… wybieramy …

My Love De'

 

Wybieramy sobie takich partnerów,którzy przynajmniej na pierwszy rzut oka mają cechy,których bardzo potrzebujemy.Np. ktoś był porzucony przez rodzica,więc będzie szukał bezpiecznej przystani i kogoś opiekuńczego.To może jednak nie wystarczyć do szczęścia.Nierzadko za taką opiekę płacimy zbyt wysoką cenę – uzależniamy się od partnera i za wszelką cenę chcemy utrzymać iluzję bezpiecznego życia.Dlatego warto uświadomić sobie,z jakimi deficytami chodzimy po świecie i które z nich determinują nasze wybory.Używając metafory,można powiedzieć,że czasami bywamy tak głodni,że zjemy cokolwiek,zupełnie ignorując zdrowy rozsądek.

dr Mariola Kosowicz                                            w rozmowie z Dorotą Frontczak

 

obraz: google.com

… pasja …

 

ŻYJ WŁASNĄ PASJĄ. Byś może właśnie jedziesz do pracy, której nienawidzisz? Albo siedzisz w domu i winisz się za to, że poświęciłaś wszystko i zrezygnowałaś z własnych ambicji dla rodziny?
Ile jeszcze życia jesteś gotów poświęcić by żyć marzeniami innych? Ile warte są Twoje pasje? Jaką cenę warto za nie zapłacić? Najbardziej skuteczny jesteś w stanie flow. Stan flow mówi, że robisz to co powinieneś. Zatracasz się i czas się zatrzymuje. Jak wtedy gdy jedziesz pogrążony w myślach i nie pamiętasz ostatniego odcinka autostrady, jak wtedy gdy kopiesz piłkę z kolegami, gdy kochasz się namiętnie. Jak teraz gdy piszę te słowa, jak jutro gdy będę szkolił.
Oby twoje zawodowe życie przypominało chociażby odrobinę ten stan. Jeżeli tak nie jest to jesteś jedynie niewolnikiem. Niewolnikiem kredytu, zakładnikiem rodziny, więźniem własnego strachu lub lenistwa. Nie wiem i nie obchodzi mnie to. Daję Ci prawo bycia zerem i daję sobie prawo Cię prowokować. Prowokować byś w końcu ruszył/ ruszyła po własne życie.
Poznałem ludzi, którzy nie mając żadnych szans, wsparcia czy kompetencji wchodzili na szczyty własnych możliwości i takich, którzy dostając wiele od losu nie potrafili lub nie chcieli nic z tym zrobić. Nie mnie Cię oceniać i nie ma takiej potrzeby, wystarczy, że sam się codziennie oceniasz … Czyż nie?

Marcin Rogowski    coach,konsultant,trener biznesu

FB / Marcin Rogowski

… powierzchowność jest niczym …

22 Cats With The Most Beautiful And Unique Coat Patterns In The World...ok this on is a little creepy but still cute.

 

W czasie lodowatej, zimowej nocy lama buddyjski znalazł na progu swych drzwi zziębniętą, prawie nieżywą z zimna myszkę. Podniósł myszkę, ogrzał, pożywił, a potem poprosił, by została i dotrzymywała mu towarzystwa. Od tego momentu życie myszki stało się przyjemne. Mimo tego jednak, zwierzątko nie wyglądało na szczęśliwe. Lama martwił się.
– Co ci jest mały przyjacielu? – pytał.
– Jesteś bardzo dobry dla mnie i wszystko w twoim domu jest dla mnie dobre, za wyjątkiem tego kota…
Lama uśmiechnął się. Nie pomyślał o kocie, zwierzęciu zbyt rozsądnym i zbyt dobrze odżywianym, by chciało mu się polować na myszy. Potem powiedział:
– Ten piękny kocur nie chce ci zrobić nic złego, mój przyjacielu! Nigdy nie wyrządziłby ci krzywdy! Nie musisz się go obawiać, zapewniam cię.
– Wierzę ci, ale to jest silniejsze ode mnie, – popłakiwała myszka. – Tak bardzo boję się kota! Twoja moc jest wielka. Zamień mnie w kota. Nie będę się już bała tej okropnej bestii.
Lama spokojnie pokiwał głową. Nie sądził, by był to dobry pomysł. Myszka jednak błagała go i w końcu zdecydował:
– Niech się stanie tak, jak sobie życzysz, mały przyjacielu!
I nagle myszka zmieniła się w wielkiego kota. Minęła noc, narodził się dzień i piękny kot wyszedł z pokoju lamy. Jednak gdy zobaczył tylko domowego kota, pobiegł ukryć się do pokoju lamy i wśliznął się pod łóżko.
– Co się dzieje, mały przyjacielu? – spytał lama zdumiony, – Chyba nie boisz się kota?
Kot-myszka zawstydziła się bardzo. I błagała:
– Zamień mnie proszę w psa, wielkiego psa o ostrych kłach, który głośno szczeka…
– Jeśli tego chcesz, zadowolę cię. Niech się tak stanie!
Gdy dzień dobiegł końca i zapalono lampy oliwne, wielki czarny pies wyszedł z pokoju lamy. Doszedł do progu domu i spotkał kota domowego, który wychodził z kuchni. Kot prawie zemdlał na widok psa. Pies zaś zląkł się jeszcze bardziej. Skomląc rozpaczliwie pobiegł schronić się do pokoju lamy. Mędrzec spojrzał na biednego, drżącego psa i powiedział:
– Co się dzieje? Spotkałeś innego psa?
Pies-myszka zawstydził się okropnie i poprosił:
– Zmień mnie w tygrysa, proszę cię, w wielkiego tygrysa!
Lama zadowolił go i następnego dnia ogromny tygrys o dzikich oczach wyszedł z pokoju lamy. Tygrys chodził po całym domu, strasząc wszystkich, potem wyszedł do ogrodu. Tam spotkał kota, wychodzącego z kuchni. Gdy ten zobaczył tygrysa, skoczył wystraszony i wdrapał się na drzewo, i zamknąwszy oczy mówił:
– Jestem nieżywym kotem!
Tygrys zobaczywszy kota, zawył okropnie i uciekł jeszcze szybciej niż kot do domu, by schronić się w kącie pokoju lamy.
– Co za straszliwe zwierzę zobaczyłeś? – spytał lama.
– Ja… boję się… kota! – wyszeptał tygrys, trzęsąc się jak galareta.
Lama wybuchnął śmiechem.
– Teraz rozumiesz mały przyjacielu, że powierzchowność jest niczym. Na zewnątrz masz wygląd strasznego tygrysa, ale boisz się kota, gdyż twoje serce pozostało sercem myszki.
Wszelkie zmiany trzeba zawsze zaczynać od przemiany serca.

