… syndrom sztokholmski … kiedy ofiara kocha oprawcę …

To miał być zwykły dzień w jednym ze sztokholmskich oddziałów Kreditbanken. Jednak 23 sierpnia 1973 roku zapisał się na zawsze nie tylko w pamięci pracowników banku i klientów, którzy byli właśnie w jego wnętrzu, ale także w podręcznikach psychologii.

W pewnym momencie do banku wtargnęli włamywacze. Przez sześć dni przetrzymywali zakładników, którzy nie wiedzieli, czy wyjdą z tej sytuacji z życiem. Jednak kiedy zostali wreszcie uwolnieni przez policję, stało się coś zdumiewającego – uwolnieni zakładnicy, zamiast pomstować na porywaczy, zaczęli stawać w ich obronie i odmawiać obciążających przestępców zeznań…

Tak narodziło się pojęcie syndromu sztokholmskiego, opisującego sytuację, w której ofiara porwania czy zakładnik traci krytycyzm wobec swojej sytuacji, zaczyna wierzyć, ze jej oprawca działa w słusznym celu, i darzyć go sympatią. Jak twierdzi amerykańska psycholog, dr Natalie de Fabrique, zajmująca się badaniem tego syndromu, syndrom sztokholmski pojawia się u ofiar nieświadomie, to instynktowny, psychologiczny mechanizm obronny, dzięki któremu łatwiej jest im odnaleźć sens tego, co się dzieje, i uniknąć załamania nerwowego.

Reakcja szwedzkich ofiar napadu na bank to oczywiście nie jedyny przypadek syndromu sztokholmskiego, z którym miała do czynienia policja na świecie. Według danych zbieranych przez FBI, aż 27 proc. ofiar porwań lub zakładników ma objawy syndromu sztokholmskiego. Jednym z najbardziej wstrząsających przykładów z ostatnich lat jest przypadek Nataschy Kampusch, która jako dziesięciolatka została porwana przez pedofila i uciekła od niego dopiero po ośmiu latach. Po uwolnieniu Natascha przyznała, że była związana uczuciowo ze swoim oprawcą.

/autor:Katarzyna Burda

źródło:Newsweek/

Syndrom sztokholmski jest przykładem niezwykłych strategii, jakie nasz umysł stosuje, aby zachować nas przy życiu. To stan psychiczny, który pojawia się u ofiar porwania lub u zakładników, wyrażający się odczuwaniem sympatii i solidarności z osobami je przetrzymującymi. Może osiągnąć taki stopień, że osoby więzione pomagają swoim prześladowcom w osiągnięciu ich celów lub w ucieczce przed policją. Syndrom ten jest skutkiem psychologicznych reakcji na silny stres oraz rezultatem podejmowanych przez porwanych prób zwrócenia się do prześladowców i wywołania u nich współczucia.

