Rzecz o uzdrawianiu…medycyna ludowa.

Jak dotąd fale poruszające wahadełko radiestety pozostają podobną tajemnicą. Radiestezja opiera się na założeniu, że zarówno istoty żywe, jak i przedmioty emitują fale, możliwe do wyłapania przez wahadełko czy różdżkę, o ile są one umieszczone jak najbliżej źródła. Diagnostyka radiestezyjna polega na analizie reakcji wahadełka, jego oscylacji, nagłych zmian amplitudy. Choremu nie zadaje się żadnych pytań. Bardzo często różdżkarze są jednocześnie magnetyzerami lub zielarzami i na podstawie ustalonego wahadełkiem rozpoznania proponują od razu odpowiednie leczenie z innej dyscypliny paramedycyny. W jednej wiosce czy nawet w tonie tej samej rodziny uzdrawiacze przekazują sobie z pokolenia na pokolenie lecznicze tajemnice, formuły i recepty. Czy przyjmują one formę pisemną, czy nie najważniejsza jest całkowita skrupulatność w ich stosowaniu, krok po kroku według przepisu, gdyż najmniejsza nawet modyfikacja grozi całkowitą utratą ich mocy. Tajemnice znane tylko wybranym stanowią ważną część rytuału terapeutycznego. Przypadek wyleczenia pacjenta z brodawek opisał antropolog Franqois Laplantine. Uzdrawiacz zapytał tylko o nazwisko, po czym zdecydował się na leczenie sekretne, nie wymagające nawet obecności chorego, skuteczne jedynie w jego osobistym wykonaniu. Terapeuta wyruszył więc dyskretnie na poszukiwanie 9 gatunków drzewa z ostatniego wysiewu w owym roku. Obciął gałązki lewą ręką, między przedostatnim a ostatnim pączkiem. Następnie prawą ręką zakopał je w świeżej i wilgotnej ziemi, myśląc przy tym intensywnie o pacjencie i jego dolegliwościach. Ogradzaniu ziemi prawą ręką towarzyszyła modlitwa i wypowiadanie imienia chorego. Jeśli rytuał jest skrupulatnie przestrzegany, brodawki znikają wraz z gniciem zakopanych gałązek. Zdarza się, że w skład formuły uzdrawiającej wchodzą rośliny lecznicze. Znajomość ziół często sta- nowi rodzinną tajemnicę, strzeżoną przede wszystkim przez najstarsze w rodzie kobiety. Tym sposobem recepty prababci tworzą całą popularną farmakopeę. Olejki roślinne, napary, nalewki, maści i okłady są z powodzeniem stosowane do dziś w przypadku łagodniejszych schorzeń i dolegliwości. Tradycja ludowa przypisuje roślinom określone właściwości lecznicze na zasadzie zewnętrznego podobieństwa kształtu czy koloru do chorego narządu czy do samej choroby. O ile współczesny kościół nie zajął oficjalnego stanowiska wobec uzdrawiaczy i ich metod, o tyle na pewno zakazuje tego rodzaju praktyk swoim kapłanom. Wielu ludowych uzdrawiaczy nie ma nic wspólnego z wiarą, inni jednak, równie liczni, wydają się traktować swój dar uzdrawiania Jako swoisty dar Boży, wynikający z silnej wiary. Posługują się oni rytuałami o elementach religijnych lub też całkowicie mistycznych, Zawsze istnieli i zapewne istnieją do dziś wiejscy proboszczowi przynoszący ulgę chorym.

/źródło:medycyna i zdrowie.eu/

MEDYCYNA LUDOWA – LUBELSZCZYZNA

Medycyna ludowa jest dziedziną, w której racjonalne przesłanki koegzystują z myśleniem magicznym. Badacze zwracali uwagę, że terapia ludowa skupia w sobie wiedzę, wierzenia, cały pogląd na świat oraz praktyczne działania, aby zapewnić człowiekowi największe dobro, jakim jest zdrowie. Nie należy jednak badać etnomedycyny wyłącznie w kontekście mitu, bowiem tylko uwzględnienie przekonań i praktyk z zakresu medycyny ludowej w całokształcie ich wzajemnych stosunków oraz uwzględnienie tych mitologicznych wyobrażeń, które leżą u ich podstaw pozwala na określenie systemu medycznego w tradycyjnym obrazie świata, jego wyrażenie w magii leczniczej i innych tekstach kultury, traktowanie medycyny, jako jednej z form interpretacji świata i człowieka oraz odczytanie sensu rozmaitych form leczenia. Warto też zwrócić uwagę na badania Jaromira Jeszke. Analizował on dziewiętnasto i dwudziestowieczne lecznictwo ludowe. W postaci wykresów kołowych przedstawił procentowe wykorzystanie różnego rodzaju środków leczniczych. Wyniki są następujące: roślinne – 63%; mieszane – 14%; magiczne – 10 %; zwierzęce – 7%, mineralne – 2%, ludzkie – %.

Chorobę postrzegano jako istotę żywą, coś zewnętrznego, co przychodzi i odchodzi, stąd bierze się stwierdzenie, zanotowane przez Henryka Biegeleisena, autora Lecznictwa ludu polskiego - że choroba wchodzi do ciała chorego. Nie była ona postrzegana, jako zmiany w ciele, tylko jako obcą istotę, która ingeruje w ustrój człowieka.

Przyczyny chorób

Poglądy na przyczyny chorób w dużym stopniu były uwarunkowane poglądami religijno-magicznymi, choć nie w całości. Józef Burszta przyczyny chorób usystematyzował w cztery kategorie:

1. naturalistyczne
2. magiczno-demonologiczne
3. kosmiczne
4. żywioły, świat roślinny i zwierzęcy
Za przyczyny naturalne można uznać warunki życia, sposób odżywiania, higiena, warunki klimatyczne. Na wsiach panowały trudne warunki mieszkaniowe, niekiedy w małym domu żyło kilkanaście osób, a na zimę wprowadzano bydło do pomieszczeń mieszkalnych. Choroby wynikały z niedostatecznego stanu higieny. Na poziom zdrowia negatywnie wpływała ciężka praca, która dotyczyła wszystkich członków rodziny. Brak było odpowiednich maszyn i specjalizacji produkcji, z tego względu praca, szczególnie latem, trwała od świtu do zmierzchu, była przyczyną reumatyzmu i innych schorzeń. Kolejną naturalną przyczyną chorób było niezróżnicowane pożywienie, niedostateczna ilość białka zwierzęcego, dominacja takich produktów jak: kapusta, kasza, ziemniaki (nazywane chlebem ubogich). W zimie jedzono mniej niż w lecie, a w czasie przednówku (czyli kiedy kończyły się stare zapasy, a jeszcze nie było nowych zbiorów) głodowano. Choroby mogły wynikać także z ogólnego stanu organizmu, wrodzonej odporności bądź podatnością na pewne choroby, które mogły być dziedziczne.
Nadnaturalne tłumaczenie genezy chorób było szeroko rozpowszechnione na wsi. Wynikało z magiczno-religijnej interpretacji świata, jak i z poglądów na chorobę. W przekonaniu mieszkańców tradycyjnej wsichoroba mogła pochodzić od Boga, jako kara za grzechy, tzw. dopust Boży. Spotykała osoby, które w jakiś sposób zawiniły, zgrzeszyły, choroba była ich pokutą. Wierzono, że jeśli Bóg chce kogoś utrzymać przy życiu, to nie jest potrzebna pomoc lekarza, aby tego dokonał. Także oponent Boga - diabeł mógł powodować choroby. Za diabelskie schorzenia uznawano padaczkę, lunatyzm, choroby umysłowe.Wiele ludów wiązało choroby z działaniem demonów, co może wywodzić się z rożnych stanów chorobowych, na przykład w czasie duszności odczuwany jest ciężar na piersi. W ludowych wierzeniach przekłada się na wyobrażenie zmory, nazywane w zależności od regionu: marami, nocny diabłami, koszmarami, nocnicami, złymi duchami, gnieciuchami. Zmory mogły być niewidzialne, lub przybierać postacie antropomorficzne czy zoomorficzne. W niektórych rejonach wierzono, że jeśli rodzi się siódma córka, to jest ona zmorą. Dusiły one ludzi podczas snu siadając im na piersi. W rejonie dolnosańskim wyobrażano sobie zmorę, jako kobietę ubraną w białą lub szarą płachtę. Według relacji siedziała ona w komorze pod beczkami ze zbożem. Była nie tylko odrażającym strachem, ale również istotą niezwykle niebezpieczną dla człowieka, bowiem nie znano wielu sposobów zapobiegania jej śmiertelnej działalności. Całym swym ciężarem dusiła człowieka podczas snu. Nie można się było wtedy ruszyć, krzyczeć i oddychać. Zmora dręczyła też zwierzęta, szczególnie konie.
Wierzono, że czarownice mogły powodować wiele dolegliwości. Sprowadzały chorobę przez zaklęcie, dotyk, dodanie do jedzenia lub picia różnych środków, czy podłożenie, podrzucenie pewnych przedmiotów. Czarownicom przypisywano sprowadzanie chorób takich, jak kołtun, wrzody, różnych dolegliwości u dzieci oraz bydła. Nie tylko czarownice oskarżano o podkładanie pewnych przedmiotów. Mogły to robić także inne osoby. Najczęściej podkładano coś w miejsce graniczne, jak próg domu czy obory, co miało negatywny wpływ na mieszkańców lub bydło. Płaczki, czyli ciągłe i uporczywe płakanie dzieci po nocach, można było sprowadzić podkładając pod strzechę
[…] siedem takich lalków, jakiś nie wiem z czego, musi z gałgonków, no i tam gdzieś podsadzi pod strzech.[Zofia Chołaj, Bobowiska, 2010].
Bardzo rozpowszechnionym poglądem, dotyczącym magicznego pochodzenia chorób, było przekonanie, że powoduje je złe spojrzenie, czyli rzucanie uroku:
Kto miał takie łoczy że zazdrosny był, coś komuś się szykowało, zobaczył czy świnie, czy coś ładnego i już to późni chorowało, bo urzekło, bo taki chytry człowiek był, jak spojrzał, zazdrosny. [Stanisława Smolak, Wólka Kątna, 2010].
Uroczne oczy były uznawane za cechę wrodzoną lub nabytą:
Jak dziecko pierś ssie i jak jest odsadzune i późni jak jeszcze płacze i matka mu da z powrotem, to jest takie dziecko, które późni jest urokliwe. [Marianna Gajda, Zabłocie, 2009].
O rzucanie uroków posądzano także stare kobiety z czerwonymi oczami. Tę umiejętność pozyskiwały dzięki łasce szatana. Posiadanie „urocznych” oczu przypisywano także ludziom, którzy mieli wady wzroku, na przykład zeza, lub nosiły okulary. Niekiedy osoba, która rzucała uroki nie wiedziała, że posiada takie właściwości, a przecież mogła uroczyć ludzi, zwierzęta, a nawet urodzaj czy pogodę Urok powodował płacze u dzieci, utratę apetytu u trzody, utratę mleka u krów, gradobicie:
Mogą urzec człowieka, mogą urzec dziecko, mogą urzec zwierzęta, krowe. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010].
Informatorzy wymieniali poszczególne strefy, na które uroki miał negatywny wpływ:
Brzuch mnie bolał niemiłosiernie […] to późni ktoś zobaczył i chorowała ta kobyła piękna od uroku. [J.W., Wólka Kątna, 20009]; jak dziecko płakało czy coś, to przysła do mieszkania, urzekła. [Wacława Wiczołek., Bobowiska, 2010].
Wartość przypisywana sile wzroku wynika z funkcji jakie on spełnia – jest elementarnym i podstawowym sposobem orientacji w przestrzeni i narzędziem poznawania świata. Oczy są drogą, która prowadzi do wnętrza człowieka, ale i odwrotną: to co złego jest w środku, może właśnie poprzez oczy, które stanowią przestrzeń graniczną, epatować na zewnątrz. Relacje o rzucaniu uroku są bardzo liczne na terenie Lubelszczyzny:
Oj już oziorała mi, oziorała. [Śmiech] Oziorała, takie były stare kobiety co wierzyły w to. [Janina Woch, Wólka Kątna, 2009]
Że bojały sio, żeby sonsiada nic nie zobaczyła, bo ona strasznie była zazdrosno, spojrzała to już urzekła.[Eugenia Wójtowicz, Wólka Kątna, 2009].
Było tak, ze były takie kobiety, ludzie w to wierzyli, ze jak która „oziorała” — jak mówiły, jak „ozwrała”, wtedy już świnie sie marnowały. Nie jadły. Więc tak, jeśli małe prosiątka jak ktoś kupił malutkie, czy czasem maciory, ktoś urzek – ubiły. Nic nie chciały jeść. To je przesadzały przez męskie spodnie, przez nogawce trzy razy na opak. Lewo ręko przesadzały te prosiątka jeżeli zachorowała duża świnia, to jo obchodziły z tymi portkami, trzy razy naokoło.
KP, Wólka Kątna, 1987
Na wierze w magiczną moc słów opierało się przekonanie, że przekleństwo, złe słowo mogło wywoływać chorobę. Tu klątwa i kląć pojawia się w znaczeniu wymówienie określonych słów, odwołujących się do mocy, zobowiązywać, by moc sprawiła, żeby komuś (czemuś) stało się coś złego:
Nawet czasami, to tak życzyli sobie w takich złych sytuacjach: -„Żebyś nie mógł skonać!” I też mówiono w takich sytuacjach, że ktoś na przykład nie mógł skonać bardzo się męczył, aż tam coś się nie stało, aż ktoś go nie przyszedł i nie przeprosił. Właśnie różne były sytuacje, ale opowiadano o takich różnych, że właśnie nie mógł ktoś skonać, że albo mu ktoś, że albo się nie przeprosił z kimś, zawziął się na kogoś albo może ktoś jakby przeklął go, powiedział w złej chwili i to potem się spełniało. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010].
W wielu opowieściach z Lubelszczyzny pojawia się przekonanie, że ciała niebieskie powodują pewne choroby. Szkodliwe działanie księżyca udzielało się małym dzieciom, kiedy w nocy kołyska stała przy oknie światło miesiąca mogło wywołać:
[…] złe objawy na ciele na tym, po tym księżycu. [Elżbieta Wójtowicz., Wólka Kątna, 2010]
Dziecko mogło również dostać płaczków, czyli płakać codziennie o tej samej godzinie, inaczej dolegliwość ta nazywała się miesięcznikiem, co potwierdza jej zależność od księżyca. Szkodził on także lunatykom, pod jego wpływem ludzie ci stawali się aktywni i chodzili po dachach. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010]. Wpływ faz księżyca objawiał się w taki sposób, że jeśli choroba rozpoczęła się podczas nowiu, to analogicznie do zachowania księżyca, powiększała się.
Innymi ciałami niebieskimi, które według ludowej wyobraźni, przyczyniały się do chorób były słońce i gwiazdy. Obawiano się zwłaszcza, kiedy działo się z nimi coś odbiegającego od naturalnego rytmu.Zaćmienie było zwiastunem nieszczęść i chorób. Był nawet nakaz zasłaniania studni w tym czasie, bowiem wierzono, że dochodzi do zatrucia wody. Kolejnym nienaturalnym zjawiskiem, który miał negatywny wpływ na ludzi były deszcz meteorów, jak i pojawiająca się na niebie kometa. W ludowych wierzeniach znane były choroby, które spowodowane były negatywnym działaniem żywiołów. Dawni Słowianie byli przekonani o negatywnym działaniu wiatru, to wierzenie jest kontynuowane na gruncie kultury tradycyjnej:
Tak sparaliżowało go – wiatr go trącił. [Marianna Gajda, Zabłocie, 2009]
Wylew albo zawał, to i kiedyś. Ton wiater tak. [Zofia Chołaj, Bobowiska, 2010]
Oj ja taku miałam babcie staru, to godali, zawsze opowiadali, że jak ich Olesie wiater zawioł, jak dostała ospy, tak umarła. [Wacława Wiczołek, Bobowiska, 2010].
Wiatr mógł powodować ospę, kalectwo, paraliż, wylew, mógł odebrać mowę. Wiązało się to z wierzeniami, że w wichrze kryje się diabeł. Za przyczynę chorób uznawano również złe, morowe powietrze. Chorobę mogło spowodować spożycie brudnej wody. Niektóre schorzenia przypisywano ziemi.
Położył się na ziemi, położył się na wznak i mówi, że przysnął i potem zachorował i chorował tam kilka tygodni i zmarł, bo po prostu ziemia jakoś tak przyciąga człowieka, że chce wciągnąć do siebie, jak się na nią położy.[Eugenia Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010].
Świat zwierząt w przekonaniu ludu mógł powodować choroby, szczególnie robaki takie jak glisty. Ponadto wierzono, że każdy ma w swoim ciele robaki, które gnieżdżą się w przewodzie pokarmowym, powodują chudnięcie, osłabienie, blednięcie. Wierzenie to jest oparte na realnych przesłankach, bowiem niektóre odmiany pasożytów mogą zamieszkiwać ludzki organizm i powodować choroby. Wierzono także, że niektóre schorzenia, na przykład guzy, powoduje przeniknięcie do ciała człowieka gada lub płaza.

Zapobieganie chorobom

Profilaktyka stosowana w celu uchronienia się przed chorobami polegała w większości na zastosowaniu działań o podłożu magiczno-wierzeniowym. Zanim jeszcze choroba pojawiła się we wsi, a wiedziano, że w sąsiednich wioskach panuje epidemia, podejmowano czynności prewencyjne. Jedną z nich byłozaoranie dookoła wsi, lub oplecenie ją nitką. Oborania mieli dokonać bracia bliźniacy, dwoma wołami. Koło i zakreślenie okręgu było magicznym sposobem ochrony przed złem, zamknięta przestrzeń, zostaje oddzielona od zewnętrznej, zmienia się jej status. Inny sposób, który zabezpieczał wieś przed epidemią, został zanotowany w okolicach Włodawy. Wszystkie kobiety zbierały się w jednej chacie, aby między zachodem i wschodem słońca skończyć wyprząść kawałek płótna, który należało położyć w noc z soboty na niedzielę przed cerkwią, aby każdy mieszkaniec mógł po nim stąpać, co miało bronić przed zarazą. Profilaktyczne działania wykorzystywano także w stosunku do poszczególnych osób, zwierząt, a nawet roślin. Szczególnie chroniono się przed urokami:

A to od uroków zawiązywały wstążeczki czerwone, to kokardki przypinały. Oj i do kołyski i dziecku kukarde jakąś tam. Tak tak były! Nawet jak ktoś coś miał ładnego kwiatka, ja sam nie wierze w gusła, w pokoju mam o kwiatka, co mam ładny, to mam kukardke z czerwonej wstążki, bo mówie, że ładny kwiatek. [Janina Woch, Wólka Kątna, 2009]

Dziewczynkum jakieś tam chyba kokardki we włosy wplatały. [Henryk Pocek, Zabłocie, 2010]

Koniom to takie bumboleciki czerwone. [Zofia Chołaj, Bobowiska, 2010]

Tak to sio przewlokło bluzecke czy tam sukienecke na lewu strune i już ze urok nie złapał. Było to było, tak obłucyły, jak dzieci wynosiły, jakiś sweterek. [Wacława Wiczołek, Bobowiska, 2010].

 

Swoistym sposobem profilaktyki były liczne zakazy, które miały przeciwdziałać potencjalnym chorobom. Obowiązywały one kobietę ciężarna, która nie powinna zaglądać przez szpary i płoty, bo dziecko będzie zezowate. Nie powinna wpatrywać się w nieboszczyka, bowiem dziecku groziła bladość lub mogło urodzić się martwe. Nie mogła zapatrzeć się na osoby chore psychicznie i w jakikolwiek sposób wynaturzone, gdyż to przejdzie na dziecko. W czasie pożaru musiała uważać, aby się nie dotknąć, gdyż dziecko będzie miało w tym miejscu znamię, podobnie działo się w sytuacji, gdy matka się przestraszyła i dotknęła jakiejś części ciała.

Terapeuci ludowi

W wielu przypadkach etnomedycyna obywała się bez specjalistów. Lud znał działanie ziół i innych medykamentów. W przypadkach niezagrażających w poważny sposób zdrowiu, stosowano samolecznictwo. Chętnie także korzystano z usług wiejskich terapeutów. W medycynie ludowej, pozbawionej możliwości korzystania z medycyny oficjalnej, funkcję lekarzy pełnili wioskowi znachorzy, akuszerki, babki znające się na ziołach. W kulturach archaicznych tę funkcję sprawowali czarownicy, szamani, wróże – ich pozycja w społeczeństwie była niezwykle uprzywilejowana. W kulturze starożytnych Słowian leczeniem zajmowali się kapłani ludowi, wieszczowie i kierownicy obrzędów. Z jednej strony ludzie ci cieszyli się wielkim szacunkiem, z drugiej utrwalił się pogląd, że wiejscy terapeuci to szarlatani, którzy przy pomocy czarów, chcą walczyć z chorobami. Należy jednak zauważyć, że wielu ludowych terapeutów, obok czynności magicznych, stosowało środki wynikające z obserwacji i doświadczeń wielu pokoleń, dlatego przy ograniczonym dostępie do medycyny, ich działalność była potrzebna. Znachorzy wzmacniali swoje działanie, poprzez nadanie mu sakralnego charakteru. Do tych celów używali krzyża, znaku krzyża, poświęconej wody, świętych obrazów.

Wśród wiejskich terapeutów dużą grupę stanowiły znachorki. Były to osoby w starszym wieku, zazwyczaj w jakiś sposób się wyróżniały, na przykład wyglądem. Niekiedy były posądzane o kontakty z diabłem, który rzekomo zdradził im tajemnice leczenia, z tego względu były posądzane o czary. Nie wszystkie kobiety, zajmujące się lecznictwem, utożsamiano z czarownicami. Tak zwane babki ciszyły się szacunkiem mieszkańców wsi. Były to zazwyczaj starsze mężatki, które znały się na ziołach oraz pełniły funkcję wiejskich akuszerek. Najstarsi mieszkańcy podlubelskich wsi wspominają, że babkaswoje działania w trakcie rozpoczynała od czynności o charakterze magiczno-religijnym:

Przyszła więc wzięła wianek z rozchodnika ten poświęcony w wiankowy czwartek no i oczywiście okadziła izbę, gdzie to dziecko ten poród miał się od odbywać, okadziła te wszystkie cztery kąty okadziła, no i też przy tym chyba się modliła. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010].

Czynność ta służyła zabezpieczenia miejsca, w którym rozegra się coś niezwykłego, w którym połączy się strefa sacrum i profanum, należało podjąć wszelkie działania, aby przy spotkaniu odmiennych jakości, wydzieliła się pozytywna energia. Jedna z informatorek opowiadała o niezwykłej mądrości babki.Pewna kobieta miała ciężki poród, wezwano lekarza, który jednak nie potrafił pomóc, dopiero babkarozpoznała, że urodzą się bliźniaki i stąd wszelkie trudności. Rozkazała, aby kobietę natychmiast odwiedź do szpitala. Bliźniaki – chłopiec i dziewczynka swoje życie zawdzięczali wiejskiej akuszerce. Pojawiały się jednak także wstrząsające opowieści o działalności samouczek lekarskich, które w przypadku krwawienia z dróg rodnych kładły na brzuch koński nawóz czy w razie trudności w trakcie porodu nakazywały usiąść tęgiej kobiecie na brzuch położnicy. Opłata pobierana przez babkizazwyczaj nie była pieniężna, brały one produkty naturalne, żywność lub pomoc w pracach polowych.

Jednym niezawodnych i najczęściej stosowanych sposobów leczenia chorób ciała i duszy było tzw. zamawianie, polegające na wypowiadaniu czy wyszeptywaniu specjalnych formuł magicznych, słów, modlitw. Towarzyszyły temu także określone czynności i gesty: spluwanie przez ramię, przestawianie czy nakłuwanie różnych przedmiotów, specjalne ruchy ciała lub głowy. Wszystko to miało na celu przede wszystkim zapobieganie chorobom, urokom, czarom albo leczenie już powstałych kłopotów. Modlono się w trakcie takich czynności szczególnie do Matki Boskiej i Św. Zofii, używano przedmiotów święconych w kościele i ziół z Matki Boskiej Zielnej. Zaklinać i zamawiać można było także sytuację czy stan natury, pogodę. W tym wypadku zwracano się do Św. Jerzego.

Zamawiania było domeną kobiet, nazywano je znachorkami, babami, czy szeptuchami (od wyszeptywania zaklęć, modlitw i formuł magicznych).

Zamawianie mogło mieć także skutki negatywne, np. choroba, osłabienie, odebranie pomyślności ludziom, domowi i obejściu, odebranie mleka krowom. Takich kobiet bardzo się bano i starano się unikać jakiegokolwiek kontaktu z nimi, podobnie jak z osobami o “złych oczach.”

Znachorka, szeptucha

Szczególne miejsce w medycynie ludowej zajmuje postać znachorki, szeptuchy. Nazwa „szeptucha” wzięła się od szeptania modlitw i zaklęć podczas magicznych rytuałów. Profesja ta zwykle była domeną kobiet, ale gdzieniegdzie można było spotkać i męskiego zamawiacza.  Znachorki można spotkać na wsiach Lubelszczyzny do dnia dzisiejszego. Specjalne formuły, zaklęcia i modlitwy przekazywane są z pokolenia na pokolenie „pierworodnemu” lub ostatniemu dziecku.
Jednym z rytuałów, które wykonywały znachorki, to odlewanie wosku nad dzieckiem. Zabieg ten miał usunąć „stracha”, czyli powód stresu, które wpływało na złe samopoczucie. Jeśli dziecko bało się np. psów, należało wylać wosk do umieszczonej nad jego głową miski z wodą. Kształt, który powstał z zastygniętego wosku miał przedstawiać to, czego bało się dziecko. Przy wylewaniu znachorka szeptała modlitwy. Czynność tą należało przeprowadzić za dnia, a wodę po zabiegu wylać poza dom, np. na drogę. Niekiedy wosk wylewano poprzez brzozowe patyczki ułożone na kształt krzyża.
„Wylewaniu przestrachu” miało również służyć wylewanie białka kurzego do szklanki z wodą. Wylany kształt – podobnie jak w przypadku wylewania wosku -  miał symbolizować to,czego człowiek się bał. Źródłem strachu w takich przypadkach najczęściej były zwierzęta, np. pies lub kot, ale także i człowiek.
Innym rytuałem jest “spalanie róży”. Zabieg przeprowadza się w celu leczniczym – stosowano w leczeniu róży, ale miał pomagać także na inne choroby. Do przeprowadzenia zabiegu potrzebna jest gromnica i len, który owijało się wokół świecy w lutym w dniu Matki Boskiej Gromnicznej. Z lnu skręca się 9 kulek, które później pojedynczo pali się nad „pacjentem”, podrzucając do góry w płomień zapalonej gromnicy.  Ważnym jest, by chory miał zarzuconą na głowę szmatę. Jeśli len dobrze się pali, a dym leci do góry, oznacza, że chory ma spore szanse na wyzdrowienie.

