… dlaczego akurat marchewka? …

Dlaczego akurat marchewka? To tylko klucz do zrozumienia,że każda zmutowana komórka pójdzie na jakąś modyfikację diety z surowej żywności.

Na pewno Burżuazja siedząca w temacie naturalnych metod leczenia zadała sobie w którymś momencie rezolutne pytanie, dlaczego akurat marchewka?

Dlaczego właśnie to warzywo odgrywa tak dominującą rolę w wielu kuracjach przeciwnowotworowych i w terapii Gersona i u dr. Ratha i na innych stronach poważnych naturopatów?

Wielu zna historię Ann Cameron, która w 2013 wyleczyła się z IV-go etapu raka jelita grubego z nieoperacyjnymi przerzutami do płuc, tylko sokiem z marchwi. Piła dzień w dzieńsok z 5 kg marchwi, a poza tym nie przykładała się do diety, jadła mięso, a nawet lody.

Nie zdecydowała się na chemię po operacji jelita, bowiem gdzieś podsłuchała, że chemia szkodzi, a ona miała już dość szkód w organizmie. Postanowiła zaryzykować.

Dwa tygodnie po rozpoczęciu kuracji nie było żadnej poprawy.
Osiem tygodni po rozpoczęciu picia soku z marchewki, guzy przestały rosnąć, a niektóre zaczęły się zmniejszać, w tym powiększone węzły chłonne.
Cztery miesiące po rozpoczęciu picia soku z marchewki, wszystkie węzły chłonne, i guzy w płucach wróciły do normy.
Osiem miesięcy po uruchomieniu terapii marchewkowej, nie było śladu raka w dowolnym miejscu ciała.
tu

Ożeż

Dr. Rath przytacza podobną historię, że na własnym ślubie, dość dawno temu, poznał gościa, który wyleczył raka gardła pijąc 2 litry soku z marchwi dziennie, tyle, że ten pacjent przez dłuższy czas, tylko takim sokiem się żywił.

Takich zdarzeń jest bardzo wiele, chociaż nie wszyscy piszą zaraz książki o historiach swoich przypadków.

No to, co siedzi w tej marchewce, która na gałkę niewiele różni się oprócz koloru od innych warzyw korzeniowych, a wydawałoby się, że to burak, nie mówiąc o brokule, albo innym kapustnym warzywie powinny ją wyprzedzać na niwie dziwacznego, gdyż obcego alopacji leczenia?

Skoro mówimy, że w żadnym wypadku nie składamy się z chemii, więc dlaczego chemia miałaby komuś pomóc, to co takiego siedzi w marchwi, że nasze organizmy reagują na nią ozdrowieńczo?

To popularne warzywko korzeniowe składa się głównie z wody i węglowodanów, zaś tłuszczu i białka zawiera bardzo małe ilości.

Przeciętne 100 g przeciętnej marchewki zawiera:

Kalorii 41
Wody circa 88%
Białka 0,9 g
Węglowodanów 9,6 g
Cukru 4,7 g
Błonnika 2,8 g
Tłuszcz u 0,2 g, w tym
Nasyconych 0,04 g
Jednonienasyconych 0,01 g
Wielonienasyconych 0,12 g
Omega-3 0 g
Omega-6 0,12 g
Transów 0

Marchewka chrupie, jak się ją chrupie ofkorsik, bywa bardzo smaczna, jest źródłem beta-karotenu, błonnika, witaminy K, potasu i przeciwutleniaczy. Ma marchew wiele korzyści zdrowotnych, jak obniżanie cholesterolu, odchudzanie, czy poprawę zdrowia oczu.

Pomarańczowy kolor marchewki powstaje z beta- karotenu, przeciwutleniacza, który przekształcany jest w witaminę A w organizmie.

Węglowodany w marchewce obejmują skrobię i cukry, takie jak sacharoza i glukoza. Jednak surowa marchew w całości, zaliczana jest do pokarmów o niskim indeksie glikemicznym (16), który jest miarą tego, jak szybko żywność podnosi poziom cukru we krwi po posiłku. Marchew gotowana ma wyższy indeks, a pure z marchwi jeszcze wyższy, ale obie mieszczą się w 60.

Ale co z tego, przecież pijąc sok pozbawiony błonnika, z pewnością ma on, ten dżius znacznie wyższy indeks glikemiczny. A fiber w marchewce jest całkiem dobry, bowiem rozpuszczalne włókna pektyny są głównym składnikiem błonnika, stanowiącego od 3 do 4% suchej masy marchewki.

Wiadomo, że błonnik rozpuszczalny obniża poziom cukru we krwi i cholesterolu, jednak nasz leczniczy sok jest fibru raczej pozbawiony. A taki doskonały.

Jakie jeszcze rzeczy znajdziemy w marchwi?

Witaminy, czyli skoro marchew jest bogata w beta-karoten, to będziemy mieć świetne źródło witaminy A, która promuje sokoli wzrok, oraz podkręca układ odpornościowy.

Drążmy dalej

Biotyna, jedna z witamin z grupy B, dawniej znana jako witamina H, odgrywająca ważną w metabolizmie tłuszczu i białka
Witamina K1, znana również jako filochinon, ważna dla krzepnięcia krwi, ale nie w za dużych ilościach w marchwi, w przeciwieństwie do niektórych warzyw
Potas, niezbędny minerał, ważny dla kontroli ciśnienia tętniczego.
Witamina B6, z grupy witamin B zaangażowanych w przemiany pożywienia w energię.

No i dochodzimy do składników odżywczych marchewki, licznych i najbardziej znanych i cenionych, czyli karotenoidów.

Karotenoidy, to substancje o potężnym działaniu antyoksydacyjnym i w wielu badaniach zostały połączone z poprawą funkcji układu immunologicznego. Jednym zdaniem, karotenoidy przyczyniają się do zmniejszenia ilości zachorowań, w tym na bardzo nieprzyjemne choróbska, jak te układu krążenia, zwyrodnieniowe, lub niektóre częste rodzaje raka.

Beta-karoten, pomarańczowa marchew (bo są różne, białe, żółte, czerwone, purpurowe i fioletowe) ma bardzo dużo beta-karotenu, chociaż jego absorpcja jest lepsza w przypadku gotowanej marchwi. I znowu oddaliłam się na chwilę od moich poszukiwań prawdy, czyli od leczniczego działania surowego soku.
Alfa-karoten przeciwutleniacz, który częściowo przekształca się w witaminę A.
Luteina, jest to jeden z najliczniejszych przeciwutleniaczy w marchwi, głównie można go znaleźć w żółtej i pomarańczowej marchewce, jest ważny dla zdrowia oczu.
Likopen, jasnoczerwony przeciwutleniacz występujący w wielu czerwonych owocach i warzywach, w tym czerwonej i purpurowej marchwi. Zmniejsza ryzyko raka i chorób sercowo-naczyniowych.

Poliacetyleny, i to jest nius, bowiem najnowsze badania zidentyfikowały te bioaktywne związki zawarte w marchwi, jako mogące walczyć i chronić organizm przed białaczką. Tego nie wiedziano wcześniej.

Antocyjany, znaleziono w ciemniejszych kolorach marchwi i są to też silne przeciwutleniacze.

Jeszcze trochę o karotenoidach

Przede wszystkim badacze koncentrują się na wynikach z maglowania karotenoidów w marchewce, bowiem okazało się, że dieta bogata w karotenoidy może mieć i ma działanie ochronne wobec kilku rodzajów nowotworów, mianowicie, dla raka prostaty, raka jelita grubego i raka żołądka.

Okazało się też, że kobiety z wysokimi poziomami krążących w nich karotenoidów mogą być również chronione przed rakiem piersi.

Starsze badania sugerowały, że karotenoidy, mogą mieć działanie ochronne wobec raka płuc, ale nowsze badania nie wykazały efektu ochronnego.

Jakby co, to pamiętajmy, że Ann Cameron zlikwidowała guzy w płucach sokiem z marchwi, ale były to przerzuty, bo faktycznie chorowała na raka jelita grubego.