Znane przypadki

Nazwa syndromu wiąże się z napadem na Kreditbanken przy placu Norrmalmstorg, w Sztokholmie, podczas którego napastnicy przez kilka dni (między 23 a 28 sierpnia 1973) przetrzymywali zakładników. Po złapaniu napastników i uwolnieniu przetrzymywanych przez nich osób, te ostatnie broniły przestępców pomimo sześciodniowego uwięzienia. W czasie przesłuchań odmawiały współpracy z policją. Termin po raz pierwszy został użyty przez szwedzkiego kryminologa i psychologa, Nilsa Bejerota, który współpracował z policją podczas tego napadu i który przedstawił swoje obserwacje dziennikarzom. Termin wkrótce przyjął się wśród psychologów na całym świecie. Na podstawie owego wydarzenia w 2003 roku zrealizowana została szwedzko-norweska koprodukcja filmowa Norrmalmstorg.
Inne opisane przypadki syndromu sztokholmskiego dotyczą zakładników uprowadzonych samolotów oraz porwanych osób. Najbardziej znany przypadek dotyczy Patty Hearst, wnuczki amerykańskiego wydawcy Williama Randolpha Hearsta, która została uprowadzona 4 lutego 1974 przez wyznającą utopijne koncepcje socjalne grupę SymbioneseLiberation Army. Porwana przyłączyła się do grupy i uczestniczyła m.in. w napadzie na bank. Kiedy została schwytana, broniła swoich porywaczy. Została aresztowana w 1975 i rok później skazana na 7 lat za współpracę z terrorystami, jednak zastosowano wobec niej prawo łaski i zmniejszono wyrok do dwóch lat. Najsłynniejszym współczesnym przypadkiem wystąpienia syndromu sztokholmskiego jest sprawa Nataschy Kampusch.
Dziewczynka zaginęła w Wiedniu w wieku 10 lat i wszyscy uważali ją za zmarłą. Jednak po 8 latach odnalazła się i wtedy okazało się, że dziewczynka była przetrzymywana przez nieznanego jej rodzinie mężczyznę, który ukrywał ją w małym pokoiku pod garażem. Przez osiem lat Natascha mieszkała tam nieświadoma tego, co się dzieje na świecie. Wychodziła co prawda na spacer ze swoim porywaczem, ale nie miała odwagi uciec, bo pomiędzy nią a starszym od niej mężczyzną wytworzyła się silna więź. Natascha jako kilkunastoletnia dziewczynka została przez porywacza zgwałcona, ale nie zmieniło to jej bliskiej relacji z mężczyzną. Kiedy Natascha opuściła swoje więzienie i zwyczajnie podeszła do jednego z sąsiadów, aby mu się przedstawić, jej dręczyciel, gdy tylko się o tym dowiedział, popełnił samobójstwo rzucając się pod pociąg.

Oblicze syndromu

Słowniku Psychologii, syndrom sztokholmski oznacza wytworzenie się więzi emocjonalnej miedzy zakładnikami a napastnikami, obserwowane czesto, gdy zakładnicy sa przetrzymywani przez długi czas w warunkach emocjonalnego napięcia. Osoby cierpiące na syndrom sztokholmski zaczynają identyfikować się ze swoimi prześladowcami, a nawet opiekować się nimi w akcie desperackiej, nieświadomej samoobrony. Zespół ten występuje w najcięższych psychologicznie sytuacjach, np. podczas porwania czy bycia zakładnikiem, a jego skutki potrafią trwać długo po zakończeniu kryzysu. W najbardziej klasycznych przypadkach, ofiary nadal bronią swoich oprawców i starają się tłumaczyć ich zachowanie nawet po uwolnieniu. Objawy syndromu sztokholmskiego zidentyfikowano także w relacji pan – niewolnik, a także pośród członków destruktywnych sekt. Według badań FBI, największe prawdopodobieństwo wystąpienia syndromu sztokholmskiego pojawia się, gdy kontakt między ofiarą, a napastnikiem jest bardzo intensywny oraz, co bardziej istotne, nie wystąpił psychiczny ani fizyczny gwałt na porwanym. Dodatkowym czynnikiem stymulującym wystąpienie syndromu sztokholmskiego jest poddawanie uwięzionego silnym groźbom, jednak jednocześnie okazywanie mu drobnych oznak dobroci.

Aby fenomen ten mógł wystąpić, musi być spełnione kilka warunków:

