… ciekawostki …

Jak Rzymianie radzili sobie z chorobami i czy w ogóle zdawali sobie z sprawę – Jak Rzymianie radzili sobie z chorobami i czy w ogóle zdawali sobie z sprawę z ich etiologii? Odpowiedzią na to jest “Rzecz o rolnictwie” Terencjusza Warrona. Może to nas zaskakiwać, ale sto lat przed naszą erą zdawano sobie sprawę z obecności mikroorganizmów i ich chorobotwórczego wpływu na człowieka! Terentius pisze: „Szczególna uwaga należy się wyborze miejsca zamieszkania, aby usadowić je u podnóża lesistego wzgórza, przy szerokich pastwiskach i wystawić je na najzdrowsze wiatry w tej okolicy. (…) Jeśli musisz budować nad rzeką, uważaj, by nie wystawiać budynku na wprost od rzeki. Będzie tam bardzo zimno zimą i niezdrowo latem. Należy przedsięwziąć środki w gdy zamieszkuje się w sąsiedztwie bagien. Z powodu obu podanych przyczyn i dlatego, że lęgną się tam pewne maleńkie istoty, niewidoczne gołym okiem(!!!), które fruwają w powietrzu, przedostają się do ciała przez usta i nos i tam wywołują poważne choroby”. Nie wiemy, skąd Varro o tym wiedział, skoro sam dodaje, że istoty nie są widoczne. Pewnie jednak miał dostęp do osiągnięć nauki, która jednak zatraciła się w mrokach dziejów. Nie mamy też pojęcia, jak to się stało, że wiedza i cywilizacja upadła tak nisko, że trzeba było prawie dwóch tysięcy lat, by do podobnych wniosków doszedł po wielu trudach Ludwik Pasteur i Lister, czy jeszcze później Fleming. Na przykład Egipcjanie 4,5 tysiąca lat temu znali wpływ penicyliny, chociaż zapewne nazywali ją inaczej. W kilku źródłach znajdziemy informacje, że choroby płuc i rany leczono spleśniałym chlebem. Manuskrypty znajdowane na papirusach (Papirus Ebersa, Edwina Smitha przypisywany Imhotepow) po dziś dzień wprawiają naukowców w osłupienie, którzy zgodnie twierdzą, ża wiedza tam zawarta przekraczała wiedzę np. Hipokrtesa oraz Gallena.

… pikantne przyprawy zmniejszają ryzyko przedwczesnej śmierci …

Pikantne przyprawy zmniejszają ryzyko przedwczesnej śmierci

 

Nie chcesz mieć problemów z sercem, układem oddechowym i ograniczyć szanse na choroby nowotworowe? Nie stroń od pieprzu, chili i ostrych smaków!

Ostre przyprawy mogą ograniczyć ryzyko przedwczesej śmierci. (fot. ozz13x, flickr.com, CC BY 2.0)Wyniki badań chińskich naukowców, do których doszli po przeanalizowaniu 485 tysięcy osób w ciągu 7 lat wskazują, że ryzyko przedwczesnej śmierci jest o blisko 10% mniejsze wśród tych, którzy minimum 1-2 razy w tygodniu jedli potrawy doprawione m.in. chili.

Zwolennicy ostrych smaków, którzy jedli pikantne posiłki niemal każdego dnia (6-7 razy w tygodniu) byli aż 14% mniej narażeni na wcześniejszy zgon.

Chińczycy prowadzili swoje badania przez ponad 7 lat. W tym czasie z przyczyn naturalnych śmierć poniosło 20 tysięcy uczestników.

Zgromadzone dane pozwoliły udowodnić specjalistom, że konsumenci ostrych przypraw rzadziej zapadają na chorobę niedokrwienną serca, choroby układu oddechowego oraz różnego rodzaju nowotwory.

 

 

/                   oczymlekarze.pl             /

artykuł ukazał się w miesięczniku:

O Czym Lekarze Ci Nie Powiedzą

… 8 niesamowitych powodów dlaczego powinieneś pić sok z kapusty …

kapustkowy raj

 

Wielce wypasiony Greens & Fruits TiB

Wielce wypasiony Greens & Fruits TiB

 

Kapusta jest królową prestiżowej rodziny krzyżowych, do której zalicza się brokuły, brukselkę, czerwoną kapustę, rzodkiewki, karczochy, fenkuły, czy jarmuż i inne warzywa zielono-listne. Jest niskokaloryczna, gęsta w składniki odżywcze i oferuje wiele korzyści.

Owszem warzywa krzyżowe zawierają goitrogeny, które raczej powinny być unikane w diecie osób z problemami z tarczycą. Dobrą informacją jest fakt, że substancje te tracą w większości swoje właściwości wolotwórcze podczas gotowania. Chrzan też ma goitrogeny, uczulam Możnych w związku z rosyjską kuracją odchudzającą Nie należy zapominać, że dużo goitrogenów jest również w soi, tofu, a trochę mniej w orzeszkach ziemnych, piniowych, batatach, szpinaku, gruszkach, prosie, truskawkach, i w pędach bambusa.

Ale nie o tym jest dzisiejszy wpis. Jednak uczulam, jeśli chcesz móc korzystać z soku z surowej kapusty zabezpiecz sobie zawczasu jod i załatw sprawy ze swoją tarczycą.

 

105_2_1_5

 

8 poważnych korzyści zdrowotnych ze świeżego soku z kapusty

1.  Nowotwór

Sok z kapusty jest skuteczny w zapobieganiu i leczeniu wielu nowotworów. Sulforafan znajdujący się w kapuście, jest skuteczny w zapobieganiu kancerogenów w komórkach. Izocyjanian jest pomocny w zapobieganiu raka płuc, żołądka, piersi, jelita grubego i raka prostaty. Pomaga także chorym w szybkim powrocie do zdrowia, przyspieszając procesy gojenia ciała.

2.  System odpornościowy

Sok z kapusty wzmacnia system odpornościowy, wspiera i reguluje komórki T (przypominam, że są to komórki należące do limfocytów odpowiedzialne za komórkową odpowiedź odpornościową), a także dzięki histydynie pomaga w leczeniu alergii.Glukozynolany znajdujące się w soku z kapusty również stymulują układ odpornościowy.