Oprócz babek na wsi jeszcze inne osoby trudniły się leczeniem. Obowiązywała specjalizacja, osoby zajmujące się terapią pewnych schorzeń nie wchodziły w kompetencje innych. Jedni specjalizowali się w leczeniu złamań inny ziołolecznictwie lub zamawianiach. Kobiety, które odpędzały choroby przy pomocy specjalnych formuł, w niektórych rejonach Lubelszczyzny nazywano szeptuchami. Leczeniem za pomocą magicznych zabiegów zajmowali się również guślarze, zwani też wróżami. Ich formułki były utrzymywane w tajemnicy. Samych guślarzy otaczano szacunkiem i w pewnym stopniu się ich bano. Natomiast owczarzy posądzano o paktowanie z diabłem, dlatego oprócz tego, że leczyli również mogli zadać chorobę:

W oborze pod progiem coś było zakopane, ktoś z tych owcarzy coś zakopał i z tego względu świnia zdechła, i krowa się zeschła i koń zdechł. Dopiero po paru latach prawdopodobnie ci sami owczarze coś wykopali i od tej pory już wszystko się szykowało. [Janina Woch, Wólka Kątna, 2009].

Wyrywaniem zębów na wsiach zajmowali się kowale. Były również specjalne osoby odpowiedzialne za nastawianie złamanych lub skręconych kończyn. O sposobach leczenia przez felczera opowiadał jeden z informatorów:

Tatuś to tak zawsze mówił jak zachorowoł, a był taki felczer Durakiewicz nie, jak felczer Durakiewicz nie pómógł, to już na śmierć było. To tak tatuś mówił, że tak mówiły starsze ludzie, że kiedyś to nie wiesz, były dumy pod strzechu, to tam było do diabła wróbli, to zawsze tatuś tak mówił, czy to prawda. To tak mówił, że nieroz to tak mówiły garść wróbli ze świencunu wodu i przejdzie, guwienków tych, świencunu wodu i przejdzie. To było takie leczenie. [Henryk Pocek, Zabłocie, 2010].

Diagnozowanie chorób

Przed przystąpieniem do leczenia należało zdiagnozować chorobę, co czyniono na różne sposoby: poprzez dotykanie i oglądanie języka, oczu, dłoni czy ubrania chorego. Wnioskowano po charakterze pisma. Obserwowano język i mocz. Puszczano wahadła, machano różdżkami. Magicznym sposobem diagnozowania było przyglądanie się węglom puszczonym na wodę:

Jak ktoś urzekł prosięta, to się badało to rzucało się takie węgle z drzewa, tam szło się do chlewika, rzuciło się takie węgle z drzewa i jak te węgle poszły do dna, to znaczy że ktoś urzekł. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010].

Terapia ludowa – ziołolecznictwo

W leczeniu środkami roślinnymi kumulowały się racjonalne przesłanki, wynikające z obserwacji działania ziół i magiczne sposoby doboru i wykorzystania roślin. Wiele ziół przedostało się do lecznictwa ludowego z medycyny średniowiecznej, za pomocą zielników. W bardzo szerokim stopniu wykorzystywano zioła, bo jak mówi jedna z informatorek: To jest zioło, nie to że człowiekowi szkodzi, a tylko pomaga. [Janina Woch, Wólka Kątna, 2009].

Fitoterapia była powszechna, ze względu na dostępność surowca. Były pewne zasady zbierania ziół:

Zioła zbierać, to babcia zbierała moja zioła, bo to była przecież cała taka leczarka we wsi, ale w maju, tylko w maju. [W maju dlaczego?] A bo to Matki Boski miesiąc i pomagały te zioła. Oj różnych ziół nazbierała i suszyła, tylko nie na słońcu, tylko gdzieś w cieniu na takim przewiewnym, żeby gdzieś słonko nie wypaliło tego zapachui tego wszystkiego. Tych ziół nazbierała zawsze. To w maju były zbierane zawsze. Inne takie te to nie zbierała w miesiące, majowe. Ja tak samo teraz mówie. I dziurawcu i tego i owego zbieram późni, a to mięty od brzucha, późni dziurawiec od wątroby, to lepszy jest jak jakie leki, bo to już jest zioło, nie to że człowiekowi szkodzi, tylko pomaga. [Janina Woch, Wólka Kątna, 2009]

Tłumaczy to, że maj jest miesiacem Matki Boskiej. Ta religijna motywacja nie wyklucza pogańskiej, według której miesiąc ten poświęcony był zmarłym, i z tego względu brała się szczególna wartość, którą mu przypisywano. Wymóg ten ma także swoje racjonalne wytłumaczenie: maj i czerwiec, to miesiące najpełniejszego rozkwitu ziół i zapewne z tego względu mają najsilniejsze właściwości lecznicze. Inna teoria dotycząca zbioru mówi:

W ogóle mówiono, że zioła zebrane na przykład przed świętym Janem, czy w dzień świętego Jana to trzeba zebrać, to one właśnie wtedy bardzo są uzdrawiające, jak są tego dnia zebrane. I właśnie wtedy zrywano jakąś tam szałwie, nie szałwie, jakieś łopiany, które podobno pomagały na ból zębów, czy krosty jak się robiły. […]… Natomiast jeśli chodzi o zbiór tych ziół różnych, to różne zioła miały okresy różne do zrywania, na przykład świętojańskie ziele, czyli dziurawiec, musiał być zerwany, kiedy te kwiatki były jeszcze nieprzekwitnięte, bo już nie miały takiego działania. I inne tak samo. Na przykład taka roślina, która tam była i głuch pokrzywa się nazywała, nazywano, to ona na przykład miała pomagać, jak ktoś, kiedyś na gruźlice, na płuca, to się jej kwiatki, ale te kwiatki trzeba było zbierać, tylko jak słońce świeciło, wtedy kiedy świeciło słońce, nie można było zbierać, jak było pochmurno, i wtedy właśnie one działały dobrze. Takie różne, no trudno powiedzieć w tym momencie, nie wiem może te babki, które się zajmowały leczeniem, możedokładniej wiedziały kiedy trzeba było zbierać, no ale z tego co tam ja wiem no to tak to różne zioła różnie się zbierało w różnych kwartach. […] Wiadomo, że był tam rumianek, była macierzanka, macierzanka też była pomocna nie wiem chyba była od brzucha, jak bolał. Cencelija, o cencelija to była jak krowa nie chciała dać mleka, jak miała zapalenie, to właśnie tą cencelije używano. [Używano jak?] No chyba smarowano to wymie, a może nawet okadzano, nie wiem tego dokładnie, ale była ważna, bo starsze kobiety zbierały i mówiły, że muszą mieć cencelije, bo jak krowa zachorowała, to tą cencelije używały. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010].

Ten nakaz związany jest z charakterystycznie pojmowanym czasem w kulturze tradycyjnej, który nie jest jednorodny – jest czas świecki i sakralny, przypadający na święta i odmiennie wartościowany. Powszechnym zabiegiem wykorzystywanym do leczenia ludzi i zwierząt było okadzanie, które związane jest ze szczególnymi właściwościami ziół i dymu. Najczęściej spalano zioła poświęcone w wiankowy czwartek, lub kwiatuszki, co za procesju sypią do Przenajświętszego Sakramentu. [Janina Woch, Wólka Kątna, 2009]. Sposób okadzania opisała jedna z informatorek:

To ci brały wągli, ksyły zioła i pod krowe ładnie podchodziły i ten dym szedł na to. Patrz rozchodziło sio. Roz trochy tłuszczem, trochy tym dymem i dobrze było, mleko było. [Wacława Wiczołek, Bobowiska, 2010].

Innym sposobem okadzania było:

Sposób leczenie chorób, to na przykład okadzało się, bo pytałaś mnie, więc u nas było bardzo ważneokadzanie rozchodnikiem. [Jak wyglądało?] Jak człowiek zachorował to się ten poświęcony w wianku rozchodnik w wiankowy czwartek sypało w jakieś pudełeczko i zapalało się i właśnie tu się chodziło na opak w tym wokół tego łóżka chorego trzy razy. I właśnie to był sposób, żeby ten człowiek wyzdrowiał, bo mówiono, że sama nazwa rozchodnika pochodziła stąd, że się choroba rozchodzi po takim okadzeniu. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010].

Magicznym sposobem leczenia było spalanie róży, pomagało to jak zęby bolały [Zofia Chołaj, Bobowiska, 2010] lub nos mi spuchł o tak, ocy podpuchły. [Marianna Gajda, Zabłocie, 2010]; bądź jak głowa bolała.[Stanisława Smolak, Wólka Kątna, 2010]. W czynności tej uwidacznia się kumulacja czynników mitycznych, mediacyjnych i symbolicznych: Dziewięć gałek trzeba było spalić, przykryć czerwoną chustką, przed wschodem słońca, to się koniecznie robiło i to też najstarsza osoba. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010]. Zostaje tu wykorzystana magiczna moc liczby trzy, dziewięć kulek lnu, czyli trzykrotnie zwielokrotnienie trójki lub czterokrotne dwanaście takich łebków [Zofia Chołaj, Bobowiska, 2010] oraz w dalszej części formuła słowna, którą trzy razy się chyba powtarzało [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna 2010].

Zapalony ogień odstraszał złe moce,siły nieczyste, był czynnikiem oczyszczającym, świeca posiada rozbudowaną symbolikę w religii chrześcijańskiej. Symbolika ognia pośrednio pojawia się również w czynności założenia czerwonej chustki. Kolor czerwony jest utożsamiany z krwią, czyli życiem, kojarzony jest również z ogniem, którego właściwości apotropeiczne czerwień przejmuje. Wszystkie te czynności mają zostać wykonane w granicznym czasie – przed zachodem słońca. Do odpędzania choroby wykorzystuje się brzozową gałązkę, która stanowi ekwiwalent młodości i żywotności zażegnało sio, tu gałunzku Brzozowu. [Wacława Wiczołek, Bobowiska, 2010].

W lecznictwie ludowym wykorzystywano rośliny, które zostały poświęcone, co odbywało się dwa razy w roku – w oktawę Bożego Ciała i w dniu Matki Boskiej Zielnej. W pierwszym przypadku zioła święcono pod postacią wianuszków, stąd ludowa nazwa tego święta to wiankowy czwartek, o którym opowiadała jedna z informatorek:

Te zioła to się w wianuszki, zawse w wiankowy czwartek, to z łunk z lasów śmy znosili, wszystko gdzie to. Łoj rozchodnik to było, macierzanka, tom rumionek, kopytnik jakiś, Boże i zwierzyne nawet kadziły, jak przychorowała. Wszystko sie na węgielki kszyło, bo to tych wianuszków było po łosiem, do dziś sio takich wianeczków. To wszystko sio ususzyło i do drugiego roku było i każdy sio tym liczył. Tak było! W wionkowy czwartek tośmy już od rona znosili te rozmaite zioła po łunkach z łunk. [Wacława Wiczołek, Bobowiska, 2010].

Ususzone wianuszki wisiały w domu i była to domowa apteka, do której sięgano w razie chorób:

Wiadomo, że był tam rumianek, była macierzanka, macierzanka też była pomocna nie wiem chyba była od brzucha, jak bolał. Cencelija, o cencelija to była jak krowa nie chciała dać mleka, jak miała zapalenie, to właśnie tą cencelije używano. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010]. W lecznictwie ludowym znajdują zastosowanie także akcesoria z innych świąt, jak palma wielkanocna, jabłka święcone w dniu św.Błażeja (3.02) i owies w dniu św.Szczepana (26.12).

W celu przyspieszenia procesu gojenia ran stosowano babkę, bylicę lub boże drzewko, które mieszano z sadłem. Na oparzenia przykładano różne środki: kwiat rogoży, świeżo skrobane ziemniaki. Na zwichnięte miejsca stosowano środek z żywokostu, natomiast w przypadku stłuczeń okłady z prawoślazu lekarskiego. Na ból głowy i zębów stosowano liście łopianu i szalej, który ma działanie narkotyczne i halucynogenne i prawdopodobnie to wpływało na uśmierzenie bólu. Podobne działanie miał zabieg włożenia w dwie dziurki do nosa piołunu. Na ból zębów dozowano liście barwnika moczone w winie przez dziewięć dni. Kolejną grupą chorób były dolegliwości żołądkowe, które według Oskara Kolberga w Lubelskim leczono kurzym zielem i pieprzem z wódką. Na biegunkę stosowano kwiaty z krwiciągu lekarskiego, używano w tym celu także koniczyny polnej, lebiody, czarnych jagód. Jako środek przeciwkaszlowy stosowano była kalina w postaci wywaru bądź gotowanych jagód. Stosowano także płukanki z szałwi, soku koniczyny, chrzanu, maku i lnu, napój z kwiatu lipowego. Rośliny znalazły zastosowanie także w leczeniu chorób kobiecych i w położnictwie. Stosowano je w postaci naparów, okładów, okadzeń. Na nadmierne krwawienie używano naparu z krwawnika, pomocna była również kora dębu. Do kąpieli kobiety po połogu stosowano odwar z leszczyny, natomiast do pierwszej kąpieli dziecka wykorzystywano ziele o nazwie podróżnik. Przy dolegliwościach skórnych, czyli owrzodzeniach, krostach, kurzajkach dozowano bylicę zrywaną w wigilię św. Jana. Na choroby oczu miały zaradzić okadzania zielem o nazwie sroczka, bądź picie soku z marchwi. Istniały też specjalne medykamenty wykorzystywane w chorobach dziecięcych. Żółtaczkę leczono dodając do kąpieli wygotowaną marchew i tatarkę, natomiast na suchoty stosowano ziele zwane suchotnikiem, dodawano również do kąpieli mech, który trzeba było trzy razy uskubnąć z krzyża stojącego przy drodze. W przypadku, gdy dziecko miało problemy z zaśnięciem, do picia podawano parę ziaren maku lub kładziono makówkę pod poduszkę.

Środki zwierzęce

Udział medykamentów pochodzenia zwierzęcego w etnomedycynie jest znacznie mniejszy niż użycie środków roślinnych. Produkty zwierzęce stosowane były głównie w postaci nieprzetworzonej, choć używano również masła, serwatki. Do leczenia wykorzystywano produkty uboczne uzyskane w trakcie chowu, czyli gnojowicę i ekstremy, a także niektóre organy i części ciała.

Odmrożenia leczono przykładając psie sadło lub smarowano chore miejsce słoniną lub świńską żółcią, przykładano płótno zanurzone w urynie, lub smarowano mózgiem wrony. Na poparzenia stosowano okłady z zsiadłego mleka lub słodkiej śmietany, stosowano także okłady z sadła borsuczego. Rany cięteokładano słoniną polaną moczem. Liszaje smarowane śliną konia powstałą w momencie, kiedy ten pije wodę. Rany powstałe ze skaleczenia okładano chlebem razowym, zmieszanym z pajęczyną, śliną i świeżym lekiem, lekiem stosowanym w tym przypadku była także maść z konika polnego. W przypadkuukąszenia żmii zalecane było zanurzenie kończyny w zsiadłym mleku lub w wiadrze, gdzie znajdowały się żaby. Kurzą ślepotę leczono trzymając oczy nad garem, w którym gotowała się wątroba wołu lub cielęcia, właściwości lecznicze miała bowiem wydobywająca się para. W suchotach zalecano spożywanie psiego sadła. W przypadku kaszlu należało pić mleko z masłem, miodem lub smalcem i z czosnkiem. Stosowano takż lek o skaldzie: z żółtko, cukier i wywaru z kwiatu lipy, kiedy to nie pomagało sposobem na kaszel było noszenie na plecach skórek zajęczych. Skórę sarny przykładano natomiast na miejsce bólu kości. Środkiem na bóle reumatyczne miało być ugotowane mięso bociana. Wierzono, że żadna trucizna nie zagraża temu, kto je spożyje. Innym sposobem było przykładanie świńskiego tłuszczu, końskiego, psiego sadła lub pokrzyw w bolące miejsce. Spośród innych chorób, które leczono środkami odzwierzęcymi można wymienić tyfus, który leczono pijąc maślankę, różę, w przypadku której rany iopryszczone miejsca okładano żywym, rokrojonym na pół kretem, ospę, na którą zalecano picie miodu pszczelego, na wrzód w gardle podawano do picia psie odchody. Znany był także zabieg puszczania krwi, najczęściej robiono to przy pomocy pijawek. Miało to pomagać na silne bóle głowy, zaburzenia psychiczne, krosty, wrzody.

Ludwik Stomma analizując recepty etnomedycyny zwracał uwagę na wykorzystanie w nich ekstremów, ze względu na ich mediacyjny charakter. Odchody są bowiem czymś pośrednim, dwoistym, znajdują się na granicy człowiek – nie – człowiek, życie – śmierć. Natomiast ekstremy zwierzęce zawierają w sobie cechy zwierząt, od których pochodzą, i w zależności od nich są aplikowane na poszczególne choroby, na przykład świńskie na bóle żołądka, bowiem świnie wszystko zjadają, ptasie na choroby oczu, bowiem odznaczają się dobrym słuchem itp.

Zabiegi magiczne

Terapia magiczna opierała się na przeświadczeniu o możliwości oddziaływania na przyrodę i człowieka poprzez określony zespół praktyk, które podjęte w odpowiednim miejscu i czasie, przy pomocy odpowiednich przedmiotów i zachowaniu odpowiedniej formuły pociągają pożądanie następstwa, czyli powrót do zdrowia.

Tak jak byli ludzie, którzy mieli złe oczy i spojrzeniem mogli rzucić urok, były również osoby o dobrych oczach, które właśnie te uroki zabierały:

Poszła zrobiła znak krzyża w oborze i przyszła do domu. Te krowy ozdrowiały. [Janina Woch, Wólka Kątna, 2009]

Mojego tate, mojego tate wołały, żeby on zobocył. No widzis, że on miał takie ocy, że jak zobocył to wszystko był w porzundku i cały ton urok, urzekniącie. [Eugenia Wójtowicz, Wólka Kątna, 2009].

Odczynianiu uroków stanowiło często skomplikowany zabieg o charakterze gestyczno-kinetyczno-werbalnym, w którym dodatkowo wykorzystywano rekwizyty. W trakcie odczyniania nakładają się na siebie różne plany wyrażania i kumuluje się symbolika. Bardzo często wykorzystywana jest liczba trzy lub jej wielokrotność, która oznacza otwarcie, a przez to ma ułatwić odpędzenie choroby lub złego czaru. Często łączy się ona z obchodzeniem na wspak, czyli wbrew kierunkowi ruchu słońca.

W trakcie magicznego leczenia wykorzystywano przedmioty o charakterze mediacyjnym, czyli takim, który ułatwiał kontakt z zaświatami. Mediacja wiąże się między innymi z obrzędami przejścia. Na każdy obrzęd składają się trzy fazy: wyłączenia, marginesu i włączenia do nowego stanu, miejsca. Osoby, rzeczy i zjawiska, które znalazły się w fazie środkowej, stają się mediacyjne. Jednym z obrzędów przejścia jest ślub, w trakcie jego trwania państwo młodzi znajdują się w środkowej fazie obrzędu, z tego względu zyskują szczególne właściwości nawet ich ubrania, które mogą zostać wykorzystane w trakcie odczyniania uroku:

Ślubnego coś, czy tam jak została jakaś halka, czy tam pończochy, czy tam zostało jakieś coś, to te świnie były tak trzy razy na około i później w drugą strone łodkręcane trzy razy i że to urok ten jakoś tam zginął. Tylko ślubne coś halka czy tam buty. [Janina Woch, Wólka Kątna, 2009].

Osobą odczyniającą uroki często był najstarszy w rodzinie:

Brały tego jedynaka, nie to że jedynaka tylko pirwszy w rodzinie, poszedł i to wszystko, nie w strone słunka tylko pod słunko, i to wszystko łot… Ale nic nie mówił tylko obchodził aby. A nie! Spluwoł na ziomie, trzy razy spluwał na ziomio śline, bo ten urok już odczyniuny jest. [Eugenia Wójtowicz, Wólka Kątna, 2009].

W tej relacji pojawia się ślina, która jest negatywnie odbierana, podobnie sam gest spluwania, na ziemię, do dołu. Gest ten w kulturze jest sposobem wyrażenia złych emocji i pogardy.

A jak dziecko zachorowało, to kładły na podłodze, żeby tam przełazić jakoś i to pomoże. Musi matka.[M.arianna Wiśniewska, Olempin, 2009].

Kładzenie i podnoszenie z ziemi symbolizuje ponowne narodziny, przez co następuje wyswobodzenie od uroku. Taką motywację tej czynności podkreśla fakt, że osobą ją wykonującą jest matka – dawczyni życia. Symbolika zawiązywania i rozwiązywania pojawia się w wariancie odczyniania uroków poprzez zawiązanie węzełków:

Jakoś tak na rence, na sznurek, na rence, jak ci poprzekładała, dwadzieścia cztery jeden od drugiego w taki odległości. I wtedy dziadek przywiózł te sznurki i mówi: Weź tak po wymionach i zawiunż im na grzbiecie. I tak zawiunzał. [Marianna Gajda,  Zabłocie, 2009].

Pojawiały się również inne magiczne sposoby leczenia:

Od jęczmieni, które się na oczach robiły, to zawsze czarna nitka musiała być na serdecznym palcu zawiązana.[Elżbieta Wójtowicz,  Wólka Kątna, 2010].

Płaczki, czyli ciągłe i uporczywe płakanie dzieci po nocach, można było wyleczyć w następujący sposób: I wtedy matka, ktoś z rodziny musiał zrobić takie
z gałganków, bo kiedyś takie gałgankowe się robiło, dziewięć lalek, po trzy te lalki związał do siebie, po trzy i potem razem je związał, czyli dziewięć było ich razem i no ktoś musiał pójść z domu i rzucić te lalki na rozstajne drogi, rzucił te lalki. I dopóki nikt tych lalek nie podjął, to to dziecko jakby miało płaczki, a wierzono, że jak ktoś podejmie te lalki to wtedy płaczków nie będzie, płaczki, no zabierze te płaczki. 
[Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010].

Męczącą dolegliwością był kołtun. Nie wolno było go jednak ścinać, bo może co by się z tego zrobiło, jaki rak czy coś tam takiego, jaki guz. [Stanisław Smolak Wólka Kątna, 2010]. Na ból brzucha jedzono bziocki z palmy. Natomiast ból ucha dziecka matka leczyła pryskając mlekiem z piersi

[…] nie było żadnego leku żeby to zapalenie łucha, tylko matka swoim pokarmem strzykała tam piersi w ucho
i przestawało płakać dziecko, że to tak nie bolało i że to był lek najlepszy. 
[Janina Woch, Wólka Kątna, 2010].

Ewolucjonista James Frazer, autor Złotej gałęzi stwierdził, że myśleniem ludów plemiennych rządzą dwa prawa: podobieństwa i styczności. Pierwsze z nich mówi, że podobne powoduje podobne, drugie natomiast, że jeśli rzeczy pozostawały z sobą w styczności, to działają na siebie na odległość po rozerwaniu styczności fizycznej. Na tej drugiej zasadzie opiera się znachorska metoda leczenia reumatyzmu:

Koszule brałem mamy. Tak, koszule i przy ty koszuli, czy tam tego ona topiła, wytapiała. [A ten wosk to był pszczeli?] Nie pszczeli tylko ze świcy, gromnicy. [I co z tym woskiem, ona go topiła i co dalej?] A tam o sie świeca paliła, a ona tam odmawiała swoje paciorki. [Stanisława Smolak, Wólka Kątna, 2010].

Magia słowa

W kulturze ludowej słowu przypisuje się sprawczą moc, panuje przekonanie, że może ono zmieniać rzeczywistość, ma na nią realny wpływ. Pozostałością tego wierzenia jest ciągle funkcjonujące przysłowie Nie wywołuj wilka z lasu, które oznacza, że wypowiedzenie pewnych słów w niewłaściwym momencie może mieć widoczne, realne skutki. W medycynie ludowej duże znaczenia miała magia słów stosowana do zamawiania, zażegnywania i odczyniania. Były to pewne formuły i modlitwyodmawiane w trakcie odpowiednich czynności wykonywanych przy chorym. W kulturze tradycyjnej znano wiele takich formułek, choć również spora ich część uległa zapomnieniu, deformacji lub uproszczeniu, ciągle jednak funkcjonują te, których pochodzenie jest archaiczne, przedchrześcijańskie.

Zażegnywanie było formułą słowną, która służyła zapobieganiu urokom. Kiedy niepożądanej siły nie dało się już zażegnać wykorzystywano zamawianie, które polegało na wykonaniu pewnej ilości krótkich skondensowanych czynności, w głównej mierze symbolicznych gestów, oraz wypowiedzeniu formuły ściśle dostosowanej do okoliczności. W formule musiała być taka siła, która mogłaby zmusić nieziemskie moce do uległości, do posłuchu. Dlatego teksty zamówień były lapidarne, skondensowane, mocne, pełne wiary, układane ze znajomością takiego tworzywa, jakim jest słowo. Formułki słowne połączone z wykonywaniem odpowiednich czynności, na przykład wykonanie znaku krzyża, splunięcie, musiały być reprodukowane w odpowiednim czasie (przed wschodem słońca, w czasie pełni księżyca). Istotną rolę odgrywały wskazania ilościowe w odniesieniu do poszczególnych działań terapeutycznych. Była to przeważnie liczba3 i jej wielokrotności, występowała także liczba7. Liczby nieparzyste symbolizują zmianę, istotną i oczekiwaną w przypadku odczyniania choroby.

Jeżeli dawni zabolał kogoś brzuch, więc mówili, że go kto urzek. Ji on szed do takiej kobiety. No przeważnie, to juz taka była, co sie tym zajmowała. Musiała to być pierwsza, która sie pierwsza urodziła w rodzinie. Znaczy ona miała to władze, zamawianie, tych różnych rzeczy. Więc wtedy, na przykład, jak mężczyzna zachorował, to kład sie na podłogę i ona przechodziła przez niego lewo nogo trzy razy. I to pomagało.
Ja nie słyszałam, żeby było przy tym jakieś zaklęcie mówione.

KP, Wólka Kątna, 1987

Jak urok rzucili na ciele, to trzeba przekroczyć. Jak jest urok, to kto pierwszy sie urodził u matki, to ten ma prawo przekroczyć — trzy razy i splunąć.
Głodno, 1970

Oto tekst formuły słownej, która ma archaiczną, przedchrześcijańską genezę. Potwierdza to analiza wariantów tekstu dokonana przez Stanisławę Niebrzegowską-Bartmińską. Zwrot do choroby, powtórzył się w każdym z analizowanych wariantów, natomiast rama modlitewna, jak i nawiązanie do apokryficznego wydarzenia z udziałem Jezusa, pojawiało się fakultatywnie. Świadczy to o tym, że pierwotnie funkcjonowała tylko formuła słowna w postaci zwrotu do choroby. Z czasem dołączono do niej elementy związane z religią chrześcijańską. Był to sposób nadania sakralnego charakteru czynnościom magicznym:

Najpierw się odmawia Zdrowaś Maryjo, a potem słowa następujące:
Jechał Pan Jezus na osiołeczku
bez kalinów lasek,
bez zielony mosteczek.
Osiołek się zepśnął
i nóżkę wywichnął.
Najświętsza Panienka bieżała
i osiołka leczyła:
Niech będzie skóreczka ze skóreczką,
Kostka z kosteczką,
Krewka z krewka,
Żyła z żyłą,
Siła z siłą.
- Nie moją mocą,
ino Boską dopomocą
Najświętszej Panienki dopomocą,
I wszystkich świętych dopomocą. [Powtarza się trzy razy]
Przekazy magiczne – spalanie i zamawianie róży

Róża to jest tak. Albo jest jaku, krostka, która wyrzuci, różowa z białym łebkiem i to sie zaogni albo nawet u nas też uważali, ze to róża jeżeli zęby, po prostu dziąsło było czerwone, cały policzek zapuchnięty, czerwony. To wtedy ladzie mówili, że to jest róża, sie wdała. I właśnie przychodzili spalać to róże. Róże sie spalało przed zachodem, słonka albo przed wschodem. I spalało sie ją trzy razy, dopiero wtedy pomagało.