Nie dajcie się nabrać na małe marcheweczki kupując je dziecku, ponieważ prawdopodobnie są to duże marchewki, krojone, szlifowane i zaprawiane często tuż przed paczkowaniem chlorem. A cooo? Skoro można.

Mała marchewka, to nie miniaturowa marchewka, tylko po prostu młodziutka stara marchewka.

Na koniec wywodu, powiem, że można być na marchew yyy … uczulonym.

Raz, że na wszystko możemy się uczulić, jak mamy pecha, a dwa, że 25% osób, którzy reagują alergicznie na pyłki brzozy i bylicy, może się na marchew uczulić. A wszystko w wyniku reakcji krzyżowej w której białka owoców, czy warzyw, wywołują alergię tylko z tego powodu, że są podobne do białek pewnych pyłków, które uczulają.

Więc jeśli jesteś wrażliwy na pyłek brzozy i bylicy, to możesz reagować alergią na marchew.

Wróćmy do terapii antyrakowych

Dlaczego marchewka?

Dlaczego Gerson zalecał picie co godzinę przez cały dzień szklanki soku z marchwi, albo marchwi i jabłek? Dlaczego nie mogła być zastąpiona jakimś innym warzywem, typu pietruszka korzeń, albo owocem w kształcie pomarańczy?

O co w tym wszystkim chodzi?

Dlaczego nie można przesadzać z brokułami, brukselką, kapustą, skórą ogórka, cykorią, zieloną szalotką, sałatą, gorczycą, szpinakiem, zieloną rzepą i rzeżuchą? A nawet czosnek i cebula, tyle, że z innych powodów też powinny być spożywane z umiarem?

Chodzi o witaminę K1 (nie mylić z K2), która jest, ta K1 odpowiedzialna za prawidłową krzepliwość krwi, ale jej nadmiar może przyczyniać się do tworzenia skrzepów krwi.

Dlatego nie więcej niż 25% do 30% diety powinno składać się z produktów spożywczych bogatych w witaminę K1, czyli te wymienione wyżej.

Korzystanie z soków roślinnych w przypadku poważnej choroby powinno być ściśle określone, co można z czym mieszać i w jakich ilościach. Często nie wolno mieszać owoców z warzywami, ale jak widać u Gersona są wyjątki.

Wiele książek zostało napisanych na temat roli surowej żywności w leczeniu tak impertynenckich chorób jak rak.

Gdy wgłębimy się w temat, to dojdziemy do wniosku, że nawet terapia letrilem, czyli amigdaliną jest to leczenie surowym pokarmem zawierającym B17. Wiele owoców i warzyw jest pełnych składników odżywczych zabijających komórki rakowe, i / lub powstrzymujących rozprzestrzenianie się raka.

To jest klucz do zrozumienia, że prawie każdy rak pójdzie na jakąś modyfikację diety z surowej żywności!

Jednak pomimo tego, że znane są przypadki ozdrowień z samych soków, jednak oprócz soków i surowej diety, szczególnie zaawansowanego raka należy wesprzeć jeszcze jakimś protokołem jego leczenia, albo Budwigową, albo chlorkiem cezu, albo fotonami, Liposomalem C, wlewami witaminy C dożylnie, albo Gersonem, zgodnie z zaleceniami kogoś, kto w temacie siedzi.

Nie można jeść i popijać wszystkim na hurra, należy dokonać odpowiednich wyborów i połączeń.

Choć może jest prawdą, że niektóre składniki odżywcze są łatwiej dla nas dostępne przez gotowanie, ogólnie rzecz biorąc, jednak w chorobie lepiej jeść warzywa surowe niż gotowane, nie mówiąc o pieczonych, czy smażonych.

Dobre w sokach, jest to, że składniki odżywcze są łatwiej wchłaniane/ bardziej strawne z powodu odrzucenia włókien. Drugą zaletą jest to, że można spożywać więcej odpowiednich warzyw i owoców, kilerów raka.

Gorszą sprawą przy sokowaniu jest fakt, że niektóre składniki odżywcze bardzo zagęszczone w skórce, czy pestkach, jak w przypadku niesamowitych właściwości antyrakowych całych winogron purpurowych, idą w odstawkę.

W takim przypadku niezbędny jest dobry blender, czy robot kuchenny, które zrobią z całości tych owoców miękką papkę.

Istnieje wiele różnych diet opartych na surowym jedzeniu.

Pierwszą rzeczą, którą muszą ewentualni chorzy zrozumieć, że nie wszystkie warzywa i owoce mają takie same właściwości w leczeniu. Należy pamiętać, że głównym celem jest wyleczenie z choroby.

Na koniec wrzucam uwagę o marchwi, bo przecież od niej zaczęłam dzisiejszą balladę.

Podobnie jak u prawie wszystkich warzyw znajdziemy setki, jeśli nie tysiące składników odżywczych, to te zawarte w marchwi zapewne nie są jeszcze do końca zidentyfikowane, te do walki z rakiem.

Ale, jeżeli mielibyśmy wybierać sok leczący, to na podstawie 206 badańprzeprowadzonych na ludziach, właśnie marchew konsekwentnie jest jedną z najlepszych do walki z rakiem.

Pomarańczowe karotenoidy są doskonałymi zabójcami

Wybieramy marchew, kapustę, zielone szparagi, brokuły, czerwone buraki, ewentualnie kalafior i papryka, oraz przyprawę kurkumę.

Po czym robimy bardzo odpowiedni, leczący sok warzywny:
1. Sok z marchwi, pół litra na litr soku, czyli marchwi najwięcej
2. Sok z buraków ( co najmniej 2 czerwone buraki)
3. Reszta to sok z warzyw krzyżowych, w tym brokułów, kapusty, kalafiora, czy wymienionych wyżej (niszczą nowotwory i chronią wątrobę)

Lista składników odżywczych tego doskonałego soku, największych kilerów zdewiowanych komórek:

Surowa marchew
alfa-karoten , beta-karoten, witamina A, witamina E, etc

Surowe brokuły
sulforaphanes,izotiocyjaniany

Kapusta Raw
izotiocyjaniany

Zielone szparagi
saponiny

Buraki czerwone
PAC, proantocyjanidyny, lub OPC

Kurkuma (przyprawa)
kurkumina

1 litr soku z marchwi dziennie uważa się za odpowiednią ilość, a reszta odpowiednio mniejsza z innych warzyw, ale ludzie chwalą sobie nawet 2 litry soku z marchwi dziennie, którą to ilość uważa się jednak za maksymalną.

Soki owocowe też są wspaniałe, ale to temat na kolejny wpis. Napomknę tylko, że w przypadku soków owocowych nie ma ograniczeń ilościowych, jak przy marchwi, nie mówiąc o innych warzywach.

 

http://www.pepsieliot.com/dlaczego-akurat-marchewka/#more-13372

 

/ autor: Pepsi Eliot

źródło: pepsieliot.com /

/ przygotowała: nika_blue /

 

 

obraz: przepisy.magazyn-kuchnia.pl

 

Znalezione obrazy dla zapytania obrazki marchewka

obraz: m.dziennik.pl

 

… współcześni rodzice dają wszystko … oprócz CZASU …

Mojemu koledze zmarła mama. Tydzień później spotykam go na wódce z kolegami. Myślę „Zapija smutek“. Dosiadam się do stolika i mówię mu na ucho „Przykro mi“. Patrzy na mnie zdumiony i odszeptuje „A ja mam to w dupie, Goś“. W dupie? „W dupie. Niczego mi nie dała. Nigdy jej nie było. Nie czuję nic“.

 

Jego NIC to nieprawda. Wiem to. NIC to żal. Nie za matką, ale za jej brakiem. Wtedy, gdy mieliśmy 12 lat i moja mama odbierała mnie ze szkoły, a jego nie. Gdy pojechaliśmy na wakacje na kolonie, a moja mama przyjechała na weekend mnie odwiedzić. Jego nie. Gdy były przedstawienia w przedszkolu, początki i końce roku, zebrania, studniówka – a jego matki nie było.