3.  Wzmacnianie funkcji mózgu

Kapusta jest pełna witaminy K i antocyjanów, co przyczynia się do poprawy funkcji umysłowych i koncentracji. Ponieważ owe składniki odżywcze zapobiegają uszkodzeniu nerwów, poprawiają ochronę przed otępieniem i chorobą Alzheimera. Czerwona kapusta jest najlepsza, chociaż z drugiej strony zawiera podobno najwięcej goitrogenów wśród krzyżowych.

4.  Choroba serca

Selen znajdujący się w soku z kapusty pomaga chronić organizm przed chorobami serca, i jak wiemy, nie tylko. Ponadto, wysoki poziom niezbędnych kwasów tłuszczowych Omega 3 również zapobiega chorobom układu krążenia, udarom mózgu i wysokiemu ciśnieniu krwi.

5.  Artretyzm

Jak wiemy sok z kapusty jest naturalnie bogaty w selen, co przyczynia się do zwalczania objawów zapalenia stawów. Właściwości przeciwzapalne soku z kapusty są również korzystne przy zwalczaniu szeregu innych zwyrodnieniowych zaburzeń zapalnych.

6.  Korzyści przeciwko starzeniu się

Picie soku z kapusty jest jak picie z fontanny młodości. Ten anty-aging sok pomaga zapobiec suchości skóry i drobnym zmarszczkom. Ciekawe dlaczego omija grubsze zmarchy?

7.  Niedokrwistość

Wysoki poziom kwasu foliowego w soku z kapusty pomagają organizmowi budować nowe komórki krwi. Dlatego picie surowego soku z kapusty jest zdrowym i naturalnym sposobem leczeniu niedokrwistości.

8.  Stan zapalny

Sok z kapusty jest znany ze swoich właściwości przeciwzapalnych. Jest świetny dla stawów i innych zwyrodnieniowych chorób zapalnych. Aminokwasy występujące w soku z kapusty są również idealne przy zmniejszeniu stanu zapalnego skóry.

 

cabbage

 

Jak zrobić sok z kapusty?

Kup ekologiczną kapustę. Jej cena jest prawie porównywalna z tą z targu. Kapusta powinna być nie za duża, bowiem będzie miała intensywniejszy smak i więcej wartości odżywczych. Musisz ją dokładnie umyć, z wiadomych powodów. Następnie pokroić na kilka części i włożyć do sokowirówki.

Oczywiście jeśli dysponujesz dwuślimakową wytłaczarką do soku, albo zgoła prasą będzie supcio. Jednak nie jest to warunek konieczny, żebyś cieszył się z niesamowitych właściwości świeżego soku z kapusty.

Niech tylko nie przyjdzie Ci do głowy go zamrażać. Sok ma być świeży i wyciśnięty z surowej kapusty, a następnie jak najszybciej wypity.

Źródła: shatteringthematrix.com / buildhealthybody.com / healthyfocus.org

 

cabbage-baby-450

 

http://www.pepsieliot.com/8-niesamowitych-powodow-dlaczego-powinienes-pic-sok-z-kapusty/

 

/                 Pepsi Eliot                                                                  pepsieliot.com             /

… zdrowie nasze …

FB / Wiemy co jemy

 

Zachorowalność na choroby autoimmunologiczne (czyli takie, w których układ immunologiczny atakuje własne tkanki, np. reumatologiczne zapalenie stawów, celiakia, cukrzyca typu 1, stwardnienie rozsiane, łuszczyca, choroba Hashimoto, itd.) rośnie na całym świecie, szczególnie jednak w krajach uprzemysłowionych. Dlatego coraz więcej mówi się o wpływie nie tylko genów, ale też czynników środowiskowych, które mogą mieć na to wpływ.

Naukowcy z Izraela i Niemiec opublikowali przegląd badań, w którym sugerują, że zwiększone w ostatnich dekadach spożycie produktów wysokoprzetworzonych, zawierających dodatki takie jak glukoza, sól, gluten, transglutaminaza organiczna, emulsyfikatory, a także organiczne rozpuszczalniki czy nanocząsteczki, które są coraz częściej używane w przetwórstwie żywności, może być jedną z przyczyn zwiększonej zachorowalności na choroby autoimmunologiczne.
W wielu rodzajach badań wykazano, że substancje te zaburzają szczelność nabłonka jelitowego (prowadząc do tzw. zespołu jelita nieszczelnego, o którym przypomnimy wkrótce). Z kolei zaburzenie tej szczelności u osób z predyspozycją genetyczną może prowadzić do chorób autoimmunologicznych oraz innych schorzeń.

W jaki sposób? Wnętrze naszego jelita wysłane jest pojedynczą warstwą komórek, które u osób zdrowych stanowią szczelną barierę i chronią przed niepożądanym przedostaniem się niestrawionych cząsteczek jedzenia czy mikroorganizmów do wnętrza naszego organizmu. Zaburzenie tej bariery skutkuje przedostawaniem się niepożądanych cząsteczek poprzez komórki nabłonka jelitowego do krwiobiegu, co wywołuje stan zapalny i/lub produkcję różnorodnych przeciwciał, które mogą zaatakować nasze tkanki.

Ww. substancje zaburzają funkcjonowanie tzw. połączeń zamykających (ang. ‚tight junctions’), białek łączących komórki nabłonka jelitowego. Mogą również łączyć się z białkami w naszym organizmie, przez co tworzyć nowe ‚cząsteczki- Frankensteiny’, które stymulują układ immunologiczny do ataku.

Autorzy przeglądu wyraźnie podkreślają, że podana zależność powinna być na razie traktowana jako hipoteza. Nie tylko z racji na brak badań w tym zakresie, które mogłyby sugerować związek przyczynowo – skutkowy, ale również dlatego, że badania nad dodatkami do żywności często wykonywane są in vitro, czyli w warunkach laboratoryjnych (rzadziej in vivo, na żywym organizmie) na pojedynczej substancji i przez to nie odzwierciedlają skomplikowanych mechanizmów, jakie zachodzą w ludzkim organizmie w kontekście spożywania autentycznej żywności, w obecności mikroflory jelitowej.