Chora siadała na krześle. Ta kobieta, która tą różę zamawiała, robiła dziewięć gałek ze lnu. Kładła je na stole czerwono chustko przykrywała twarz lub to miejsce, jeżeli ktoś miał na ręce czy gdzieś to krostke, to przykrywała czerwoną chustką. I wtedy brała gromnice zapaloną i stawiała przy tej chorej i mówiła:

Różo, różyczko, zanim sianko zajdzie uciekaj za, góry, za lasy zgiń, przepadnij na zawsze.
I wtedy podpalała po jednej gałce nad tym chorym miejscem. Kiedy ona [gałka J.A.] się paliła nad tym, kobieta wzięła ręko na opak i dmuchała ju w górę. I te dziewińć gałek spaliła nad tym. I jak te gałki szły w górę, to znaczy, ze pomagało. I to przez trzy dni kolejne sie robiło. Trzy razy przed wschodem czy przed zachodem słonka.

KP, Wólka Kątna, 1987

Ja biorę len świecony, który święci sie w Gromniczno i te świece. Robię dziewięć takich gałek z tego. Nakrywam to miejsce ręcznikiem czystem, i po jednej gałce to świeco pale. Po jednej gałce. Jak spalę i odmówię modlitwę, która przypada, wykręcam to miejsce, w którym te gałki były i dokładam do buzi, i niech pare minut trzyma się tak. No, jak wystygnie ten ręcznik. Później każe żeby z pszennych otrąb albo z soli zwykłej, białej nagrzać na ciepło w woreczek i przyłożyć taki kompres. I to już wystarczy. Róża ta ma minąć do trzeciego dnia może jeszcze boleć.

Głodno, 1970

/opracowała:Magdalena Wójtowicz
źródło:teatrnn.pl/
SZKOLENIA W EUROPEJSKIEJ AKADEMII MEDYCYNY LUDOWEJ
/źródło:you tube/
JEŚLI CHCECIE – POCZYTAJCIE

Od autora
Kaszuby od ponad ćwierć wieku są moim domem. Tu osiedliłem się i tu pracuję. Jednocześnie jestem zafascynowany kulturą materialną i duchową Kaszub. Na własne potrzeby poznania mojej małej ojczyzny zbierałem liczne wątki legend, przepisy kulinarne, tajemnice medycyny ludowej i magii. Wszystko to pozwala mi lepiej poznać świat i ludzi, wśród których żyję i z którymi pracuję. Jest to właściwie już mój świat, w którym znalazłem własne miejsce na ziemi. Uważam także, że należy chronić od zapomnienia to wszystko, co jest siłą, charakterem i wartością tych stron oraz ocalać piękny duchowy świat Kaszub. Mam nadzieję, że moje „zbieractwo” kultury duchowej regionu w jakimś skromnym stopniu przyczyni się do ocalenia tych wartości, o których nie wolno zapomnieć.

W duchu tym oddaję w ręce czytelnika tę niewielką publikację, zachęcając do nowego spojrzenia na otaczający nas świat przyrody i mądrość pokoleń Pomorzan.  /Marek Miler/

Magia i zioła w kaszubskiej tradycji
Zioła  i specyfiki roślinne były przez wieki wykorzystywane w obrzędach magicznych na terenie całych Kaszub. Większość magicznych przepisów uległa już zapomnieniu. Ich ślady przechowały się jedynie w wątkach legend i szczególnie ważnym źródle, w Słowniku gwar kaszubskich na tle kultury ludowej ks. Bernarda Sychty. Jest to nieoceniona kopalnia wiedzy  na temat kultury duchowej regionu. Wiele z poznanych przeze mnie „magicznych przepisów”  konfrontowałem właśnie z tym pomnikowym dziełem. Niektóre z poznanych zastosowań roślin w magii na Kaszubach postaram się tu zaprezentować. Oczywiście, nie ma to być instruktaż dla przyszłych czarownic, jedynie przypomnienie dawnych magicznych wierzeń naszych przodków (niekoniecznie z przymrużeniem oka gdyż stosowanie niektórych środków roślinnych mogło przynieść określone szkody na zdrowiu) Dlatego ograniczę się tu jedynie do przedstawienia kilku roślin stosowanych w ludowej magii (ale bez podawania przepisów).

A oto jakie autor wymienia i omawia „ magiczne” rośliny i inne specyfiki spożywcze.…?
Podaje je w kolejności za spisem treści:
Babka; Bez czarny; Brzoza; Burak stołowy; Bursztyn; Czarne jagody; Cebula; Chaber; Chrzan; Dziewanna; Dziurawiec; Dynia; Głóg; Jałowiec; Kalina; Kapusta; Kasztany; Kminek; Koniczyna; Kora dębowa; Krwawnik pospolity; Lipa; Lnica pospolita; Łopian; Macierzanka; Majeranek; Maliny; Marchew; Mleko; Ocet; Orzech; Pietruszka; Pokrzywa biała; Pokrzywa zwyczajna; Porzeczka czarna; Poziomka; Rozchodnik; Róża; Rumianek; Słoma; Sosna; Tabaka; Tatarak oraz Woda. /tz/
księgarnia internetowa: www.podgryfem.eu
/źródło:mojemiasto.slupsk.pl/
Jeśli masz ochotę,przeczytaj  - Ludowe tradycje,wierzenia i metody terapii Siergieja Litwinowa
OSTROŻEŃ – CZARCIE ŻEBRO I SZAŁWIA
Już same miana tych roślin wskazują na ich związki z obrzędami dawnej Wiary Przyrodzonej – nie tylko słowiańskiej. Te zioła znane są także bardzo dobrze w praktykach magicznych całej Azji i Ameryki Północnej. Indianie Nawajo używali szałwi tak jak tytoniu – paląc ją w swoich świętych fajkach, by wprowadzić się w boski, szamański trans – znany im od 20 tysięcy lat – jeszcze z okresu wspólnoty z Ariami w Azji.
Ostrożeń
Ostrożeń ziele ( Herba cynoglossi )
Herbatka ekologiczna 50g
Zastosowanie:
Dawniej wierzono,że ostrożeń ma wręcz cudowną i magiczną moc. Obecnie może być stosowany jako herbatka wspomagająca oczyszczanie organizmu z toksyn.
Skład: ziele ostrożenia 100 % .
Produkt posiada certyfikat ekologiczny – to oznacza, że ma on szczególnie wysoką wartość biologiczną i prozdrowotną.
Sposób parzenia:
Wziąć łyżeczkę ziela herbatki zalać szklanką wrzątku i pozostawić pod przykryciem do zaparzenia na około 10-15 minut.Pić 1-2 razy dziennie .

Ostrożeń warzywny – Cirsium oleraceum (L.) Scopoli = Cnicus oleraceum Linne  (złożone – Compositae = Asteraceae) jest pokaźną i ładną rośliną rozpowszechnioną w naszym kraju. Rośnie przy lasach, na polanach, pastwiskach, ugorach, w dolinach rzek. Lubi wilgotne gleby. Górna część rośliny i liście otulające pąk kwiatowy, a potem owoc są barwy żółtozielonej, przez co zwracają na siebie uwagę. Kłącze poziome, po ugotowaniu jadalne i odżywcze (inulina, fitosterole). Roślina łatwa do uprawy.

W Szwajcarii (Punschun da pra) i w Niemczech również wykorzystywane w ziołolecznictwie ludowym i znany pod nazwą Kohldistel (franc. Cirse maraicher, ital. Cardo giallastro).

Surowcem leczniczym jest ziele – Herba Cirsii (Kohldistelkraut), zbierane w czasie kwitnienia lub owocowania. Proponuję zbierać liście i wierzchołki pędów, bowiem łodygi są twarde i długo schną.

Składnikami aktywnymi ziela są: flawonoid linaryna (pochodna akacetyny), pektolinaryna, glikozydy apigeniny i luteoliny; kwasy fenolowe,alkaloidy, olejek eteryczny, garbniki, fitosterole, laktony seskwiterpenowe.

Ostrożeń posiada właściwości odtruwające, żółciotwórcze i żółciopędne. Zawiera kwasy fenolowe i flawonoidy ochraniające miąższ wątroby przed marskością i stłuszczeniem. Działanie żółciopędne i rozkurczowe jest pożyteczne w leczeniu i profilaktyce kamicy żółciowej, stanów zapalnych wątroby i niedoboru żółci. Poprawia funkcje wątroby po resekcji pęcherzyka żółciowego. Zmniejsza cofanie żółci do żołądka i stany zapalne dwunastnicy żołądka z tym związane. Wzmaga regenerację komórek wątrobowych.

Fitosterole i flawonoidy hamują stan zapalny przy przeroście gruczołu krokowego. Laktony i fenolokwasy zawarte w ostrożeniu mają właściwości przeciwnowotworowe, o czym pisałem w wielu swoich pracach i czym zajmowałem się podczas badań in vitro blisko 10 lat temu.

Napar z ziela ostrożenia warzywnego nie jest toksyczny i można go przyjmować szklankami (1 łyżka na szklankę wrzątku). Jest smaczny. Wspomaga przemianę materii, aktywuje procesy detoksykacji, przyśpiesza usuwanie szkodliwych metabolitów i ksenobiotyków z ustroju. Napar z ostrożenia obniża poziom cukru we krwi. W medycynie ludowej ostrożeń warzywny jest stosowany w leczeniu reumatyzmu, w tym dny oraz przewlekłych chorób skóry, co z punktu widzenia naukowego wydaje się racjonalne i uzasadnione. Ziele jest dostępne w sklepach zielarskich.

Intrakt z ziela (1:5 na gorącym winie lub wódce do 50%) można przyjmować codziennie, przez 1 miesiąc po małym kieliszeczku dla poprawienia trawienia i jako diureticum (środek moczopędny), oczyszczający drogi moczowe oraz aktywator przy spowolnionej przemianie materii. W reumatyzmie polecam przynajmniej 3 –miesięczną kurację z zastosowaniem naparu. Przez pierwszy miesiąc dobrze jest nasycić organizm naparem przyjmując 2 szklanki naparu dziennie, rano i wieczorem. Po miesiącu dawka 1 szklanki naparu wieczorem przez 2 miesiące jest wystarczające. Potem polecam zmienić zioło – na przynajmniej kwartał, po czym można wrócić do ostrożenia. Podobnie zalecam postępować przy leczeniu cukrzycy, przewlekłych chorób skórnych (łysienie, trądzik, łuszczyca, łojotok z wągrami, ciągłe wypryski i rumień).

Mocny napar działa ściągająco na skórę i błony śluzowe i ma właściwości przeciwbiegunkowe.

W naparze można czynić także kąpiele, np. dzieci przy chorobach skórnych i osłabieniu. Okłady z roztartego ziela na okolice stawów i miejsca kontuzjowane – ponoć przynoszą ulgę.

Ostrożeń w przypadku zastosowania wątrobowego wykazuje synergizm (spotęgowane współdziałanie w jednym kierunku) z ostropestem, karczochem, rzepikiem i mniszkiem. W zakresie przerostu prostaty polecam łączyć ostrożeń warzywny z wilżyną, wierzbówką (lub wierzbownicą), niecierpkiem, znamieniem kukurydzy, kłączem pokrzywy i korą czeremchy. W zakresie działania moczopędnego dobrze sprawdza się w mieszankach z wilżyną, połonicznikiem, rdestami, perzem, nawłocią i brzozą. W zakresie działania przeciwreumatycznego polecam kojarzyć ziele ostrożenia z kwiatem wiązówki, zielem zagorzałka, zielem pszeńca, zielem szelężnika, liściem topoli, pączkami topoli, rdestem japońskim, lukrecją lub kolcoroślem (sarsaparilla).

Ostrożeń warzywny

(Cirsium oleraceum (L.) Scop.) – gatunek rośliny należący do rodziny astrowatych. Nazwy ludowe: czarcie żebro, pietra ziele, carskie ziele. Występuje w Azji i w Europie (z wyjątkiem rejonu Morza Śródziemnego). W Polsce jest pospolity na całym niżu i w niższych położeniach górskich (do regla dolnego). Status gatunku we florze Polski: gatunek rodzimy.

 
Łodyga
Wzniesiona, prosta, pusta w środku, gruba. Ma wysokość 0,5–1,5 m (1,8) i jest z rzadka owłosiona. Nie posiada kolców, jest pojedyncza i tylko górą rozgałęzia się.
Liście
Ulistnienie skrętoległe, liście wyrastają równomiernie i dość rzadko na całej wysokości łodygi. Dolne liście nieparzystopierzaście dzielne lub karbowane, lirowate, przy czym ich eliptyczne lub jajowate odcinki są całobrzegie lub nierówno kolczasto ząbkowane. Górne liście są mniejsze, pojedyncze i swoją uszkowatą nasadą obejmują łodygę. Wyrastają na całej długości łodygi, aż po kwiatostany. Wszystkie liście są z rzadka owłosione.
Kwiaty
Zebrane w średniej wielkości, walcowato-jajowate koszyczki, które w liczbie kilku wyrastają na krótkich szypułkach na szczycie łodygi. Otoczone są liśćmi (podsadkami) o żółtozielonym kolorze. Okrywa koszyczka ma łuski z krótkimi kolcami, zasnute pajęczynowato. Wszystkie kwiaty rurkowate, żółtego koloru (rzadko zdarzają się purpurowoczerwone). Korona podzielona do ½ długości, nitki pręcików owłosione.
Owoc
Szarożółte, podłużne i słabo kanciaste niełupki o długości 4–4,5 mm z pierzastym, białym puchem kielichowym o długości 12–17 mm.
Korzenie
Nieliczne, nitkowate w wiązkach wyrastające z grubego, walcowatego, poziomo rosnącego kłącza.
Bylina, hemikryptofit.. Kwiaty przedprątne, roślina miododajna, zapylana przez motyle lub błonkówki[2]. Kwitnie od lipca do września (rzadziej do października). Nasiona rozsiewane przez wiatr. Kiełkują słabo. Liczba chromosomów 2n=34.
Ekologia
Siedlisko: wilgotne łąki i zarośla, aluwia, brzegi rowów. Odpowiadają mu gleby żyzne i wilgotne. Wymaga zasilania w wodę ruchliwą, z zastoisk ustępuje. Dobrze znosi duże zmiany wilgotności gleby. Unika gleb kwaśnych, ubogich w węglan wapnia. Na łąkach wapiennych może pojawić się masowo. Wrażliwy na udeptywanie i spasanie[3]. W klasyfikacji zbiorowisk roślinnych gatunek charakterystyczny dla All. Calthion, Ass. Angelico-Cirsietum oleraceae[4].Tworzy mieszańce z ostrożeniem bezłodygowym, o. błotnym, o. lancetowatym, o. lepkim, o. łąkowym, o. pannońskim, o. polnym, o. siwym.
  • Roślina leczniczaSztuka kulinarna: kłącza i młode rośliny są jadalne (stąd nazwa rośliny). Wartość pokarmowa: duża zawartość w suchej masie białka, wapnia, potasu, magnezu. Roślina uprawiana jako warzywna w Japonii i Indiach. Spożywana była także na Syberii.
    • Surowiec zielarski: ziele ostrożenia warzywnego – Herba Cirsii oleracei.
    • Skład chemiczny: flawonoidy, inulina, garbniki
    • Działanie lecznicze: W lecznictwie ludowym stosowany jako środek przeciwgośćcowy, moczopędny, przeciwzapalny, także do kąpieli i pielęgnacji włosów.
  • Łąkarstwo: według dawniejszych źródeł[5] uważany za chwast, ponieważ bujnie rosnąc zagłusza sąsiednie rośliny, a paszę dawać miał małej wartości (wodnistą, grubą, słabo kolczastą). Poza tym dzięki łatwemu rozmnażaniu wegetatywnemu i generatywnemu może opanowywać znaczne przestrzenie łąk. Obecnie podkreśla się raczej jego wartość ze względu na wzbogacanie paszy w składniki pokarmowe[6]. Jest też chętnie zjadany przez bydło. Na intensywnie użytkowanych łąkach, a zwłaszcza pastwiskach – zanika. Na paszę nadają się tylko rośliny młode, później grube łodygi twardnieją. Młode rośliny wzmacniają system trawienny zwierząt. Konie żywione sieczką z ostrożenia nabierają gładkiej i lśniącej sierści.

Kwiatów ostrożenia polnego używano dawniej do barwienia jedwabiu na kolor fioletowy lub siny. Ostrożeń w ogóle a przede wszystkim ten zwany dzisiaj „warzywnym” ma przede wszystkim zastosowanie magiczne – działanie oczyszczające. Z tego punktu widzenia jego obecność na łakach, w polach, lasach i we wszelakich ludzkich uprawach jest niezbędna – i nie jest możliwe ani nawet wskazane wykluczenie tej rośliny z flory łąkowej i ogrodowej.

Ostrożeń ze strony www poświęconej małej ojczyżnie – Kłębowo

Czarcie żebro – Crisium oleraceum

Na naszych podsychających łąkach coraz rzadziej spotyka się ostrożeń warzywny, potocznie nazywany w Wielkopolsce czarcim żebrem. Jeszcze do niedawna robiono z czarciego żebra obowiązkowe zapasy na zimę. Pod koniec maja kobiety wyprawiały się na podmokłe łąki i zrywały to ziele. Drugą wyprawę robiono w sierpniu przed koszeniem łąk. Świeże ziele rozkładano w zacienionym, przewiewnym miejscu i po wysuszeniu przechowywano w płóciennych woreczkach. Czarcie żebro przez cały rok stosowano do użytku zewnętrznego i było jednym z najbardziej znanych ziół z Bożej Apteki.

O czarach w Kębłowie

A bo jo wiym? Jo tam o żodnych czarach nie słyszoł. Ktu by wew gusła wierzuł !!! Nu szak, ale przed złym łokiym to sie czeba zawdy ochroniać. Łejery, od złygo łoka chruni czerwuny śrympek, abłe choć czerwuno nitka. Podejdzie taki czowiek ze złym łokiym do malitkigo dziecuszka i dziwuje się jakie jes ładne i za chwiółke dzieckłe zaczyno beczeć. Moja babusia wiedziała jakie ziele chruniuło od złygo łoka, ale jo jusz nie pamiyntum. Nu, ale jak już sie co stanuło i gowa mocno błeli, to nejlepi jest sie okumpać abo umyć wew czarcim żebrze (ostrożeń warzywny). Porzunnum gorść tego ziela zalywo się gotujuncum włedum i jak naciuągnie to się przecydzo do miski, abłe do wanny, płete wsypuje sie 3 szczypty słeli, 3 razy kapnie sie włedy świyncuny i odmówi „w imie Ojca i syna i ducha świyntygo” , a płete czebno sie wew tym umyć. Bez mydła sie myć. Jak jest co zadane, źle życzune, abłe od złygo łoka co pszyszło, to we włedzie bydum same farfocle, same mynty bydum. Takum brudnum włede to się wylywo tam dzie nikt nie chłedzi, coby na nikogu to złe nie pszeszło.

Wew Niedziele Palmowum jak sie przychodziuło zes kuścioła, to nejpiyrwy dostowali my jednum baźke palmowum do zjedzy, żeby garło i gowa nie błelały.

Na Błeże Ciało po procesji ludzie obumywali świyncune brzozewe gałuązki. Duma zaś zatykali te gałuąski za świyntymi łobrozkami, czasym wiyszali na górze (na strychu), abo wew sumsieku coby pierun nie rumnuł, abo nie buło inszygu nieszczyńścio.

Moja kszasno (chrzestna matka) brzozewe gałuąski zatykała wew łogrutku, coby nie buło roboszków. Harbata zes liści brzłezy jest dobro jak się nyrki abłe pyęchyrz przeziymbi.

Na zakuńczynie oktawy Bożygo Ciała świńci się wianki upleciune ze ziela: chyćka (czarny bez), kwitnunco lipa, modroki, z macierzanki, grzmotu, Jana oczy, Pana Jezusa loski. Wianków robiuło się obłe 3, abłe 5 i musiały być pszynejmi na 3 mszach, a coby tłe nabrały wiynkszy młecy to się wew Błeże Ciało wiyszało wew kuściele na brzóskach, a zabiyrało na zakuńczynie oktawy. Płete zaś te wianki wiyszało się wew studole zanim sie przywiezło pjyrsze zbłeże, coby świyncune wianki chruniuły pszed nieszczyńściym.

Na Matke Boskum Zielnum to się świyńci w kuściele bukiyt i się bierze: czarcie żebro, toja, bielica, kwicie łod kwaśnych listków, piołyn, marchew – korzyniym do góry, marune, krwawnik, makówke, lyn, wrotycz, kłesy żyta, łowsa, pszynicy, prosa i inne tyż.

Nu hale, jak się bukiyt pszyniesło do dumu to się wew papiyrowum tytke wetkało, abłe wew papiyr obinuło i na górze zawiyszało coby chruniuł cołki dum od powodzi i pierunów.
Bukiyty suszuło sie i czasym jak dzieci miały kaszel to się bukiyt kruszuło i matka robiuła harbate, potym stowiała gornyszek z harbatum na stłole, gowe nakrywała ryncznikiym i kozała to wdychać, a pote wypić. Pszut downi to tak się robiuło.

A o srokach to żeście słyjszeli? Jak sroka siednie na dumie i zaskrzeczy to któsik zes tegu dumu niedugo pomrze. Nu a jak jest pogrzyb i zes dumu wyprowodzajum trumne, to umartygo niesum nogami do przodka i wew drzwiach humpium gu trzy razy, coby sie pożegnoł z dumym i tutej już nie wrocoł. Zaś te stołyszki abłe kszesołka na których stojała trumna to pryntko przewrocali, coby któś drugi nie umar. Na św. Jana (21.06) wtykało się we wrota witki łolszynowe, co by cołkie złe abłe jakie czorty ni miały dostympu do łobejścio. Łejery , tu jusz taki jedyn buł, co to się ło wszystkłe wypytywoł. Un się nazywoł Sobierajski czy tak jakosik. Nu ale jak wos to ciekawi to wum zaś inkszum razum cłesik łopowiym.

/opracowała:Eugenia Świetlińska/

Biała szałwia

Biała szałwia ceremonialna (łać. Salvia apiana) zwana również Indiańską szałwią to wyjątkowa roślina aromatyczna. Podpalona, tli się i wydziela niezwykle aromatyczny zapach. Biała szałwia posiada piękne białe liście, stąd jej nazwa. Od wieków stosowana przez indian przy wszelkich ceremoniach, m.in. w szałasie potów, przy odganianiu złych mocy. Salvia apiana nadaje pomieszczeniom mistyczny aromat duchowych poszukiwań.

Przez indian ceniona bardziej niż tytoń. Z Szałwii korzystali niemal przy każdej okazji

Biała szałwia to świetny produkt, o cudownym zapachu. Wprost ją uwielbiamy! Jest to jedno z bardzo nielicznych naturalnych kadzideł roślinnych !!!

Biała szałwia stosowana jest także do okadzania mieszkań, domów, miejsc pracy. Idealnie oczyszcza przestrzeń, uwalnia od złych mocy, złych uczuć i niekorzystnych wpływów z zewnątrz. jest również bakteriobójcza. Biała szałwia ma przepiękny i mocny mistyczny aromat.

Jedno z podstawowych ziół w uzdrawianiu – wielki strażnik zdrowia. Biała szałwia jest używana w rytuałach przyciągających dostatek. Pomaga osiągnąć długowieczność. Indiańska szałwia noszona w purpurowym woreczku pomaga zyskać mądrość.

Dostępna jest w różnorodnych wagach i rozmiarach.

Całe liście Białej Szałwii w opakowaniach po 25g, 50g, 100g, 500g i 1kg

Pęk mały (jest to rulon liści białej szałwii, zwinięty, by lepiej móc korzystać z jej mocy.)

Biała szałwia pochodzi z Nowego Meksyku, jest uprawiana na ekologicznie czystych terenach. Jej łacińska nazwa oznacza „wyleczyć”.
Okadzanie mieszkań, domów, miejsc pracy idealnie oczyszcza przestrzeń, uwalnia od złych mocy, złych uczuć i niekorzystnychwpływów z zewnątrz. jest również bakteriobójcza. Biała szałwia ma przepiękny i mocny mistyczny aromat.

Biała szałwia -święte ziele Indian Nawajo – oczyszcza pomieszczenia i ludzi z negatywnej energii, chroni przed wampirami energetycznymi (odcina także istniejące połączenia), oddala rzucone przez kogoś czary i uroki, oddala byty astralne, zabezpiecza ludzi i pomieszczenia podczas rytuałów magicznych; pobudza mądrość; pomaga w uzdrawianiu ciała, umysłu i duszy.

Szałwia lekarska

ang. (common, garden) sage, niem. Echter Salbei, Edelsalbei, Salbei.
Historia: Pochodzi z Europy Południowej i Azji Mniejszej, choć występuje też na kontynencie amerykańskim (tam szczególnie w Am. Południowej Salvia divinorum – szałwia halucynogenna) W średniowieczu rozpowszechnili ją zakonnicy. Jej nazwa pochodzi z łacińskiego „salvere” – „ratować” i wiele mówi o jej ówczesnym zastosowaniu – było to zioło „na wszystko” dziś jej użycie jest dużo węższe.
Morfologia: Należy do rodziny jasnotowatych (Lamiaceae). Jest to krzewinka o pokroju krzaczastym, dorastająca do 60 cm, wieloletnia roślina. Można spotkać kilka jej odmian: purpurową, zwykłą i różnobarwną.
Uprawa: Mówi się, że wygląd uprawianej przez nas szałwi odzwierciedla nasze szczęście osobiste.
Jest to rośliną ciepłolubna, lubi stanowiska słoneczne i suche. Uprawia się ją w przepuszczalnej gliniastej ziemi. Nie nawozi się jej. Może zimować w gruncie ale wymaga ochrony – części nadziemne zazwyczaj przemarzają – należy chronić bryłę korzeniową. Rozmnaża się łatwo przez sadzonki. Należy ją często uszczkiwać – ładnie wtedy rośnie.
Do suszenia: łodygi co najmniej dwuletnich roślin, schną trochę dłużej niż inne zioła. (bo sa pokryte włoskami).