Kolega ma prawie 40 lat. Ale takich „kolegów“ przybywa więcej. Mają lat cztery, siedem i piętnaście. Dziewczynki i chłopcy. Brak im ojców i matek. Po równo. Bo nikt nie ma dla nich CZASU.

Mój znajomy, który ułożył sobie życie w drugiej rodzinie, wyznał mi ostatnio „Odpuszczam“. Znam sytuację. Trudna, fakt. Ale żeby odpuścić? „Szczerze? Mam małe dziecko, kochającą żonę, muszę na to wszystko zarobić“. I dodał „Na takie starania brakuje mi CZASU“. Ups. Pomyślałam „Tobie brakuje teraz czasu, im zabraknie potem. Jakby czytał w moich myślach, mówi za chwilę „One same do mnie przyjdą. Jak zatęsknią“. Nie zatęsknią i nie przyjdą. Ale teraz Ci tego nie wytłumaczę. Nie masz CZASU – myślę.

Ale to nie tylko rozwodnicy. Jedna z moich koleżanek na babskim wieczorze. My kończymy po północy, bo, wiadomo, idzie niedziela, trzeba szybko ogarnąć kaca, lekcje, ktoś tam msza święta, jakiś obiad i wieczór z dziećmi. Ona nie. „Zwariowałyście? Dzwonię do Heli. Jedziemy na miasto“. Tłumaczy „Darek jest z dziećmi. Ojciec jest, czy nie? Zawsze w weekend się tak dzielimy“. Zawsze? To kiedy spędzasz weekendy z dziećmi?- zastanawiam się.

Kolega dziennikarz zwrócił mi ostatnio uwagę, że w MamaDu wciąż narzekamy. Na końcu dodał „I na te dzieci też narzekacie. Jakby Wam się nie chciało być matkami“. A więc czytam jeszcze raz i analizuję. Może coś w tym jest?

Uważam, że my współcześni rodzice mamy na bakier z CZASEM. Wymieniliśmy go na kredyt, a więc fajne mieszkanie z tarasem, na auto rodzinne z czujnikami parkowania, na własne biurko w robocie (przywilej nie bycia w open space), na duży ekran kompa, gdzie wyświetla nam się non stop Facebook (nasze alter życie). Coraz częściej mamy kochanków (tego cholernego czasu nie starcza też dla relacji), rezygnujemy z psa, chomika i rybek (to dodatkowe godziny w tygodniu, które trzeba poświęcić), mamy za to dla dzieci prywatną szkołę, 2 razy angielski, 2 razy francuski, jakiś sport i czasami warsztaty kreatywne.

Mamy WSZYSTKO, a nie mamy CZASU. Dzieci coraz częściej przesuwają nam się w hierarchii, myślimy: „Wybaczy kolejny raz“, „Przecież nie zniknie“. Otóż nie. Bardzo się mylimy. Kiedy ktoś mnie pyta o współczesnego rodzica, odpowiadam „Jest lepszy, mądrzejszy, bardziej świadomy, okazuje czułość, rozmawia, pyta, jest ciekawy, rozwija się. Ale…. nie ma CZASU“. Cóż więc to dziecko ma z jego mądrości? Piętnaście minut wieczorem, gdy rodzic pochyli się nad nim i zapyta „co w szkole, przedszkolu“, ale już nie zdąży zapytać „a co POZA TYM“. A to, co poza tym bywa najważniejsze. Tam siedzi konflikt z przyjaciółką, lęk przed nauczycielem, frustracja z poczucia bycia gorszym, samotność. Uważam, że wiele dzieci dziś jest samotnych, bo rodzice nie mają dla nich CZASU.

Wiem, wiem. Stąpam po cienkim gruncie. Dotykam guzika „WINA“, a on nam wszystkim pali się na pomarańczowo lub czerwono. Mi czasami też. Ale ja wierzę w zmiany. Ba, obserwuje zmiany w rodzicach. Niestety z punktu widzenia psychologa one dokonują się wtedy, gdy stanie się COŚ. Dziecko wysyła sygnał „mam dość“ w postaci objawu. Moczy się w nocy. Bije w szkole. Przestaje jeść. Boli je non stop brzuch. Bo dzieci najczęściej nie interpretują tego, co się z nimi dzieje. Myślą, że takie jest życie, w którym rodzice są zajęci bardziej sobą niż nimi. Ale samotność wyżera je od środka. I gdy ta dziura jest już za duża, dzieje się COŚ. Lista repertuaru „COŚ“ jest długa.

Wielu z nas jest genialnymi racjonalistami winy. Mówimy: „Ważniejsza jest jakość niż ilość czasu spędzanego z dzieckiem“. Z założenia się zgadzam, ale każdy kto umie piec ciasto wie, że im mniej składników damy, tym mniejszy plecak upieczemy. Mały placek w przypadku dzieci to słaba więź.

Co jeszcze mówimy? Na przykład „Szczęśliwy rodzic, szczęśliwe dziecko“. W domyśle: szczęśliwy czyli ten, który ma czas dla siebie. Im więcej tego czasu, tym bardziej jesteśmy szczęśliwi? Hmmm. Lubię spotykać się z moimi przyjaciółmi, ale lubię też być z dziećmi. Powiem Wam szczerze, dopiero niedawno odkryłam, że NIKT nie rozśmiesza mnie bardziej niż mój syn. Myślę, że trzeba sobie gdzieś ustawić granicę swojej szczęśliwości- tak, by nie wykluczała ona weekendów z dziećmi.

Bardzo często używamy takiej racjonalizacji, że „dzieci sobie pójdą za chwilę, a ja zostanę z niczym“. To prawda, że pójdą, ale przecież nie znikną na zawsze. Mamy co najmniej 18 lat, by zbudować sobie alternatywy. Jak ono ma 4 lata, to nie musimy nerwowo rozglądać się za dodatkowymi zajęciami. Poza tym jestem przekonana, że jak teraz zapracujemy na to- gdy dziecko przestanie być naszym małym podopiecznym, stanie się naszym przyjacielem. Naprawdę znam rodziców, którzy wyskakują z dorosłym dzieckiem do kina, na zakupy, na piwo. Fakt, nie jest ich tak wielu.

Racjonalizacji znajdziecie więcej. Są w Waszych głowach. Takie małe oszustwa, które stosujemy na co dzień. Ja też to robię. Piszę o tym, bo niedawno odkryłam, że nie zostało tak wiele czasu, jak mi się wydawało 12 lat temu, gdy mój syn się urodził. Czas zasuwa jak mój chomik na kołowrotku i nie mam takiej mocy, by go zatrzymać. Ten CZAS można precyzyjnie obliczyć w Wigiliach, które na bank spędzimy razem, bo one jeszcze nie będą miały swoich rodzin. Ile ich zostało? 12? 15? Dużo. I mało.

Oskar Wilde napisał kiedyś „Dzieci zaczynają od tego, że kochają swoich rodziców. Po pewnym czasie sądzą ich. Rzadko wybaczają.“. Z ostatnim zdaniem się nie zgadzam. Uważam, że dzieci nam wiele wybaczają: błędy, słowa, słabości. Nie wybaczają jednak BRAKU. Bo nie ma czego wybaczać. Jak czegoś nie ma, to NIE MA.

Więc kiedy spotkałam tego kolegę, pomyślałam „Chcę, aby moje dzieci po mnie płakały“. Żeby piły z kolegami wódkę, ale z powodu smutku. Jestem egoistką w sprawie swojej śmierci. Bardzo chcę, aby ich życie było szczęśliwe beze mnie, ale nie chcę, by odczuwały pustkę, gdy o mnie pomyślą. By powiedziały kiedyś „Wiele zawdzięczam swojej matce. Bardzo za nią tęsknię“.