Źródła:
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/25676324
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/24244877
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/22782113
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21890812

/                 FB / Wiemy co jemy            /

Czy wiesz, co jesz? Uważaj na E-dodatki!

oczymlekarze.pl

… mózg w glutenowym amoku …

Mózg w glutenowym amoku

 

Dlaczego zboża mogą szkodzić naszemu organizmowi? Dr David Perlmutter ostrzega, że nowoczesny sposób uprawy sprawia, że zawartość glutenu w popularnych odmianach jest prawie 40 razy większa niż kiedyś  i doprowadza do poważnych zmian w mózgu.

Od zarania dziejów zboża były istotną częścią diety człowieka. Okazuje się jednak, że współczesne ziarna wcale nie przypominają tych, z którymi mieli do czynienia nasi przodkowie.

 

Dr David Perlmutter twierdzi, że nadmiar glutenu w pożywieniu może powodować zmiany w mózgu.Zawartość glutenu w uprawianej obecnie pszenicy jest prawie czterdziestokrotnie większa niż kilkadziesiąt lat temu!

Powoduje to, że po spożyciu żywności zawierającej gluten wzrasta poziom glukozy we krwi bardziej niż po białym cukrze. Nie pozostaje to bez wpływu na nasz układ nerwowy, a w szczególności mózg , w którym może dochodzić do poważnych uszkodzeń.

Ceniony amerykański neurolog – dr David Perlmutter – w najnowszej książce dowodzi, że połączenie glutenu z nadmiarem węglowodanów i zanieczyszczeń powietrza  może powodować demencję, ADHD, napady lęku, migreny, depresję oraz wiele innych chorób. Przedstawiony w niej czterotygodniowy plan naprawczy pozwala zadbać o zdrowie mózgu i zachować bystry umysł  – niezależnie od wieku. Lektura natychmiast stała się światowym bestsellerem i numerem jeden na liście New York Timesa.

I znów się potwierdza, że nie samym chlebem  człowiek żyje…

 

Czy nadmiar glutenu w uprawianej obecnie pszenicy, która wchodzi w skład wielu produktów spożywczych, może powodować zmiany w mózgu?

 

 

/              Monika Piorun                            oczymlekarze.pl          /

artykuł ukazał się w miesięczniku:

O Czym Lekarze Ci Nie Powiedzą

… poranki :-)))

Na pracę w biurze nie ma mocnych. Trzeba wyglądać jak [url=http://shutr.bz/18qvGoo]pani ze Stocka[/url]

 

zakret

 

 

To było tak: przypadkowe odkrycie, że mąż od kilku lat zdradza z tą samą kobietą. Potworny trójkąt emocjonalny. Depresja, próba samobójcza, walka z własnym organizmem. – Zrobili sobie wycieraczkę, mój mąż wycierał o mnie buty. A ja weszłam w to jak w masło – mówi nam Hanna. I jeszcze: – Czasem miałam wrażenie, że pali mnie całe ciało. Niesamowity, fizyczny ból. Samozapłon.

Dziś poruszająca rozmowa z kobietą, na którą rozstanie spadło niespodziewanie, która starała się ratować swoje małżeństwo i której depresja – niewiele brakowało – skończyłaby się tragicznie.

Łukasz Głombicki: Dlaczego rozpadają się związki?

Hanna*: – Wydaje mi się, że przez nudę. Czas, rutyna, wszystko się powtarza i wygląda identycznie. Aż do rozstania… W moim przypadku nie było tak, jak mówił pan Bennewicz. Nie było spokojnie, dojrzale i z uściśnięciem dłoni. To rozstanie było najbardziej traumatycznym momentem w moim życiu.

Co się wydarzyło?

– Po 25 latach małżeństwa okazało się, że mój mąż się zakochał. W dodatku nie miał na tyle odwagi, żeby po prostu odejść. Tkwiłam w tym miesiącami…

 

Była inna kobieta?

– Tak. Kilka lat wcześniej, przed rozstaniem, dowiedziałam się o kochance, ale mówił mi, że to już koniec. Że ją rzucił. Uwierzyłam i wybaczyłam mu.

Jak dowiedziałaś się, że nadal się z nią spotyka?

– Przypadkiem. Zaprosił gości na grilla w końcówce listopada, dzień przed moimi urodzinami. Idiotyczny pomysł, jak dla mnie, szczególnie, że następnego dnia robiliśmy imprezę dla większej liczby znajomych.

Siedzieliśmy w ten mróz przy kominku w ogródku. Znajomi poszli, on się upił. Za dużo wypił wtedy. Sprzątaliśmy po gościach, miał mi przynosić naczynia do kuchni. Raz przyniósł, drugi raz przyniósł, a za trzecim już nie przyniósł. Ubrałam się, idę po resztę. A on stoi plecami do domu i rozmawia przez telefon. Nie usłyszał mnie i nie wiedział, że idę. A ja słyszałam całą rozmowę. Nie pamiętam kompletnie, o czym była… W pewnym momencie skończył, odwrócił się i mnie zobaczył.

Zadałam mu tylko jedno pytanie: czy to ta sama. Powiedział, że tak. Stałam jak wryta, nie byłam w stanie się ruszyć, jakbym zapuściła korzenie. Dodał jeszcze: „Boże, jak to dobrze, że nareszcie wiesz”. Męczyło go to oszukiwanie. A mnie od razu pootwierały się wszystkie klapki w głowie. Wszystko mi się wyjaśniło. To dlatego się wtedy spóźnił, dlatego go tam nie było…

To było po 25 latach małżeństwa?

– Tak. Dowiedziałam się po 25 latach małżeństwa. Ale najgorsze, kiedy to się stało: ten moment, kiedy zaczął mnie zdradzać. 19 lat po ślubie cywilnym wzięliśmy ślub kościelny. Nie zrobiliśmy tego z przymusu. Chcieliśmy tego. A on poznał ją kilka miesięcy po tym naszym ślubie. I potem pięć lat mnie oszukiwał.