Choroby: Problemem mogą być jak zwykle mszyce – traktujemy je mydłem.
Właściwości lecznicze: Poprawia trawienie – w postaci naparu: 25g liści na 0,5 l wrzącej wody, pity ostudzony – na wzdęcia i bóle brzucha. Stosowana też jako płukanka na chore dziąsła i gardło: liście zaparzamy w szklance gorącego słodowego octu i szklance wody. Używana też jako środek przeciw nadmiernemu poceniu się.
Właściwości magiczne:
Energia męska, planeta Jowisz, żywioł Powietrze.
Jedno z podstawowych ziół w uzdrawianiu – wielki strażnik zdrowia. Także bardzo silnie oczyszcza przestrzeń (choć silniejsze działanie ma szałwia biała, u nas dość trudno dostępna). Używana w rytuałach przyciągających dostatek. Pomaga osiągnąć długowieczność. Noszona w purpurowym woreczku pomaga zyskać mądrość.

/źródło:bialczynski.wordpress.com/

Blogerzy…

Wiedza tajemna

Ezoterycy, przynajmniej niektórzy, twierdzą, że nie istnieje żadna, ukrywana przed ogółem „wiedza tajemna” Podobno cała ta wiedza jest ogólnodostępna, tylko nie każdy jest w stanie właściwie ją zrozumieć. Wiedza ezoteryczna jest nie do przeniesienia  na inną osobę, ponieważ wypływa z wewnętrznej iluminacji. Poza tym, niektórzy ezoterycy twierdzą, że światem rządzą  sataniści, którzy resztę ludności  utrzymują w stanie lunatycznego snu. To nie jest teoria spiskowa, tylko spisek jak najbardziej. Tak piszą.

Osobiście powątpiewam w zdolność  utrzymania czegokolwiek w tajemnicy w dzisiejszym świecie. Była sobie tajna baza CIA w Polsce? Są ludzie dysponujący wykazem lotów na i z lotniska  leżącego w pobliżu tej bazy. Tajne operacje, tajne depesze, zdjęcia które nie powinny być publikowane, krążą sobie w Internecie. Wszystko przecieka, z WikiLeaks włącznie. Jakim cudem przetrwałyby tajemnice, o których wie więcej niż jedna osoba?

Co prawda, istnieje sposób na zachowanie tajemnicy. Zauważył go m.in. G. K. Chesterton*  – Gdzie najlepiej ukryć suchy liść? – Wśród innych suchych liści!  Czytam np. wystąpienie zakonnika, oskarżającego (nie)wiadome siły  o rozpylanie nad Polską trujących substancji. Bzdura, oceniam, głównie z powodu domniemanej niekompetencji autora. Zna się prawdopodobnie na teologii, nie na lotniczej chemii. Gdyby  jednak była to prawda, najlepiej ją właśnie w ten sposób ukryć. Wśród innych bzdur. Jak suchy liść w kupie suchych liści. Celowo powierzając jej ogłoszenie osobie niekompetentnej.

Niektórzy szukają tajemnic, potencjalnie zmieniających świat, a przynajmniej ich życie  w wierzeniach, wytworach materialnych ludów starożytnych i pierwotnych. Pewnie jakieś tajemnice są wciąż do odkrycia. Medycyna ludowa (tradycyjna) może zawierać cenne współcześnie informacje o  lekach i terapiach. Natomiast, moim zdaniem, oczekiwania na odkrycie tajemnic starożytnych ludów, gruntownie poszerzających naszą wiedzę i umiejętności są mocno przesadzone.  Jeśli bowiem tak wiele wiedzieli oraz umieli to czemu zaginęli w mrokach dziejów? Albo czemu biegają po dżungli, polując na małpy lub zbierając wszystko co jadalne?

Jednak wiedza tajemna istnieje jak najbardziej. Niech doświadczony np. tłumacz  spróbuje przekazać  całą swoją wiedzę w formie pisanej. Nie da rady. On zna  np. dwa języki oddzielnie. Ale zna także niezliczone znaczenia  słów, związków frazeologicznych itd. w obu językach. Zależne od  wielu czynników. Jest to wciąż wiedza tajemna, której inaczej niż poprzez praktykę zgłębić nie można. (Gdyby było inaczej, mielibyśmy już porządnie działające programy). To samo dotyczy zresztą dowolnej innej wiedzy. Jeśli jest, czy ma być stosowana w celach zarobkowych. Nie tylko dla popisania się nią u cioci na imieninach.

Knif to z kolei (nazwa znana mi z gwary śląskiej)  sposób wykonania czynności znany  doświadczonemu rzemieślnikowi, robotnikowi wykwalifikowanemu, także pilotowi statku powietrznego. Z podręcznika ani instrukcji knifów  nauczyć się nie da. Trzeba praktykować pod okiem doświadczonego majstra, pilnie ucząc się od niego knifów, które ten zechce pokazać.  Inne należy samemu podejrzeć albo opłacić ich nauczenie stosownym poczęstunkiem. Fachowiec bez znajomości praktycznych sposobów wykonywania różnych czynności to żaden fachowiec.

Sumując: wiedza tajemna na pewno istnieje. Niekoniecznie w sposób opisywany przez ezoteryków. Wiedza tajemna to  po prostu wiedza i umiejętności  gromadzone latami praktyki w danym (dowolnym) zawodzie i specjalności. Inaczej się nie da. Internet np. jest świetnym źródłem łatwo dostępnej wiedzy. Tyle tylko, że Internet może stanowić naszą pamięć zewnętrzną. Pamięci operacyjnej, tej zawartej w naszym mózgu, nie zastąpi.**

*Gilbert Keith Chesterton „Złamana szabla”

** Napisałem gwoli poinformowania młodych Czytelniczek i Czytelników. Starzy blogerzy przecież wiedzą wszystko.

/bloger Newsweeka

henrykspol/

TRADYCJE LUDOWE PODLASIA

W miarę gromadzenia z pokolenia na pokolenie doświadczeń powstawała wiedza o niezwykłych właściwościach roślin. Wiedza ta, przekazywana ustnie jedynie w bardzo wąskim gronie rodziny czy klanu, tworzyła krąg wtajemniczenia – stawała się atrybutem władzy, przedmiotem obrzędów, kultów religijnych bądź magii. W każdej grupie społecznej byli ludzie, którzy cieszyli się wśród współziomków wielkim szacunkiem, gdyż posiadali wiedzę o leczniczej mocy roślin. To oni przeważnie byli kierownikami dawnych obrzędów odbywających się w lasach, na pagórkach pod gołym niebem, gdzie śpiewano pieśni obrzędowe, palono ognie ofiarne i ucztowano. Takie autorytety organizowały pogańskie obrzędy, szerzyły wierzenia o złych i dobrych siłach, o duszach zamieszkujących pola, lasy i wody, jak również leczyły ziołami i różnymi magicznymi praktykami. Na początku byli to ludzie starsi, którzy dużo przeżyli, widzieli, i którzy w każdym wypadku mogli poradzić. Ludzie ci przekazywali z pokolenia na pokolenie swoją wiedzę, pochodząca od przodków. Zaczęto nazywać ich znachorami. Znachorzy ci zaczęli również czerpać z tradycyjnej wiedzy, która za pośrednictwem dworów i duchowieństwa, a także ze starych ksiąg lekarskich i kalendarzy szerzyła się w śród ludu. Przez wiele wieków umiejętność leczenia ludzi była okryta pewną tajemniczością, a samo leczenie wyglądało jak obrzędy, zaś środki lecznicze były pozyskiwane również w pewnych okolicznościach, powodujących wzmocnienie ich skuteczności.

Wiedza lecznicza była na początku przekazywana ustnie, później w formie pisanej ręcznie, a dopiero od chwili wynalezienia druku wiedza ta mogła dotrzeć do szerszego grona ludzi. Do chwili obecnej wiedza o leczniczych działaniach ziół potwierdzona badaniami miesza się z wiedzą ludową potwierdzoną wieloletnimi doświadczeniami i tradycją. Jednak od chwili wynalezienia leków syntetycznych, zainteresowanie ziołolecznictwem znacznie zmalało, gdyż obecne tempo i warunki życia wymagają od medycyny szybkiego i skutecznego powracania chorych do zdrowia. A w osiąganiu tego dużym i niewątpliwym postępem było wprowadzenie leków syntetycznych. Jednak nie znaczy to wcale, że medycyna zrezygnowała zupełnie ze stosowania ziół i leków roślinnych. Istnieją środki, których nawet na obecnym poziomie chemii nie można otrzymać sztucznie, a bez których medycyna nie może się obyć. Są to na przykład glikozydykardenolidowe uzyskiwane między innymi z naparstnicy wełnistej i miłka wiosennego, czy papaweryna – z maku lekarskiego.

Przy stosowaniu kuracji roślinnych, szczególnie w schorzeniach przewlekłych, nie można niestety liczyć na natychmiastową poprawę. Lecząc się ziołami trzeba zachować cierpliwość (przynajmniej na początku) i traktować je jak bezinteresownego przyjaciela, który chce pomóc tak jak potrafi. Częstym błędem popełnianym przez amatorów ziołolecznictwa jest mniemanie, że silniejszy roztwór (odwar bardziej stężony) szybciej ich uleczy. Ziół nie można przyrządzać w większym stężeniu niż podane (jeżeli podano: 1 łyżka na 1 szklankę wody, nie można brać 2 łyżek na tę samą ilość płynu), bo i tak szybciej nie uzdrowią, a mogą wywołać objawy niepożądane. Dotyczy to zwłaszcza dzieci.

Ziołolecznictwo, zwane również fitoterapią, odzyskuje stopniowo, od szeregu już lat, swoje znaczenie, które utraciło w skutek dominacji leków syntetycznych. Na Podlasiu tak naprawdę ludzie nigdy nie wyrzekli się ani roślin leczniczych, jak również – rad ludowych lekarzy, którzy je stosują według wielowiekowych zasad i doświadczeń. W Polsce tradycje zielarskie były od stuleci kultywowane, szczególnie na wsiach i w małych miasteczkach, bowiem tam ludność miała łatwy dostęp do rosnących w okolicy roślin leczniczych. W opracowaniu przedstawiłam wierzenia ludzi z terenu Podlasia dotyczące wybranych roślin zielarskich występujących na tym terenie, o których znaleźć można wzmianki wBiblii Tysiąclecia. Celem mojej pracy jest przypomnienie tych wierzeń w celu pielęgnowania tradycji ludowej związanej z roślinnością regionu Podlasia. Poznając różne ciekawe historie roślin, wokół których narosły w ciągu wieków określone obrzędy, legendy i wierzenia z większym szacunkiem spoglądamy na rosnące wokół nas rośliny, nie zwracając tylko uwagi na wygląd (kwiat, zapach, pokrój) lecz także wykorzystanie ich w różnych celach przez naszych przodków, i w chwili obecnej.

Zioła w obrzędach i życiu codziennym.

Stosowanie ziół przez lud polski jest głęboko zakorzenione w kulturze ludowej, która dla wielu osób jest obca, gdyż trudno jest zrozumieć niektóre obrzędy, zwyczaje, gesty, z którymi nie obcuje się na co dzień, nie wychowuje i nie żyje się w nich. Wystarczy aby jakieś postępowanie, gesty, sposób myślenia, rozumienia, różniły się od naszego, aby określić to: przesądem, magią, zabobonem, a więc tym, czego należy się raczej wstydzić i do czego nie należy się przyznawać.

Lepiej zamiast określać coś że jest irracjonalne, zadać sobie trochę trudu i poszukać co się za tym czymś kryje. W sferze związanej z ratowaniem zdrowia i życia ludzkiego mają miejsce dziwne, zabobonne i nie zawsze do końca zrozumiałe zalecenia i praktyki. Jednak wszystkie zalecenia było z czymś związane. Większość zaleceń dotyczyło: osób, miejsca i czasu jak również wierzenia w moc święconych roślin. Spełnienie tych zaleceń gwarantowało uzyskanie środków leczniczych o jak najlepszych właściwościach leczniczych.

Zalecenia dotyczące osoby.

Według ludowych zaleceń dotyczących zbioru ziół do celów leczniczych w rejonie Podlasia, zajęciem tym mogły zajmować się kobiety w określonym okresie rozwoju biologicznego …zioła mogły zbierać tylko dziewczynki przed pierwszą menstruacją lub kobiety po ostatniej menstruacji (…) zbierać zioła powinny głównie kobiety stare, gdyż one już nie kwitną. Zalecenie to pochodzi ze specyficznego światopoglądu ludowego wywodzącego się z dychotomicznej wizji świata, według którego mężczyźni – kobiety znajdują się w opozycji. Kobiety naznaczone są stygmatem ujemnym, a mężczyźni dodatnim. Kojarzono często kobiety z siłami demonicznymi, posiadającymi moc magicznego oddziaływania na rzeczywistość. Kobiety posądzane były o konszachty z diabłem, że są czarownicami, że znają tajemnice, czarodziejskie środki, rośliny. Zalecenie to przetrwało w tradycji do chwili obecnej, rośliny do święcenia pozyskują głównie kobiety starsze i małe dziewczynki. Jednak materiał z roślin leczniczych pozyskują wszyscy, którzy posiadają wystarczającą wiedzę z tej dziedzinie.

Zalecenia dotyczące miejsca.

W ludowych zaleceniach miejsce również było ważnym elementem. Zalecano aby pozyskiwane rośliny pochodziły z granic, miedz i innych osobliwych miejsc, takich jak: kapliczki, figury świętych i krzyże przydrożne. Często na przykład, jeśli chodzi o pozyskanie mchu należało go zebrać z samych figur lub krzyży przydrożnych (Podlasie północne – przy przelęknieniu zebrać mech z pięciu krzyży). Zalecenie to, również wywodzące się ze światopoglądu ludowego dzielącego przestrzeń na swoją (znaną, dobrą, pozytywną) i obcą (nieznaną, złą, negatywną), które podzielone są granicami. Takimi granicami są, miedze, płoty, ściany domów, okna, na których potęgują się złe siły i na których można pozyskać zioła o szczególnej mocy i wartości.

Krzyże i figury przydrożne związane są z sacrum, a co za tym idzie posiadają moc sakralno–magiczną. Często krzyże, figury świętych i kapliczki znajdują się na granicach wsi, przy drogach, a więc ta moc może potęgować się przez to, że teosobliwe miejsca w jakiś sposób nakładają się na siebie. Zaleceń tych już prawie nikt nie zna i nie przestrzega, oprócz jednego, dotyczącego cmentarzy, z których nie rwie się roślin do celów leczniczych.

Przeważnie nie było wyznaczonego specjalnego miejsca leczenia, na ogół odbywało się w domu chorego. Niekiedy tylko kuracje przeprowadzano w bliskości pieca np.: przy likwidowaniu jęczmienia, do którego natychmiast wrzucano poświęcone ziarno jęczmienia. Niekiedy w bezpośredniej bliskości rosnącego drzewa lub krzewu, przy których wykonywano zabieg.

Przestrzeń jak również i czas w kulturze ludowej są kategoriami niejednorodnymi, lecz poprzedzielanymi granicami i ulegającymi wartościowaniu. Aby uzyskać określony efekt, nie wszystkie czynności powinno się przeprowadzać w dowolnym miejscu i czasie.

Zalecenia dotyczące czasu.

Jeśli chodzi o kategorię czasu to dotyczył on przede wszystkim określonej pory pozyskania rośliny jak również przeprowadzenia określonej kuracji. Najczęściej zbierano rośliny do południa: Żeby zioła lecznicze były skuteczne, trzeba je zrywać z rosą poranną. Za najskuteczniejsze uważano zioła zebrane przed pełnią i ze wschodem słońca tj. …z przybywaniem światła, na wiosnę, w maju, kiedy cała przyroda budzi się do życia. Najskuteczniej działają zioła zbierane w wilię św. Jana, zwane ziołami świętojańskimi.

Uważano również, że zioła należy zbierać wiosną, gdy kwitną czyli w maju i czerwcu. Niekiedy zastrzegano, że po świętym Janie (24 VI) nie powinno się zbierać ziół, bowiem w wigilię tego święta czarownice, które zlatują się tej nocy na Łysą Górę, plugawią ziemię odchodami, śliną. U dawnych Słowian istniała tradycja zbierania ziół, które wykorzystywano jako leki roślinne, przed dniem świętego Jana (24 czerwca). Zwyczaj ten na Białostocczyźnie trwa do dziś, jednak ze względu na wspólne zamieszkiwanie tych terenów przez chrześcijan wyznania prawosławnego i katolickiego, jak też posługiwanie się kalendarzem juliańskim i gregoriańskim, czas zbioru ziół trwa dla jednych do 24 czerwca, a dla innych do 8 lipca.

Ksiądz Krzysztof Kluk twierdził, że zbiór różnych części roślin powinno się prowadzić w odpowiednim czasie. Okres lata związany jest z intensywnym zbiorem ziela i liści. Optymalną porą zbioru większości liści jest czas przed zakwitnięciem rośliny, czyli okres przed nocą świętojańską. Zanim roślina zakwitnie, w liściach i łodygach akumulowana jest większość obecnych w niej makroelementów. Większość roślin kwitnie w drugiej połowie czerwca, być może dlatego, zgodnie ze zwyczajem, należało zbierać zioła przed dniem świętego Jana. Podczas kwitnienie takie pierwiastki jak potas, azot, fosfor i częściowo magnez przenoszą się do kwiatów, a następnie do owoców. Kwiaty roślin są więc bogatym źródłem soli mineralnych. Jesienią po przekwitnięciu i utracie nadziemnych części pędu, pozyskiwanymi częściami roślin są korzenie i kłącza. Nagromadzają się w nich substancje czynne. Korzenie zawierają znaczne ilości makro i mikroelementów. Natomiast wczesna wiosna to najdogodniejszy czas zbioru kory.

Substancje czynne znajdujące się w roślinie należą na ogół do połączeń nietrwałych i łatwo następują ich przemiany zarówno ilościowe, jak i jakościowe. Czas zbioru rośliny zależy od pory roku, ale też i od pory dnia. W ciągu dnia następuje biosynteza i magazynowanie glikozydów (związków biologicznie czynnych o działaniu leczniczym), natomiast wieczorem rozpoczynają się procesy ich rozkładu. Taką zmienność dobową obserwuje się najczęściej u roślin wytwarzających olejki eteryczne, których najwięcej jest w roślinie między godziną 10 a 15.

Przestrzegając terminów zbioru poszczególnych gatunków roślin, pozyskiwano rośliny o najsilniejszych właściwościach leczniczych. Przy pozyskiwaniu roślin do celów leczniczych zwracano także uwagę na fazy księżyca. Uważano, że najskuteczniejsze zioła można uzyskać wtedy, gdy księżyca przybywa, aż do pełni włącznie. Podczas ostatniej kwadry księżyca (gdy księżyca ubywa, aż do zupełnego zaniku włącznie) zakazywano zbioru roślin. Istnieją także w kalendarzu ludowym szczególne dni, w które zalecano udawanie się po zioła. Takimi dobrymi dniami były niektóre święta kościelne: świętego Jana (24 VI), Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny (15 VIII), oktawa Bożego Ciała i świętego Piotra i Pawła (29 VI).

Czas w pojęciu ludowym nie był jednorodnym, pewne odcinki czasu dobowego, rocznego poprzedzielane są momentami przełomowymi, granicami, które łączą i oddzielają te odcinki. Momenty graniczne, rozdzielające cykle roczne i dobowe, były czasem szczególnym. Na przełomowe roczne momenty związane z kalendarzem solarnym, z przełomem wegetacyjno–agrarnym nakładały się niektóre święta kościelne. Był to czas uważany za magiczny i niebezpieczny dla ludzi. Jednak w tym czasie można było uzyskać rośliny lecznicze posiadające odpowiednią siłę i moc sprawczą.

Podczas samego leczenia, zwłaszcza metodą sympatyczną, według wierzeń ludowych warunki czasu i miejsca odgrywały niemałą rolę. Wpływ księżyca miał doniosłe znaczenie. Najskuteczniejszą do leczenia porą był czas ubywającego księżyca i pełnia, po której ubytek ten się zaczynał, aby razem z nim zmniejszała się choroba. Wielki wpływ na chorobę miały i inne ciała niebieskie, jak gwiazdy, zorza polarna i wieczorna, w ogóle zjawiska atmosferyczne.

Niektóre pory astronomiczne, miały znaczenie w lecznictwie, jak np. wiosenne zrównanie dnia z nocą, pokrywające się zazwyczaj z początkiem wiosny i świętami wielkanocnymi (Wielki Piątek miał i u ludów europejskich częste pod tym względem zastosowanie), zimowe przesilenie dnia z nocą (Wielkie Gody – od Bożego Narodzenia przez Nowy Rok – aż do Trzech Króli) i tym podobne uroczystości, z doby pogańskiej, które chrześcijaństwo nową myślą natchnęło, nadawały się u nas, jak u wszystkich ludów chrześcijańskich za najodpowiedniejszą porę do leczenia i czarowania w ogóle. Leki należało zadać przed wschodem lub po zachodzie słońca tj. o zmroku, bo wtedy działanie czarów było najsilniejsze. Obecnie na Podlasiu głównie przez starsze osoby leczy się niektóre dolegliwości przez okadzanie. Podczas takiego zabiegu nadal przestrzega się niektórych zaleceń gwarantujących wzmocnienie kuracji. Dotyczy to głównie czasu, w którym przeprowadza się takie czynności. Okadzano zawsze o zmroku (po zachodzie lub przed wschodem słońca).

 Zalecenia dotyczące liczb.

W kulturze ludowej liczby nieparzyste posiadały wyjątkowe znaczenie, jednak najczęściej spotykanymi liczbami, występującymi podczas zaleceń dotyczących zbioru roślin, a następnie przyrządzeniu z nich leków, jak również samej kuracji były trójki dziewiątki. Liczby parzyste w kulturze ludowej występowały w sytuacjach stałych, zamkniętych, nie podlegającym zmianom; natomiast nieparzyste – odwrotnie oznaczają sytuacje, w których oczekuje się na zmianę, przejście, metamorfozę. Działania, podczas których stosuje się trójki i dziewiątki,są czynnościami nastawionymi na zmianę obecnej sytuacji, oznaczają jej otwartość: Aby oczyścić uroki z dziecka, zalecano zebranie ziół i traw z dziewięciu miedz, a następnie kąpano dziecko przez dziewięć kolejnych piątków (Cecenewo).

Użycie trójki i dziewiątki oznaczać mają oczekiwanie na przejście osoby chorej ze stanu choroby w stan zdrowia. Aby wzmocnić skuteczność leczenia niekiedy liczby nakładały się na siebie. Używano w nieparzystej liczby miejsc z których zebrano rośliny, lek po połączeniu składników przyrządzał się przez nieparzystą liczbę dni, kuracja trwała nieparzystą liczbę dni lub nieparzystą liczbę razy należało wykonać określone czynności. Na przykład przy róży spalano dziewięć gałek lnu (święconego 2 lutego w Matki Boskiej Gromnicznej) po trzy sztuki przez trzy dni przed i po zachodzie słońca. Do chwili obecnej można spotkać trójki w zaleceniach dotyczący okadzania chorych osób na Podlasiu: Chorą osobę lub chore zwierzę obchodzono trzykrotnie odmawiając przy tym Anioł Pański, czasami na głowie chorego układano serwetkę od święconki, taki zabieg wykonywano trzykrotnie. Do kadzenia używano małego naczynia, w które umieszczano rozżarzone węgle drzewne, na które kruszono zioła z wianuszków, większość osób używała do tego celu po trochę ziół z każdego wianuszka. Po zabiegu wrzucano węgle do pieca.

Wierzenia w magiczną moc święconych ziół.

Rośliny poświęcone przez kapłana odgrywały dawniej istotne znaczenie w lecznictwie ludowym, a także i obecnie zwyczaj święcenia roślin nie zanikł i znany jest w każdym zakątku kraju. Łączy się to z wiarą w siłę, i moc sprawcza wody święconej, a więc z sacrum. Zgodnie ze światopoglądem ludowym wszystko to, co związane jest z sacrum, a dotyczy wiary w Boga, świętych należy do porządku boskiego, ludzkiego i jest znaczone pozytywnie, a pozostaje w opozycji do światademonów znaczonego negatywnie i związanego ze światem podziemnym, obcym i wrogim człowiekowi.

Ogromną moc przypisywano roślinom pokropionym wodą święconą. Lecznicze zastosowanie roślin opierało się na wierze, że dopiero poświęcone rośliny mają moc uzdrawiania. Okazji do święcenia w ciągu roku było kilka, jednak powszechnie i z dużym urozmaiceniem gatunków roślin święcono w oktawę Bożego Ciała i w święto Matki Boskiej Zielnej (15 VIII). Przy innych okazjach święcono rośliny sporadycznie i był to na ogół jeden gatunek roślin. Po poświęceniu używano je nie tylko w medycynie ludowej. Często ich funkcja i znaczenie były znacznie szersze, i dotyczyły zabiegów zabezpieczających ludzi, jak również inwentarz żywy i uprawy przed złymi mocami. Ochraniały przed uderzeniem pioruna, zabezpieczały zboża przed gryzoniami, wkładano je do trumny. Palonymi roślinami z wianków do dziś w niektórych rodzinach na wsiach na Podlasiu okadza się wszystkie zakątki domostwa i domowników od nieszczęść i różnych dolegliwości.

Pierwszym świętem w roku, w którym święcone są rośliny jest Niedziela Palmowa. W tym dniu powszechnie święcono palmy, które najczęściej robiono z gałązek wierzby kwitnącej, nazywając jej kwiaty: baźkami, bagniętami, kocankami. Do nich dodawano inne zielone rośliny takie jak np.: tatarak, jałowiec, barwinek, pędy widłaka, szparagu lekarskiego. Do celów leczniczych używano kwiatów wierzby, które po poświęceniu połykano, aby uchronić się przed bólami gardła i kaszlu. Używano również od padaczki w tym celu uderzano chore dziecko palmą trzy razy (Olędy). Palmę z witek wierzbowych po przyjściu do domu sadzono w ziemię przy studni lub płocie w celu odstraszenia wszystkiego złego od obejścia (Siemiony). Wierzbę uważano za symbol odradzającego się życia na wiosnę. Aby przekazać żywotność zielonej gałązki ludziom, zwierzętom i zabezpieczyć ich od chorób uderzano się nawzajem palmami. Podobnie traktowano bydło przed pierwszym wypasem, obecnie w wielu rodzinach na Podlasiu zwyczaj ten przetrwał (Olędy, Koryciny, Siemiony).