1. Powstaje silna relacja, oparta na absolutnej dominacji prześladowcy, który decyduje, co więzień może robić, a czego nie.
2. Więzień jest narażony na utratę życia lub poważne obrażenia z ręki swojego strażnika.
3. Więzień przejawia silny instynkt samozachowawczy.
Jeśli do tych warunków dodać przekonanie więźnia (obojętnie, czy jest ono prawdziwe, czy nie), że z powstałej sytuacji nie ma ucieczki, jedyną widoczną dla niego drogą przetrwania jest stosowanie się do reguł ustanowionych przez wszechmocnego prześladowcę. Wystąpienie syndromu jest skutkiem psychologicznych reakcji na silny stres. W ujęciu praktycznym stres według Millesa to wszelki wpływ otoczenia, zmuszający organizm do zmiany zachowania celem dostosowania się do nowej sytuacji; przeważnie są to przeżycia o charakterze ujemnym, dotyczące zaburzeń adaptacyjnych. Syndrom sztokholmski jest „paradoksalną reakcją obronną ofiary, przejawiającą się swoistego rodzaju fascynacją zakładnika, osobą agresora. Im bardziej zagrożone jest życie ofiary, gdzie sprawca staje się „panem życia i śmierci”, tym wieksze jest prawdopodobieństwo rozwinięcia się pełnychobjawów patologicznego przywiązania do kata, a zatem syndromu sztokholmskiego. Reakcje zakładników M. Symonds określa jako „zamrożony strach” lub „histeryczne rozszczepienie”, będące efektem paraliżu emocjonalnego, ale przy sprawnym działaniu mechanizmów poznawczych jednostki. Ofiary nie przejawiają zachowań niekontrolowanych, a ich cała energia skoncentrowana jest na przetrwaniu. Pozostawione przy życiu osoby często odczuwają wdzięczność wobec sprawcy. Objawy i skutki syndromu możemy zaobserwowac w wielu przypadkach, gdzie cechą wspólną jest długotrwałe bycie zdanym na działanie prześladowcy. Zatem może on wystapić u: byłych jenców wojennych, byłych zakładników, byłych więźniów obozów koncentracyjnych, byłych więźniach obozów pracy i reedukacyjnych, młodocianych prostytutek, fizycznie i psychicznie maltretowanych dzieci oraz bitych kobiet.
Odwrotnością syndromu sztokholmskiego jest syndrom z Limy, gdy to porywacze zaczynają odczuwać współczucie wobec porwanych i często wypuszczają ich bez uzyskania swoich celów.
Syndrom sztokholmski jest przykładem niezwykłych strategii, jakie nasz umysł stosuje, aby zachować nas przy życiu. Stresująca sytuacja wyzwala reakcje, jakie nigdy nie wystąpiłyby w normalnych okolicznościach.
/autor:pinkmause
źródło: urodaizdrowie.pl/
W OBLICZU ZAGROŻENIA
Myślisz, że nie możesz paść ofiarą porywacza? Mylisz się. Zakładnikiem może stać się każdy. Jak się wtedy zachować? Dlaczego czasami zakładnicy bronią swoich oprawców? Na czym polega syndrom sztokholmski? W jaki sposób ofiary uzależniają się od porywaczy? M.in. na te pytania odpowiada doświadczony negocjator policyjny Dariusz Loranty.
Agnieszka Waś-Turecka, INTERIA.PL: Niedawno w Stanach Zjednoczonych głośna była historia uprowadzonej Jaycee Lee Dugard. Dziewczyna została porwana w wieku 11 lat i odnaleziona dopiero po 18 latach. Żyjąc w izolacji, urodziła dwójkę dzieci porywacza. Jak donosiły media, miała kilka okazji, by spróbować ucieczki lub choćby poinformować kogoś o tym, kim jest. Nie zrobiła tego. Czy to przejaw syndromu sztokholmskiego? Dariusz Loranty, oficerpolicjiw st. spoczynku, pierwszy w historii stołecznej policji koordynator negocjacji i dowódca zespołu negocjatorów:- Według mnie, to nie był syndrom sztokholmski. Tłumaczenie tej historii tym pojęciem to jego nadużywanie.

- Przypadek Dugard bardziej przypomina sytuację w szkole, w której najsłabsi są bici i terroryzowani przez jednego silnego chłopca. Nie mogąc liczyć na pomoc, ani nie mając możliwości obrony, podporządkowują się brutalowi nawet w sytuacjach, gdy nie muszą. Stają się od niego uzależnieni. Ten typ ofiary nie żali się rodzicom, ponieważ wie, że następnego dnia znów musi iść do szkoły. Najbardziej drastyczne przypadki kończą się samobójstwem.