W dodatku… Przed ślubem miałam poczucie winy. Nikt nie jest święty. Miałam ogromną potrzebę powiedzenia mu, co zrobiłam, że go zdradziłam. On opowiedział mi z kolei o swoich przygodach. Mieliśmy godzinę szczerości. Wybaczyliśmy sobie… Wiem, że to była głupota, każdy mi mówi, że nic gorszego nie mogłam zrobić, niż powiedzieć facetowi o zdradzie. Ale to było silniejsze ode mnie. Musiałam to zrobić przed ślubem kościelnym, bez względu na konsekwencje. I jego kochanka to były te konsekwencje.

 

 

Powiedziałaś, że go męczyło to oszukiwanie. Rozumiałaś go, usprawiedliwiałaś? Dowiedziałaś się, że cię zdradza i co czułaś?

– Nic. Pustkę. Świat mi się zawalił zupełnie. Po tym pierwszym wyznaniu wierzyłam, że to naprawimy. Dałam mu szansę. Nie rozstaliśmy się wtedy, a ja myślałam, że nadal wszystko jest w porządku. Przewrotność tej sytuacji polegała na tym, że mój mąż nauczył się wtedy kłamać… Za drugim razem wiedziałam, że to koniec. Jakby życie przestało istnieć.

Myślałaś o tym, co będzie jutro, za miesiąc?

– Najgorsze było to, że on nie potrafił podjąć decyzji. To mnie dosłownie zabijało. Jak to się wtedy wydało, wziął kluczyki i chciał gdzieś jechać, bo „on odchodzi”. Wyrwałam mu te kluczyki, bo jeszcze by kogoś zabił po pijaku. Poszedł piechotą, nie wiem, gdzie. Minęła noc, ja byłam w czarnej rozpaczy. Następnego dnia przyszli sąsiedzi, próbowali mnie uspokoić. Były też moje dzieci. Odwołali imprezę Mąż się nie odzywał.

Wieczorem zadzwonił, zapytał, czy może wrócić. Jak to usłyszałam, to mi się serce uradowało, myślałam, że to przemyślał. Bardzo czekałam, aż przyjedzie. Wszedł, usiadł obok, zaczął mnie głaskać po plecach, przytulać. Chciałam, żebyśmy porozmawiali. Poszliśmy na górę, stanęliśmy z dziećmi w kuchni, a on milczał. „Masz mi coś do powiedzenia?”. A on nic. A potem, jak gdyby nigdy nic, położył się ze mną spać.

I to trwało dwa miesiące. Oficjalnie wiedziałam, że ma kochankę, ona wiedziała o mnie. On sobie wychodził rano do pracy, po pracy jechał do niej, a na noc wracał do domu.

Co się z tobą działo?

– Codziennie na niego czekałam. Codziennie mu prałam, gotowałam, prasowałam. Nie wiedziałam, o co chodzi. W którą stronę on chce się zdeklarować. Wybrał najwygodniejszą dla siebie formę – był i z nią i ze mną. Najgorsze było, jak kładliśmy się do łóżka. Bo co dalej? On sobie wymyślił, że jeżeli położy się do mnie tyłem, to robił to z nią i nie może ze mną, a jak się położy przodem, to znaczy, że może ze mną. I ja się na to zgodziłam

Dlaczego?!

– Bo jak nigdy potrzebowałam wtedy jego bliskości. Wydawało mi się, że może się zmieni, zobaczy, że ze mną jest lepiej niż z nią. Brnęłam w trójkąt. Weszłam w niego jak w masło.

Potworne. Co musiało się stać, żebyś stwierdziła: „dość!”? Gdzie była granica?

– To był zły układ, potworne nerwy, awantury. Zeszliśmy kiedyś do baru w piwnicy na rozmowę. Ja wybuchłam. To wszystko, co we mnie siedziało, nagle wybuchło. Zdemolowałam cały bar. Mąż stał tam w rozkroku z zasłoniętą głową, a ja rzucałam w niego wszystkim, co mi wpadło w ręce. A on się nie bronił.

Wigilia wyglądała strasznie, nawet do siebie nie podeszliśmy. W pierwszy dzień świąt były zaręczyny mojej córki. Nazajutrz dzieciaki gdzieś pojechały, a on wstał i powiedział, że wychodzi, „bo idzie na święta”. Odpowiedziałam mu, że przecież są święta, więc chyba będzie ze mną.

Ale zostawił mnie samą. Poszłam do sąsiadów. Upiłam się. Wróciłam do domu. Jeszcze chciałam się napić. Straciłam świadomość. Łyknęłam wszystkie środki uspokajające, jakie miałam w domu. Ocknęłam się w szpitalu. Uratowało mnie to, że w tej nieświadomości zadzwoniłam do jego matki. Nie wiem, co jej mówiłam. Teściowa zadzwoniła do sąsiadów, oni po karetkę. Dzięki temu żyję.

Chciałaś się zabić?

– Nie. Nigdy o tym nie myślałam. Ale to zrobiłam. Potem te przepychanki i awantury w domu trwały. Mąż pytał, czy może sobie jeszcze pomieszkać, zanim coś znajdzie, ja się zgadzałam. Były momenty, kiedy potrafiłam klęczeć koło jego nóg i błagać go…

Żeby?

– Żeby został. Ciężko mi o tym mówić.

Nie wyobrażałaś sobie życia bez niego?

– Zupełnie. Zrobiłam z siebie wycieraczkę do podłogi. Wycierał sobie o mnie buty. Potrafił wyjechać na weekend i prosić mnie, żebym mu zrobiła bigos. Ja mu robiłam ten bigos, a on z nią wyjeżdżał i sobie wpieprzali ten bigos. Z nią sobie wyjeżdżał A mi przysyłał kwiaty. Zamawiał w kwiaciarni wielki bukiet kwiatów i jak wyjeżdżał, to dostawałam je do domu. I płakałam.

Kiedy się w końcu wyprowadził?