Następnym świętem podczas którego powszechnie święci się rośliny jest oktawa Bożego Ciała. Święto Eucharystii przypada w okresie kwitnienia wielu gatunków roślin. Zwyczaj wyplatania i święcenia wianków był i jest nadal bardzo popularny i powszechny, dawniej wiązano z nim zawsze duże nadzieje. Święto ku czci Eucharystii ustanowione zostało w XIII wieku. Jednak przypuszcza się, że dopiero w XVI wieku było powszechnie i uroczyście obchodzone. Wianki święcone na Boże Ciało są nieduże wielkości dłoni, z każdej rośliny robione są oddzielne wianki czasami po kilka z jednej rośliny, liczba wianków powinna być zawsze nieparzysta. Wianki wyplatane są z wielu gatunków roślin. W różnych rejonach kraju, a nawet miejscowości zestaw roślin używanych do tego celu był i jest inny. Wiązało się to zarówno z tradycją, znajomością określonych roślin, a także występowaniem poszczególnych gatunków. Na Podlasiu wianki z ziół świecone są w ostatni dzień oktawy, jednak niektórzy przynoszą do kościoła małe wianuszki z roślin ponawlekane na wspólny sznurek tworzące jeden wianek już od pierwszego dnia i pozostawiają je przy ołtarzach bocznych, aż do świecenia. Wianki po poświęceniu na ogół przechowywane są na gwoździu przy drzwiach wejściowych w budynku mieszkalnym, niektórzy przechowują je na sianie przy obrazach świętych. W razie potrzeby wykrusza się z nich zioła i wykorzystuje do określonych celów. Niezależnie od składu gatunkowego roślin występujących we wiankach, używano je całościowo przy konkretnych przypadłościach. Ludzie pokładali nadzieję przede wszystkim w samym fakcie ich poświęcenia, a znacznie mniej w konkretnych gatunkach roślin, chociaż w niektórych przypadkach używa się tylko określonych roślin.

Wykorzystanie święconych ziół w różnych rodzinach trochę się różni. Porównując dane uzyskane z wywiadów z ze starszymi osobami w trzech pobliskich miejscowości takich jak: Olędy, Koryciny i Siemiony okazało się, że nawet tutaj skład wianuszków, jak również ich wykorzystanie nieznacznie się od siebie różni. Wszystkim wianuszki służyły przez cały rok jako ochrona przed piorunami, chorobami i jako środek leczniczy w czasie występowania choroby. Niektórzy jednak już nie kultywują tej tradycji chociaż ją znają, gdyż przeważnie z mamą lub babcią takie wianuszki wyplatali. Tradycja zbioru roślin do święcenia przetrwała i tutaj, osobami które zbierały były głównie małe dziewczynki lub starsze kobiety.

Wianuszki były i są splatane z takich ziół jak:
• Rdest ptasi (Polygonum aviculare) lokalnie nazywany spożysz, liczba takiego rodzaju wianuszków była różna, – pięć, wtedy układano je w stodole cztery po rogach, a piąty był kładziony pod pierwsze cztery snopy zboża (przeważnie żyta) ułożone w kształt krzyża (Siemiony); – cztery, wówczas układano je w czterech rogach stodoły pod plony (Koryciny); – trzy, wówczas wszystkie umieszczano pod pierwszymi skrzyżowanymi kłosami (Olędy). Wierzono, że umieszczenie tych wianuszków w stodole ochroni plony od gryzoni.
• Przywrotnik żółtawozielony (Alchemilla xanthochlora) lokalnie nazywany nawrotek, konowrotek używany do okadzenia np. gdy krowa miała zaburzenia laktacji (Siemiony), (Olędy).
• Rozchodnik ostry (Sedum acer) do święcenia noszono nawet do pięciu wianuszków (Olędy), używany głównie do kadzenia uważano, że dzięki niemu …rozchodzą się wszystkie choroby (…) rozchodzą się wszystkie bóle…, miał szczególne zastosowanie przy zranieniach, stłuczeniach, obrzękach, przy ukąszeniu owadów oraz w bólach głowy i gardła jak również przy stanach zapalnych wymienia krów.
• Kwiat lipy (Tilia cordata) herbatka w celach napotnych przy przeziębieniach.
• Macierzanka piaskowa (Thymus serpyllum) herbatkę z macierzanki i lipy podawano przy przeziębieniach.
•  Roślina nazywana potocznie przestrachem – prawdopodobnie jest to Mikołajek polny (Eryngium campestre) używany głównie do kadzenia i picia jako herbatka, gdy dziecko lub osoba dorosła bardzo się czegoś przestraszyła. Objawami przestrachu u dzieci był niespokojny sen, nocne płacze, majaki czasami niespodziewane jąkanie. Stosowany również obecnie przez starszych mieszkańców Podlasia (Olędy). Roślina potocznie nazywana przestrachem była uważana za roślinę magiczną i zdarzało się, że w różnych miejscowościach tą nazwą określano inne rośliny.

Oprócz wianuszków zanoszono również wiązankę, w której również była nieparzysta liczba roślin np.: leszczyna, klon, lipa, którą umieszczano na strychu lub pod strzechą, aby chroniła od pioruna, liśćmi leszczyny kadzono przed burzą, a ulatujący dym miał odpędzić ciemne chmury i pioruny od domostwa, inni widząc zbliżające się chmury burzowe robili w ich kierunku znak krzyża (Olędy). Inny zestaw wiązanki składał się z bylicy piołun, rumianku, mięty, dziewanny. Zioła z wiązanki również były używane w razie potrzeby w celach leczniczych. Piołun (przy niestrawnościach), rumianek (przy stanach zapalnych zewnętrznie), mięta (przy problemach żołądkowych) – (Siemiony). Niektórzy święcili tylko gałązki leszczyny, które stawiano lub wieszano w kącie jako ochrona przed grzmotami
i błyskawicami (Koryciny).

Następnym świętem, podczas którego święci się rośliny jest święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, które weszło do kalendarza chrześcijańskiego około III wieku i nosiło różne określenia: święto Zaśnienia, Śmierci, Odpocznienia. Dzisiaj nosi powszechnie nazwę Matki Boskiej Zielnej. Jedna z legend głosi, że trzy dni po śmierci Najświętszej Marii Panny apostołowie nie znaleźli w jej grobie ciała, tylko same kwiaty i zioła, i na tę pamiątkę święci się w tym dniu kwitnące zioła, kłosy zbóż, owoce i warzywa.

W czasie świąt Matki Boskiej Zielnej ludność wiejska zanosiła i zanosi do kościoła równianki (wiązanki) z podstawowych zbóż takich jak pszenica, żyto, jęczmień, owies, proso, len, mak, marchew, pietruszkę, oraz wszystkie kwiaty jakie kto posiadał: Równiankę po poświęceniu wieszano w stodole i używano jej podczas pierwszych zasiewów, pierwsza garść zboża wysiana w pole pochodziła z wykruszonych kłosów wiązanki. Marchew z równianki parzono i podawano przy żółtaczce. Według tradycji ilość kłosów danego zboża powinna być nieparzysta, a nawet określano, iż powinna wynosić dziewięć (Olędy). Do równianki dodawane były i nadal są, dwie rośliny, które wkładano pod poduszkę do trumny osoby opuszczającej ten świat. Jedną nazywano koćki, śmiertelne poduszeczki były to kłosy babki lancetowatej (Plantego lanceolata), drugą nazywano chmielek (nieustalona) (Olędy). Najczęściej rośliny święcone w tym dniu, niezależnie od gatunków, używano przy żółtaczce, następnie przy bólach głowy, zębów i gardła.

W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, na świętego Szczepana, przyjęte jest zwyczajowe święcenie ziaren owsa (Avena).

Kolejnym świętem, w którym święcono roślinę, to święto Ofiarowania Pańskiego (2 II), zwane potocznie świętem Matki Boskiej Gromnicznej w związku ze zwyczajem święcenia gromnic okręcanych lnem. Tradycja podtrzymywana do chwili obecnej przez niektóre osoby z Podlasia. Po ten len sięgano w celu spalenia go nad chorą osobą, która uległa przestrachowi, przy bólach zębów. Używany był on również do okadzania.

Ostatnim świętem, w którym świecono rośliny jest dzień św. Błażeja (3 II), w którym to święcono w kościołach jabłka, aby je następnie spożywać w razie potrzeby w chorobach gardła.

Ludowe sposoby leczenia.

Ponieważ lecznictwo pierwotne należało do czynności obrzędowych, przeto pierwsi lekarze byli kapłanami albo znachorami (zamawiaczami). Oni to leczyli lud i chronili go od chorób, a czynnościami do tego celu zmierzającymi, były: ofiary, zamawiania, modły, pociąganie lub ochuchanie chorych członków itp. Rolę tych kapłanów – lekarzy objęli u nas czarodzieje i czarownice, znachorzy, zamawiaczki itp.

Ofiarę pogańską przypominają przy leczeniu i czarach naszego ludu – nakazy postów albo przynajmniej zażywanie na czczo tych lub owych środków guślarskich czy leczniczych, a te same warunki wymagane były przy krwawych ofiarach. Na gruncie wiary demonicznej stoją przyczyna choroby jak również sposoby jej leczenia: Trzeba przede wszystkim demona z chorego wypędzić, albo z otoczenia i miejsca, gdzie się chory znajduje, wyprosić. Zabiegi lecznicze naszego ludu noszą ślady pochodzenia z tych czasów pierwotnych, kiedy to człowiekowi groziły zewsząd niebezpieczeństwa: są to środki obrony i natarcia, którymi posługiwał się w życiu, a których używał tu wobec niewidzialnych mocy: w zażegnywanie groźby, wezwania, albo odpędzanie złego ducha choroby, w leczeniu sympatycznym oszukiwanie, potrząsanie i bicie demonów. Przypomina to walkę z nieprzyjacielem. Tu i tam przyświeca jeden cel: zniszczenie, odparcie wroga czy choroby. Z drugiej znów strony ofiary, zawieszane przez chorych na ołtarzach, podobnie jak w starożytnych świątyniach greckich składane bogom dary w postaci wyleczonych (lub mających być wyleczonymi) części ciała chorego, praktyki lecznicze dokonywane na czczo, w poście, puszczanie krwi w zastępstwie krwawych ofiar, to wszystko są przeżytki pogańskiego kultu, mającego nakłonić nieczyste moce do odstąpienia od chorego.

Terapia, a więc leczenie właściwe, jest najlepiej opracowaną dziedziną lecznictwa ludowego. Ludzie głęboko wierzyli, że siły człowieka są wystarczająco mocne, aby ciało potrafiło wyleczyć się samo.

Podstawową praktyką było zamawianie choroby. Tradycyjny rytuał wyglądał następująco: zamawiający wymieniał Świętą Trójcę i po trzykroć czynił nad chorym znak krzyża. Potem kład rękę na głowie chorego lub naśliniony palec serdeczny na chore miejsce i zaczynał zamawianie. Odsyłał chorobę za góry i lasy, przywołując na pomoc Jezusa i wszystkich świętych. Formuły zamawiania dziedziczone z pokolenia na pokolenie musiały być powtarzane dokładnie. Na terenie Podlasia do chwili obecnej znane są osoby, które w taki sposób lecząludzi.

Inną bardzo rozpowszechnioną formą leczenia było przenoszenie części złych sił towarzyszących chorobie na inne silne i zdrowe ciało. Wkładano np. kawałek materiału z krwią lub ropą chorego do uprzednio wywierconej dziury w dębie, którą następnie zacierano smołą. Takie leczenie opierało się na wierze, że materiał zawierający ducha choroby jest za pośrednictwem niewidzialnych sił (promieniowanie) połączony z chorym. Siła dębu zwalczy owo promieniowanie i w ten sposób pomoże choremu. Okadzaniu (następna forma terapii) poddawano albo chorego, albo pomieszczenie, w którym chory przebywał. Jako środków do okadzania używano owoców jałowca, kwiatu bzu czarnego, cebuli, czosnku, chrzanu, lulka, gniazd os, roślin ze święconych wianuszków i wielu innych. Środek okadzający sypano na węgiel drzewny, zaś ulatujący dym chwytano do chusty, którą następnie owijano chore miejsca.

Szczególny rozdział stanowi tzw. wyprowadzenie choroby, praktykowane u wszystkich narodów słowiańskich. Chorobę wyprowadza się z głębi ciała na jego powierzchnię lub przenosi na zdrowy narząd, który dzięki temu, że nie jest osłabiony, może chorobę pokonać. Do najstarszych form należy puszczanie krwi, przykładanie pijawek, stawianie baniek czy tworzenie sztucznych chorych miejsc, zwanych fantomami. Przed wojną bardzo popularny był Olejek Kneippa. Kilkoma kroplami tego specyfiku smarowano miejsce za uszami, co powodowało otworzenie się rany, która po kilku dniach sama się goiła. W ten sposób leczono stany zapalne oczu.

Ciekawą metodą było przykładanie metalowych płytek. Prócz złota i srebra używano głównie miedzi, szczególnie przy takich schorzeniach jak lumbago i ischias. Zaobserwowano, że płytki ułożone na ciele mimowolnie przesuwają się na chore miejsce.

Jednym z cudownych i jakże tanich środków leczniczych jest woda, zwykła woda. Vincenz Priessnitz, morawski rolnik, zauważył, że chora sarenka wyleczyła złamaną kończynę przy źródle wody i uwierzył w przemożną siłę wody. Sam jako 17–letni młodzieniec doznał ciężkich obrażeń spadając z fury siana. Lekarze byli bezradni, a także mało zainteresowani leczeniem biednego wieśniaka. W tej sytuacji młodzieniec wyleczył się sam, a w przyszłości opracował system leczniczy oparty na wysiłku fizycznym (konkretnie chodziło o rąbanie drewna) i kuracjach wodnych (picie, kąpiele i polewanie zimna wodą). Takimi surowymimetodami leczniczymi Vincenz Priessnitz osiągnął niezwykle sukcesy.

Oczywiste jest, że najczęściej stosowanym środkiem były zioła. Używano ich do sporządzania wywarów, naparów, okładów, inhalacji, wkładano do poduszek, stosowano do okadzania. Przyrządzano z nich maści lecznicze, wyciągi alkoholowe lub kąpiele.

Najsłabszym ogniwem medycyny ludowej była oczywiście diagnostyka. I dlatego ludzie mawiali: Gotowe zdrowie, kto chorobę powie. Chorobę poznawano według objawów. Pomagała obserwacja moczu, języka i oczu. Wielką rolę odgrywało doświadczenie.

Kto ma zdrowie, pokój, dostatek chleba, ten ma wszystko, co potrzeba – tak mawiali od dawna ludzie szanujący zdrowie, którzy wiedzieli, jak łatwo je można stracić i jak trudno odzyskać. Dlatego tak wielką wagę przywiązywali do zapobiegania chorobom. Współczesna nauka zastanawia się nad problemami, które lud dawno rozwiązał. Dziś już nie zawsze sobie uświadamiamy, jak ważną rolę odgrywały posty i popularne kuracje oczyszczające. Pomijając względy religijne, post piątkowy przynosił ulgę w tygodniu, post w adwencie pomagał organizmowi dostosować się do warunków zimowych i przygotowywał do obfitego jedzenia w czasie Świąt Bożego Narodzeni i zapustów (karnawału). Potem następował post 40–dniowy i stosowano oczyszczające kuracje wiosenne.

Posty wywodzą się z praktyk religijnych. Okres postu miał nierzadko podstawy astrologiczne. Starożytni Egipcjanie praktykowali posty już co najmniej 7000 lat temu. Wszyscy wraz z faraonem pościli przez pierwsze 3 dni każdego nowiu. Podobnie jak inne narody starożytne, jak: Zendowie, Druidowie, Inkowie. Z kolei Hindusi kierują się kalendarzem lunarnym, a prawowierny Hindus pości przez 42 dni w roku. Kalendarz hebrajski – wzorowany na kalendarzu egipskim także jest lunarny; posty narodu izraelskiego wyznaczane są przez fazy księżyca. Mężczyźni przestrzegają postu od 14 roku życia, a kobiety od 12. Wiara muzułmańska każe pościć w miesiącu Ramadan, kiedy to nie można nic jeść w ciągu dnia, aż do zachodu słońca.

Chrześcijaństwo nakazuje pościć, tak jak Jezus pościł na pustyni, i wyznacza 40 dni postu na wiosnę przed świętami wielkanocnymi, jedynymi świętami obchodzonymi według kalendarza lunarnego. Dalej obowiązuje post w każdy piątek, przed niedzielą Świętego Ducha, w dzień Narodzenia Pańskiego. Pełnych dni postu jest 17, a bezmięsnych – 60.

Religia prawosławna jest dużo bardziej rygorystyczna niż katolicka. Już na tydzień przed postem 40–dniowym należy zrezygnować z mięsa. W czasie postu przed Wielką Nocą je się dwa razy dziennie, na obiad i wieczorem, ale tylko trochę marchwi, kwaszonej kapusty i ciemnego chleba. Pije się kwas z tartym chrzanem. Tłuszczu nie używa się w ogóle. W trzy ostatnie dni postu należy pić tylko czystą wodę. Po świętach wielkanocnych przez 50 dni można jeść do woli. Potem obowiązuje Post Piotrowy, który kończy się w dniu apostołów Piotra i Pawła. Po krótkiej przerwie znów następuje ograniczenie jedzenia na 14 dni przed świętem Wniebowzięcia Maryi Panny. W dniu 14 listopada rozpoczyna się post przed świętami Bożego Narodzenia. Poza tym w ciągu roku są jeszcze inne mniejsze okazje do przestrzegania postu. Wyznawca prawosławia pości w roku 150 dni, jedząc małe ilości pożywienia roślinnego.

Zioła na Podlasiu

Anyż

Synonimy: anyż, anyż dziki, anyż mały, anyżek, anyż ogrodowy, bedrycz, biedrnik, handyż, rozpikamień. Roślina jednoroczna z rodziny selerowatych (Apiaceae) dawniej nazywanej baldaszkowate (Umbelliferae). Surowcem zielarskim jest owoc anyżu. Owoc anyżu zawiera olejek, którego głównym składnikiem jest anetol, ponadto olej tłusty do 30%, związki białkowe, sole mineralne i inne związki.

W medycynie współczesnej anyż używany jest przede wszystkim jako środek rozkurczowy i jako środek poprawiający smak i zapach innych leków. Wyciągi z owoców działają wyksztuśnie i stosowane są jako środek ułatwiający trawienie i wiatropędnie.

Ks. Krzysztof Kluk pisał: Wiadome jest zażycie nasienia anyżowego u tych, którzy gorzałką pędzą. Chleb z nim pieczony smaczny; i mogłoby się zażywać do przypraw kuchennych. Z okołkami kwiatowymi nasolone ogórki, są przyjemne. Nasienie albo w cukrze smażone, albo jak herbata zażywane, jest lekarstwem bezpiecznym, łagodnym, na piersi i żołądek skutecznym: wzmacnia bowiem żołądek i płuca, rozwalnia w tych wnętrznościach flegmę i grube soki, pędzi wiatry, i uśmierza kurcz w piersiach i żołądku. Z kwiatu pszczoły na wosk noszą.

W lecznictwie ludowym odwar z korzeni dają pić od febry. Napar z anyżu stosowano jako środek przeciwkaszlowy, np. w astmie, jako środek pobudzający wydzielanie mleka u matek karmiących, jako lek przeciwgorączkowy, moczopędny, wykrztuśny, ułatwiający trawienie. Zauważono, że owady nie znoszą zapachu anyżu i dlatego nacierając twarz i ręce olejkiem anyżowym można chronić się np. przed ukłuciami komarów. Maść sporządzona z nasion biedrzeńca i sadła, była znanym środkiem przeciwko wszawicy.

Bylica piołun

Nazwy pospolite: piołun, piołunek, piołyn, piełun, piełynek, piolin polny, psia rutam psyłyn, poleń, piołys, wermut, absynt, bielica piołun. Bylina z rodziny astrowatych (Asteraceae) dawniej nazywanej złożone (Composite), występująca w Europie, Ameryce Pn., zachodniej Azji i północnej Afryce; w Polsce pospolity chwast. Ziele piołunu zawiera gorzkie laktony seskwiterpenowe (gorycze) typu gwajenolidów (artabsyna, absyntyna, anabsyntyna), niegorzkie laktony typu palenolidów (arabsyna, artabina), 0,5% olejku (główne składniki: tujol, tujon, estry tujolu, chamazulen, bisabolen, kadinen, felandren), flawonoidy (artemetyna – pochodna flawonu), garbniki, alkohol cukrowy – kwebrachitol. Gorycze, drażniąc zakończenia nerwów smakowych języka, pobudzają odruchowo wydzielanie soku żołądkowego i żółci, zwiększają łaknienie. Wyciągi z liści ziela stosowane są jako leki wzmagające apetyt, poprawiające trawienie. Ze względu na zawartość tujonu, o działaniu toksycznym na ośrodkowy układ nerwowy, przetwory z piołunu, zwłaszcza z kwitnącego ziela można stosować tylko przez krótki okres i nie przekraczając zalecanych dawek.

Biblii Tysiąclecia pierwszą informację o piołunie zamieścił Amos, pasterz z Tekon (niedaleko Betlejem), żyjący około połowy VIII wieku p.n.e. Zwracając się słowami Jahwe do bogaczy izraelskich i nawołując ich do nawrócenia się na drogę pokory oraz humanitaryzmu: Prawość w piołun obracacie, a sprawiedliwość depczecie po ziemi. (Am 5,7) oraz: …zamieniacie sprawiedliwość na truciznę, a owoce prawości na piołun (Am 6,12). Natomiast u Jeremiasza z Anatot (VII/VI wiek p.n.e.), opisującego zepsucie moralne Judy oraz zapowiedź kary czytamy między innymi: … tak mówi Jahwe Zastępów, Bóg Izraela: Oto będę żywił ten lud piołunem i będę ich poił wodą zatrutą. (Jer 9, 14).

W wierzeniach ludowych S. Syreniusz zalecał na uspokojenie przyjmowanie odwarów wodnych lub miodowych z ziela piołunu. Pliniusz Stary (23–79 rok n.e.) sądził, że winnymi odwarami sporządzonymi z piołunu można skutecznie usuwać różne świerzby i krosty pochodzące z przeziębienia. Już przed wiekami piołun uważano za uniwersalny środek przeciwko wszelkim szkodnikom. Dodawano go nawet do atramentu, co miało chronić napisane księgi przed myszami. W celu odstraszenia insektów posypywano nim pościel oraz wkładano piołun do kop żyta, aby wypłoszyć myszy. Aby wypędzić pchły u psa, należało wykąpać go w mocnym odwarze z ziela piołunu.

Ks. Krzysztof Kluk tak pisał o bylicy piołunie: Jego liście i kwiaty mają skuteczność żołądek posilającą, rozgrzewającą, rozdzielającą, poty pędzącą, zgniliźnie przeciwną, robaki morzącą tak wewnętrznie jak zewnętrznie. Sól piołunowa nie wiele może mieć mocy: Wino lub piwo piołunowe są skuteczniejsze. Olejek jest najpewniejszym środkiem wygubienia robaków, osobliwie zewnętrznie. Wodą z piołunem gotowaną można wygubić wszelkie robactwo, w ścianach, w łóżkach, szafach: i owce leczyć na biegunki.

Czarnuszka siewna

Potocznie nazywana: czarnuszka ogrodowa, czarnucha, kmin czarny, panna w zieleni, kąkolnica. Roślina jednoroczna z rodziny Jaskrowatych (Ranunculaceae) z rzędu (Ranales) rodzaj Czarnuszka (Nigella).

Rodzaj ten obejmuje około 20 gatunków, rozpowszechnionych głównie na obszarze śródziemnomorskim i Azji Zachodniej. W celach fitoterapeutycznych i kulinarnych używano trzech gatunków czarnuszki: damasceńską (Nigella damascena ), polną (Niella arvesis ) i siewną (Nigella Sativa). Izajasz z Jerozolimy w swoich pismach napomknął także o sposobach siewu i młocki kminku oraz czarnuszki. (Rozdział XXVIII, Księgi Izajasza, 23–29, Przypowieść o siewcy): Czyż oracz wciąż tylko orze, przewraca i bronuje swoją rolę? Czyż raczej, gdy zrówna jej powierzchnię nie zasiewa czarnuszki i nie rozrzuca kminu?

Skład chemiczny nasion czarnuszki siewnej: ok. 1% olejku lotnego z tymochinonem nigellonem, 25–40% oleju tłustego, ponad saponiny (melantyna, hederokozyd C) oraz żywice, nieco substancji gorzkich (nigellina), garbników. Nigellon działa przeciwskurczowo, tymochinon przeciwbakteryjnie. Olejek lotny czarnuszki charakteryzuje się działaniem przeciwbakteryjnym i przeciw robaczym. Największą aktywność wykazuje w stosunku do niektórych bakterii gamma – dodatnich, pleśni z rodzaju Aspergillus oraz tasiemców z gatunku Taenia solium. Z nasion można otrzymać olej jadalny (w Indiach jest to praktykowane do dzisiaj). Glikozyd melantyny działa przeciwbólowo.

W lecznictwie ludowym nasiona czarnuszki były stosowane jako środek moczopędny, żółciopędny, poprawiający trawienie, przeciwdziałający nadmiernej fermentacji jelitowej, mlekopędny, regulujący krwawienie miesięczne. Ze względu na stosunkowo małą efektywność w porównaniu z innymi ziołami o podobnym działaniu obecnie nasiona czarnuszki rzadko są używane w lecznictwie.

Grecki farmakolog Dioskorides pisał, że używa się jej nasion do posypania chleba, a utłuczone i przyłożone w formie plastra na bolącą głowę miały uśmierzać tę dolegliwość zaś przykładane na brzuch usuwały pasożyty przewodu pokarmowego. Wodny napój z kolei radził on aplikować paniom … gdy miesiące stanęły (…) takież ktemu dobrze jeść w chlebie. Pliniusz Starszy (23–79 rok n.e.) zalecał plaster z nasion i octu od ukąszenia jadowitych gadów. Starożytna medycyna grecka i rzymska widziała w owocach czarnuchy nie tylko powszechną przyprawę do chleba, ale i ogólnie dostępny surowiec fitoleczniczy. Jako główny lub istotny składnik plastrów, maści bądź odwarów miały nasiona tego gatunku przynosić poprawę stanu zdrowia w chorobie żółtaczkowej, usuwać robaczycę jelit, ból zębów, eliminować skutki ukąszenia jadowitych gadów, działać mlekopędnie.

Zróżnicowanie nazwy łacińsko–greckiej opisywanego zioła było powodem pomyłek gatunkowych w naszych pierwszych zielnikach. Dopiero Marcin z Urzędowa zagadnienie to nieco usystematyzował, a osiemnastowieczne opracowania encyklopedyczne wyjaśniły zasadniczo tę sprawę, zaś dokładny w tych przypadkach – Kluk rzecz tylko potwierdził.

W medycynie ludowej aplikowano też nasiona czarnuszki z kwasem ogórkowym lub burakowym jako środek przeciwrobaczy.

Ks. Krzysztof Kluk tak pisał o czarnuszce ogrodowej: Nasienie korzenne czarne lub żółte, zażywa się do przypraw kuchennych, a osobliwie chleb z nim pieczony zdaje się mieć smak przyjemniejszy . W lekarstwie, przynajmniej dawniejsi lekarze przyznawali mu, że otwiera, ścienia; pędzi wiatry, mocz, miesięczne, i oczyszczenie po porodzieniu. Niektórzy zaś przeciwnym sposobem, nie tylko wątpią o tych skutkach, ale owszem mają nasienie w podejrzeniu.

Drapacz lekarski

Nazwany potocznie: drapacz benedyktyński, kardybenedykta, oset lekarski, oset błogi, bernardynek, chaber lekarski, chaber kleisty, czubek turecki, czubek benedyktyński, karda benedykta.

