicznościach rozstanie nie jest priorytetem. Objaw dziecka jest w tym przypadku w jakimś sensie „ocaleniem” dla rodziny.

Rodzice przychodzą do psychologa z „trudnym” dzieckiem, po czym często okazuje się, że w ich związku nie dzieje się najlepiej, kłócą się, są depresyjni lub wręcz przeciwnie wybuchowi, nie umieją się prawidłowo porozumiewać. W niektórych przypadkach zdarza się, że gdy rodzice nie umieją podołać roli. „Władzę” w domu przejmują dzieci, które z założenia nie są do tego ani zdolne, ani gotowe. Jeśli ład zostaje odwrócony, odbija się to na wszystkich. Rozwiązaniem jest przywrócenie rodzicom ich pierwotnej nadrzędnej pozycji.

Podczas spotkań terapeuta pełni rolę bezstronnego arbitra, uczy członków rodziny prawidłowej komunikacji. Nie wchodzi w sojusze z żadnym z członków. Na skutek przywrócenia naturalnego porządku w relacjach, uzdrowiony zostaje także problem, z którym zgłosili się zainteresowani (objaw jednego z nich).

Terapia w podejściu systemowym zazwyczaj odbywa się raz na 2 tygodnie i trwa 90 minut. Psychoterapeuta może zalecić 5 – 20 takich spotkań lub, jeśli istnieje taka potrzeba, trochę więcej. Z reguły ilość sesji jest jednak ograniczona.

Dłuższa niż w innych podejściach przerwa między poszczególnymi sesjami ma swój cel. Praca mająca „naprawić” cały system, uzdrowić atmosferę i doprowadzić do cofnięcia objawu tak naprawdę odbywa się nie w tracie spotkań z terapeutą, a pomiędzy nimi. Członkowie rodziny dostają do wykonania „prace domowe”, która mają ich nauczyć lepszego funkcjonowania razem w realnym życiu, nie w gabinecie u psychoterapeuty. Takim zadaniem do wykonania może być np. wspólny rodzinny spacer, polecenie sprawiania przyjemności jednemu z członków rodziny czy romantyczna kolacja rodziców. Wierzyć lub nie, dla skłóconych rodzin niejednokrotnie to prawdziwy skok na głęboką wodę. Efekty pracy, o ile ją podejmiecie, mogą wynagrodzić poniesiony trud.

Koszt jednej sesji terapii systemowej (90 min.) wynosi średnio 150 – 200 zł.

123rf

Coraz częściej łączy się techniki stosowane w różnych rodzajach terapii, nie ograniczając się do jednego podejścia. Daje to dużą swobodę i może zwiększać efektywność oddziaływań. W zależności od specyfiki problemu używa się takich metod, jakie mogą przynieść największe korzyści dla jego rozwiązania.

Jeśli jest to konieczne i klient odczuwa taką potrzebę, rozmawia się o przeszłości, pracuje na skojarzeniach czy interpretuje symbolikę snów tak jak w podejściu psychodynamicznym. Jeśli zaś danej osobie brakuje pewnych umiejętności np. psychospołecznych, korzysta się z technik stosowanych w podejściu behawioralnym. Rozmowa o uczuciach i humanistyczne dążenie do samorozwoju także ma tu swoje miejsce. Wszystkie chwyty dozwolone? Wszystko w ramach dobrze pojętego interesu osoby szukającej pomocy.

Shutterstock

Czasem okazuje się, że problemy są tak głębokie, że konieczne staje się wspomaganie farmakologiczne. Dzieje się tak np. przy silnej depresji. Podawanie leków jest w tym przypadku wskazane, chociażby do momentu aż dana osoba będzie w stanie podjąć terapię.

Psychoterapeuta to nie zawsze osoba z wykształceniem medycznym upoważniona do przepisywania recept (chociaż zdarzają się także terapeuci psychiatrzy), dlatego w celu ustalenia odpowiedniego leczenia farmakologicznego, należy udać się do lekarza psychiatry.

Shutterstock

Badania naukowe dowodzą, że zarówno na skutek psychoterapii, jak i leczenia farmakologicznego w mózgu zachodzą takie same zmiany wskazujące na poprawę stanu psychicznego. Psychoterapia co prawda nie ma tak szybkiego działania jak tabletka, ale udowodniono, że jej efekty utrzymują się znacznie dużej niż w przypadku farmakologii.

Znalezienie psychoterapeuty, który będzie nam odpowiadał, nie zawsze jest proste z różnych względów. Przede wszystkim, warto szukać wśród osób, które przeszły lub są w trakcie szkoleń psychoterapeutycznych (najlepiej w szkołach rekomendowanych przez Polskie Towarzystwo Psychologiczne). To daje pewność, że terapeuta ma wiedzę i przygotowanie do prowadzenia terapii. Jednak nawet jeśli specjalista spełnia wymagania formalne, nie z każdym będziemy czuć się dobrze w kontakcie ze względów osobowościowych. Tak jak między ludźmi: z jednymi nam po drodze, z innymi niekoniecznie. Podczas wstępnej konsultacji mamy okazję sprawdzić, czy chcemy pracować akurat z tą osobą.