– Szukaliśmy lokalu na wesele córki. Spotkaliśmy się wieczorem przy jakiejś restauracji, mówię do niego, że wracamy do domu. Patrzył na mnie takim dziwnym wzrokiem, jakby nie widział, jakby przeze mnie przenikał. Z dziwną miną mówił, że nie, nie, nie, on nie wraca do domu, bo musi jechać do pracy. Jak jakiś wariat! Oczywiście umówił się z nią. Wsiadłam w samochód i nie wiem, jak dojechałam do domu te 30 km. Wpadłam, rozebrałam się do bielizny, wzięłam worki na śmieci i zaczęłam go pakować.

Pękło coś w tobie?

– Pękło. Powiedziałam sobie basta! Pora zacząć zadbać o siebie i swoje życie. Z tego już nic nie będzie i ja muszę podjąć decyzję, bo na jego decyzję mogę się nie doczekać przez rok, dwa… To za długo trwało. Robili ze mnie wariatkę. Ona potrafiła na telefon domowy i jego komórkę wydzwaniać po 60 razy wieczorem. Raz byliśmy u sąsiadów na imieninach, on nie wziął telefonu. To do mnie zaczęła dzwonić, żebym jej dała mojego męża do telefonu. Mojego męża! Powiedziałam jej „spadaj”, ale nie dawała za wygraną. W końcu wzięłam ten telefon, rzuciłam w męża, powiedziałam mu „spierdalaj!” i poszłam do domu. Wsiadłam w samochód i pojechałam, gdzie mnie oczy poniosły, trasą katowicką. Wróciłam po dwóch godzinach.

Gdybym dłużej w tym trwała, naprawdę zrobiłabym sobie krzywdę. Nie mogłam tego wytrzymać. Świadomie robili ze mnie idiotkę. Nie można nieświadomie krzywdzić drugiego człowieka w taki sposób.

Ale udało Ci się z tego wyrwać…

– Tak. Wszystkie jego ubrania spakowałam do tych worków. Zadzwoniłam do niego, żeby przyjechał do domu i zabrał swoje łachy. Przyjechał dość szybko, jak zobaczył te worki w przedpokoju, to oniemiał. Mówi do mnie: to tak radykalnie? Odpowiedziałam, żeby spierdalał. Że mam dość. Kazałam mu oddać drugie klucze od domu, pakował się z dwie godziny, ja siedziałam przed telewizorem i trzęsłam się tak, że nie byłam w stanie wziąć pilota do ręki. Jak już się spakował, uklęknął przede mną i powiedział, żebym się nie przejmowała, bo on zawsze będzie o mnie dbał.

 

Our #fluffy friends take to the #snow in this adorable #winter photo album.:

 

Dlaczego tak powiedział, jak myślisz?

– Wtedy pewnie myślał, że tak właśnie będzie robił. Że będzie dawał mi jakieś pieniądze na dom. Pojechał. Doprowadziłam się do ładu, położyłam do łóżka, ale chyba nie spałam. Następnego dnia wstałam, ładnie się ubrałam, pojechałam do pracy i mówię: dziewczyny, wywaliłam swojego męża z domu! Czułam ulgę. Dostałam owacje na stojąco.

Ale, jak to powiedziałam, wpadłam w dół, z którego bardzo długo nie mogłam wyjść. To jedno zdanie było jedynym momentem euforii. Nagle wszystko do mnie dotarło.

Co się z tobą potem działo?

– W ciągu dwóch tygodni schudłam 10 kilogramów, aż mnie lekarz chciał do sanatorium wysłać. Nie widać mnie było zza łopaty.

Jadłaś coś?

– Nic. Okazuje się, że można przeżyć, nie jedząc. Miałam taki ścisk w gardle, że mogłam tylko pić płyny. Wprowadzili się do mnie rodzice i próbowali mnie karmić. Nie wychodziło im za dobrze. Znajoma mi poleciła, żebym sobie owsiankę na mleku gotowała. Bo to jest rzadkie, nie trzeba gryźć. Swoją drogą, mój syn do tej pory, jak widzi, że gotuję sobie owsiankę, to pyta, czy coś się stało.

Wieczorami wypijałam pół litra wódki. Nie popijając niczym. I byłam trzeźwa. Nawet zadzwoniłam do znajomego alkoholika po „poradę”. Przecież tyle się mówi, że można zalać problemy, smutki, napiję się, to mi przejdzie. A ja piję i mi nie przechodzi. Powiedział, że jestem w takim stanie, w takiej depresji, że alkohol na mnie nie działa. Jak woda. Następnego dnia wstawałam i szłam do pracy. Ani kaca, ani suchości w ustach.

Spałaś?

– W ogóle. Byłam u lekarza, który mi przepisał jakieś psychotropy, leki uspokajające i nasenne. Uzależniłam się błyskawicznie. Po nich faktycznie można było na chwilę zasnąć, choć ciężko to nazwać snem. Nienawidziłam tego stanu, wybudzałam się z niego w dziwny sposób. Wydawało mi się, że moje łóżko to jest jakaś czeluść, w której się zapadam i nie mogę z niej wyjść. Budziłam się zlana potem i przerażona.

Postanowiłam odstawić lekarstwa, bo stwierdziłam, że bardziej mi szkodzą, niż depresja. Wymyśliłam, jak to zrobić. Człowiek w depresji nic nie może zrobić. Chcesz się napić herbaty, ale nie wstaniesz, żeby ją sobie zrobić. Więc postanowiłam nie mieć tych lekarstw i wody przy łóżku, tylko trochę dalej. Żeby je wziąć, musiałam wstać. To było wręcz niewykonalne. Możesz sobie wyobrazić? Ale się zmuszałam. Po iluś dniach zamykałam te proszki na klucz, w szafce na parterze. Żeby je wziąć, musiałam wstać, założyć szlafrok, wyłączyć alarm, zejść na dół, znaleźć klucz i otworzyć szafkę, wziąć lekarstwa i tą samą drogą wrócić na górę. I w końcu odstawiłam te leki.

Szukałaś pomocy?