 

/ autor: Małgorzata Ohme

źródło: mamadu.pl

pobrano z: natemat.pl /

/ przygotowała: nika_blue /

 

obraz: obserwatoriumrodzinne.pl

 

obraz: tescolovesbaby.pl

… nasze codzienne … las i laska …

Trudno mi ostatnio pisać o hospicjum. Mam świadomość, jak wiele osób czyta tego bloga, nie chcę nikogo naruszać, a na tę chwilę zmienianie dekoracji, chowanie za kotarą mocno mi nie leży, zabiera też energię i czas. Siedzę więc i moszczę w sobie historie, siedzę i odraczam. Jest dobrze – tak jak jest.

Tymczasem opowieść, którą dostałam od Ewy. Ewa to cudny człowiek, przygarnęła kiedyś do swojej przedszkolnej grupy mojego syna, to dzięki niej mały odżył i świat zaczął się nam układać. Wcześniej bywało różnie, ale to inna historia. Dziecię z przedszkola pomaszerowało do szkoły, a nam relacja przetrwała i rośnie.

Otóż Ewa od jakiegoś czasu chodzi do pracy. Podkreślam: chodzi – żadnych tramwajów, rowerów i samochodów. Jako że przedszkole dość wcześnie otwiera swe podwoje, idzie Ewka ciemną nocą. Nie ma w fartuszku tysiąca gwiazd – raczej duszę na ramieniu, bo ciemno, zimno, bo wzdłuż jeziora i przy ścianie lasu. O tej porze nawet rowerzystów brak. Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie.

Będzie pan. Pan będzie szedł wprost na Ewę.
Krok zdecydowany, w dodatku towarzyszy mu jakiś dziwny dźwięk. Kto chodzi o tej porze i po co? Ewa napięta jak struna zastanawia się, czy nie skręcić do lasu. Facet zaatakuje i nikt jej tu nie pomoże. Regularne stuk-puk staje się coraz głośniejsze. Sprawa tym bardziej dziwna, że mężczyzna ubrany jest w odblaskową kamizelkę; zazwyczaj taką, jaką mają biegacze – tyle, że on nie biegnie. Ostatecznie Ewa zostaje na ścieżce, mężczyzna się zbliża.

I nagle widać laskę. Biały kijek stuka o asfalt, rysując dźwiękiem bezpieczną drogę. Jest piąta rano, a to, że ciemno, nie ma dla pana znaczenia. Zawsze jest ciemno, przed świtem po prostu mniej łyżworolek, wózków i ludzi. Mężczyzna spaceruje.
Ewa spotyka go kolejnego dnia i kolejnego. Stukot laski słychać nad jeziorem, w okolicy lasu, nowego zoo i domków jednorodzinnych. Widok pana w odblaskach i miarowe stuk-puk powoduje już tylko uśmiech.

Siedzę u Ewy na kanapie i myślę, skąd ten poranny spacer.
Może człowiek niedawno stracił wzrok i uczy się chodzić z laską.
Może się wstydzi kalectwa; ośmiela się wyjść tylko w ciemności.
Może nie chce pokazywać światu, że jest niewidomy, wybiera więc porę na spacer, kiedy to świat zamyka oczy.
Najbardziej jednak lubię tę wersję: ktoś, niemal co dnia, decyduje się na spacer przed świtem, by nie uszkodzić siebie i świata, by minimalizować ryzyko. Decyduje się, by – pomimo wszystko – po prostu iść.

Wieczorem czytam gdzieś: „Bywa, że trzeba przebyć daleką drogę, by wrócić do siebie”.
Bywa i tak – myślę – że trzeba dobrze osiąść w sobie, by pozwolić ponieść się światu. Takim, jaki jest.

 

/ autor: zorka

źródło: zorkownia.blogspot.com /

/ przygotowała: nika_blue /

 

Znalezione obrazy dla zapytania obrazki niewidomy

 

Znalezione obrazy dla zapytania obrazki niewidomy

obraz: auto.dziennik.pl

… czego lekarz nie powiedział ci na temat tarczycy …

Tarczyca to zdecydowanie temat, na jaki mogłabym pisać non stop, ale obawiam się, że wtedy ten blog musiałby zmienić nazwę  na Tłusta Tarczyca. Parę jednak kwestii odnośnie tego ważnego gruczołu warto poruszyć, zwłaszcza że wciąż w Polsce trudno mieć problemy z tarczycą.

 