To dlatego Dugard nie próbowała uciec?

- Tak. Była totalnie uzależniona od swojego prześladowcy. W jej umyśle nie było miejsca na myślenie o innym życiu. To, które wiodła, było ciężkie, koszmarne, ale żyła.

Dlaczego ofiara się podporządkowuje?

- Ponieważ w jej błędnym odczuciu – bo jej rozpoznanie sytuacji jest zaburzone – to właśnie ten najsilniejszy jest gwarantem bezpieczeństwa, choć zagrożenie, przed którym miałby ją chronić, pochodzi tylko i wyłącznie od niego. Daje jej szanse przeżycia. Ten mechanizm jest dosyć dobrze zbadany. Psycholodzy czy pedagodzy szkolni obserwują go praktycznie w każdej dużej szkole.

W przypadku Dugard dochodzi jeszcze parę innych elementów, a najważniejszy z nich to fakt, że miała zaledwie 11 lat w chwili uprowadzenia. Prześladowca kształtował jej świadomość, dorastała przy nim w izolacji od innych wzorów zachowań. 

- Ten jednostkowy przykład jest zresztą odzwierciedleniem traktowania społeczeństwa przez reżimy totalitarne. Niegdyś nazizm i komunizm, współcześnie koreański komunizm. Ludzie ukształtowani przez reżim są od niego totalnie uzależnieni. W ich umysłach nie ma miejsca na myślenie o innym życiu. Żyją koszmarnie, ale żyją. To kompleks niewolnika nie potrafiącego żyć bez pana. Właśnie coś podobnego przeżywały Dugard czy Austriaczka, Natascha Kampusch. To było bardzo, bardzo silne uzależnienie, a nie syndrom sztokholmski.

Czym w takim razie jest syndrom sztokholmski?

- To reakcja występująca czasem u ofiar uprowadzeń i przestępstwa wzięcia zakładnika, gdy po długotrwałej izolacji tylko ze sprawcą ofiara przejawia wobec niego lojalność, identyfikuje się z przestępcą.

- Syndrom dotyczy również sytuacji, gdy sprawcy nie planowali wziąć zakładników, ale przebieg przestępstwa, np. napadu rabunkowego, spowodował, że niejako zostali do tego zmuszeni, by zapewnić sobie możliwość ucieczki.

Dariusz Loranty podczas szkolenia/fot. z archiwum D.Lorantego
Dariusz Loranty podczas szkolenia/fot. z archiwum D.Lorantego

Jak ta teoria wygląda w praktyce?

- W pełni udokumentowanym przykładem wystąpienia syndromu jest napad na Kreditbanken w Sztokholmie w 1973 roku, od którego zresztą zjawisko wzięło swą nazwę. Przestępcy grozili zakładnikom śmiercią, więzili ich przez pięć dni, a mimo to jedna z zakładniczek zasłaniała porywacza własnym ciałem, a potem za niego wyszła. Przetrzymywane kobiety zorganizowały też kampanię na rzecz jego uwolnienia.

- Problem z identyfikacją syndromu sztokholmskiego polega jednak na tym, że wielu pseudobadaczy wybiera drogę na skróty i tłumaczy syndromem reakcje, które nim nie są. Na przykład bardzo często myli się z nim to, o czym już mówiłem, czyli bardzo silne uzależnienie ofiary od sprawcy. To element występujący w syndromie, ale nie sam syndrom. Ludzie będą się tak zachowywać w przypadku wzięcia zakładników np. w szkole w Biesłanie czy w teatrze na Dubrowce, ale mechanizm syndromu tam nie wystąpi, ponieważ brakuje innych czynników determinujących jego wystąpienie.

Jakie zatem dodatkowe warunki muszą zostać spełnione, żeby zamiast uzależnienia od sprawcy wystąpił syndrom sztokholmski?