– Byłam u psychiatry, psychologa, ale to kompletnie nic nie dało. W takiej sytuacji człowiek musi sam wziąć się w garść. Znikąd pomocy, mimo że cały czas miałam przy sobie rodzinę. Syn mieszkał ze mną, wprowadzili się rodzice, a na weekendy przyjeżdżała córka.

Każdy dzień wyglądał tak samo – zalewałam się i ryczałam godzinami. Leki robiły mi taką dziurę w mózgu, że nie byłam w stanie myśleć. Byłam jak roślina. Miewałam momenty – coś strasznego – że miałam wrażenie, że pali mnie całe ciało. Jakby mnie ktoś żelazkiem prasował od spodu. Niesamowity, fizyczny ból. Samozapłon.

Zadzwoniłam do męża, żeby mi pomógł, bo tak się źle czuję. Stwierdził, że histeryzuję i żebym sobie zadzwoniła do lekarza. To zadzwoniłam do znajomego lekarza, a on mi powiedział, że to objaw bardzo ciężkiej depresji. Zapytał, czy wzięłam psychotrop. Wzięłam. Powiedział mi: „to weź drugi, bo na to nie ma lekarstwa”. Marzy ci się śnieg, żeby w niego wejść, bo inaczej się zapalisz.

Jak udało Ci się z tego wyjść?

– Widać Bóg miał inne plany wobec mnie. Któregoś dnia wracałam wieczorem samochodem od znajomych. Wracałam do domu, którego wtedy nienawidziłam. Nie chciałam w nim być. I myślałam sobie, jadąc, żeby mnie ktoś zaprosił na kawę, żeby nie musieć tam wracać.

Obok mojego auta jechało drugie. Nie zwracałam na nie uwagi. Tamten kierowca wyprzedził mnie, włączył kierunkowskaz i tak jechał, a ja, jak ta ostatnia sierota nic nie kumałam. W końcu facet daje po heblach, zatrzymuje się i podchodzi do mojego samochodu. Otwieram okno, a on pyta, czy bym z nim na kawę nie poszła!

Zawróciliśmy i pojechaliśmy na kawę. Tak się zaczęła nasza znajomość. To był bardzo młody chłopak. Po przejściach, jak i ja. Spotykał się ze mną, wyciszał mnie, nie wstydził się mnie, mimo że się cała trzęsłam. Chodziliśmy do klubów, poznałam jego znajomych.

Był bardzo przystojnym młodym człowiekiem (śmiech). Zadzwonił do mnie raz, że jest w okolicy, czy mogę podjechać. Podjechałam, wsiadł do samochodu, spojrzałam na niego. I w tym momencie poczułam, że jestem kobietą. Takie mnie podniecenie napadło, że sobie pomyślałam: chyba wracam do żywych. Mój organizm domagał się fizycznej bliskości z facetem.

Umówiliśmy się, spotkaliśmy, zaczął się do mnie dobierać, a ja na to: chwila! A masz prezerwatywy?! On mówi „Jezu, przestań, jakie prezerwatywy, przecież się zabezpieczasz”. Ja tak, ale on? No i nici z seksu. Ale jak się spotkaliśmy następnym razem, to miał ze sobą siateczkę, a w środku chyba wszystkie prezerwatywy z możliwych, do wyboru, do koloru (śmiech). Wtedy sobie pomyślałam, że skoro młody, fajny facet się ze mną umawia, to może nie jestem taka ostatnia.

 

 

A wcześniej jak było?

– Myślałam o sobie na zasadzie murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść. Dzieci urodziłam, byłam ponad 20 lat po ślubie, miałam wnuka i nie byłam już do niczego potrzebna. Powinnam umrzeć. A nagle się okazało, że jestem potrzebna. Że mam dzieci, które mnie nie opuściły w tych ciężkich momentach, były przy mnie cały czas. Że jestem atrakcyjna i młoda. Przez pół roku to miałam facetów jak na pstryknięcie. Jeden był od chodzenia na kolacje, drugi od teatru, trzeci od kina, czwarty Bóg wie od czego, piąty od bzykania Każdy był od czegoś.

Oczywiście nigdy nie myślałam o tym, żeby sobie z którymś ułożyć życie. Byłam tak zraniona, to był taki ból… Ciężko to określić. I fizyczny, i psychiczny.

Ale życie bywa przewrotne…

– Miałam sąsiada, który też rozstał się z żoną i został sam z dzieckiem. Doskonale się znaliśmy. Znajomi się z nas śmiali, że tak latamy na te różne randki, zamiast się ze sobą umówić. No i raz poszliśmy do kina, potem na grilla… Zaczęliśmy się spotykać. Pomyśleliśmy, że życie jest tak krótkie, my mamy swoje lata, jest nam dobrze ze sobą – a przynajmniej tak nam się wydaje – więc powinniśmy ze sobą zamieszkać.

Zakochałaś się?

– Tak, ale to było takie inne zakochanie. Bardziej przemyślane. Jest mi bardzo dobrze, jestem szczęśliwa, ale cień poprzednich lat wciąż jest gdzieś za nami. My wracamy do tych spraw, znajomi się nas czepiają, jak możemy ze sobą rozmawiać o naszych byłych. A my sobie wszystko opowiedzieliśmy, o wszystkim wiemy. To naturalne, że o tym mówimy. To jest parędziesiąt lat życia. Nie można o tym zapomnieć.

Mój nowy partner, teraz już mąż, dwa razy się rozwodził i też nie chciał się już nigdy wiązać… Ale powiedział sobie, że jak poczuje motylki w brzuchu na czyjś widok, to będzie znak. I był. Czasami ludzie przez całe życie tego nie poczują. A on to znów poczuł – do mnie. Chociaż… bał się tak samo jak i ja.

Zrobiłabyś coś inaczej w swoim życiu?

– Nie.

Brałabyś ten ślub kościelny z byłym mężem?

– Tak.

Powiedziałabyś, że go zdradziłaś?

– Tak.

Przeżyłabyś to samo!

– Prawdopodobnie tak.

A teraz? Jesteś szczęśliwa?