Willi Hoffsummer

 

obraz: boredomtheraphy.com 

… uśmiechnął się …

Godfrey Gao As Magnus Bane

 

Usmiechnął się wyrozumiale – więcej niż wyrozumiale. Był to jeden z tych rzadkich uśmiechów, dających pewność i otuchę na zawsze, uśmiech, który można spotkać w życiu cztery albo pięć razy. Obejmował – albo zdawał się obejmować na moment- calusieńki nieskończony świat, a potem koncentrował się na tobie z nieodpartą życzliwością. Było w nim akurat tyle zrozumienia, ile ci było potrzeba, i tyle wiary w ciebie, ile sam chciałbyś mieć; usmiech ten zapewniał cię, że wywarłeś takie wrażenie, jakie – w najkorzystniejszych okolicznościach – chciałbyś wywrzeć.

Francis Scott Fitzgerald

 

obraz: chelebelleslair.tumblt.com

… aby stać się lepszym,nie musisz czekać na lepszy świat …

✯ Misty Sunrise

 

Obraziłeś się na świat — powiedziałam ostatnio mojemu przyjacielowi M., gdy słuchałam po raz kolejny, że jest „średnio”, „byle jak”, „zarobiony jestem”. Mam wrażenie, że za każdym razem, gdy do mnie dzwoni narzeka. Na związek, zdrowie, pracę, politykę, Polskę, siebie też. Znam go prawie 20 lat i całe jego życie to sto procent narzekania, zero procent działania. Mówię mu o tym po raz kolejny, a on wzrusza ramionami:— Masz rację, mam focha na życie.

 

Sfochowanych jest wśród nas coraz więcej, bo foch jest wygodny. Obrażasz się na życie, ludzi, swój kraj i, pstryk, nic nie musisz. Dzięki temu zdejmujesz winę z siebie, przypisując ją gdzieś indziej. M. (człowiek wielu talentów prócz talentu życia) oraz inni jemu podobni to ludzie, którzy najczęściej tłumaczą swoje niezadowolenie z życia zewnętrznym powodem: „Miałem trudne dzieciństwo”, „Gdybym urodziła się w innym kraju..”, „Nigdy nie miałam wystarczających znajomości”, „Miałem pecha”. „Co mógłbym zrobić” zamienia się w „co by było gdyby”.

Gdybając lub jak kto woli „gdybiąc” coraz mocniej odczuwają frustrację, że ich życie nie jest satysfakcjonujące. Nie czują ekscytacji. Nie czują radości. I jednocześnie z roku na rok pozbawiają się coraz bardziej wpływu na świat, który ich otacza.

W którymś z wywiadów Piotr Pacewicz , psycholog, wieloletni dziennikarz Gazety Wyborczej, powiedział, że są wśród nas tacy, którzy żyją w tak zwanym PRZEDPOKOJU ŻYCIA (bardzo polubiłam to określenie). Jest to miejsce, w którym można przetrwać, ale nie żyć. To takie śmieszne pomieszczenie, w którym jest dość bezpiecznie, bo jest ciepło, wygodnie, tanio — ale jednocześnie są drzwi do pokoi, w których ludzie żyją. Pozamykane. Można tylko przyłożyć oko do dziurki od klucza i podglądać. Dla tych, którzy się boją, nie chcą, nie potrafią albo wolą marzyć — miejsce idealne.