Roślina jednoroczna z rodziny astrowatych (Asteraceae) dawnej złożone (Compositae). W lecznictwie stosowane jest ziele drapacza. Surowiec zawiera: laktony seskwiterpenowe, knicynolid i benedyktynę o smaku wyraźnie gorzkim, poliacetyleny, flawonoidy, małe ilości olejków i znaczne ilości soli mineralnych do 12% z dużą zawartością magnezu, potasu, wapnia i jodu. Obecnie w medycynie ziele drapacza stosowane jest przede wszystkim jako lek aromatyczno–gorzki, zwiększający wydzielanie soków trawiennych przy braku apetytu, niestrawnościach, nadmiernej fermentacji jelitowej, nieżytach przewodu pokarmowego. Zwykle stosowany jest w mieszankach ziołowych. Wchodzi w skład ziołowej mieszanki Digestosan stosowanej w zaburzeniach trawiennych. Ponadto ziele drapacza zalecane jest jako środek pomocniczy w leczeniu dróg oddechowych, w chorobach reumatycznych i przy złej przemianie materii. Zewnętrznie odwary z ziela drapacza stosowane są w postaci okładów w schorzeniach skórnych, jak wrzody, czyraki, odmrożenia, trudno gojące się i ropiejące rany itp. Ziele drapacza znalazło zastosowanie również w przemyśle spirytusowym do wyrobu gorzkich likierów.

Biblii Tysiąclecia znajdujemy taką wzmiankę: Czyż zbiera się winogrona z ciernia, albo z ostu – figi? – pyta Chrystus członków gminy żydowskiej, ostrzegając ich tym samym przed fałszywymi apostołami.

Ks. Krzysztof Kluk napisał „Korzenie zażywać można zamiast ogrodowego warzywa, a liście za zieleninę: Dawnieysi z samego tylko ślepego mniemania, że oset kole, zażywali go na bokowe kolki.

W medycynie ludowej był uważany za lek niemal na wszystkie choroby głównie w chorobach przebiegających z podwyższoną temperaturą, w chorobach reumatycznych, przy złej przemianie materii i innych. Świeży sok stosowano na rany.

Głóg jednoszyjkowy

Potocznie nazywany: głóg pospolity, głożyna, ciernie białe, bodłak, bulimączka.

Ciernisty krzew z rodziny różowatych (Rosaceae). Surowcem zielarskim jest kwiat głogu z liśćmi oraz owoc głogu. Kwiatostany głogu zawierają związki flawonoidowe, witaminę C, witaminy z grupy B, i pektyny. Owoce poza wyżej wymienionymi związkami zawierają duże ilości prowitaminy A. W medycynie kwiat stosowany jest jako łagodny środek tonizujący w osłabieniu mięśnia sercowego i układu krążenia, działa rozkurczająco na naczynie wieńcowe, powoduje łagodne obniżenie ciśnienia tętniczego, działa uspokajająco. Jest składnikiem wielu leków nasercowych i uspokajających.

W lecznictwie ludowym stosowany był w podagrze, zapaleniu opłucnej, krwawieniach wewnętrznych.

Ks. Ksiądz Kluk pisał: Z kwiatów pszczoły zbierają na wosk blady. Z tych że pędzona wódka ma być pomocna na kamień i kolki. Jagody, które prości ludzie zbierają są słodkawe: można nimi karmić wieprze; uspokajają biegunki; na proch utłuczone są pomocne na kamień. Można z nich tłoczyć trunek podobny do wina (…) Liściami leczą się dzikie zwierzęta oparszywiałe.

Gorczyca biała

Jednoroczna roślina zielna z rodziny kapustowatych (Brassicaceae), dawniej nazywanej krzyżowe (Cruciferae), pochodząca z obszaru śródziemnomorskiego; uprawiana na wszystkich kontynentach w strefie klimatu umiarkowanego.

Nasiona gorczycy białej zawierają do 25% związków śluzowych, 20–35% oleju tłustego, do 2,5% glukozynolaitu synalbiny (pochodna izosiarkocyjanjanu p-hydroksybenzylu), synapinę (pochodna fenylopropanu), związki białkowe, cholinę, skrobię substancje mineralne. Wyciągi wodne z całych nasion są zalecane jako śluzowy lek powlekający i przeciwzapalny w chorobach przewodu pokarmowego, jak nieżyt żołądka, jelit, niestrawność, wzdęcia, zaparcia, brak apetytu itp.

Stosowane są zwykle w mieszankach z innymi surowcami zielarskimi o podobnym działaniu. Nasiona rozdrobnione pobudzają wydzielanie soku żołądkowego i trawienie.Gorczyca znalazła duże zastosowanie jako przyprawa kuchenna. Całe nasiona dodaje się do pikli, ogórków konserwowych i kwaszonych, kapusty kiszonej itp. Jako główny składnik musztardy, ostrej, dietetycznej przyprawy do mięs i wędlin (nasiona zmielone na mąkę i zarobione wodą, octem i przyprawami takimi jak kolendra, estragon, pieprz itp.).

Do ziarnka gorczycowego przyrównał Mesjasz królestwo swego Ojca, przy czym w sentencji tej wiemy, że zioło osiągało naonczas wyższy wzrost …niż inne krzewy, przyjmując postać drzewka (Mt 13, 31–32, Łk 13, 18–19). [...] Gorczyca pojawi się jeszcze w wypowiedzi Mistrza przy uzdrawianiu epileptyka. Na pytanie uczniów, czemu sami nie byli władni tego uczynić, On dał im taką odpowiedź: Z powodu waszej małej wiary. Bo zaprawdę powiadam wam: Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy, rozkażecie tej górze: przesuń się stamtąd tam, i przesunie się; i nic niemożliwego nie będzie dla was (Mt 17, 20).

Ks. Krzysztof Kluk tak pisał o gorczycy białej: Ziarna nasienne żółte, i gorąco ostre: lekarze ich zażywają na sinapizmy albo okładanie, któremi jak przez wezykatoria czynią pryszscze, osobliwie w bólach podagrycznych.

Hyzop lekarski

Nazwa ludowa józefek, jizop lekarski. Półkrzewiasta bylina z rodziny jaskrowatych (Lamiaceae), dawniej nazywanej wargowe (Labiatae), pochodzący ze środkowej Azji i rejonu śródziemnomorskiego. Roślina miododajna.

W lecznictwie stosowane jest ziele hyzopu, surowiec taki zawiera: olejek (0,3-1%), garbniki do 8%), glikozydy flawonowe (hyperydyna, dionina), gorycz marubinę, kwasy triterpenowe (oleanolowy i ursolowy), żywice i sole mineralne. Wyciągi z ziela działają antyseptycznie (olejek), ściągająco (garbniki), pobudzają trawienie (gorczyce).

Obecnie w medycynie ziele hyzopu stosuje się przede wszystkim w chorobach przewodu pokarmowego przebiegających z nadmierną fermentacją jelitową, objawiających się wzdęciem, odbijaniem, kolką jelitową, nieregularnymi wypróżnieniami, brakiem apetytu itp. Działanie wiatropędne hyzopu jest bardzo efektywne, przywraca ono prawidłowe ruchy perystaltyczne jelitom, znosi uczucia bólu i pełności (spowodowane nagromadzeniem się gazów), a ponadto przywraca łaknienie i umożliwia lepsze przyswajanie składników odżywczych.

Ponadto jako środek wykrztuśny w chorobach górnych dróg oddechowych (zapalenie gardła, oskrzeli itp.) zwykle stosowany jest w mieszankach z innymi ziołami o podobnym działaniu leczniczym. Wyciąg z ziela hyzopu jest składnikiem kropli przeciwkaszlowych Pectosol. Wymienia się hyzop jako środek łagodzący bóle menstruacyjne, gośćcowe, nerkowe i pęcherzyka żółciowego, przeciwzapalny, antynerwicowy, hamujący nadmierną potliwość, wzmacniający, odflegmiający, poprawiający trawienie, wiatropędny i ściągający (gojący rany). Najlepiej skutkują wyciągi wodne i ekstrakty olejowe, zewnętrznie zaś miazga ze świeżego ziela.

W dużych dawkach hyzop może powodować naturalne poronienia; zapobiega przy tym częściowo infekcjom bakteryjnym oraz powstawaniu stanów zapalnych i krwotoków (doświadczenia medycyny ludowej). Nadmierne zażywanie hyzopu wywołuje jednak niekiedy objawy zatrucia. Hyzop pod względem farmakologicznym nie został jeszcze dostatecznie zbadany. Wskazówki co do stosowania surowca w fitoterapii opierają się więc często na wielowiekowych doświadczeniach i tradycji.

Wzmianki w Biblii Tysiąclecia o hyzopie znaleźć można w Księdze Wyjścia(Exodus), obejmującej czasy XVIII–XV w. p.n.e. Oto przed wyjściem Izraelitów z niewoli egipskiej, Mojżesz wezwawszy starszyznę żydowską, tak przekazał:Odłączcie i weźcie baranka dla wszystkich rodzin i zabijcie jako paschę. Weźcie gałązkę hizopu i zanurzcie ją we krwi, która jest w naczyniu, i krwią z naczynia skropcie próg i oba odrzwia. (Wj 12,21-22). Zatem, według wierzeń biblijnych, prorok Mojżesz jako pierwszy miał użyć hyzopu w celach obrzędowo liturgicznych. Z kolejnych ksiąg Starego Przymierza (Księga Kapłańska, Księga Królewska, Księga Psalmów) wiemy, że była to roślina rosnąca często na powalonych murach (zioło ruderalne). Kapłani żydowscy skrapiali jej gałązkami – umaczanymi we krwi ptaków ofiarnych – święte księgi, osoby nieczyste i trędowate, a nawet domy, by uwolnić ich mieszkańców od grzechu. W Psalmie 51 (50) Dawid, jako pokutnik, woła: Pokrop mnie hizopem, Panie, a stanę się czysty, obmyj mnie, a nad śnieg wybieleję. (Ps 51 (50), 9).

Jan Krzysztof Kluk o hyzopie napisał, że Roślina ta ma przyjemny, balsamiczny zapach i smak gorzki, korzenny: nie tylko jest pszczołom użyteczna, lecz i do kuchennych zapraw zdać by się mogła. Wzmacnia nerwy: przeciwi się zgniliźniwe, rozwalnia. Zażywa się wewnętrznie jak herbata, albo sok z niej wyciśniony, na choroby piersi; zewnętrznie zaś w kąpielach i enemach. W medycynie ludowej był stosowany jako środek wykrztuśny, a Rusini hyzopowe odwary stosowali na wywołanie periodu.

Świeże i suszone ziele jest używane jako przyprawa kulinarna o ostrym, charakterystycznym smaku i zapachu oraz do aromatyzowania win i likierów (wermut, chartreuse).

Marcin z Urzędowa zalecał: Izop wycieńczającą, zagrzewającą siłę ma, dlatego warząc izop z rutą, z figami, a miodu przydawszy bardzo pomaga dychawicznym, dawnemu kaszlowi, zepsowanym płucom, rymie i flegmom, które zstępują do piersi.

Kminek lekarski,kminek zwykły

Nazwa potoczna: kmin, karolek, karba. Roślina dwuletnia z rodziny selerowatych (Apiaceae), dawniej nazywanej baldaszkowate (Umbelliferae), występująca w Europie, Azji, i północnej Afryce.

Surowcem zielarskim jest owoc kminku. Owoc kminku zawiera 2–7% olejku (główne składniki: karwon, limonen, karweol, dihydrokarwon), 22% oleju tłustego, związki białkowe, poliacetyleny, cukry, flawonoidy. Olejek działa rozkurczająco na mięśnie gładkie jelit, zwłaszcza jelita grubego, przewodów żółciowych, wzmaga wydzielanie soku żołądkowego, zapobiega wzdęciom, działa wiatropędnie. Wykazuje też działanie przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze. Obecnie w lecznictwie kminek bywa stosowany jako środek rozkurczający, pobudzający wydzielanie soków trawiennych i hamujący nadmierny wzrost bakterii w przewodzie pokarmowym, zwłaszcza u dzieci. Wykazuje również słabe działanie moczopędne oraz pobudzające laktacje u kobiet karmiących. Zwykle stosuje się go w mieszankach z innymi surowcami zielarskimi o podobnym działaniu. Wchodzi w skład mieszanek ziołowych: Normosan i Digestosanzalecanych w zaburzeniach czynności przewodu pokarmowego, syropu przeczyszczającego Rhelax i proszku Gastrochol, zalecanego przy zaburzeniach trawienia.

Olejek stosowany jest też zewnętrznie do leczenia zakażeń bakteryjnych i grzybiczych, do wyrobu past do zębów, i płynów do odkażania jamy ustnej. Owoce kminku są przyprawą stosowaną do mięs, warzyw (kapusta), serów, pieczywa, w przemyśle alkoholowym (kminkówka, alasz).

Wzmiankę o kminku zwanym nardem znajdujemy w Pieśni nad pieśniami, w poemacie z IV w. p.n.e. Znano różne jego odmiany oraz zapewne dwa gatunki: nard indyjski oraz nard celtycki. Z korzeni tej byliny już w starej erze wyrabiano bardzo wonny i kosztowny olejek. Uczta w Betanii z udziałem Mesjasza w Nowym Testamencie (Jan) (miejscowość na wschodnim zboczu Góry Oliwnej): Marta posługiwała, a Łazarz był jednym z biesiadników z Nim przy stole (…) Maria zaś wzięła funt szlachetnego i drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi nogi, a włosami swymi je otarła. I dom napełnił się wonią olejku. Olejek otrzymywano przez wolne gotowanie posiekanych korzeni nardowych w mieszaninie wina i wody z dodatkiem oliwy …aż wino i woda wywreją. Tak uzyskaną substancją leczono m. in. różne żołądkowe i wątrobowe dolegliwości, schorzenia nerek, śledziony, macicy i pęcherza; zalecano ja również stosować (doustnie lub w formie maści) przy podagrze, padaczce i paraliżu.

Ks. Krzysztof Kluk zalecał w swoim DykcjonarzuNajpospoliciej zażywa się do potrzeb kuchennych nasienie, które ma zapach przyjemny, smak ostry, korzenny; i jest pożyteczną przyprawą potraw nadymających, i do trawienia ciężkich. Ma bowiem wielkie właściwości do pędzenia wiatrów, i jest w kolkach, nadymaniach, nie z kurczu pochodzących, nayosobliwszym domowym lekarstwem (…) Hipokondrykom i histerycznym, karolek jest szkodliwy. Gospodynie biorą go do sera i chleba.

Kolendra siewna

Potocznie nazywana: kolender, polski pieprz, kolendra ogrodowa. Roślina jednoroczna z rodziny selerowatych (Apiaceae) dawniej nazywanej baldaszkowate (Umbelliferae).

Skład chemiczny owocu: olejek, którego głównym składnikiem jest linalol, olej tłusty, kwasy organiczne, cukry, garbniki, witamina C i sole mineralne. W lecznictwie owoc kolendry jest stosowany jako środek przeciwskurczowy, pobudzający trawienie i apetyt oraz hamujący nadmierną fermentację jelitową. Używany jako środek żółciopędny.

Ks. Krzysztof Kluk pisał: W lekarstwie ziarna kolendry cukrem powleczone zażyte po jedzeniu, przytłumiają odbijanie żołądka. Na proszek utłuczone, mają być skuteczne przeciwko biegunkom. Sypie się do ciasta żytniego, lub pszennego, z którego chleb ma być pieczony. Bierze się i do mięsa na pekielfleysz solonego.

Lilia biała

Już w VIII w. p.n.e. roślinę tę traktowano jako symbol estetycznego piękna (Iż 35,2) lub niewinności Izraelitów (Oz 14,6).

Wspominają o niej ponadto didaskalia do Psalmów oznaczonych numerami 44[45], 59[60], 68[69] i 79[80]. Z treści przypowieści Chrystusa o troskach doczesnych wynika jednak, iż roślinę tę ówcześnie zaliczono do chwastów polnych (Mt 6, 28–30, Łk 12, 27–28).

Hieronim Spieszyński w połowie XVI w tak pisał: Toż korzeń lilowy z octem warzony jest bardzo dobry tym, którzy mają spalenie ognia albo od gorącej wody…

Ks. Krzysztof Kluk o lilii białej napisał: Korzeń w mleku rozgotowany, i przykładany, odmiękcza opuchliny. Woda z kwiatami pędzona ma zapach bardzo orzeźwiający. Pokazały już wielorakie doświadczenia, że pyłek główek pyłkowych zebrany, na dobry koniec noża w herbacie jakiej ochłodzony dany, przy ciężkim rodzeniu znaczną czynią ulgę.

Malwa czarna

Potocznie nazywana: czarna róża, rajska róża, ślaz ogrodowy, ślaz czarny, topolówka, czarne kwiaty, prawoślaz różowy. Bylina z rodziny ślazowatych (Malvaceae). Surowcem zielarskim jest kwiat malwy czarnej, który zawiera do 11% ślazu, glikozydy antyjanowe, pektyny, garbniki, żywice, ślady olejku i sole mineralne. Obecnie w lecznictwie stosowana jest jako środek osłaniający, lekko rozkurczający i łagodzący kaszel w nieżycie oskrzeli oraz w zapaleniu błon śluzowych jamy ustnej i gardła. Ponadto w nieżycie żołądka i chorobach pęcherza moczowego, szczególnie u dzieci i osób starszych. Zewnętrznie – do płukań przy zapaleniu migdałków i dziąseł.

Ks. Krzysztof Kluk tak pisał o ślazie: Do aptek zbiera się korzenie, liście i kwiat. Korzenie przecież osobliwej mają w sobie wilgoć odmiękczającą, i ostrość otulającą : są więc skuteczne, kiedykolwiek wewnętrznie, lub zewnętrznie odmiękczać, lub ostrości uśmierzać potrzeba. Z kwiatów pszczoły na wosk zbierają.

W lecznictwie ludowym kwiat malwy czarnej był ceniony jako środek pobudzający krwawienia w zaburzeniach miesiączkowania.

Mięta pieprzowa

Potocznie nazywana: miętkiew, miętkiewa. Roślina wieloletnia z rodziny jasnotowate (Lamiaceae) dawniej wargowate (Labiatea).

Surowcem zielarskim są liście mięty, zawierające ponad 1,5% olejku, którego głównym składnikiem jest mentol, ponadto garbniki, gorycze, witamina C, prowitamina A. Stosowana jako lek poprawiający trawienie; działa rozkurczająco, żółciopędnie, żółciotwórczo, często stosowana w zaburzeniach układu krążenia, w zapaleniu nerek, kamicy dróg moczowych, nerek i pęcherza. Zewnętrznie używana do płukania jamy ustnej przy stanach zapalnych.

Ks. Krzysztof Kluk pisał: Roślina ta ma zapach mocny i smak gorzki. Skutki lekarskie miętkwi: nerwy wzmacnia, rozwalnia rozgrzewa, ból uśmierza. Zażywa się wewnętrznie i zewnętrznie, w wódce, oleyku, extrakcie, herbacie, kąpieli, i enemie: osobliwie na wiatry, i choroby macicy. Z kwiatu pszczoły na miód noszą. Zielem gospodynie garnki wyparzają, w których mleko chowają, a stąd mleko nie tak prędko kwaśnieje.

Pokrzywa wielka

Synonimy: pokrzywa wielka, pokrzywa dwupienna, żgajka wielka, pokrzywa parząca, pokrzywa chyżawka, koprucha, koprycha, parzawica, żurycha, żyruna, żyżka. Bylina z rodziny pokrzywowatych (Urticaeceae).

Do celów leczniczych stosowane są liście i korzenie pokrzywy. Liście pokrzywy zawierają do 0,6% witaminy C, karoten (prowitaminę A) oraz witaminy B2 i K oraz białka, cukier, skrobię, substancje garbnikowe, kwasy organiczne, chlorofil, żywice oraz znaczne ilości soli mineralnych potasu, wapnia, żelaza, krzemu in. Korzenie zawierają garbniki i sole mineralne, zwłaszcza wapnia, zespół związków o charakterze lipidów i steroli, lecytynę, rozpuszczalną krzemionkę. Obecnie stosuje się pokrzywę przy krwawieniach z przewodu pokarmowego, przy hemoroidach. Działa przeciwbiegunkowo, przyjmowana jest jako środek profilaktyczny i leczniczy w przypadkach hypo- i awitaminozy, a także arteriosklerozy. Pokrzywą leczy się anemię, ma również właściwości obniżania poziomu cukru we krwi, stosowana pomocniczo przy cukrzycy. Zewnętrznie stosowana przy zapaleniach jamy ustnej i gardła, przy upławach oraz do okładów na czyraki. W kosmetyce odwary z liści zalecane są przeciw łupieżowi i wypadaniu włosów. Wyciągi z korzenia są podstawa do produkcji preparatów łagodzących dolegliwości chorób gruczołu krokowego.

W medycynie ludowej pokrzywa była używana jako środek moczopędny, wiatropędny, czyszczący krew. Stosowana była w schorzeniach wątroby i woreczka żółciowego, kamicy nerkowej i uremii, skąpych i nieregularnych menstruacjach, chorobach nerwowych, reumatyzmie, bronchicie, gruźlicy, czyraczności i liszajach. Zalecano przykładanie zmielonych liści na świeże rany. Sokiem pokrzywowym leczono zaś stare rany i wrzody. Do niedawna na wsiach zalecano biczowanie świeżą pokrzywą przy bólach reumatycznych.

Biblii Tysiąclecia znajdujemy taką wzmiankę o pokrzywie w Księdze Przysłów:Szedłem około roli próżniaka i koło winnicy głupca – a oto wszystko zarosło pokrzywą.

Ks. Krzysztof Kluk tak pisał: W skutkach lekarskich, któż to wie, czyli dawniejsi lekarze nie przesadzali? Korzenia w wodzie gotowanego, i soku całey rośliny zażywali na wszystkie krwotoki. Tenże cukrem przyprawiony, zalecali na żółtaczkę, dychawicę, suchoty i kolki w boku. Młodym na wiosnę wypustkom jak sałata zażywanym przyznawali skutki krew czyszczące. Paraliżem naruszone członki, tak długo świeżą pokrzywą nacierać kazali, aż się jakie czucie pokazało, podobnym sposobem postępowali sobie u płci męskiey do sprawy małżeńskiey niesposobney. Herbatę z suchych liści mieli za skuteczną na reumatyzm, podagrę, bolenie gardła szkorbut, i w ospie. Niektórzy w occie gotowali i zewnętrznie przykładali na podagrę, i puchliny gruczołowate. Sok wyciśniony i przygotowany, ma być osobliwiej skuteczny na krwotoki u płci białey.

Oskar Kolberg tak pisał w wierzeniach o świecie roślinnym o pokrzywie:Święconymi wianeczkami tej rośliny okadzają domostwo i zabudowania podczas nawałnicy, burzy i grzmotów, aby w nie piorun nie uderzył.

Od najdawniejszych czasów przypisywano pokrzywie magiczne znaczenie. W przeddzień św. Jana zawieszano ją u wejścia do chat lub na bramach zabezpieczając się w ten sposób przed demonami. Przed nadejściem burzy palono pokrzywę wierząc, że jej dym rozpędzi chmury i ustrzeże od piorunów. Stare kalendarze radziły …aby się nie zmordować w tańcu i chodzeniu dalekim, włożyć w obuwie pod same podeszwy pokrzywowego liścia.

Róża dzika

Potocznie nazywana: cierniowa róża, głóg polny, róża pospolita, polna róża, szypszyna, róża psia, róża głogowa, szepszyna, kostropest, niepszołka, babicha. Krzew z rodziny różowate (Rosaceae). Surowcem zielarskim jest owoc, który zawiera znaczne ilości witaminy C do 1,7%, karoteny, ksantofile, kwasy organiczne, pektyny, garbniki, cukry, niewielkie ilości witaminy B1, B2, K i P, sole mineralne i inne związki.

W medycynie owoc róży stosowany jest przy biegunce, nieżytach przewodu pokarmowego, chorobie wrzodowej żołądka i dwunastnicy, chorobach zakaźnych, przeziębieniowych, w okresie rekonwalescencji, zalecany jest również kobietom ciężarnym i karmiącym matkom. Ponadto w bezsenności i w stanach pobudzenia nerwowego. Wywiera również działanie moczopędne i żółciopędne.

W rosyjskim lecznictwie ludowym kwiat róży jest zalecany w chorobach płucnych, przy zapaleniu górnych dróg oddechowych, a także w chorobach przewodu pokarmowego. Roztartym kwiatem posypywano trudno gojące się rany. W lecznictwie ludowym róża dzika była często stosowanym lekiem szczególnie przy kamicy nerkowej, czerwonce, krwawych wymiotach. Używano jej również jako środka hamującego zbyt obfite krwawienia miesięczne i krwawienia z dziąseł. Marmoladę z owoców i odwar z nasion zalecano w chorobach dróg moczowych.

Ks. Ksiądz Kluk pisał: Na tym gatunku nayczęściey naydować się zwykły owe wyrostki przez owad uczynione, którym dawniej pod imieniem Bedeguar lekarskie skutki przyznawano. Woda z tej róży pędzona, nad wszystkie inne nayprzyiemnieyszy ma zapach: olejek zaś jest jeden z nayosobliwszych orzeźwiających, i nerwy wzmacniających; ale go z funta wody różaney ledwie trzy grana mieć można. Owoc zbiera się i suszy do przypraw kuchennych.

Ruta

Potocznie nazywana rutka. Jest to roślina wieloletnia, z rodziny rutowate (Rutaceae). Ziele ruty zawiera olejek, alkaloidy: graweolinę i graweolininę, furanokumarynę, flawonoidy, kwasy organiczne i witaminę C.

Obecnie w lecznictwie ziele ruty ma zastosowanie przede wszystkim jako środek rozkurczający mięśnie gładkie przewodu pokarmowego, dróg żółciowych i moczowych oraz naczyń krwionośnych, pobudza miesiączkowanie. Stosowana w bolesnym miesiączkowaniu, zaburzeniach krążenia, w leczeniu bielactwa i łuszczycy. Może powodować nadwrażliwość na promieniowanie słoneczne, większe dawki mogą powodować poronienia.

W lecznictwie ludowym zalecana była jako środek żółciopędny, pobudzający krwawienia miesiączkowe oraz jako afrodyzjak. Łączono z rutą liczne zwyczaje obrzędowe, np. wplatano ją w wianek panny młodej, który następnie przechowywano w małżeńskiej sypialni, co miało gwarantować szczęście i spokojne małżeństwo.

Wzmiankę o rucie znajdujemy w Ewangelii św. Łukasza (Łk 11, 42): Lecz biada wam faryzeusze, bo dajecie dziesięcinę z mięty i ruty.

Szymon Syreniusz (1613) o rucie pisał: Sadzona albo szczepiona lepsza jest do lekarstwa i zdrowsza do używania, niźli siana. Do jedzenia też przyjemniejsza, która po figowym drzewie rośnie. Pouczał równocześnie, za pisarzami rzymskimi, iż roślina nie lubi dotyku stali, „bo zniszczeje prędko”. Krzewinkę tę należało podcinać jedynie srebrnym nożem ogrodniczym.