Spisałam co mi przyszło do głowy odnośnie Hashimoto i innych problemów z tarczycą. Wiele tych aspektów często poruszam na konsultacjach, ale nie każdy może/che się ze mną spotkać, stąd pomysł na post. Kolejność przypadkowa :)
  • TSH nie jest produkowane tylko przez przysadkę mózgową. W szpiku kostnym i komórkach systemu odpornościowego w jelitach również produkowane jest TSH. Gdy masz infekcję lub problemy z jelitami możesz mieć wyższe TSH tylko z tego powodu (to o tym wspominałam w ostatnim poście).
  • Konwencjonalna medycyna nie ma nic do zaoferowania gdy podłoże niedoczynności jest autoimmunologiczne. Alternatywne terapie skupiają się na przyczynach nierównowagi systemu odpornościowego.
  • TSH nie jest hormonem tarczycy i nie mówi nic o tym jak hormony tarczycy są metabolizowane.
  • Problemy z tarczycą są przeważnie wtórne wobec innych problemów: systemu odpornościowego, stresu, niedoborów itd.
  • Norma laboratoryjna wyników nie jest normą optymalną, np. THS w normie funkcjonalnej powinno być w zakresie 0.5 – 2 .0 wg niektórych badań lub 1.2 – 3.0 wg innych.
  • Test czynnościowy TRH jest stosowany jako narzędzie diagnostyczne w celu oceny pracy gruczołu po remisji Hashimoto
  • Gdy jelita mają problem z toksynami, np. bakteriami produkującymi lipopolisacharydy, zwiększona zostaje  konwersja T4 w T3, co powoduje lokalny wzrost T3 i zmniejszoną produkcję hormonów tarczycy.
  • Syntetyczne hormony tarczycy nie wpływają w żaden sposób na przyczynę niedoczynności. A czasami podanie hormonów gdy organizm ich nie potrzebuje (bo THS lub przeciwciała wysokie) może doprowadzić do oporności receptora tarczycy lub utraty sprzężenia zwrotnego pomiędzy przysadką a tarczycą.
  • Wiele substancji chemicznych może zakłócać prawidłowa pracę tarczycy, np. fluor, chlor, brom, BPA, parabeny, ftalany.
  • Gluten ma budowę molekularna podobną do tarczycy, co zwiększa ryzyko atakuautoimmunologicznego u niektórych osób. 
  • 50% osób z Hashimoto nosi jeden z dwóch dominujących genów w celiakii.
  • Osoby z niedoczynnością wymagają o 49% większej dawki leku gdy mają nietolerancję na gluten.
  • 43% chorych na Hashimoto ma wewnętrzne markery wskazujące na wczesną celiakię.
  • Stabilny poziom glukozy we krwi jest krytyczny dla prawidłowej pracy tarczycy i systemu odpornościowego. Zbyt mało glukozy będzie jednak zmniejszać konwersję T4 w T3.
  • Chroniczne infekcje (wirusy, bakterie, grzyby) reaktywując się mogą prowokować system odpornościowy do ataku.
  • Anemia jest priorytetem w terapii niedoczynności tarczycy (również Hashimoto).
  • Soja i proso (kasza jaglana) mają najwięcej goitrogenów, blokujących przyswajanie jodu, co zmniejsza produkcję hormonów tarczycy i może powodować wole.
  • Ilość przeciwciał nie świadczy o zaawansowaniu choroby autoimmunologicznej. Mniej nie znaczy lepiej, więcej nie znaczy gorzej. Podobnie spadek lub ich wzrost niekoniecznie są jednoznaczną informacją.
  • Syntetyczne hormony dostępne w Polsce zawierają laktozę oraz skrobię kukurydzianą. Obie substancje wchodzą w reakcje krzyżowe z glutenem i mogą powodować symptomy u osób wrażliwych.
  • 40% osób z Hashimoto NIGDY nie będą mieć przeciwciał.
  • Często podawany w anemii siarczan żelaza blokuje aktywność T4 (łączy się z hormonem tworząc niewchłanialne komponenty) .
  • Hashimoto bardzo dobrze reaguje na terapię naturalną i często, gdy uszkodzenia tkanki nie są duże, nie ma potrzeby stosowania leków hormonalnych.
  • Niski poziom kwasu solnego jest powiązany z niskimi hormonami tarczycy. Osoby z niedoczynność tarczycy są dużo bardziej narażone na SIBO niż zdrowe osoby. SIBO jest przerostem flory bakteryjnej w jelicie cienkim, który często manifestuje się w postaci Zespołu Jelita Drażliwego.
  • Enzymy najlepiej działają gdy PH organizmu i  temperatura ciała są optymalne. Niska temperatura ciała może zakłócić enzym odpowiadający za konwersję T4, i zamiast T3 powstanie rT3, co spowolni metabolizm (mniej T3 dla komórki).
  • Każda komórka ciała ma receptor T3, który w przeciwieństwie do insuliny, od razu przyjmuje hormon T3 lub rT3. rT3 ma na celu magazynowanie energii w chwilach stresu, niedożywienia, choroby czy przetrenowania. Mechanizm konwersji T4 w rT3 chroni organizm przed nadmierną stymulacją.
  • Konwersja T4 w T3 zachodzi głownie w wątrobie (60%) i jelitach (20%). Dysfunkcje tych organów zmienią ilość wolnych i aktywnych hormonów we krwi.
  • Aktywność enzymu odpowiedzialnego za konwersję T4 w T3 jest zależna od pro-antyoksydantów i antyoksydantów.
  • W wątrobie tworzone są też białka odpowiadające za transport hormonów tarczycy.
  • Jod jest niezbędny dla prawidłowej pracy tarczycy – tworzenia hormonów. Niedobór jodu jest powszechny, i jedna z teorii zakłada, że objawia się guzami tarczycy, piersi lub jajników.
  • Nadmiar jodu może stymulować aktywność TPO, co w przypadku autoimmunologicznych chorób tarczycy zwiększa szansę ataku systemu odpornościowego. Ma to jednak miejsce tylko wtedy gdy brakuje selenu.
  • Selen jest niezbędny dla prawidłowej konwersji hormonów tarczycy w wątrobie, natomiast konwersja w jelitach zachodzi z udziałem bakterii.
  • Terapie samym T3 są równie nieoptymalne jak stosowanie samego T4. Wiemy już dziś, że T4 ma swój udział w metylacji.
  • Nietolerancja laktozy występuje u ok. 75% osób z Hahsimoto.
  • T3 jest, w zależności od źródła, od 4 do 7 razy „mocniejszym” hormonem niż T4.
  • Nierównowaga pomiędzy T3 a rT3 nie jest kwestią osi podwórze-przysadka-tarczyca. Może być, poza wszelkim rodzajem stresu, wynikiem dysfunkcji nerwu błędnego, a co za tym idzie upośledzonego trawienia i detoksu.
  • Bez poprawnie funkcjonującego przewodu pokarmowego nie powstanie selenocysteina, która jest wynikiem fermentacji bakteryjnej. Bez niej enzym niezbędny do konwersji T4 w T3 nie może poprawnie pełnić swojej roli.
  • Ekspozycja na metale ciężkie zmniejsza ilość T3 nawet do 90%.
  • Wątroba odgrywa najważniejszą rolę w metabolizmie hormonów tarczycy. Nie istnieje żadna holistyczna terapia niedoczynności bez zwrócenia uwagi na ten aspekt. W wątrobie znajduje się też układ siateczkowo-śródbłonkowy, który jest częścią systemu odpornościowego.
  • Peroksydacja lipidów oraz aktywność enzymów wątrobowych wpływa na metabolizm hormonów tarczycy.
  • Syndrom niskiego T3 nigdy nie jest kwestia pracy tarczycy. Najczęściej jest to problem z wątrobą, jelitami, nerkami lub katabolicznym stanem.
  • Ilość hormonów we krwi w Hashimoto może nie mieć wiele wspólnego z ilością w komórce, ponieważ cytokiny pro-zapalne mogą blokować receptory T3.
  • Cytokiny pro-zapalne jak Il-6 mogą zwiększać poziom rT3.
  • Hormony tarczycy są niezbędne dla syntezy pregnenolonu i cholesterolu, który jest prekursorem hormonów steroidowych, np. progesteronu. Niedobory progesteronu powodują defekt fazy lutealnej, który często występuje u kobiet z PCOS.
  • Serotonina jest niezbędna do produkcji TSH, czyli mając mało serotoniny, często na skutek problemów jelitowych (95% serotoniny jest produkowane w jelitach), można mieć niskie TSH i jednocześnie niskie hormony tarczycy.
  • Przewaga estrogenowa blokuje ilość dostępnych dla komórki hormonów poprzez zwiększenie TBG – globuliny wiążącej tyroksynę.
  • Niedoczynność tarczycy zmniejsza motorykę przewodu pokarmowego, w tym jelit i osłabia pracę wątroby/pęcherzyka żółciowego. Stąd osoby z niskim poziomem hormonów tarczycy mają często problem z metabolizmem kwasów tłuszczowych, wysokim cholesterolem lub trójglicerydami.
  • Osoby z Hashimoto mają powszechnie (ok. 50% z nich) zmniejszony metabolizm glukozy, co oznacza wysoki poziom glukozy we krwi, a komórka ma deficyt. Insulinooporność jest częstą konsekwencją takiego stanu.
  • Ciąża jest często prowokatorem reakcji autoimmunologicznej, ale przeważnie kobiety zostają zdiagnozowane po okolu roku od porodu.
  • Rozwój choroby autoimmunologicznej może trwać nawet 10 lat, w zależności od agresywności systemu odpornościowego. Pierwsze lata choroby często są bezobjawowe.
  • Hashimoto lub niedoczynność tarczycy stwarzają ryzyko poronienia i wad rozwojowych u dziecka.
  • Osoby z Hashimoto często mają sporo niedoborów: żelaza, witaminy A (kiepska konwersja beta karotenu,  witamin B (zwłaszcza B12  i B1), witaminy C, witaminy E, witaminy D, selenu, cynku i magnezu.
  • Niedobory są wynikiem: stresu oksydacyjnego, wolniejszego metabolizmu, braku kwasu solnego oraz często nieodpowiedniej diety. Powodują błędne koło, ponieważ osłabiają pracę tarczycy i systemu odpornościowego.
  • Tabletki antykoncepcyjne zmniejszają ilość dostępnych hormonów tarczycy poprzez zwiększenie TBG.
  • Każdy lek na niedoczynność w Polsce ma skrobie kukurydzianą lub laktozę – obie substancje mogą stymulować atak na tarczycę. Podobnie jest z innymi lekami na inne choroby (zawsze czytaj skład).
  • Uszczelnienie jelita jest kluczowe w przypadku każdej choroby autoimmunologicznej.
  • Gdy w rodzinie ojciec ma problemy z tarczycą, szansa że jego córka będzie również je miała jest bliska 100%.
  • Optymalny poziom fT3 we krwi przy lekach to górna granica normy, bez leków górna połowa normy laboratoryjnej.
  • Większość osób z chorobą autoimmunologiczną ma wyczerpane nadnercza, ale niestety konwencjonalna medycyna nie uznaje tego stanu za realny.
  • Osoby z Hashimoto nim zostaną zdiagnozowane czują się „skokowo” – raz dobrze, raz beznadziejnie (raz wysoki poziom energii, potem brak, głód i apetyt na zmianę itd.).
  • Stres często podszywa się pod choroby tarczycy. Tarczyca i nadnercza mają symbiotyczny związek.
  • Jedynym sposobem na wykluczenie Hashimoto jest zbadanie tkanki tarczycy pod mikroskopem. Można natomiast potwierdzić diagnozę nawet gdy brak przeciwciał.
  • Choroby autoimmunologiczne lubią chodzić parami. Osoby z Hashimoto miewają również celiakię, toczeń, RZS, bielactwo czy czy cukrzycę.
  • Glutation jest niezbędny dla zapobiegania chorobom autoimmunologicznym i zmniejszania szkód powstałych w wyniku autoagresji. W diecie ważne są jego prekursory:  brokuł, szpinak, awokado, surowe jajka, czosnkowej i mięso. Pomogą utrzymać odpowiedni status glutationu.
  • TH1 i Th2 było wczoraj, dziś stymulujemy Th3 i zmniejszamy aktywność Th17 :)