/        Małgorzata Skorupa           zdrowie.gazeta.pl       /

 

… music … Ozzy …

Ozzy Osbourne i Black Sabbath podczas występu na fesiwalu Nova Rock 2014 w Nickelsdorfie

Ozzy Osbourne podejmie się nietypowego zadania. Frontman Black Sabbath wystąpi gościnnie w animacji „Bąbelkowy świat gupików”.

Akcja serialu „Bąbelkowy świat gupików” rozgrywa się w wielobarwnej podwodnej scenerii wśród koralowców i morskich ogrodów. Produkcja opowiada o przygodach gupików – Gilla, Molly, Goby’ego, Deemy, Nonny oraz Oona.

Ozzy Osbourne wcieli się w postać imieniem Sid Fishy – rockandrollową rybkę, która uwielbia wszystko, co zepsute. Sid Fishy przygotowuje więc śmierdzący sos wyprodukowany z zapachów skarpet i zbutwiałych jaj, którym chce pokryć całe miasto. – Zawsze nieco zalatywałem rybą – przyznaje Ozzy, wyjaśniając jednocześnie, co przekonało go do przyjęcia roli.

Solową dyskografię Ozzy’ego Osbourne’a zamyka album „Scream” z czerwca 2010 roku. W czerwcu 2013 roku premierę miał ostatni longplay Black Sabbath, „13”.

/     dziennik.pl   /

 

https://www.youtube.com/watch?v=dvNXF7aGP2s

… deja vu …paranormalne zjawisko czy pomyłka mózgu? …

Deja vu - skąd się bierze dziwne przeczucie, że dana sytuacja już kiedyś się wydarzyła?

foto: Shutterstock

 

Masz wrażenie, że to co się właśnie dzieje, już kiedyś się wydarzyło? Dowód na istnienie sił paranormalnych, defekt w funkcjonowaniu mózgu – skąd bierze się deja vu?
Nowe miejsce, obcy ludzie i dziwne uczucie podpowiadające nam, że już to widzieliśmy? To znane większości z nas uczucie deja vu. Odczucie, które niektórzy uznają za dowód na drugie życie lub telepatię, postanowił zbadać Marcin Małecki z Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.Element zapalny: jeden znany element w nieznanym otoczeniu

Wystarczy jeden nieświadomie zauważony znany nam element w nowym otoczeniu: lampa podobna do tej widywanej niegdyś u babci czy znajomy kubek do kawy, który „zarazi” nasz umysł i wywoła odczucie deja vu – wynika z badania Marcina Małeckiego doktoranta SWPS.

Dowiódł on, że deja vu jest efektem gry  umysłu polegającej na przeniesieniu poczucia znajomości z jednego obiektu na drugi. Punktem zapalnym, jak twierdzi badacz, jest zauważenie jednego znanego obiektu. Ten jeden element może sprawić, że uznamy, że dana sytuacja już miała miejsce, już niegdyś zapisała się w naszej pamięci.Nowe czy stare wspomnienie? Konflikt w umyśle

Wyniki badania wykazały, że jeden znany element może przenosić wrażenie znajomości na całą sytuację. Wtedy powstaje poczucie, że całe zdarzenie jest znajome, mimo że obiektywnie jest ono nowe. „W związku z tym pojawia się w naszym umyśle konflikt między uczuciem znajomości a wiedzą, że danej sytuacji nie możemy znać” – mówi Małecki.

„Jeśli polecisz na fascynującą wycieczkę na Bora Bora i wejdziesz do hotelu, w którym nigdy nie byłeś, do pokoju, w którym nigdy nie spałeś i zaczniesz mieć wrażenie deja vu, to poszukaj czy przypadkiem w kącie pokoju nie stoi lampa podobna do tej, jaka stała u twojej babci lub czy gdzieś nie wisi obrazek przypominający ci sceny z dzieciństwa. Poszukaj w otoczeniu czegoś znanego, bo to ta rzecz, przez nieuwagę wywołała w twoim umyśle deja vu” – tłumaczy autor badania.

Reklamodawcy wykorzystują

Badania pokazują, że zjawisko deja vu można wykorzystać w reklamie. „Tylko pozytywnie kojarzone przedmioty mają szanse na zakotwiczenie w ludzkiej pamięci na stałe, czego efektem jest dobrze działający przekaz reklamowy” – wskazuje komunikat. Neutralny i wielokrotnie pokazywany przedmiot zakotwiczany w naszej świadomości nie powoduje, że zaczynamy go lubić.