Żydowski historyk, Józef Flawiusz, przekazał wiadomość, jakoby w obejściu pałacowym króla Heroda rosła ruta wyższa niż figowe drzewka, choć wiadomo, że osiąga ona wzrost 60–100 cm. U progu nowej ery zioło to uważano za bardzo skuteczny surowiec leczniczy, stosowany w wielu schorzeniach. Rutę ogrodową oraz przetwory z niej ( odwary, napary, plastry, konfekty, sok ruciany itp.) zażywano wg Pliniusza i Diskoridesa na poprawienie wzroku, choroby oczu, bóle żołądka, przeciw ukąszeniom jadowitych gadów, morowej zarazie czyli dżumie, nowotworom przewodu pokarmowego, szkorbutowi, padaczce i innym niedomaganiom.

Ks. Krzysztof Kluk o rucie pisał: Roślina ta mająca ostry i mocny zapach, nie daje o sobie wątpić, aby w lekarstwach nie była skuteczna. Surowa, zażyta jak herbata, extrakt, ocet, woda palona, olejek, mają skutki poty wzbudzające, żołądek wzmacniające. Zażywa się czasem na bóle macicy, robaki. Wieśniacy rutę poczytują za powszechne lekarstwo przeciwko truciźnie; Niemcy surowej zażywają na chlebie z masłem, osobliwie z rana, i tym się mają zabezpieczonych przeciwko uszkodzeniom zepsowanego powietrza.

W tradycji ludowej z rośliny tej razem z barwinkiem wito wianki ślubne dla dziewcząt, oraz przypinano do czapek weselników; w pieśniach ruta jest wspominana jako godło dziewictwa. Zmarłych młodo chłopców i dziewczęta strojono w trumnach wiankami z ruty i barwinku. Gdy brała ślub wdowa, lub dziewczyna, która miała już dziecko, wianek ruciany przypinała na ramię, a nie wkładała na głowę. Dziewczęta nigdy same nie siały ani nie sadziły ruty i barwinku w ogródku gdyż nie wyszłyby nigdy za mąż. O starych pannach mówiło się: że rutkę sieją, co znaczyło że za mąż nie poszły.

Szafran prawdziwy

Potocznie nazywany krokusem. Bylina z rodziny kosaćcowatych (Iridaceae). W lecznictwie stosowane było znamię słupka, które zawiera olejek, głównie safranol, żółty barwnik klacynę, karotenoidy, witaminy B1, B2, cukry i pektyny. Wyciągi z szafranu obniżają ciśnienie krwi oraz poziom cholesterolu we krwi jak również działają przeciwskurczowo. W medycynie ludowej stosowano szafran jako środek uspokajający, przeciwskurczowy w bolesnym miesiączkowaniu.

Ks. Krzysztof Kluk tak pisał o szafranie: Prawdziwy i dobry szafran powinien być purpurowy, lśniący (…) Ma swój własny przenikający zapach, smak gorzkawo–korzenny, i farbuje wodę żółto. Zażywa się do potraw, ciast, i niektórych lekarstw. Ma skutki rozgrzewające, rozwalniające, bóle uśnieżające, i sen sprawujące; i w takich potrzebach daje się różnym sposobem wewnętrznie i zewnętrznie. Bardzo zdrowy jest piersiom, posila głowę i serce, czyści macicę, uspokaja bicie serca, czyni wesołym; ale go zbytnie zażywać nie trzeba; duchy bowiem żywotne czyni leniwe, i zawrot głowy sprawnie.

W ostatnich latach obserwuje się powrót do starych, naturalnych metod leczenia ziołami. Zainteresowanie to dotyczy nie tylko środków leczniczych lecz również sposobu odżywiania się, przede wszystkim większe spożycie warzyw i owoców oraz różnych roślin przyprawowych. Słynny farmakognosta profesor Jan Muszyński mówił, że …ten, kto nie używa na co dzień wielu ziół i przypraw, musi potem chodzić do apteki po leki.

Ziołolecznictwo i homeopatia, bazujące na utrwalonych od wieków sposobach przeciwdziałania objawom chorobowym, stały się elementem medycyny konwencjonalnej. Do łask zaczynają powoli powracać specyfiki naturalne, jako wspomagające leczenie środkami chemicznymi, a często nawet je zastępując. Obecnie coraz częściej powraca się do dawnych, sprawdzonych sposobów leczenia ziołami oraz możliwości wykorzystania ich w kosmetyce. Przypomina się dawne przepisy na leki, kosmetyki i potrawy ziołowe, a także legendy z nimi związane.

Ludowe ziołolecznictwo znowu stało się punktem zainteresowania wielu lekarzy, naturalistów i samych pacjentów, a więc powrót do źródeł. Lecz niestety publiczna wiedza o ziołach nie rozwinęła się przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Również nauka niewiele wniosła do doświadczeń naszych pradziadów. Badamy coraz odważniej kosmos, a nie potrafimy jeszcze zupełnie przekonywująco i dokładnie odpowiedzieć na pytanie: Czemu zioła leczą? Nie rozwiązana pozostaje bowiem ciągle kwestia udziału szeregu roślinnych substancji biologicznie aktywnych w biochemizmie komórek ludzkich.

Obecnie trudno jednoznacznie określić, które z praktyk ziołoleczniczych naszego ludu opierały się na racjonaliźmie, a które były tylko objawami zabobonów. Nie można zaprzeczać wartości zabiegów quasi – magicznych. Współczesnej medycynie znany jest termin placebo, dotyczących środków leko–naśladowczych, choć w gruncie rzeczy stanowiących substancje leczniczo obojętne (np. woda, glukoza). Stosuje się je jako elementy psychoterapii, oparte na nieszkodliwym przecież kłamstwie. Rozliczne czarodziejstwa należy zaliczyć właśnie do grupy takich środków placebo, choć wywodzących się z nieufności do lecznictwa uniwersyteckiego i błędnego rozumienia źródeł choroby.

Aby ratować życie i zdrowie ludzkie, większość osób jest skłonna stosowaćdziwne czy zabobonne, nie zawsze do końca zrozumiałe zalecenia i praktyki mające miejsce w całej sferze działań związanych z ratowaniem zdrowia i życia, które mogłyby wzmocnić działanie określonych zabiegów leczniczych. W całym procesie leczenia najważniejsze jest nastawienie pacjent, mówi się, że wiara czyni cuda, a ubieganie się do niegroźnych zabiegów quasi–magicznych może powodować szybszy powrót do zdrowia. Należy jednak zachować proporcje: każda z gałęzi medycyny jest potrzebna. Wielu podstawowych leków chemicznych żadną kuracją roślinną zastąpić się nie da. Ale też zioła mogą uzupełnić względnie wzmocnić ich działanie uzdrawiające. Czasem zaś ratują w sytuacji, zdawałoby się, bez szans.

Poza tym zioła, poza właściwymi sobie zaletami leczniczymi, przywołują nas do porządku, wprowadzając w nasze życie pewien naturalny rytm, a nawet przywracają cywilizacji Naturę, przez szacunek do wszystkich roślin, które nas otaczają. Przez poznanie zastosowań leczniczych roślin i uświadomienie sobie dobrodziejstwa jakie możemy od nich otrzymać, inaczej możemy spojrzeć nawet na najbardziej uciążliwe chwasty, które spotykamy we własnych ogrodach czy na polach.

W pracy tej chciałabym uchwycić choć pewną część z zasobów dziedzictwa przyrodniczo–kulturowego regionu Podlasia, które odchodzi w zapomnienie. Społeczność wiejska często przejmuje wzorce pochodzące z zewnątrz, głównie wzorce pochodzące z kultury miast, zapominając o własnej jakże ciekawej i ubarwionej kulturze, w której życie ludzi jest połączone z przyrodą i zjawiskami w niej zachodzącymi. Ludzie, którzy od dzieciństwa mieli stały kontakt z przyroda, która zaspakajała ich potrzeby biologiczne, poznawcze, estetyczne, życiowe, twórcze, zdrowotne są bardziej wrażliwi na wszystko co dotyczy zagadnienia jej ochrony. Potrafią współżyć z przyrodą, umiejętnie z niej korzystają, aby zachować ją również dla następnych pokoleń. O takich osobach możemy powiedzieć, iż posiadają kulturę ekologiczną.

Bezcennym bogactwem każdego regionu jest dorobek kulturowy, na który składają się obrzędy, zwyczaje, tańce, pieśni, który wyróżnia daną społeczność od innych. Zapominając o własnych dobrach leżących w tradycji, zanika tożsamość lokalna danej społeczności. Starsze osoby zamieszkujące wsie jeszcze kultywują tradycje, którą zaszczepili ich rodzice. Lecz wśród młodzieży nie widać już zainteresowania w tym kierunku. W masmediach nie ma mody na tradycje, tutaj dominują pieniądze i ten kto je ma może lansować określone mody, kształtować światopogląd, wśród ludzi nowoczesnych. A przecież czasami należy oderwać się od stale pędzącej gdzieś cywilizacji i zadać sobie choć trochę trudu, aby przypomnieć sobie stare zwyczaje, legendy, obrzędy doroczne i rodzinne, które nasi przodkowie próbowali nam zaszczepić. Czasami warto również odwiedzić różne zakątki naszego kraju w celu odnalezienia różnych ciekawych miejsc. Tereny Podlasia są bardzo ciekawe pod względem geograficznym, etnograficznym i kulturowym, dlatego poznając ten region nie można zapominać o dorobku kulturowym.

/autor:Barbara Górska

źródło:Ciechanowiecki Rocznik Muzealny t.1

ciechanowiec.pl/

LUDOWE WIERZENIA O ZIEMII

W kulturze ludowej ziemia występuje w dwóch znaczeniach, jako substancja i jako świat. Pierwsze jest o wiele bardziej obudowane symbolicznie. W wierzeniach ludu ziemia rozumiana jako substancja, żywioł jawi się jako płodny element kosmosu, jest traktowana jak matka, co nie ogranicza się tylko do emocjonalnego stosunku, ale polega na realnych zakazach i nakazach w stosunku do niej. Jest święta, wiecznotrwała, płodna, bogata, rodzi rośliny, zapewnia pożywienie zwierzętom i ludziom, po śmierci przyjmuje ludzi do swego łona. Jest egzekutorem sprawiedliwości. Z praktycznego punktu widzenia niemal sakralne wartościowanie ziemi wynikało z faktu, że była podstawą utrzymania społeczności wiejskich, rolnictwo zaś głównym zajęciem. Ziemia rozumiana jako świat występuje w mitach kosmogenicznych.

Ziemia – matka

Mircea Eliade pisał, że solidarność mistyczna między płodnością zmieni a płodnościa kobiety stanowiła jedną z zasadniczych intuicji świadomości agrarnej. Potwierdzają to figurki i wizerunki kobiece, symbolizujące najprawdopodobniej płodność, które pojawiły się w kulturach wraz z początkiem aktywności artystycznej. Kult Wielkiej Bogini, obecny był we wszystkich kulturach plemiennych. Była onaantropomorfizowana jako matka, którą należy kochać i szanować, co widać w relacjach informatorów:

Ziemia nasza matka, ziemia nas karmi, ziemia nas wyżywiła przecież. Ziemia to jest święta rzecz. [Janina Woch, Wólka Kątna, 2009].

Emocjonalny stosunek do ziemi, traktowanie jej jak osoby, która cierpi, gdy ktoś zadaje jej fizyczny ból, wyraża się w zakazach:

[…] nie powinno się kopać nogą tej ziemi. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010].

Wiara w macierzyńska naturę ziemi, która tak  jak kobieta,nosi w sobie płody, stanowiła dyrektywę postępowania ludzi: do określonego momentu roku obowiązywał zakaz orania, w czasie, gdy była brzuchata, czyli brzemienna, nie można było wbijać w ziemię pali, kołków, na przykład wystrzegano się budowania płotów do określonego momentu wiosny. Bicie brzemiennej jest grzechem, powoduje oburzenie ludzi starszych, którzy natychmiast zwracają uwagę nierozumnym pastuchom:

[…] ziemi nie wolno bić, bo ziemia rodzi. Ziemia chleb daje. Tak było, ziemia to nie wolno było, żeby brać kija i tom przez strzelnie tłuc. Nie! To nie! [Wacława Woch Bobowiska, 2010].

Pośrednio idee płodności ziemi wyrażają obrzędy i zabiegi magiczne, na przykład zwyczaj odbywania porodu na ziemi, który potem został zastąpiony układaniem noworodka i człowieka umierającego na ziemi. W medycynie ludowej znany jest zabieg przeciągania chorego przez dziurę wykonaną w ziemi, najczęściej w miedzy. Symbolizuje to ponowne narodziny, a przez to także wyzbycie się choroby, powrót sił i zdrowia.

W myśleniu mieszkańców wsi zakorzeniło się archaiczne wierzenie, według którego ziemia jest wszechmatką, która nie tylko wszystkich zrodziła, ale też i wszystkich do siebie kiedyś zabierze. Oskar Kolberg zanotował legendę, według której matka – ziemia smuciła się, że ludzie ciągle korzystają z jej płodów, a ona sama nie ma czym się pożywić, bowiem musi wszystko oddawać. Pan Jezus zlitował się nad jej losem i powiedział, że od tej pory będzie rodziła ludzi i pożerała, dlatego każdy musi po śmierci do ziemi wrócić. Opowieść ta tłumaczy ambiwalencję w pojmowaniu ziemi w kulturze ludowej – ziemia rodzi i zabiera. Zgodnie z wiarą kultywowaną w wielu religiach zmarłych nie chowa się w ziemi, aby tam pozostali na zawsze martwi, ale po to, aby się odrodzili i mogli powrócić do nowego życia. Potwierdzeniem tego wierzenia jest fakt, że w bajkach ludowych zakopanie w ziemi sprzyja przeobrażeniu się człowieka czy zwierzęcia. Ziemia przyjmuje ciało do swego matczynego łona, jest zmarłemu jak pierzyna, przykrywa, pozwala spocząć, utula, ale także trawi, pożera, dusi i gniecie. Pochówek to symboliczny powrót do łona matki, niekiedy jednak ziemia zbyt wcześnie dopomina się o swoją przynależność, staje się niebezpieczna, okrutna, chciwa:

Położył się na ziemi, położył się na wznak i mówi, że przysnął i potem zachorował i chorował tam kilka tygodni i zmarł, bo po prostu ziemia jakoś tak przyciąga człowieka, że chce wciągnąć do siebie, jak się na nią położy![Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010].

Płodność jest podstawowym atrybutem ziemi, jednak nie jest ona niewyczerpana, nie może rodzić bez końca. Elementarnym spostrzeżeniem człowieka, szczególnie żyjącego w środowisku agrarnym, był fakt cykliczności przyrody. W większości rejonów świata (z wyjątkiem sfery równikowej) są okresy aktywności życiowej natury i uśpienia.Wiosna następuje zapłodnienie,latem dorastanie, a jesienia dojrzewanie tworów ziemi, potem jest czas zamierania, kiedy ziemia musi odpocząć, nabrać sił, stąd zakaz orania i wykonywania wszelkich prac polowych w czasie adwentu., bo wtedy Już hola! Ziomia łodpoczywo! [Stanisława Wójtowicz, Wólka Kątna, 2009].

Ziemia jednak odradza się i po martwocie zimy, znów następuje cud narodzin. Odpowiada to całemu cyklowi kosmicznemu, a więc także życiu człowieka. Marcin Ryszkiewicz pisze, że rok jest kołowym ciągiem zdarzeń, zaczynającym się narodzinami nowego życia z jałowej gleby, przechodzącym przez kolejne stadia rozwoju i dojrzewania, aż do wydania plonu i kończącym się zamieraniem, i ponowne odrodzenie w nowym roku. Ośrodkiem, przez który przechodzi cały ten cykl życia i śmierci, jest gleba, ziemia, dlatego rośliny, zwierzęta i ludzie zostali związanie wspólnotą losów i wspólną wymianą energii, tworząc jeden organizm. Potwierdzeniem tego faktu, jest cytat z Ewangelii, wypowiadany w czasie pochówku, który ma jednak znaczenie głębszą, archaiczną motywację, wynikającą z wiary w jedność człowieka z naturą: Z prochu jesteś i w proch się obrócisz.

Człowiek pierwotny stworzył więc swoistą globalną ekologię, czyli przekonanie o więzach łączących wszystko, co żyje, bowiem jest napędzane wspólną energią. Chęć, aby złożyć kości w ojczystej ziemi, ma archaiczną motywację – chęć zachowania ładu natury. Odwieczny obrót energii życia ma określony ład, pochowanie w obcym miejscu narusza kosmiczny porządek, modyfikuje bowiem przepływ energii.

Każdy rok powtarzał symboliczne cykle narodzin,rozwoju i śmierci, ale wymagało to nowej energii. Człowiek odczuwał potrzebę uczestnictwa w tym cyklu i stąd narodziły się zwyczaje związane ze świętami dorocznymi, w których dwa największe świat Wielkanoc i Boże Narodzenie, to nic innego jak zaanektowane przez Kościół pogańskie formy świętowania zwycięstwa życia nad śmiercią, przypadające na zimowe przesilenie słoneczne, które ma miejsce 25 grudnia i wraz z nadejściem wiosny. W trakcie przełomów człowiek chciał przekazać jak najwięcej energii matce – ziemi, stąd charakterystyczne dla tego czasu w kulturach najstarszych krwawe ofiary i praktyki seksualne na ziemi. Pojawiły się także praktyki, których celem było pozyskanie lub przekazanie mocy płodnościowych. Z tego względu młode kobiety taczały się po ziemi, aby przekazać część swych mocy wyczerpanej rodzeniem ziemi.

Ziemia – matka nie może w nieskończoność produkować kosmicznej energii nawet przy pomocy ludzi, nie jest bowiem samowystarczalna. Dlatego w tym kosmicznym cyklu życia uczestniczy niebo, a para ziemia-niebo, lub ziemia-słońce, razem tworzą idealną całość. Matka ziemia, jako pierwiastek żeński potrzebuje ojca – nieba, męskiego elementu, aby wydawać i podtrzymywać życie. Więź między nimi wyraża spadający deszcz, promienie słoneczne, deszcz meteorytów, piorun. Także oranie ziemi, które stanowiło domenę mężczyzny, pojmowano jako odpowiednik aktu płciowego.

Szacunek dla Ziemi

Charakterystyczną cecha ludowego światopoglądu jest poczucie solidarności z przyrodą. Wierzono, że kosmos jest żywym organizmem, którego częścią są ludzie, a składniki przyrody posiadają świadomość. Wynikały z tego silne i emocjonalne związki człowieka z jego otoczeniem, a także przekonanie o zależnościach między wszystkimi elementami kosmosu, wspólnocie losów, komplementarności oraz integralnej przyczynowości.

Józef Styk pisze, że poczucie solidarności z przyrodą jest dla chłopa koniecznym warunkiem jego istnienia, przyroda zapewnia mu bowiem pracę, wyżywienie, opał, miejsce zamieszkania. Z tego względu każdy akt spożycia darów natury przybiera quasi-religijny wymiar. Celem zintegrowanej natury było podtrzymanie życia. Joanna i Ryszard Tomiccy piszą, że przyroda oczekiwała od ludzi respektowania określonych reguł wynikających z faktu uczestnictwa przez nich w naturalnej wspólnocie. Ludzką działalność oceniało świadome otocznie i odpowiednio na nią reagowało. Zwierzęta, rośliny, ziemia odczuwały wdzięczność za dobre traktowanie, opiekę, rzetelną pracę i odwzajemniały się wierną służbą, obfitym wzrostem i dużym urodzajem. Tak pojmowana rzeczywistość powiązana była więzami solidarności magicznej. Człowiek musiał znać strukturę świata i rządzące nim reguły, gdyż to umożliwiało mu odpowiednie zachowanie, przestrzeganie zakazów i nakazów, oraz oddziaływanie na świat. Jednocześnie dla człowieka pierwotnego natura wyrażała zawsze coś potężniejszego, co stało poza nią, była transcendentna, bowiem przedstawiała sacrum. W agrocentrycznych systemach kulturowych wszystko zaczyna się i kończy na ziemi jako źródle życia, ale i jako miejscu odpoczynku wiecznego, po życiu na niej, zasługującym na zbawienie. Ziemia jest matką – żywicielką stworzoną przez Boga. Należy się jej cześć podwójna: jako dziełu Bożemu i jako podstawie życia. Te dwa aspekty sakralnego charakteru ziemi wzajemnie się dopełniają i nie sposób ich rozdzielić.

Ziemia stanowi podstawę wszystkiego, nosi ludzi, dźwiga ich na sobie. Jest gwarantem ładu moralnego – trzęsie się, gdy ktoś źle czyni, pęka, gdy słyszy przekleństwa, nie przyjmuje do siebie grzeszników, pochłania kościoły, klasztory, wsie, miasta. Ziemia potrafiła wynagrodzić ciężką pracę rolnika, gotowa była także odmówić plonów temu, kto ją bezprawnie przywłaszczył lub sprofanował.

Przekonanie o izomorfizmie świata, traktowanie ziemi jako matki, przekonanie, że czuwa nad ładem moralnym, sprawiało że członkowie kultury tradycyjnej przypisywali niezwykłą wartość ziemi. Stanowi ona dla nich nie tylko podstawowe źródło utrzymania, daje pożywienie, więc zaspokaja podstawową potrzebę człowieka, stąd szacunek dla niej wyraża się poprzez szacunek dla chleba, powszechny w okolicach Markuszowa:

Kiedyś w domu moim, to jak kroiła mamusia chleb i kromka jej upadła to zdjęła pocałowała i położyła na stole, taki był szacunek do chleba. [Janina Woch, Wólka Kątna, 2009].

Wielki szacunek przypisywano pracy na roli, wierzono bowiem, że rolnictwo jako zawód wkracza bezpośrednio w proces odradzania się życia, stąd nie jest to tylko technika, ale zawód sakralny, w którym człowiek nieustannie obcuje z największą i najświętszą tajemnicą natury jaką jest dawanie życia. Praca na roli od wieków była podstawą utrzymania i jedynym źródłem dochodu ludności wiejskiej. Liczb mórg na tradycyjnej wsi warunkowała zamożność gospodarza. Ziemia była pokazywana z ojca na syna, przez wiele lat należała do jednego rodu, nazywana była ojcowizną, z tego względu miłość do ziemi opisywana była przez wszystkich poetów ludowych. To jest również przyczyna pewnego tragizmu, bowiem dziś w dobie nowoczesnej gospodarki, wyspecjalizowanych, wielohektarowych gospodarstw, niektórym właścicielom podchodzącym jeszcze w sentymentalny i tradycyjny sposób do ziemi, trudno jest ją sprzedawać, przez wiele lat bowiem należała do rodziny. Informator wspomina dawne kłótnie o piędź ziemi, o miedzę, bowiem największym dobrem było posiadanie własnych mórg:

Łoj Ziemia to bardzo. Bez krowy został, aby kawałek ziemie kupić. Tak było. I późni dorobił sio. Ziemia bardzo drogo. Abo te kłótnie takie powstawały o to skibko, o to piędź ziomi. Który jak miedze podorał to już kłótnie, pale przesodzoł, czy tam gdzieś zasik. Teraz na łunce, gdzie tam co zakosił, Abo jak torf żnony, opał, przecież wągla nikt nie kupił, to już, komu piądzie zakosił, to już było. [Stanisław Wójtowicz, Wólka Kątna, 2009].

Wyrazem szacunku było całowanie ziemi w jakiś takich ważnych momentach [Elżbieta Wójtowicz., Wólka Kątna, 2010]. Informatorka wspomina Jana Pawła II, który w trakcie pierwszej pielgrzymki do Polski całował ojczystą ziemię na przywitanie:

A jak ukląkł i ucałował, to jest święta rzecz ziemia, tak ziemia to jest nasza matka, trzeba szacunek jej oddać.[Janina Woch, Wólka Kątna, 2009].

Całowanie ziemi jest formą powitania lub pożegnania domu, podziękowaniem za odzyskanie zdrowie, za żywność, pomyślność w gospodarstwie, stanowi też formę kultu. Emigranci zabierali ze sobą w woreczku trochę ziemi, co stanowiło gwarancję więzi z ojcowizną.

Ziemia – miejsce człowieka za życia i po śmierci

W trójstopniowym podziale przestrzeni, którą obrazuje figurka Świętowida, pierwszym obszarem, dostępnym bezpośredniemu doświadczeniu była ziemia, a raczej je powierzchnia, która stanowiła miejsce bytowania ludzi. Drugi był obszar niebieski, siedziba bogów, a kolejnym świat podziemny, chtoniczny, miejsce zmarłych i zarodków, czyli życia czekającego na przebudzenie.

Podziemia były także uznawane za siedzibę diabelskich mocy. Te dwie przestrzenie: uraniczna i chtoniczna były wielkie i nieograniczone, natomiast miejsce życia człowieka kurczyło się do niewielkiego regionu. Geometria kosmosu stanowiła dwa odwrócone stożki, i oś która przechodziła przez środek uniwersum, punkt zetknięcia się obu stożków stanowił miejsce życia człowieka pierwotnego, jego ziemię ojczystą. Ta oś łącząca trzy strefy, która była także sposobem komunikacji między nimi. Kultury plemienne za takie osie pośredniczące między sferami kultury uznawały góry, najlepiej zachmurzone, schowane w chmurach (popularnym przykładem jest znany z greckiej mitologii Olimp), drzewa, słupy i z czasem budowane świątynie.

Ziemia była więc miejscem zamieszkania człowieka, jego ojczyzną w wielkim kosmosie. Jednakże konceptualizacja przestrzeni życia była specyficzna. Przestrzeń była zbudowana koncentrycznie, w centrum znajdował się dom, kolejno zagroda, podwórko, pola uprawne, obszar własnej miejscowości, wszystko co rozciągało się poza bezpiecznymi terenami własnej wsi, w ludowej wyobraźni stanowiło obszar niebezpieczny, domenę chaosu i złych mocy. Ziemia rozumiana w sensie miejsca zamieszkania utożsamiana była z obszarem własnej wsi.

Ziemia stawała się również miejscem spoczynku po śmierci i oczekiwania na ponowne narodziny. W ziemi grzebano zmarłych, co w wyżej omówionym wymiarze kosmicznym miało głęboki sens wymiany energii. Według legendy ziemia na cmentarzu zapada się, z tego względu, że św. Michał obawiał się, że jak wszyscy ludzie będą umierać i będą chowani w trumnach, to utworzy się taka góra, że sięgnie nieba. Pochówek w ziemi uznawano za właściwy, i dopiero ciało zakopane sprawia, że dusza odchodzi ze świata:

No to niby były kiedyś takie opowieści, że przez chyba trzy dni zanim się nie pochowa, ta dusza krąży gdzieś tam w tym domu. Jeszcze tego zmarłego dusza. To takie były pogłoski. […] Do pochowania jeszcze jest taka pogłoska, że ta dusza gdzieś obecna jest. Ale jest niewidoczna. Ale rzekomo dopóki się ciała do grobu nie włoży, ta dusza jeszcze gdzieś tego zmarłego krąży. [M.J., Janówka, 2008].