 

/ źródło: tlustezycie.pl /

/ przygotowała: nika_blue /

 

Znalezione obrazy dla zapytania obrazki tarczyca

obraz: kobieta.wp.pl

 

Znalezione obrazy dla zapytania obrazki tarczyca

obraz: superlinia.pl

… na kogo wypadnie – na tego bęc! … największym sprzymierzeńcem przemocy jest obojętność …

Przemoc wobec kobiet

Ponad połowa ofiar przemocy doznała jej z rąk męża, partnera, lub innego członka rodziny – infografika Agencji Whites i Centrum Praw Kobiet.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

/         źródło: wysokieobcasy.pl        /

 

Małgorzata Będowska / wyróżnienie

 

/ autor: Małgorzata Będowska

źródło: galeriaplakatu.ams.com.pl /

 

… oczyszczanie organizmu … jelito grube …

„Wielu ludzi chce zostać wyleczonych przez innych lub żeby zostało to zrobione za
pomocą jakiegoś instrumentu, nie przyznając się do winy i nie próbując znaleźć
swego błędu, który jest przyczyną ich nieszczęścia.”
                                                                                            G. Oshawa

Sporo czasu zajęło mi zebranie się z napisaniem odnośnie  oczyszczania organizmu. Dla niektórych osób jest to dość kontrowersyjny temat, gdyż jak wszystko zresztą, ma swoich zwolenników i przeciwników. Ja należę do tej pierwszej grupy.

Dlaczego? Bo dzięki temu mój organizm WYZDROWIAŁ. Diametralnie poprawiło się moje samopoczucie. Pozbyłam się uporczywych bóli głowy, zatok, częstych bóli żołądka, cały układ trawienny zaczął w końcu prawidłowo pracować. Oprócz tego niesamowicie zmieniła się moja skóra, stała się sprężysta, gładka, oczy nabrały blasku! Jest jeden skutek uboczny… Chudnie się…;)

Wszystko co będę pisała na temat oczyszczania są to tylko i wyłącznie moje doświadczenia, oparte na „słuchaniu” swojego organizmu i jego potrzebach. Każdy jest inny a ja – pamiętajcie – lekarzem nie jestem.
Postanowiłam właśnie teraz o tym napisać, gdyż sama zabieram się ponownie za oczyszczanie. Jeśli ktoś zdecyduje się również teraz zacząć to razem będzie raźniej;)
Oczyszczanie organizmu to temat rzeka. Jest on tematem bardzo obszernym, zawierającym całe mnóstwo informacji. Nie wiem, czy będę w stanie Wam to wszystko tu opisać, ale postaram się napisać jak najwięcej.


Swoje oczyszczanie opierałam na naukach G. Małachowa – jest on autorem wielu książek o naturalnych metodach uzdrawiania organizmu i samoleczenia. Pierwsza jego książka, która trafiła w moje ręce to „OCZYSZCZANIE ORGANIZMU I PRAWIDŁOWE ODŻYWIANIE”. 
W dzisiejszych czasach w  księgarniach można spotkać bardzo wiele podobnych publikacji. Jednak mnie przekonał właśnie on. Trafił do mnie na tyle, że zupełnie inaczej zaczęłam traktować i patrzeć na swój organizm.

Większość z Was oczyszczanie organizmu kojarzy z kilkudniowymi głodówkami. Oczyszczanie, o którym będę pisała, nie ma nic wspólnego z głodówką. Ma natomiast na celu „posprzątanie” organizmu z kamieni, żółci, toksyn itp.

Przez ostatnie kilkadziesiąt lat bardzo wiele zmieniło się w produkcji i przygotowywaniu żywności. Dostępnych jest wiele rafinowanych i sztucznych produktów, do których nasz organizm, niestety nie jest przystosowany, ludzki organizm w procesie ewolucji dostosował się do przyswajania pokarmów naturalnych, przetwarzanych w bardzo niewielkim stopniu. Tak ogromne w tych czasach spożywanie produktów wysoko przetworzonych lub sztucznych, przyczynia się w dużej mierze do rozwoju schorzeń żołądkowo-jelitowych oraz  patologii w całym organizmie.
Niestety, w dzisiejszych czasach prawdziwe zdrowie jest rzadkością jednak można – czego jestem doskonałym przykładem – powróć do zdrowia poprzez oczyszczanie i później prawidłowe odżywianie organizmu.

„Jeśli zachorowałeś, zmień tryb życia. Gdy to nie pomaga, zmień odżywianie. Jeśli i to nie
pomaga, zwróć się do lekarzy i lekarstw.” – G. Małachow

PATOLOGIA JELITA GRUBEGO

Pierwszą i najbardziej widoczną oznaką zanieczyszczonego jelita, jest bardzo nieprzyjemny zapach z ust. Jest to oznaka, że w grubym jelicie występuje gnicie i inne zjawiska patologiczne z powstawaniem szkodliwych gazów.
Obciążenie organizmu złogami, skóra sygnalizuje natomiast, poprzez brzydkie zapachy, wysypkę, pryszcze, różnego rodzaju egzemy. W zależności od preferowanego odżywiania występują różne symptomy. Od mięsnego np. – nieprzyjemny zapach nóg, tłuszcz i cukier – pojawiają się pryszcze. W
związku z nieprawidłowym łączeniem produktów mogą powstawać czyraki.

1. PRZYGOTOWANIE

Oczyszczania organizmu nie można zrobić z dnia na dzień. Tzn. dzisiaj postanowiłam – jutro robię.
Jest to proces, do którego trzeba się solidnie przygotować, aby oczyszczanie się powiodło.
Zanim się go rozpocznie, należy organizm rozgrzać i „zmiękczyć”. Jest to przygotowanie,
w trakcie którego toksyny i złogi zostają poruszone i przesunięte ze swoich miejsc do organów
wydalania, następnie samo oczyszczanie, które będziemy wykonywać sprowadzi się już tylko do wydalenia i wyrzucenia na zewnątrz wszystkiego co nagromadziło się w organach.
Zmiękczanie organizmu można robić różnorako. Bardzo dobra i pomocna jest sauna, aczkolwiek jesli ktoś nie ma do niej dostępu wystarczą gorące kąpiele, na końcu których obowiązkowo należy wziąć chłodny prysznic. Takie zabiegi najlepiej jest wykonywać codziennie lub co drugi dzień. Można również korzystać z masaży, są one również bardzo pomocne w przygotowaniu do oczyszczania.

Po tych wszystkich zabiegach, które powinny trwać ok tygodnia możemy rozpocząć oczyszczanie, które zawsze zaczynamy od jelita grubego. To właśnie tam nagromadzonych jest najwięcej „problemów”. Najczęściej spotykanym problem w dzisiejszych czasach u większości ludzi są zaparcia. Brak wypróżnienia przez 24 do 32 godzin – należy uznać za zaparcie.

Brak apetytu, senność, apatia, pobudliwość, uczucie ociężałości w dolnej części brzucha, wzdęcia, bóle i burczenie w brzuchu, zawroty głowy lub nagłe ataki bólu głowy, nieświeży oddech, nalot na języku – są to typowe objawy zaparcia.
„Jedna z najczęstszych przyczyn zaparcia to spożycie wysokokalorycznego jedzenia w niewielkich
ilościach. Złe przyzwyczajenie zaspokajania głodu kanapką z herbatą lub kawą prowadzi do
powstawania małej ilości masy kałowej, nie wystarczającej do powodowania odruchu stolcowego, w
wyniku czego defekacja nie występuje przez kilka dni. Jest to typowym przykładem zaparcia. Ale nawet przy regularnym stolcu większość cierpi na ukryte formy obstrukcji. Jedzenie gotowane, zawierające krochmal, pozbawione witamin i minerałów (ziemniaki i wyroby z mąki), do tego
razem z pokarmem białkowym (mięsem, wędliną, serem, jajkami, mlekiem) przedostając się przez jelito grube zostawia na jego ściankach warstewkę kału – osad. Z tego osadu, nagromadzonego w fałdkach, kieszonkach jelita grubego przy odwodnieniu (wiemy przecież, że tam zostaje wchłonięte do 95 % wody) powstają kamienie kałowe.” – Małachow.