Badanie zostało przeprowadzone w ramach pracy doktorskiej pt. „Eksperymentalny model zjawiska deja vu” pod naukową opieką dr. hab. Jerzego Karyłowskiego, prof. SWPS.

/   PAP/ marga                zdrowie.gazeta.pl      /

… nie oceniaj zbyt szybko …

… ciekawostki …

… tajemnice hipnozy …

Hipnoza ma jeszcze przed nami wiele zagadek. Rąbek tajemnicy odkrywa ekspert

foto: Shutterstock

 

Fale mózgowe emitowane przez mózg w jej trakcie są odmienne niż podczas snu czy normalnej aktywności. Czy można się z niej nie obudzić lub zostać przez kogoś zaprogramowanym do wykonania określonego zadania, np. przestępstwa? Czy każdego da się zahipnotyzować? Jakie mogą być zagrożenia i jakie korzyści z poddania się hipnozie? Na te i inne pytania odpowiada dr Anna Ziółkowska ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Poznaniu.
Jakie jest podejście naukowców do hipnozy? Uznaje się ją za metodę terapii, czy w świecie nauki to raczej pojęcie z dziedziny science-fiction?Dr Anna Ziółkowska: Historia badań nad hipnozą jest bardzo długa. Przyjmuje się, że jest ona albo zmienionym stanem świadomości, który w sposób zasadniczy różni się od stanu snu i stanu czuwania, albo stanem zwiększonej reaktywności na sugestie, którego występowanie determinują wyłącznie czynniki społeczno-poznawcze. Nie znaleziono jednak arbitralnych dowodów na to, w jaki sposób zmienia się świadomość i mózg osoby w stanie hipnozy. Z drugiej strony występowanie w hipnozie takich zjawisk, jak na przykład zmniejszenie wrażliwości bólowej trudno wyjaśnić odwołując się wyłącznie do czynników psychologicznych.

Naukowcy rejestrowali fale EEG mózgu i okazały się one inne u osób zahipnotyzowanych niż u tych w stanie snu i czuwania. W dużej mierze hipnoza wciąż jest dla naukowców zagadką, choć nikt nie kwestionuje, że ona występuje.

W filmach i serialach hipnoza jest pokazywana jako sposób na zdobycie niezwykłych zdolności albo kojarzy się z efektownymi pokazami scenicznymi. Jak dużo prawdy jest w tym wyobrażeniu?

A.Z.: Mitem jest to, że pod wpływem hipnozy można zwiększyć swoje zdolności parapsychiczne np. osiągnąć zdolności telepatyczne czy zacząć mówić w języku, którego nie znamy. Często w pokazach hipnozy estradowej albo filmach można zobaczyć osobę zahipnotyzowaną, która wykonuje tzw. most kataleptyczny. Układa się ją na poręczy dwóch krzeseł, a ona utrzymuje się w sztywnej pozycji. Tymczasem taki most można wykonać i bez hipnozy. Nasz kręgosłup jest tak skonstruowany, że kiedy ułożymy odpowiednio ciało, to może nastąpić takie usztywnienie. Wtedy, nawet jeśli ktoś na nas stanie, to utrzymamy jego ciężar.

Hipnoza estradowa jest niebezpieczna. Wśród osób, które brały udział w tego typu wydarzeniach zdarzały się nawet później próby samobójcze. Dlatego stanowczo odradzam udział w pokazach hipnozy estradowej. Powinny być one zakazane, ale niestety nie są.

Czy to prawda, że ze stanu hipnozy można się nie obudzić?A.Z.: Czas trwania hipnozy jest wyznaczony przez hipnotyzera, to on wprowadza i wyprowadza ze stanu hipnozy. Jednak nawet gdyby hipnotyzer zahipnotyzował kogoś i sobie poszedł, to ta osoba sama z siebie wcześniej czy później z tego stanu wyjdzie. Wybudzi się z niego tak, jak wychodzi się ze snu.

Hipnoza może stać się niebezpieczna, jeśli będzie przeprowadzana przez niewykwalifikowaną osobę. Nie wystarczy zdobyć wiedzę na temat metod wprowadzania w stan hipnotyczny, aby stać się hipnotyzerem. Niezbędna jest wiedza z zakresu psychologii, dlatego zaleca się, aby hipnoza była wykorzystywana wyłącznie przez wykwalifikowanych psychologów lub psychiatrów.

Po strzelaninie w jednym z amerykańskich miast na premierze „Batmana” w lipcu 2012 r. pojawiły się głosy, że sprawca masakry mógł jej dokonać pod wpływem hipnozy. Często mówi się o wykorzystywaniu jej przez służby specjalne, które mogłyby np. „zaprogramować” kogoś na wykonanie określonego zadania wbrew jego woli. Czy to jest możliwe?