– Tak.

wiadomosci.gazeta.pl

 

 

Magdalena Szpilka … Relacja kontrolowana … zapraszam:-) …

Relacje z naszymi partnerami są często prawie że kalką naszych relacji z dzieciństwa z rodzicami. Gdy nie jesteśmy świadomi wyrobionych schematów i przekonań łatwo jest je powielać, a co gorsza utkwić w nich. W tym nagraniu mówię o relacji kontrolowanej – jak rozpoznać czy dana relacja, czy to z małżonkiem, przyjaciółką, czy rodzicem jest właśnie taką relacją kontrolowaną, co się z tym wiąże, jakie są symptomy, o czym świadczą?

https://www.youtube.com/watch?v=Akikt4CrNVc&feature=share

 

snowy white countryisde:

 

MODLITWA znaleziona w katedrze w Chester, Anglia:
DAJ MI UMYSŁ WOLNY,
KTÓRY NIE SKAMLE, NIE JĘCZY I NIE NARZEKA.
POZWÓL, ABYM NIE MARTWIŁ SIĘ ZBYT WIELE
SPRAWAMI BLAHYMI I MAŁYMI.
OBDARZ MNIE PANIE POCZUCIEM HUMORU,
ŁASKĄ ROZUMIENIA ŻARTU.
SPRAW, ABYM DZIĘKI TEMU ZAZNAŁ W ŻYCIU SZCZĘŚCIA
I PRZEKAZAŁ JE NASTĘPNYM POKOLENIOM.

 

by robertpauljansen on Flickr.                        

 

Aby się zregenerować, wystarczy dać ciału to, czego potrzebuje.

Jednak aby je usłyszeć, najpierw musimy się z nim skontaktować.

Przedstawiamy Wam kilka sprawdzonych przez nas sposobów.

  1. jeśli masz 5 minut: zatrzymaj się by przez chwilę nic nie robić. Oddychaj.
  2. jeśli masz 15 minut: daj czas swoim zmysłom: posłuchaj, powąchaj, dotknij, posmakuj, popatrz – szczególnie w przyrodzie otwarte zmysły sprzyjają regeneracji
  3. jeśli masz godzinę:  znajdź w swojej okolicy: „swoje miejsce”, w którym możesz pobyć sama, pomyśleć, odpocząć, poczuć siebie, dać sobie wytchnienie i akceptację – im częściej będziesz odwiedzać to miejsce tym łatwiej będzie Ci się w nim zrelaksować
  4. jeśli masz pół dnia: wyjedź do przyrody, to nie musi być morze czy wysokie góry. Wystarczy najbliższy las, jezioro, łąka – pospaceruj, posiedź w miejscu, zobacz i poczuj co jest wokół Ciebie
  5. jeśli masz kilka dni – zorganizuj sobie regenerujący wyjazd, sama lub z osobami, które potrafią zaakceptować to jak się czujesz, gdyż dając sobie prawo do własnych uczuć warto zadbać o wspierające towarzystwo i dobre otoczenie. Śpij ile potrzebuje Twoje ciało, jedz wtedy gdy naprawdę jesteś głodna, leż, czytaj, biegaj, tańcz, maluj, patrz w niebo…To nie musi być coś wyjątkowego: ważne by znaleźć przestrzeń na bycie ze sobą i odnajdywanie na nowo tego co naprawdę lubisz.

jalla.com.pl

 

Austin Gros                        

 

Codziennie rób coś czego jeszcze nigdy w życiu nie robiłeś!
Może to być umycie zębów lewą ręką, pójście do pracy inną drogą, zawiązanie buta w innej, niż zawsze pozycji, albo poranny taniec zamiast porannej kawy! Próbuj! Trenuj! Ucz się!

A dla tych odważnych, którzy zaczynają – KILKA RAD NA DROGĘ:

1. Proces uczenia się jest nieregularny i składa się z kroków!
(jeszcze raz: nie z jednego kroku ale wielu kroków)

2. Zawsze będą się nam przydarzać lepsze i gorsze chwile!

3. Uczenie się nowych rzeczy jest trochę jak magia:
zmiana niemożliwego w możliwe!
Efektywny proces uczenia się to taki w wyniku którego nowa, z początku niekomfortowa czynność zamienia się w prostą a przede wszystkim przyjemną*

4. Ciesz się drogą! Szukaj sposobu aby samo uczenie stało się ciekawe!

5. Szukaj sposobu, aby nowe umiejętności stały się przyjemne!
Tylko te czynności, które są łatwe i przyjemne staną się nawykową częścią życia i będą Ci służyć w odpowiednim czasie.

6. Pracuj z oporem!
Działania trudne do przeprowadzenia, do których człowiek musi się zmuszać, pokonując za każdym razem wewnętrzny opór, nigdy nie staną się częścią dnia codziennego, a z wiekiem całkowicie zatracimy zdolność robienia ich.

7. I jeszcze raz:
codziennie rób coś czego jeszcze nigdy w życiu nie robiłeś!

jalla.com.pl

 

Winter:

 

Chciałabym znowu mieć moje marzenia, naprawdę chciałabym je mieć.  

Kiedyś marzyłam o tym, by zamieszkać z dala od ludzi, w małym domku na końcu wsi i pracować w zwykłym ośrodku. Marzyłam o wiejskim ogródku z truskawkami, krzaczkiem pomidora i ławeczką pod brzózką w kącie ogrodu. I niechby tam jeszcze rosła jabłoń najprawdziwsza, która wiosną będzie obsypana uroczymi kwiatuszkami, a jesienią aromatycznymi jabłkami, a ja zrywałabym te jabłka i piekła z nich szarlotkę.

I marzyłam o tym, by mieć rower i jeździć po polnych, albo leśnych drużkach i zbierać całe naręcza polnych kwiatów i traw, by potem z nich robić śmieszne bukiety. Jesienią grabiłabym liście w ogrodzie, a zimą w ogromnej kurtce odśnieżała ścieżkę do domu. W długie jesienne i zimowe wieczory mój dom wypełniłabym aromatem pieczonego chleba, albo ciasta drożdżowego i tylko troszeczkę bym marudziła z powodu zimna i wilgoci, czy też zasypanych dróg.