Straszne rzeczy dzieją się w jelicie a później przedostają się do organizmu. W jelicie grubym rozwijają się procesy gnicia i fermentacji, niestrawionych resztek jedzenia. To wszystko wraz z wodą przenika do naszej krwi.
 Niezdrowe odżywianie, źle łączone produkty, powodują deformację jelita.
„Niektórzy chirurdzy twierdzą, że 70% wyciętych przez nich okrężnic zawiera różnorodny materiał,
robaki i stwardniałe jak kamienie fekalne masy. Wewnętrzne ścianki jelita pokrywa od dawna
przebywający tam, często skamieniały materiał. Przypomina to sklepienie pieca wymagającego
kompletnego oczyszczenia.” G.M.

Moje przygotowania trwały 2 tygodnie. Zmieniłam sposób jedzenia na lżejszy. W tym czasie jadłam dużo kaszy gryczanej, jaglanej i pęczak ( te akurat najbardziej lubię ). Co drugi dzień chodziłam na saunę zaraz po niej brałam chłodny a później zimny prysznic. Dużo ćwiczyłam (joga), spacerowałam, praktykowałam oddychanie.
Po dwóch tygodniach rozpoczęłam oczyszczanie jelita. Zrobiłam lewatywę. Pierwszy raz w życiu. Jak usłyszałam po raz pierwszy, że muszę zrobić lewatywę aby oczyścić jelito grube, to zapewne zareagowałam wtedy jak większość z Was teraz:) Ale  uwierzcie nie taki diabeł straszny…
„Sprzęt”, którego używałam wygląda tak:

Jest tani i prosty w użyciu.
Do oczyszczania na początek, używałam 250-500 ml . przegotowanej, ciepłej wody. Przy drugim i trzecim razie, zwiększałam ilość wody. Oczywiście można używać różnych ziół, soku z cytryny itp. Jednak ja wolałam neutralnie i delikatnie. Zioła i inne płyny działają niekorzystnie na błonę śluzową, wysuszają i niszczą mikroorganizmy.

Nalewamy do pojemnika wodę, zawieszamy na wysokości ok. 1.5 metra nad podłogą, zaciskamy rurkę (lub zakręcamy kranik). Przyjmujemy pozycję klęczącą (miednica powinna być wyżej ramion), wprowadzamy rurkę do odbytu na głębokość 25-50 milimetrów. Stopniowo wpuszczamy płyn do jelita.
Na początku można odczuwać delikatny ból, związany jest on z tym, że jelito przepełnione jest kamieniami kałowymi i woda rozpycha małą wolną przestrzeń wywołując bóle. Może również wylewać się z powrotem. Dlatego należy oddychać spokojnie i głęboko. Przy wdechu wypinając brzuch a przy wydechu wciągając.
Gdy wlejemy już cały płyn, robimy tzw. świecę, lub unosimy biodra do góry, w celu dokładnego rozprowadzenia wody w jelitach. Następnie kładziemy się na kilka sekund na plecy, później zmieniamy pozycję na bok jeden i drug. Robimy to bardzo powoli, oddychając głęboko. Podnoszenie bioder i przewracanie się na boki, są bardzo ważnymi czynnościami, gdyż właśnie to pozwala przemyć całe jelito grube. Czynności te nie powinny trwać dłużej niż 5-15 minut, jeśli oczywiście nie występuje silne parcie.
Teraz moment dla tych, co mają silne nerwy… Można zobaczyć co w sobie „nagromadziliście”. Nie uwierzycie co może w nas „siedzieć”. Nie będę aż taka okrutna i szczędzę Wam dokładnego opisu:)
Podczas wykonywania po raz pierwszy lewatywy, parcie może wystąpić bardzo szybko. Tak jak wspomniałam wcześniej, związane jest to z silnym zanieczyszczeniem jelita. Przy następnych zabiegach, ten czas będzie coraz dłuższy, bo nasze jelito będzie coraz czystsze :)

Jak często powinno się je wykonywać ? Jeśli o mnie chodzi, to robiłam zabiegi co dwa dni , czyli tak ” na oko” 3-4 razy w pierwszym tygodniu, w drugim zrobiłam dwa razy i po tym poszłam jeszcze na HYDROTERAPIĘ ( zabieg oczyszczania, płukania jelita, specjalną maszyną).
Po oczyszczaniu jelita absolutnie nie można jako pierwszy posiłek zjeść schabowego! Najlepszy posiłek po takim oczyszczaniu to marchewka z kapustą, bez przypraw i oleju. Surówka ta działa jak „miotełka”, która odrywa i wyrzuca „osad” z organizmu.

Najlepiej na ten temat wypowiedział się pewien lekarz:

„Na podstawie własnego doświadczenia twierdzę, że jelito grube w żadnym wypadku nie
potrafi normalnie rozwijać się i funkcjonować, jeśli człowiek odżywia się przeważnie
produktami gotowanymi lub przetworzonymi. Z tego powodu znaleźć człowieka z idealnie
zdrowym jelitem jest prawie niemożliwe. Przy złym samopoczuciu przede wszystkim
trzeba zafundować sobie przemywanie grubego jelita. Po czym świeże soki z warzyw dokończą proces regeneracji. Ustalone zostało, że najlepszą odżywką jest mieszanka
soków z marchewki i szpinaku. Mieszanka ta zasila nerwy i mięśnie grubego i cienkiego
jelita”.
Genialnie na perystaltykę jelita wpływają : figi, śliwki, winogrona, suszone owoce. W jelicie pęcznieją i zwiększają swą objętość.
Dobrze jest wprowadzić również produkty bogate w błonnik, który dobrze absorbuje żółć, która pobudza ścianki jelita grubego, stymulując perystaltykę, co również sprzyja
normalnemu wypróżnianiu.
W tej części skupiłam się na jelicie. W następnej opisze oczyszczanie wątroby, które powinno zrobić się zaraz po oczyszczaniu jelita. 

Uwierzcie mi, po takim oczyszczaniu, organizm zupełnie inaczej zaczyna pracować. Samoczynnie
 zmieniają się nawyki żywieniowe. Przechodzi ochota na podjadanie, na słodycze, chęć na niezdrowe jedzenie. Organizm zdrowieje, nie potrzebuje już tego co do tej pory mu dostarczaliśmy. Organy zaczynają w końcu prawidłowo i w harmonii współpracować. Skóra staje się sprężysta, gładka i lśniąca. To uczucie świeżości, lekkości i ta niesamowita energia, która nagle się w nas zmieniła, brak zmęczenia, sprawia, że nawet nie chce się patrzeć w stronę niezdrowego jedzenia.

Pamiętajcie, że to są tylko i wyłącznie moje doświadczenia, mój organizm. Każdy jest inny i nie każdy może stosować lewatywę.