A.Z.: To często powielany mit. Nie można kogoś zmusić do wykonania czegoś za pomocą hipnozy. Nie można też zahipnotyzować kogoś wbrew jego woli. Nie można powiedzieć: masz tu broń, idź na korytarz i zastrzel pierwszą osobę, którą zobaczysz, a ta osoba jak automat pójdzie zrobi to i nie będzie pamiętała stanu hipnotycznego. Jeśli osoba hipnotyzowana usłyszy polecenie, które nie jest zgodne z jej przekonaniami, to tego nie zrobi i od razu wyjdzie ze stanu hipnotycznego. Chyba, że miała już wcześniej podobne zamiary, ale przed ich realizacją powstrzymywał ją lęk przed karą. Wtedy hipnoza może być katalizatorem określonego zachowania.

Jeśli sięgniemy do historii wymiaru sprawiedliwości, to znajdziemy przypadki uniewinnienia osoby, która twierdziła, że wykonała dane przestępstwo za namową hipnotyzera. Taką sprawę opisywano pod koniec XIX wieku. Mężczyzna ukradł zegarek, ale zrobił to zupełnie jawnie – przy dużej liczbie świadków. Było to strasznie dziwne, dlatego padło podejrzenie, że być może ukradł pod wpływem hipnozy. W ramach śledztwa zahipnotyzowano go więc ponownie i zasugerowano, by dokonał kradzieży, a on to faktycznie zrobił. Na tej podstawie został uniewinniony. Dziś już nikt by się w ten sposób nie wybronił.

Czy hipnoza może być wykorzystywana jako metoda wydobywania informacji np. podczas prowadzonego śledztwa?

A.Z.: Kodeks postępowania karnego zabrania wykorzystywania hipnozy w przesłuchaniu. Ten przepis jest jednak różnie interpretowany. Wykorzystuje się ją czasem w postępowaniu operacyjnym albo podczas przygotowywania ekspertyz psychologicznych. Bywa stosowana do wydobywania wspomnień, do których zwykle nie udaje się dotrzeć za pomocą innych metod. Może się tu jednak pojawić dużo błędów i nieścisłości, dlatego hipnotyzer musi być wykwalifikowanym psychologiem i zadawać pytania tak, by nie sugerować odpowiedzi. Jeśli taką procedurę prowadzi policjant po weekendowym szkoleniu z hipnozy, to może po prostu usłyszeć od przesłuchiwanego to, co chce.

Czy każdego można zahipnotyzować?

A.Z.: Poszczególne osoby różnią się pod względem podatności hipnotycznej. Niektórych się wcale nie da zahipnotyzować, a inni są bardzo podatni. To jest cecha wrodzona, w niewielkim stopniu modyfikowalna.

Dawniej funkcjonowały mity, że osoby podatne na hipnozę są mniej inteligentne, ale nie jest to prawdą. Prawdą jest jednak, że na hipnozę są mniej podatne osoby, które od dziecka mocno stąpają po ziemi. Naukowcy sprawdzali, czy w posiadanie w dzieciństwie wymyślonego przyjaciela i wiara w istnienie krasnoludków przekłada się na późniejszą podatność hipnotyczną. Dostrzeżono taką zależność. Osoby, które w dzieciństwie miały np. wymyślonych przyjaciół później okazywały się bardziej podatne na hipnozę.

Po co w ogóle dać się zahipnotyzować? Jak można pozytywnie wykorzystać hipnozę?

A.Z.: Hipnoza wiąże się ze stanem relaksacji. W różnych sytuacjach stresowych można nawet samego siebie wprowadzić w stan hipnozy i w ten sposób się zrelaksować. Większość osób, które korzystały z hipnozy twierdzi, że był to stan przyjemny. Stosuje się ją jako technikę wspomagającą różne inne terapie, np. do zwalczanie nałogów. Wykorzystuje się ją też do leczenia problemów dermatologicznych. Trudno to wyjaśnić, ale sprawdza się przy usuwaniu kurzajek.

Może też w pewnym stopniu redukować odczucie bólu. Żaden badacz hipnozy nie powie, by stosować ją zamiast środków farmakologicznych, ale bywają przypadki, w których medycyna nie ma już pola do popisu, bo nie można już podawać środków farmakologicznych. Podejmowano próby porodów przy zastosowaniu hipnozy. Jeden z hipnotyzerów w ciągu trzech lat przeprowadził 800 takich porodów. Niektórzy chcieli nawet hipnozą redukować ból podczas interwencji chirurgicznych. Oczywiście w takich sytuacjach ryzyko było ogromne, bo zdarzają się przecież sytuacje, kiedy zahipnotyzowany sam z tego stanu nieoczekiwanie wychodzi.

/   PAP/marga        zdrowie.gazeta.pl   /