Również zakopanie w ziemi domyka obrzęd pogrzebowy, pieczętuje. Człowiek pogrzebany nie należy już do świata żywych i z tego względu ludzie nie mają prawa ingerować w wyroki sacrum. Zakłócenie spoczynku wiecznego ma tragiczne konsekwencje:

A jeszcze takie bajkie, mój ojciec opowiadał. Nie wiem czy to warto o tym umarłym, ale czy to prawda. Ale może pani te bajkie nagrać. Mówi tak: „Poschodzili się – mój ojciec też opowiadał takie bajki – poschodzili się na wieczorki. No i tak o rozmawiają i chłopcy i dziewczenata, ale dwóch sie zakładajo, że pójdo na cmentarz i odkopio umarłego i przynieso i tak zrobili. I tak zrobili. [Odkopali?] Odkopali, przynieśli i z trumno, i odkryli i sadzają jego. Posadzili. A oni patrzą wszystkie ałon ożywa. Czerwienieji, czerwienieji czerwony się zrobił. Ładna bajka… [Śmiech.] Cicho pani. Słuchaj pani dalej: i co do dzwi, bo sie poprzestraszali wszystkie chłopcy, że umarły ożył. I do dzwi, dzwi pozamykane nie ma którędy. Do okien. Jakoś okno wybili i ktoś poleciał do księdza dał znać. No to bajka, może bajka. I dopiero ksiądz przyjechał… To może bajka. Ksiądz przyjechał wyświęcił, bo zaczął święcić i ten wszystkich wypuścił, a tych dwóch kazał, żeby nie wychodzili tylko muszą pocałować tego umarłego. Musieli pocałować. I on ich pozaduszał. Było trzech umarlaków. Zadusił, jednego i drugiego. Tech wypuścił, bo nie zaczepiali, a tech co zaczepiali zadusił. Że nie wolno zaczepiać duszy, spoczywa niech spoczywa. A co prawda, to baja. [Maria Nadworsk, Zanowinie, 2007].

Ziemia na cmentarzu jest poświęcona, co sprawia, że pochowani w niej nie wracają do świata żywych. Wyświęcenie pozbawia ją siły demonicznej. Tylko zmarłych śmiercią naturalną chowano w ziemi poświeconej. Ludzi uważanych za strzygi,upiory, chowano na ziemi niczyjej, na odludziu, poza granicami wsi. Wszystkich zmarłych śmiercią tragiczną, lub w jakikolwiek sposób nienormalną chowano przy drogach, w lasach, na miedzach, lub pozostawiano tam, gdzie znaleźli śmierć: w wodzie, w bagnach. Tomiccy piszą, że przedwcześnie zmarłych nie grzebano w ziemi, wynikał to bowiem z poczucia niejednorodności przestrzeni. Społeczności chłopskie uważały za ziemię, tylko tę część, która owocuje, a więc pola uprawne, łąki, czyli tereny oswojone, poza ich granicami rozciągała się przestrzeń niebezpieczna, gdzie urzędowały demony i inne złe moce. Kontynuacją tego, rzadkiego już w XIX w. zwyczaju, było to, że chowano zmarłych tragicznie w oddzielnej części cmentarza, która miała swoją nazwę. Z czasem religijna motywacja zatarła archaiczne wierzenia i oddzielną, gorszą część cmentarza zarezerwowano dla samobójców i niewierzących, i nazywano ją w zależności od regionu, np.Przepustek. [Wiesława Ciesielska., Łaziska, 2008] Tak na końcu, zawsze na niewyświęconym miejscu.[Anna Łania, Bezwola, 2007].

Ziemia w magii

Ziemia z roli ojca i matki miała być pośrednikiem w zdobyciu wzajemności chłopca, natomiast spod pięty lewej stopy miała sprawić, że przyśni się przyszły mąż. Zmieszana z drożdżami miała chronić przed złodziejami, a posypanie nią pszczół uspokajało je.

Ziemię z cmentarza noszono w woreczku na szyi, co miało chronić przed febrą, natomiast ziemia z grobu upiora, była ochroną właśnie przed nim. W lecznictwie ludowym także wykorzystywano ziemię. Grudka z mogiły dodana do kąpieli ma uzdrawiać, natomiast wzięta z kretowiska i rzucona na krzyżowe drogi przenosi tam także chorobę, wypita z wodą ze świeżego grobu leczy febrę. Ziemia była wykorzystywana także w czarnej magii. Czarownice zabierały mleko krowom, poprzez zabranie ziemi z tropów bydlęcych bądź szkodziły mleku zakopując zdechłe zwierzęta. Rozsypana przed nowożeńcami sprowadzała chorobę i śmierć. Używano ziemi spod węgła domu, aby sprowadzić na kogoś ślepotę, zabraną ze śladów człowieka, prowadziła do jego zguby, z miejsca gdzie gryzły się psy wywoływała niezgodę natomiast spod umarłego, powodowała kolejną śmierć. Noszenie ziemi po śmierci wedle wierzeń miało być karą za przeorywanie miedzy.

Ziemia pośredniczy

W ziemi zakopywano przedmioty w celu oddziałania na innych: Ktoś coś komuś zakopał specjalnie, żeby mu się nieszczęściło [E.W., Wólka Katna, 2010]; […] jak ktoś się zemścić chciał, to takie owcarze chodziły, takie one były ze złem te owcarze, tam w Abramowie u Bickich zakopały coś, to nic nie mogły uchodować![Janina Woch, Wólka Kątna, 2009].

Wierzono, że jeśli nieboszczykowi nie da się jakiegoś rekwizytu do trumny, to może on potem przychodzić i dopominać się o niego, wystarczy zakopać w ziemi, w grobie, a ziemia będzie pośrednikiem:

Zmarała tej, Heli Welczowej teściowa. I mówi, że wszystko dali. No ale kiedyś, to już było dawno. Wszystko dali, tylko zapomniała dać podwiązki do pończoch. To kiedyś takie były, takie no gumki. I mówi, że po prostu ona nie tego… Mówi, że się jej przyśniła ta teściowa i mówi  Wszystko mi dałaś tylko nie dałaś mi tych… To dopiero wczoraj opowiadały kobity. Nie dałaś mi podwiązek. I mówi: Wszyscy idą na zabawe i tańczą, a ja muszę trzymać pończochy w renkach. […] Ona wzieła te podwiązki i tam w grób, w ziemie za tego zakopała.[Kazimiera Wórszt, Dorbozy, 2007].

W ziemi zakopywano ludzi po uderzeniu w nich pioruna, bo mówiono, że ziemia wyciągnie tę energie z tego pioruna. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010]. Zbigniew Libera pisze, że w magii leczniczej aktualizuje się mityczny związek ciała z ziemią. Zarówno ciało w całości, jak też ziemia, są metaforyzowane jako pojemniki pochłaniające, przechowujące, odkładające rzeczy, w których te nie giną od razu. Ziemi przypisuje się właściwości wyciągania choroby, w tym przypadku porażenia piorunem. Zakopanie w ziemi nie musiało pełnić funkcji pośredniczącej, czasem była to ochrona przed negatywnym działaniem niektórych rekwizytów:

Raczej uważam że zakopywano, bo nie rzucano tego gdzieś tam na śmietnik, tylko zakopywano do ziemi. [Ale gdzieś w jakimś charakterystycznym miejscu?] Raczej podejrzewam, znaczy nie podejrzewam tylko tak mi sę wydaje, tak sobie kojarze, że gdzieś na podwórku, to było w jakimś miejscu, ale czy to musiało być jakoś szczególne miejscu, to nie wiem. [Elżbieta Wójtowicz, Wólka Kątna, 2010].

Negatywne wartościowanie ziemi oddają frazeologizmy: spuścić oczy ku ziemi (oznaka zawstydzenia), spuścić głowę ku ziemi (oznaka upokorzenia), chylić się ku ziemi (starzeć się). Spadanie, ruch ku dołowi, także jest konceptualizowany jako coś niepożądanego. To negatywne wartościowanie, wynika także z symboliki podziemi: tam rozciąga się świat, który nie jest domeną człowieka, tam działają nieludzkie moce.W bogatym folklorze ludowym funkcjonuje wiele legend dotyczących podziemnych królestw, pod ziemię bowiem zapadają się domy, kościoły, wsie, a nawet całe miasta. Miejsce pod ziemią, to siedziba diabłów,złych mocy.

/opracowała:Małgorzata Wójtowicz

źródło:teatrnn.pl/

Z forum strony ezodar

    MAGIA LUDOWA- DZIECI

Aby dziecko było mądre
-nowo narodzone dziecko obnoszono książką podczas kąpieli, aby było mądre.
-gdy dziecko ma problem z zapamiętaniem np. wiersza, to wkładamy książkę w której owy wierszyk jest, pod poduszkę na noc.-ja sama to na sobie sprawdzałam jak się uczyłam.

By dziecko nie moczyło się w nocy
-umieszczano pod materacyk lub łóżeczko dziecka nóż, pętlę oraz naczynie z wodą, mówiąc:
Oto dla ciebie, nocna nocnico, zła dręczycielko. Woda – byś się zachłysnęła, ostry nóż – byś się zakuła, pętla – byś się zadusiła.

Gdy dziecko non stop płacze, w dzień i w nocy
-Gdy dziecko płakało przez cały czas, w dzień i w nocy, mówiono, że dziecko dostało płaczki. Takie dziecko wynoszono w południe na rozstajne drogi, gdzie zazwyczaj siadywały południce i chodzono z nim na rękach z jednej drogi na drugą, mówiąc:
Południco! Południco!
Weź te płacki z mej dzieciny
I zanieś na krańce świata.
Niech z wiatrem lecą,
I nigdy nie wracają do moi rodziny!
Po tych słowach ocierano dziecku oczka lnianą szmatką i wyrzucano ją na rozstaje dróg, by więcej nie płakało. Zabieg powtarzano przez kilka dni. Jeśli płaczka nie chciała odejść, wyrzucano wtedy na rozstaje nie szmatkę, ale pieluchę, w której przyniesiono dziecko.
Jeśli i po tym zabiegu płaczka nie chciała odejść, brano dużą, żelazną pokrywkę, nasypywano do niej żarzących się węgli, na które sypano posiekane na sieczkę ziele czartopłochu. Okadzano tym dziecko, chodząc dookoła niego w stronę przeciwną do biegu słońca. Podczas tego mówiono:
Idź czorcie!
Idź w ogień wieczny
Z tego niewinnego ciała!
Idź za lasy, za góry,
Na bagna,
Na rozstajne drogi!
Nie wracaj tu nigdy,
Połam sobie nogi!
Niech to kadzenie wyjdzie na pożytek,
Że ustanie ten płac wszystek!
Popiół ze spalonego ziela zanoszono na rozstaje dróg i tam go rozsypywano. Okadzano w ten sposób dziecko przez kilka dni.
-innym sposobem jest też wykąpanie dziecka w wywarze z ziela ostrożnia, czy inaczej czarciego ziela.
-przeciągano małe dziecko przez nogawkę spodni gospodarza domu.

**

    MAGIA LUDOWA-MIŁOŚC

By wzbudzić uczucia ukochanej osoby
-Dziewczyna splatała ze sobą dwie nici ? jedną pochodzącą ze swojego ubrania, a drugą z ubrania wybranka ? w jedną, by w ten sposób przyspieszyć zaślubiny. Czynność tę można było wykonać używając również włosów zamiast nici.
-By wzbudzić miłość w sercu ukochanej osoby, należało zerwać o północy, w całkowitym milczeniu, ziele rumianku. Ziele to należało ususzyć, kolejno przewiązać czerwoną wstążką i zakopać podczas nowiu pod domem ukochanej/ego w miejscu, po którym często przechodzi.
-Dziewczyna chcąca wzbudzić miłość ku sobie wybranego chłopca, starała się zdobyć nitkę z jego ubrania lub chociaż odrobinę pyłu z podeszwy jego buta. Gdy już zdobyła potrzebne składniki wlepiała je w bryłkę wosku i rzucała w ogień, mówiąc:
“Żeby ciebie tak piekło za mną, jak ogień piecze ten wosk. Żeby twoje serce tak topniało za mną, jak topnieje ten wosk.
Chłopak, który został poddany takim czarom bądź rozmiłowywał się w dziewczynie, bądź sechł i umierał”.
-czrewoną nitką związać zdjęcie ze swoją podobizną i zdjęcie z podobizną osoby na której nam zależy. Zawiniątko schowac gdzieś głęboko i od czasu do czasu tylko na nie zerkac.

By ukochana osoba pozostała wierna
-należy do jakiegoś płynu, np. herbaty wlać wywar z lubczyka i dać swojemu partnerowi do wypicia. Gdy owy napój jest spożywany przez delikwenta, należy wypowiedzieć słowa w myślach:
Wypijże to ziele, wypijże nieboże!
Uno przy kochaniu wiele dopomoże.
Byś mnie nie opuścił,
Do inszych nie chodził,
Żebyś mnie nie zwodził!

By prędko wydać się za mąż 
Dziewczyna pragnąca prędko wyjść za mąż (lub też chcąca uzyskać powodzenie u płci przeciwnej), starała się posiąść gałązkę drzewa, na której osiadł pierwszy w danym roku rój pszczeli. Liście z tejże gałązki gotowała, po czym myła się odwarem z nich.

***

    MAGIA LUDOWA-KIEROWANIE ŻYWIOŁAMI

OGIEŃ
Gdy we wsi wybuchł pożar, należało go skierować w puste miejsce lub do góry tak, by niczego nie zniszczył. Brano wtedy do jednej ręki sól, do drugiej część kobiecego stroju ślubnego. Rzucano sól w ogień z czterech stron, a następnie machano ową częścią odzieży w stronę, w którą chciano skierować ogień. Mówiono przy tym:
Zygmuncie!
Przykrywam cię!
Idź w przestrzeń!
Idź w przestrzeń!
Jeśli chciano ogień skierować ku górze, słowa ?Idź w przestrzeń!?, zamieniano na ?Idź do góry!?.

BURZA
Gdy na niebie pokazywały się czarne chmury, błyskawice i grzmoty, mówiono:
Idźcie chmury!
Na lasy, na góry,
Gdzie pastuszkowie siadają,
Kapki wody nie żądają.
My jej mamy dosyć
Garnuszeczkiem nosić.

By wywołać chmury, gdy doskwierała susza, ludzie palili na polach ogniska i gotowali wodę. Dym unoszący się do nieba podczas takich zabiegów miał przywołać chmury.

WIATR
-Wzywanie to wymawiały żniwiarki, pracujące w ogromnym upale:
Nie wiej, wietrz, w lesie, powiej po drodze!
Dajże nam chłód, sercu mojemu daj życie!
– By odegnać wiatr
Wiatereczku kochany!
Poleć tam, gdzie złe pany!

****

    ZIELE OSTROŻNIA

Ostrożeń warzywny czyli czarcie żebro, ziółko to obecnie może byc stosowane jako herbatka wspomagająca oczyszczanie toksyn z organizmu.Zastosowany zewnętrznie w postaci kąpieli, okładów czy nasiadówek wykazuje działanie przeciwzapalne. Można go stosować przy różnego rodzaju problemach skórnych (świąd, wysypka również alergiczna, trądzik i.t.p)
Niegdyś wierzono, że ostrożeń ma wręcz cudowną i magiczną moc, był wykorzystywany w magii i medycynie ludowej.Wierzono, że ma moc ochronną oraz odczynia uroki.
Aby sporządzic kąpiel, mającą na celu sprawdzenie czy ktoś nie rzucił na nas uroku, należy do wanny wlac napar z ostrożenia i dodac do tego garśc soli. Kąpiel powinna odbyc się przy księżycu ubywającym. Po kąpieli woda powinna odstac ok 1 h, jeśli woda będzie mętna, zabrudzona lub pojawią się w niej farfocle oznacza, to że ktoś rzucił na nas urok, i kąpiele trzeba powtarzac codziennie, co najmniej przez 3 dni, a najlepiej, aż do momentu gdy woda będzie czysta. Kiedyś wierzono, że wodę po takiej kąpieli wylewano gdy nikt nie patrzył, na rozstaju dróg. Dziś wystarczy wyciągnąć korek ;)
Do naparu z ostrożnia można dodac również w celu wzmocnienia inne zioła, np. bylice.

/źródło:ezodar.pl/

LECZENIE.SZEPTUCHY.

W niektórych domach niepotrzebne są klucze i alarm antywłamaniowy. Można wyjść z domu, a nawet wyjechać na kilka dni, w ogóle nie zamykając za sobą drzwi. Przekonała się o tym wczasowiczka przebywająca na urlopie w jednej z wiosek na Kaszubach. Gdy spytała swoich gospodarzy, dlaczego nie zamykają drzwi na klucz przed wyjściem z domu, odpowiedzieli jej: “A po co? Przecież jest tata”. Szkoda tylko, że tata nie żyje od pięciu lat…

Przypadek tej rodziny świadczy o tym, jak żywe w polskim społeczeństwie są zabobony i wiara w czary. Jednym z jej elementów jest też przekonanie o istnieniu duchów zmarłych członków rodziny. Jak się okazuje, przeświadczenie, że duch może przypilnować domu przed złodziejami to tylko element całego systemu wierzeń. Należy do niego także wiara w miejscowe szamanki, zwane szeptuchami. To niemożliwe, że w XXI wieku wciąż kultywuje się takie tradycje? A jednak, nie dość, że w Polsce wciąż istnieje wiara w szamanów, to jest ona bardzo żywa.

Kim są szeptuchy? To po prostu starsze kobiety udzielające pomocy ludziom. Najczęściej tym cierpiącym na różne dolegliwości. Gdy zawodzi medycyna konwencjonalna, ratunku szuka się także w tradycyjnych, ludowych formach leczenia. A znają je tylko szamanki, które większą część życia poświęciły na badanie właściwości różnych roślin. Wiedzę tę po części przekazała im matka lub babka, również szeptuchy. Ale oczywiście wiedza na nic zdałaby się bez wiary. Szeptuchy są bowiem bardzo religijne, często wyznają prawosławie lub katolicyzm.

Te niezwykłe kobiety potrafią ulżyć w wielu różnych dolegliwościach. Wykorzystują do tego skarby natury – potrafią leczyć przy pomocy ziół, chleba, popiołu czy wosku, a nawet włosów. Zdarza się, że specjalną miksturą z ziół okadzają chorego, by poczuł się lepiej. Znają recepty na wiele różnych schorzeń, na przykład zawianie. Popiół wyciągnięty ze zwykłego pieca kaflowego nakłada się do kubka i obwiązuje szmatką. Następnie przykłada się w chore miejsca – głowę, szyję i kark. Ceremonii towarzyszy odprawianie specjalnych modłów. Choroba przenosi się z ciała i zostaje w popiele, który ją pochłania. Dzięki temu pacjent wraca do zdrowia.

W połączeniu z modlitwami, rytuały odprawiane przez szeptuchy potrafią zdziałać cuda. Świadczy o tym przypadek pewnej rodziny z niemowlęciem, którego czepiały się wszystkie choroby. Lekarze stwierdzili, że nie wiedzą, co jest chłopczykowi i nie potrafią mu pomóc. Zrozpaczeni rodzice pojechali do szeptuchy i oddali dziecko w jej ręce. Znachorka nie zrobiła wiele – zmówiła kilka modlitw, a potem przepuściła niemowlę przez nogawki spodni. Zwykłe oszustwo? Tak właśnie brzmi ta historia, gdyby nie to, że dziecko od tamtego czasu przestało chorować.

Co mogło być przyczyną dziwnych dolegliwości, które dręczyły chłopczyka? Okazuje się, że i na to pytanie odpowiedź znają szeptuchy. To bowiem nie tylko zwykłe znachorki specjalizujące się w ziołach i modlitwach, ale również znawczynie świata duchowego. Tylko one mogą stwierdzić, że przyczyną złego samopoczucia albo ciągłego pecha może być zły urok. Klątwa może zostać rzucona na kogoś, kogo się nie lubi i po prostu źle się mu życzy. “Niech stanie się mu coś złego” wypowiedziane w chwili złości czasami ma naprawdę poważne konsekwencje.

Jednak żeby rzucić zły urok, nie zawsze trzeba komuś źle życzyć. Co więcej, wielu ludzi robi to zupełnie nieświadomie. Wystarczy tylko, gdy podamy rękę komuś, kogo widzimy pierwszy raz w życiu, mówiąc: “Miło mi”. Te słowa nijak się mają do tego, co właśnie czujemy. Przecież nawet nie znamy tej osoby, jak więc od razu może nam być miło? Taka “nieszczerość” związana z zasadami dobrego wychowania może skończyć się źle dla naszego rozmówcy, na którego w ten sposób zostaje rzucony urok. Niektórzy ludzie mają bowiem umiejętność rzucania uroków i zupełnie nie zdają sobie z tego sprawy. Co więc zrobić w sytuacji, gdy ktoś mówi: “Miło mi cię poznać”? Najlepiej odwrócić wzrok, a potem szybko uczynić jakiś gest odczyniający urok, na przykład poklepać rozmówcę po ramieniu, w myślach wypowiadając: “Pocałuj mnie w nos”. A jeśli mimo wszystko ktoś rzuci na nas urok i zaczną na nas spadać same nieszczęścia? Pozostaje tylko zwrócić się do szeptuchy.

Trzeba jednak pamiętać, że do znachorki trzeba zapisywać się z dużym wyprzedzeniem. Nie może ona bowiem narzekać na brak chętnych. Mogłoby się wydawać, że szamanka ze swojego daru czerpie bardzo duże korzyści. Ludzie, których dziecko w końcu przestało chorować, bokobieta zdjęła z niego zły urok, z pewnością chętnie odwdzięczyliby się za udzieloną pomoc. Niestety, szeptucha nie może przyjmować żadnych pieniędzy od ludzi, którym pomogła. Co więcej, nie może od nich wziąć żadnych podarunków, nawet czekoladek czy paczki kawy. To sprawia, że te kobiety o cudownych umiejętnościach często mieszkają w biednych, rozsypujących się chałupach.

Wydawać by się mogło, że tradycja szeptuchy już zanika, skoro to zajęcie jest tak mało opłacalne i tak trudne. Znachorki wciąż jednak żyją w zapomnianych miejscach, z daleka od zabudowań, choć wszyscy i tak wiedzą, gdzie je znaleźć. W Polsce większość z nich mieszka na Podlasiu, w miejscowościach takich jak Orla, Opaka Duża i Rutka, choć kilka z nich żyje również w Białymstoku. Co ciekawe, szeptuchy mieszkają także na Kaszubach i to w pobliżu typowo turystycznych miejsc. Co na to wszystko Kościół? Oficjalne stanowisko zakazuje wierzyć w moc szeptuch, którą mogą ją czerpać z niezbadanych źródeł, choćby od Szatana. Jednak w praktyce wygląda to inaczej i księża współpracują z szamankami. Szeptuchy zdejmują uroki rzucone przez ludzi, a księża egzorcyści wypędzają demony. Niezwykłe kobiety pomagają wszystkim potrzebującym. Jak to robią, pozostaje się tylko domyślać. I wierzyć, że są na tym świecie siły, których “szkiełkiem i okiem” poznać nie sposób.

/źródło:niewiarygodne.pl/

LIZA

Moim drogowskazem jest ból – mówi prawnuczka rosyjskiej uzdrowicielki, która przed wielu laty leczyła ludzi roślinami i słowem. Dla Lizy, która Rosję zamieniła na Polskę, też liczą się zioła i słowa, ale najważniejsze są jej własne ręce. 

Na łóżku specjalnie przystosowanym do terapii manualnej leży Janusz, urzędnik w średnim wieku. Do gabinetu Lizy w Krakowie (drugi wraz z matką Rosjanka prowadzi w Warszawie) dotarł prawie na czworakach. Od lat ma poważne kłopoty z kręgosłupem. Sam wybudował dom, sam dźwigał każdą cegłę wymarzonej willi. Za spełnione marzenie zapłacił sowicie. Zdrowiem.
– Próbowałem już wszystkiego, straciłem fortunę na lekarzy i masażystów – mówi z goryczą w głosie. Owszem, pomagali mu na chwilę. Na tydzień, może dwa.
Potem znów budził się w nocy w męczarniach. O tym, że jest dla niego jeszcze nadzieja, dowiedział się pocztą pantoflową. Usłyszał, że ta nadzieja ma 25 lat, jest filigranową blondynką o słowiańskim typie urody i że ci którym przyniosła ulgę, nazywają ją po cichu Cudotwórczynią od Kręgosłupa. Usłyszał jeszcze, że potrafi cudownie uzdrowić nawet tych, których przynoszą do niej na rękach.
– Moja terapia nie ma nic wspólnego z cudami – zapewnia z uśmiechem Liza.
– Opiera się na znajomości anatomii człowieka i doświadczeniu. I może jeszcze szacunku dla człowieka.
Urodziła się w Stawropolu, w rosyjskim mieście na dalekim Kaukazie. W otoczeniu wielkich, monumentalnych gór. Dzieciństwo spędziła w… szpitalu, w którym jej mama, dyplomowany neurolog, wyspecjalizowana w leczeniu kręgosłupa, zajmowała się schorowanymi ludźmi, zazwyczaj w podeszłym wieku.
– Byłam szpitalną maskotką – przyznaje Liza.
Dziś ze sporym sentymentem wspomina spacery z pacjentami po szpitalnym parku, rozmowy o szczęściu, o jego braku, o starzeniu się i przemijaniu.
– Dzięki tym rozmowom bardzo szybko dojrzałam. Zrozumiałam, że świat nie jest miejscem zamieszkanym wyłącznie przez młode, piękne i zdrowe istoty.
Pacjenci uwielbiali małą Lizę. Za jej radość życia. Za to że w lot, na pierwszy rzut oka potrafiła odgadnąć, co im dolega. Za jej niezwykłe uzdolnienia. Kiedy miała sześć lat, okazało się, że bezbłędnie, z zamkniętymi oczami, odczytuje kolory. Jedną ze szpitalnych atrakcji stał się szybko pokaz nadprzyrodzonych umiejętności dziewczynki. Ustawiano przed nią pozornie jednakowe karty, z drugiej, zakrytej strony różniące się jednak barwami. Odgadywała wszystkie kolory. Ku zdumieniu całego szpitala. Z matką Lizy włącznie, która nie ukrywała, że szczególne talenty jej córki budzą w niej czasem obawy.

– Mama jest racjonalistką, wyrosła w Rosji w czasach, w których dziwne, niewytłumaczalne rozumem sprawy zbywano milczeniem – opowiada terapeutka. – Komunizm zakazywał ludziom wszelkich magicznych praktyk. Znachorzy, szeptunki, szamani musieli się ukrywać, groziło im więzienie albo zesłanie.
Mimo to Rosja wciąż miała swoją ukrywaną przed władzą, magiczną stronę.
– Znachorów, którzy swoją siłę czerpali dzięki zaklęciom i potędze ziół, wciąż ceniono. Głównie dlatego, że w moim wielkim, ale pełnym kontrastów kraju wciąż brakowało lekarstw – wyjaśnia Liza. – Ludzie szukali więc innych sposobów leczenia, niż dawała im konwencjonalna medycyna. Nie chcieli i nie mogli odwrócić się od natury.

/źródło:magazyn Wróżka/

/przygotowała:nika_blue/

About these ads

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s