- Zjawisko to zachodzi bardzo rzadko i tylko w ściśle określonych przypadkach. Przede wszystkim musi wystąpić empatia rzeczywista – zakładnik musi zrozumieć i zaakceptować motyw działania sprawcy, choćby ten zachowywał się wobec niego okrutnie.

Tak było m.in. w przypadku porwania Patty Hearst przez RAF?

- Tak. To była bogata dziewczyna, wychowana w domu milionera, zupełnie oderwana od rzeczywistości, z jaką przyszło się jej zmagać. Nagle poznała inny świat i zapragnęła się swoim dobrem podzielić. Czyli nie tylko zrozumiała motywy sprawców, ale zaczęła je podzielać.

- Podobnie było w Sztokholmie. Tam napadu nabankdokonał kryminalista, który potrzebował pieniędzy dla swojego chorego przyjaciela. Czy to nie szlachetny czyn? Czy nie chwyta za serce ta braterska postawa?

- W tym przypadku zadziałał jeszcze jeden ważny czynnik. W czasie oblężenia banku zarówno zakładniczki, jak i porywacze siedzieli na płaskiej, twardej podłodze. Ich sytuacja była tak samo ciężka. Gdyby kobiety leżały na podłodze, a sprawcy na leżankach to między nimi nie byłoby porozumienia.

Dodatkowo sprawca był dla nich “miły” – oczywiście na swój specyficzny sposób. Dlatego w pewnym momencie one przestały dostrzegać to, że znajdują się w tej sytuacji przez niego.

Zwłaszcza, że z każdym dniem były coraz bardziej zmęczone.

- Nie tylko zmęczone twardą podłogą, ale też niewyspaniem. Wystarczy, że człowiek nie śpi dwie noce i robi się jak dziecko we mgle. Traci zdolność do rozpoznawania błędów i zagrożeń, tzw. trzeźwej oceny rzeczywistości.

Dlatego w odczuciu zakładniczek w pewnym momencie zagrożeniem przestał być sprawca, a stały się nim służby bezpieczeństwa, które próbowały wedrzeć się do banku ratując zakładników?

- Dokładnie. Wymianę ognia inicjowała policja, nie porywacze. Dlategokobietymiały wrażenie pozornego spokoju, który paradoksalnie zapewniał rzeczywisty sprawca. Według nich zagrożenie pochodziło z zewnątrz.

- Sytuacja jest mniej więcej taka – przystawia ktoś pani pistolet do głowy i żądapieniędzy. Za chwilę pojawia się policjant i zaczyna strzelać w waszym kierunku. Kto wtedy jest większym zagrożeniem? Reakcje zakładnika są niczym wzór matematyczny. Policjant strzela, porywacz nie, więc to funkcjonariusz jest źródłem zagrożenia.

- Podobny mechanizm zachodzi np. w takiej sytuacji: idziemy ulicą i nagle zza rogu wyskakuje potężny facet z cegłą w ręku. Już się zamachnął, żeby przeformować nam twarz, ale w ostatniej chwili się powstrzymuje i bierze portfel. Co sobie o nim w pierwszej chwili pomyślimy?

Jak dobrze, że wziął tylko torebkę.

- Właśnie. Dochodzi w takiej sytuacji do nagłego spadku napięcia – emocje były bardzo intensywne, a potem nastąpiło rozluźnienie.

- Czyli w przypadku syndromu mamy: empatię względem sprawcy, nagły spadek napięcia, przeniesienie źródła zagrożenia na policję i brak zdolności rozpoznania rzeczywistej sytuacji.

- Warto tutaj dodać, że w przypadku Dugard i Kampusch to ostatnie było kwestią wychowania. Porwane jako dzieci nie miały skali porównawczej. Świat, w którym żyły, był jedyny. My również byliśmy kształtowani jako dzieci, ale natychmiast mieliśmy wzorce porównawcze. Sadzonkę też możemy sobie zawinąć wokół palika i drzewo będzie nam rosło tak, jak chcemy.