Moja znajoma tam jest. Od kilku lat bezskutecznie się odchudza. Oprócz kilku momentów, gdy udało jej się zapanować nad dietą, wciąż wygląda tak samo. Jest sporo grubsza, jak sama siebie określa, niż parę lat temu. Gdy rozmawiamy o planach, marzeniach, celach – jej wypowiedź zawiera się w jednym zdaniu „jak schudnę”. Odkłada na później wszystkie przyjemności, rozwój, relacje, zamykając je w klamrze chudości. Ostatnio nie pojechała na zjazd absolwentów swojej szkoły, by nie mierzyć się z wyobrażoną przez nią krytyką jej wyglądu (a jest naprawdę piękna). Mówi, że pojedzie na następny. Na razie siedzi w przedpokoju i przegląda zdjęcia na FB z tego spotkania, podgryzając paluszki krabowe.

W przedpokoju siedzi też mój kolega P. Człowiek sukcesu o wyśrubowanych ambicjach i oczekiwaniach wobec kobiet. W każdym kolejnym nieudanym związku potwierdza swoje założenie, w którym kobiety są jak jego matka: niestabilne, rozhisteryzowane i manipulujące. On ofiara. Dobry, oddany i czuły, w rezultacie niesprawiedliwie potraktowany. Nie zadaje sobie pytania, dlaczego tak się dzieje, dlaczego też, o ile to prawda, wybiera niewłaściwe kobiety. On wierzy w los. Los, który przyniesie mu właściwą kobietę. Nie jest pewny, którymi drzwiami ona wejdzie, więc zdezorientowany rozgląda się dookoła i czeka.

No i mój M. Facet od dwudziestu lat niezadowolony z życia. Wybitny, czarujący, pełen talentów i pasji. Pamiętam, jak ucieszyłam się kilka lat temu, jak zaczął swoją terapię. — Zrozumie, że musi zrobić coś ze swoim życiem — pomyślałam. Mijają trzy lata, a on wciąż skupiony jest na rozumieniu. „Odkryłem to”, „Odkryłem tamto”. „Czy wiesz, że jak byłem mały to…”. Myślę, że przeanalizował swoje życie wraz z okresem prenatalnym. Ostatnio powiedział, że on już jest emocjonalnym emerytem. To najmłodszy emeryt, jakiego znam.

Czytam w charakterach wywiad z Prof. Rosenthalem, wybitnym profesorem psychiatrii. Profesor tłumaczy, że to, co przeszkadza nam najbardziej to wyobrażenie, że życie musi być doskonałe, a my wraz z nim. Z lęku przed porażką zamykamy się w swoich przedpokojach, zamiast skupić się na tym, by uczynić wszystko, co w naszej mocy, by życie, które z założenia nie może być idealne, było po prostu przyjemne.

„— Warto zamienić lęk na otwartość i ciekawość — mówi prof. Rosenthal. — Bo na końcu okazuje się, że to co przynosi nam życie nie jest ani straszne ani też doskonałe”. To, co nas trzyma w przedpokoju życia to kryjówka przed tym lękiem. Lękiem przed rozczarowaniem (zarówno światem, jak i sobą). Zamiast więc mierzyć się z nim, wybieramy iluzje. Nie ma bardziej twórczego i magicznego sposobu, w którym można wymyślić sobie wszystko, jednocześnie nie robiąc nic. W naszych kreacjach jesteśmy lepsi: M. jest szczęśliwym obywatelem świat, P. spełnionym partnerem, a H. szczupłą atrakcyjną kobietą. W przedpokoju przerabiamy bezboleśnie lepsze wersje siebie. Bezboleśnie, bo tylko w wyobrażeniu.

Ojciec Phil Bosmans, zakonnik i pisarz, napisał kiedyś „Aby stać się lepszym, nie musisz czekać na lepszy świat”. M. mawia często „Nie łudzę się, świat o mnie zapomniał”. Zgadzam się tylko w jednym aspekcie: świat o nas zapomni, gdy my zapomnimy o nim. A poza tym świat do przedpokojów nie zagląda. Niestety.

Małgorzata Ohme                                                     mamadu.pl

 

obraz: jasontheaker / flickr.com

… hellingerowskie …

8th chakra -When this energy center is clogged we find ourselves caught between Spirit and matter, feeling dissociated and disconnected from all. This chakra corresponds to the soul. Etched in its walls are the imprints of trauma that we bring with us from one lifetime to another, and these helped select the parents we are born through. These imprints predispose us to living, learning, aging, and dying in particular ways. When it is clear we forgive our pasts and transcend through to Spirit ❤

 

Szczęście mężczyzny jest rodzaju żeńskiego.

Bert Hellinger

 

obraz: mladzema.wordpress.com

… hellingerowskie …

Twin flames

 

Szczęście kobiety jest rodzaju męskiego.

Bert Hellinger

 

obraz: twinflamesigns.com