Zresztą gdzie i po co miałabym jeździć?

Przecież cały mój świat byłby w zasięgu moich rąk i mojego wzroku. Z dala od ludzi pędzących nie wiadomo gdzie i za czym, z dala od miejskiego gwaru i tego cywilizacyjnego, gniewnego pędu – ja miałabym swoje bezpieczne miejsce do życia, do życia spokojnego, powolnego i dobrego.

Kiedyś, to wydawało mi się na wyciągnięcie ręki, osiągalne dopiero za jakiś czas.., ale przecież takie do spełnienia. Nie śpieszyłam się z jego realizacją. Przecież to było moje marzenie.

Marzenie, a nie zadanie do wykonania na już i z bezmyślną niecierpliwością.

Mówiłam sobie: jeszcze tylko troszkę czasu, troszkę pracy i troszkę moich wyrzeczeń. Jeszcze troszkę. Niech dzieci skończą szkołę, niech stanie się to i niech stanie się tamto… Mówiłam sobie: cierpliwości kobieto, cierpliwości, nie teraz.., nie teraz.., ale przyjdzie twój czas i wówczas spełni się to, o czym tak marzysz i czego tak bardzo dla siebie pragniesz.

Tak mówiłam i tak myślałam i w to wierzyłam.

Ale los pokierował moim życiem inaczej, były sprawy ważniejsze i ludzie ważniejsi też byli, a przecież ich byt codzienny i dobro zależało wyłącznie ode mnie. Kiedyś miałam takie marzenie, ale ktoś mi je zabrał.

A może nie.., może to ja nieopacznie mu je dałam..?Bo przecież ludzie zabierają tylko to, co im sami dajemy, a że czasem oddajemy im wszystko, więc i wszystko nam zabierają.

 

*Winter run.....:

 

A może w życiowym zabieganiu odłożyłam je na półkę z rachunkami do zapłacenia…? Rachunki zapłaciłam (bo przecież zawsze je płace – te życiowe też) a o marzeniu moim zwyczajnie zapomniałam. I w natłoku codziennych zobowiązań to moje cichutkie marzenie całkiem mi się zagubiło. I dzisiaj nie wiem gdzie jest.., nie pamiętam.., ale go nie mam i zupełnie nie wiem co się z nim stało.

I nie potrafię już marzyć o moim domku na wsi i o ławeczce pod brzózką..

Mam wrażenie, że zbyt długo i zbyt często czekałam na kogoś lub na coś dla mnie ważnego, a to pomimo moich ogromnych wysiłków nigdy się nie realizowało, albo spełniało się po czasie, kiedy nie miało już dla mnie najmniejszego znaczenia. I dzisiaj jestem zmęczona. Zmęczona tym, co wciąż mnie spotyka, czego doświadczam i z czym muszę się borykać. Zmęczona tym, że znowu znalazłam się na życiowym zakręcie i znowu nie wiem dokąd i po co zmierzam.

I tylko czasem..

w taki poranek jak dziś…

wiem, że znowu chciałabym móc marzyć o spokojnym życiu w maleńkim, wiejskim domku z ogrodem i brzózką, o bukiecie zerwanych polnych kwiatów i o tym, by usiąść na trawie,  usłyszeć jej szelest i poczuć jej zapach..

alicja                                                                                    manukowe-szarosci.blog.pl

 

,:

 

Kultowe rozmowy … gościem jest Robert Osam … zapraszam:-) …

https://www.youtube.com/watch?v=yz2U3w57jBg

 

Snow Cathedral, Norway:

 

Modlitwa-posłanie Mahavatara Babadżiego:

Bądź szczęśliwy. Bądź uprzejmy. Bądź sprawcą trwałego szczęścia.
Rozpoznaj Boga i Dobro w każdym obliczu.
Nie ma świętego bez przeszłości, jak i grzesznika bez przyszłości.
Błogosław wszystkim.
Jeśli nie możesz komuś błogosławić – pozwól mu odejść z twojego życia.
Bądź oryginalny, bądź pełen inwencji.
Nie bój się, nie lękaj się, nigdy się nie bój… Nie naśladuj.
Bądź wzniosły. Bądź wzburzony.
Nie bądź uzależniony od wsparcia innych.
Myśl swoim umysłem, bądź sobą.
Wszystkie doskonałości i cnoty Boga ukryte sa wewnątrz ciebie – odszukaj je.
Mędrzec jest także wewnątrz ciebie – odszukaj go.
Pozwól Jego łasce wyzwolić cię.
Niech twoje życie będzie jak róża – nawet w ciszy przemawia ona językiem zapachu.
KOCHAJ I SŁUŻ całej Ludzkości. POMAGAJ WSZYSTKIM.

foley.com.pl

 

*:

… jakie to są dni wyjątkowe? … imieniny? urodziny? rocznice? … dla mnie tymi wyjątkowymi są: gdy dzwoni telefon i X mówi – zdałam:-) … gdy po wejściu w dołek,czuję że wreszcie z niego wychodzę:-) … gdy po głupiej sprzeczce,godzimy się:-) i mówimy sobie wiele dobrych słów:-) … gdy zupełnie obcy człowiek przechodzi obok i uśmiecha się przesympatycznie:-) … gdy siedzę w operze i ciary mi chodzą po ciele,bo muzyka cudna:-) … i takie to wyjątkowe:-) … pięknego kochani:-) … nika         serce

https://www.youtube.com/watch?v=05Qdu0jkihU

 

 

obrazki:

Shutterstock

disorganized72.tumblr.com

zscku.konin.pl

BuzzFeed

tapeciarnia.pl

tumblr.com

totallycoolpix.com

clipzine.me

whenwomentalks.com

… z głową na poduszce:-)

Anioł z saksofonem - witraż tiffany - CAHAYA - Srebrna Agrafka:

 

 

https://www.youtube.com/watch?v=hAvLKTQcSWo

 

 

obraz: srebrnaagrafka.pl