Na koniec 14 rad G. Małachowa, na wzmocnienie i poprawy zdrowia:) Na niektóre z nich zapewne popatrzycie z przymrużeniem  oka… W tych zabieganych czasach i ciągłej gonitwie to przecież „niemożliwe” …

1. Nigdy nie leń się poświęcić 15 minut na praktykowanie asan i ćwiczeń. Takie
codzienne zajęcia zapewnią Ci zdrowie i długie życie. Dzięki temu skończysz z sięganiem po
lekarstwa z byle powodu. Tylko zdrowie może przynieść prawdziwe szczęście. Gdy nie ma
zdrowia – nie ma pomyślności, spokoju i szczęścia.
2. Wykonując ćwiczenia nie popełniaj błędów! Bądź wewnętrznie spokojny i radosny.
3. Bez ćwiczenia nie ma jedzenia! Powinno to stać się Twoją dewizą.
4. Odżywiaj się regularnie.
5. Nie jedz, gdy nie odczuwasz głodu. Nie wolno ignorować nawet najsłabszej potrzeby
oddania stolca.
6. Stymulatory w rodzaju herbaty, kawy, nikotyny, środków przeczyszczających są
niebezpieczne w tym samym stopniu.
7. Nie śpij w dzień i nie jedz w nocy – to powoduje zaparcia.
8. Gdy wahasz się jeść czy nie – nie jedz. Gdy wątpisz, czy iść do toalety – idź!
9. Jedz wolno i nie pij w czasie jedzenia. Pragnienie powinno być zaspokajane w godzinę po
posiłku.
10. Przeżuwaj każdy kęs 32 razy, by mieć zdrowe zęby, regularny stolec i nie nabawić się
zaparć i ich skutków.
11. Wystrzegaj się smażonego, rozgotowanego, zaschłego, zbyt gorącego, zimnego i
ciężkiego jedzenia.
12. Jedz tylko wtedy, gdy jesteś pełen radości życia, wolny od ciężkich myśli. Nigdy nie jedz i
nie pij, gdy jesteś zły, zdenerwowany lub przebywasz w trudnym otoczeniu.
13. Po jedzeniu przejdź się wolno tam i z powrotem, jednocześnie masując brzuch ręką.
Zapewni to dobre trawienie i perystaltykę.
14. Zadbaj szczególnie o zdrowie duchowe i spokój, ponieważ jest to tak samo ważne w
zapewnieniu zdrowia, siły, energii i szczęścia, jak jedzenie.

źródło i inspiracje: G. Małachow – „Oczyszczanie organizmu”.

 

/  autor: Nina S.

źródło: aumjoga.blogspot.com /

/ przygotowała: nika_blue /

 

Znalezione obrazy dla zapytania obrazki jelito grube oczyszczanie

 

obraz: firmy.net

 

 

… 20 kilogramów szczęścia …

Wszechobecny kult na bycie „FIT’ i EKO stał się bardzo modny.
Spożywanie świeżej, lokalnej żywności prowadzi do zdrowego, długiego i szczęśliwego życia. Święta prawda.
Jednak większość ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy, że prowadzenie zdrowego stylu życia może mieć poważne i negatywne konsekwencje, jeśli nie podchodzi się do tego mądrze.


Nie zrozumcie mnie źle, jestem jak najbardziej za tym, aby zdrowo się odżywiać, ćwiczyć itd. .
Ale w momencie, kiedy Twoje życie zaczyna obracać tylko się wokół Twojej kondycji, ciała i jedzenia to jesteś przegrany. 
Twoje, jak nazywasz zdrowe życie – przeradza się w obsesję.
18 lat temu, kiedy po raz pierwszy zaczęłam wchodzić w świat zdrowego odżywiania, zrujnowało mi to życie. Zaczęły się zaburzenia odżywiania, od jednych po drugie… Popadałam ze skrajności w skrajność.
Nie chcę się powtarzać, już kiedyś o tym Wam opowiadałam.

Kiedy traktujesz fitness zbyt poważnie…

Kiedy ważysz lub mierzysz się 5 razy dziennie…

Kiedy zjesz troszkę więcej niż zwykle, lub zjesz coś bardziej kalorycznego, katujesz się ćwiczeniami…

Kiedy wpadasz w złość, bo straciłeś jeden trening…

Kiedy odmawiasz sobie tortu na weselu…

… to oficjalnie Twoje podejście do bycia szczupłym i „zdrowym”poszło za daleko.

Ćwiczenia i zdrowe jedzenie mają być tylko narzędziem- jednym z wielu – które pomoże Ci żyć szczęśliwie i zdrowo. Są one po to, aby rzeczy które lubisz robić stały się bardziej przyjemne.
Wszyscy chcemy wyglądać dobrze. Wszyscy chcemy być sprawni i zdrowi, ale jakim kosztem?
Znajdź kompromis, znajdź ten złoty środek.
Kompromis, gdzie możesz cieszyć się tym kawałkiem tortu. 
Rób tak, aby nie czuć wyrzutów z tego powodu. 
Kiedy nie będziesz się martwić tym, że przegapiłeś trening…

Do czego zmierzam.

Ostatnio, gdzieś tam przeczytałam o jakimś śniadaniowym programie, w którym wystąpiły dwie aktorki z mniej lub bardziej lubianych seriali. Rozmowa była na temat karmienia piersią. Ale nie o tym chciałam napisać.
Na końcu tego „artykułu” pojawił się tekst : „Niedawno wróciła do serialu, ale jak można zauważyć, ma jeszcze problem z powrotem do dawnej wagi.”
Ona ma problem…? Czy wszyscy w okół, bacznie obserwujący i namiętnie komentujący każdy kilogram, który kobieta w ciąży i po ciąży zgromadzi na swym ciele…?
O co chodzi w dzisiejszym świecie?
Czuję się jakby jakieś „wielkie oko” ciągle nas obserwowało… Zaglądało do talerza, szafy, pod ubranie…
Kobiety boją się zachodzić w ciążę, bo boją się KILOGRAMÓW.
Słowa : KILOGRAM i KALORIA  stało się śmiertelnym wrogiem każdej kobiety.
Stało się cichą lub głośną obsesją, która już wymknęła się spod kontroli.

Z każdej strony TV krzyczy: „jak szybko wróciła do formy po porodzie”, „jak pięknie wygląda po porodzie”, „Miesiąc po porodzie a ona ma płaski brzuch”!
Doszło do tego, że wśród kobiet planujących dziecko, pojawił się modny trend odchudzania się przed zajściem w ciążę, aby będąc już w ciąży stało się prawie nie zauważalnym to, że przytyła.
Normalne…? Czy już przekracza granice normalności i piękna z radości planowania dziecka czy bycia w ciąży.
Polska bardzo zachłysnęła się nowymi trendami na bycie tzw. FIT. Zachłysnęła się i zamazała się już ta granica. Bardzo wiele kobiet jak i mężczyzn popadło w błędne koło.

Ja nadal noszę na sobie kilka kilogramów gratis, wraz z otrzymanym od losu cudnym prezentem jakim jest moja córeczka.

Każda z nas jest inna i każda ma inny organizm. Jedna ma możliwość powrotu do poprzedniej wagi w miesiąc inna w rok.
Dajmy spokój tym kobietom. Wystarczająco dużo stresów przeszły i przechodzą przez cały czas.
Nie popadajmy w paranoje i obsesje.
Cieszmy się cudownymi chwilami bycia mamą.
Nie przejmujmy się tym, że nie mamy czasu, miejsca czy zwyczajnie sił na to, aby myśleć jeszcze o tym, że „wloką” się za nami zbędne kilogramy. Tym niech się martwią celebryci ;)

Moje „zdrowe” śniadanie dzisiaj przy baaardzo marudzącym dziecku od rana, składało się z szybkiego pochłonięcia w biegu trzech śliwek w czekoladzie i kilku łyżeczek kaszy jaglanej pozostałej po niedojedzonym śniadanku mojego dziecka:)

Nie usprawiedliwiam  w tym momencie ani siebie ani nikogo, tylko polecam szczyptę zdrowego dystansu do siebie, innych a później do całego świata. 

Na koniec chciałabym pokazać Wam kilka genialnych zdjęć, ftografki:  Jade Beall, która pokazuje prawdziwe – szczęśliwe, kobiety i ich ciała po porodzie.
Cieszmy się życiem i tym, że jesteśmy zdrowe i mam zdrowe dziecko…!
Ciąża to coś w stylu : BUY ONE GET 10 KILO OR MORE FREE ;)))

 

 

 

 

/ autor: Nina S. 

źródło: aumjoga.blogspot.com /

/ przygotowała: nika_blue /