Jaycee Lee Dugard (zdjęcie zrobione w wieku 11 lat) i Natascha Kampusch (zdjęcie z 2008 roku) /AFP
Jaycee Lee Dugard (zdjęcie zrobione w wieku 11 lat) i Natascha Kampusch (zdjęcie z 2008 roku)
/AFP

Czy to wszystkie warunki wystąpienia syndromu?

- Nie. Ważnym elementem jest jeszcze osobowość zakładnika – to musi być osoba o silnym instynkcie samozachowawczym.

- Ludzie reagują różnie na zagrożenie. Mnie np. drży szczęka i mam kłucie. Analizowałem kiedyś napad na jeden z banków w Warszawie. Kiedy padły pierwsze strzały, większość ludzi zaczęła być ciekawa, co się w ogóle dzieje. Za chwilę doszło do kolejnej strzelaniny – między sprawcą i strażnikiem. Wszystko trwało ok. 1,5 minuty. Wtedy część ludzi już zaczęła się chować, a część nadal nie. Stali skuleni, bez reakcji, przerażeni. Obie grupy miały świadomość zagrożenia, ale tylko jedna miała na tyle silny instynkt samozachowawczy, że zaczęła działać. Tacy ludzie będą poddawać się kolejnym bodźcom zewnętrznym celem ratowania życia i to właśnie oni – w przypadku bycia zakładnikiem – mogą doznać syndromu.

Czy można stworzyć profil osoby najbardziej podatnej na syndrom sztokholmski? To musi być osoba aktywna, z silną wolą życia. Co jeszcze? Czy są różnice między dziećmi a dorosłymi?

- Wydaje mi się, że nie można stworzyć pełnego profilu. Wiemy jedynie kto może być bardziej podatny.

- Najbardziej podatne są dzieci. W tym przypadku do tej kategorii zaliczamy też 19-latków. Z dorosłymi jest już trudniej, ponieważ są ukształtowani.

- Dodam, że w Polsce jest bardzo mało uprowadzeń kobiet i dzieci. Wynika to ze względów logistycznych – m.in. ten “towar” źle się przechowuje.

To znaczy?

- Na przykładdzieckopotrafi się bez objawów zewnętrznych odwodnić. Najpierw jest aktywne, potem nagle robi się słabe i za mniej więcej sześć godzin umiera. Wtedy okupu nikt już nie zapłaci.

- Co do kobiet – mężczyzna prędzej czy później się podporządkowuje, kobieta może być odporniejsza. Fizycznie łatwiej się dostosowuje, ale emocjonalnie jest zmienna. Nie wiadomo, czy trzeciego dnia porwania, kiedy będą jej dawali jedzenie np. nie zaatakuje strażnika lub nie zrobi sobie krzywdy. Mężczyzna będzie już przegrany, nie będzie działał, bo logicznie uznał, że największe szanse przeżycia ma podporządkowując się. Natomiast kobieta ni stąd ni zowąd może zaatakować.

Używa pan terminu porwanie i incydent zakładniczy. Na czym polega różnica?

- Uprowadzenie to – w dużym skrócie – pozbawienie wolności danej osoby i stawianie żądań w zamian za jej uwolnienie. Policja wie tylko kto jest ofiarą , nie wie natomiast gdzie przebywa (może być przemieszczana), ani kto ją uprowadził. Prowadzony jest bardzo złożony proces wykrywczy.

- Incydent zakładniczy z kolei to zdarzenie, gdzie sprawcy i ofiary przebywają w jednym miejscu. Podobnie stawiane są żądania w zamian za uwolnienie zakładników, ale policja wie, gdzie się znajdują, otacza to miejsce, ustala personalia ofiar i bardzo często wszystkich przestępców. Policja pełni tutaj trochę inną rolę niż w przypadku uprowadzenia – prowadzi mniej czynności wykrywczych, a najważniejsze jest rozwiązanie sytuacji kryzysowej.

Wymienia pan znacznie więcej warunków niezbędnych do zaistnienia syndromu sztokholmskiego niż literatura przedmiotu. Dlaczego?

Faktycznie w polskiej literaturze wygląda to trochę skromnie. W swoim życiu zawodowym w stołecznej policji pracowałem przy dziesiątkach uprowadzeń i spotkałem w tym czasie tylko trzech psychologów współpracujących z kryminalnymi: Agnieszkę Waluszko, Janka Gołębiowskiego i Darka Piotrowicza. Jednak ich rola była inna niż w filmach. Dlatego rzucam rękawicę tym, którzy podają się za znawców tematu, ale nigdy nie mieli bezpośredniej styczności z tym zjawiskiem.

- Bywam czasem na konferencjach naukowych, na których osoby przedstawiające się jako psycholodzy policyjni opowiadają o rzeczach, które nijak się mają do rzeczywistości. Widać wtedy, że ta osoba nigdy nie rozmawiała z kimś, kto był w izolacji dłużej niż 24 godziny. Swoją drogą – “policyjny” brzmi lepiej pod względem marketingowym.

Czy swoje obserwacje na temat syndromu sztokholmskiego podpiera pan jakimiś badaniami?

- Moja wiedza na temat syndromu to, przede wszystkim, wynik wieloletniego doświadczenia zawodowego i analizy zdarzeń przestępczych, w których uczestniczyłem. Ponadto w strukturach Komendy Stołecznej Policji byłem pomysłodawcą i koordynatorem projektu pilotażowego dla ofiar ataków terrorystycznych (“Terroryzm – zagrożenie dla ludzi, wyzwanie dla społeczeństw, kształtowanie świadomości i gotowości w warunkach wielkomiejskich”).

- W rezultacie tych badań i analiz udało nam się m.in. sformułować zasady i sposoby zachowania w warunkach zagrożenia, czyli jak przeżyć napad i wielodniową izolację. Powstał nawet film instruktażowy i poradnik, który komenda stołeczna oferuje bezpłatnie.

- Na dzień dzisiejszy projekt ten to jedyne polskie badania przeprowadzone w realnych warunkach z osobami, które faktycznie były zakładnikami. W mojej pracy spotykam się z różnymi szkoleniowcami, najczęściej komandosami różnych maści, którzy powołują się na doświadczenia zagraniczne, m.in. szkolenia FBI. Uważam jednak, że to żenada uczyć czegoś, o czym nie ma się pojęcia, zasad zaczerpniętych z innych kultur, z innej mentalności społecznej.

Tłumacząc, na czym polega syndrom sztokholmski, pisze pan: “To forma manipulacji, wykorzystująca potrzebę formowania więzi w celu maksymalnego zwiększenia szans przetrwania”. Kto nami manipuluje? Sami sobą?

- Oczywiście. Oszukujemy się. Nie mamy zdolności rozpoznania rzeczywistości, dlatego jedni powtarzają sobie, że niedługo będzie koniec, drudzy, że wszystko będzie dobrze. Więźniowie w obozach koncentracyjnych też do końca wierzyli, że stamtąd wyjdą. Przypadków samobójstw było niewiele.

Niektórzy psychologowie porównują relację sprawca-ofiara w syndromie sztokholmskim z relacją dziecko-matka. Dlaczego?

- Działa tutaj podobny mechanizm, jak w przypadku szkoły – słabszy podporządkowuje się silniejszemu, ponieważ on zwiększa jego szanse na przeżycie. Małpy w stadzie tak robią. Ludzie w stadzie też. Choć to porównanie dla mnie jest szczególnie rażące.

 

/źródło:fakty.interia.pl/

/przygotowała: nika_blue/

One thought on “… syndrom sztokholmski … kiedy ofiara kocha oprawcę …

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s