… zdrowie … pesto z buraczków …

pesto-z-buraczków

 

Być może niektórzy właśnie stwierdzili, że oszalałam, no bo jak to pesto z… buraków?! A właśnie z buraków! Te warzywa  są zdecydowanie niedoceniane, a powinni być częściej spożywane. Pesto jest jednym ze sposób przemycenia buraczków do diety, bo nadaje się nie tylko do makaronu, ale także jako pasta na kanapki albo dodatek do innych dań. Koniecznie wypróbujcie!

Składniki:

  • 1/2 kg ugotowanych lub upieczonych buraków
  • 3 łyżki pestek słonecznika
  • 1 duża garść świeżej bazylii
  • 2 ząbki czosnku
  • oliwa
  • sól

Przygotowanie:

Buraczki pokroić na małe kawałki, czosnek posiekać. Pestki słonecznika uprażyć na suchej, gorącej patelni, aby nabrały koloru i chrupkości. Buraczki, pestki, bazylię i czosnek zmiksować blenderem na gładką masę, doprawić solą. Jeśli pesto jest zbyt gęste to dodać kilka łyżek oliwy, a jeśli konsystencja Wam odpowiada to polecam dodać jedynie odrobinkę dla lepszego aromatu i pięknego połysku. Smacznego!

/           vegestrefa.pl     /

… buraki oczyszczają wątrobę …

foto: przepisy.magazyn-kuchnia.pl

 

Wątroba pełni jedną z najważniejszych funkcji w naszym organizmie m.in. usuwa toksyny i inne szkodliwe substancje, magazynuje i filtruje. W ten sposób chroni narządy przed poważnymi chorobami.
Jednym ze znanych i naturalnych sposobów na oczyszczanie wątroby jest burak.

Buraki są korzystne dla zdrowia z wielu powodów. Są źródłem witaminy C, B1, posiadają wiele makro- i mikroelementów.Jest w nich dużo wapnia, magnezu, sodu, potasu oraz dwa rzadkie metale: rubid i cez.

Zawierają  przeciwutleniacze i szereg ważnych składników, w tym: betainę, błonnik, żelazo, kwas foliowy. Pektyna (błonnik znajdujący się  w burakach) pomaga przy oczyszczaniu toksyn z wątroby, dzięki czemu są one usuwane z systemu, zamiast wchłaniane przez organizm.  Zaleca się jedzenie buraków surowych, pieczonych, gotowanych lub jako soki.

Sok z buraków ma również wiele właściwości leczniczych, gdyż pozwala betainie pozostać nienaruszoną. Co to jest betaina? Betaina jest substancją, która zachęca komórki wątroby, aby pozbyły się toksyn. Dodatkowo chroni wątrobę i drogi żółciowe, które są ważne ze względu na prawidłowe funkcjonowanie wątroby. W ten sposób przyczynia się do zmniejszenia ryzyka chorób wieńcowych i miażdżycy. Obniża stan zapalenia w ciele, a tym samym pozwala na pracę wielu narządów w sposób ciągły.

Buraki uzdrawiają wątrobę również poprzez spadek homocysteiny oraz poprawę produkcji kwasu żołądkowego. Codzienne spożywanie buraka może przeciwdziałać zachorowaniom na nowotwory: płuc, wątroby, skóry, śledziony i jelita grubego. Korzyści te wprawdzie nie są związane bezpośrednio z detoksykacją wątroby, jednak pozwalają organizmowi pracować bardziej wydajnie.

Wprowadzając je do diety można zacząć od dodawania startych buraków do sałatek, surówek, lub pieczone jako dodatek do obiadu.

Przepis na zupę z pieczonych buraków

Składniki:

  • 2 buraki
  • 1 jabłko
  • 2 ziemniaki
  • 1 główka czosnku
  • 500 ml gorącej wody
  • 3 kromki pełnoziarnistego chleba
  • 1 łyżeczka octu balsamicznego lub soku z cytryny
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • natka pietruszki
  • sól, pieprz, gałka muszkatołowa

Przygotowanie:

Buraki i ziemniak obierz, umyj i pokrój w drobną kostkę. Polej oliwą i przypraw. Piecz 25 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni razem z całą, nieobraną główką czosnku. Kromki chleba zrumień na patelni. Upieczony czosnek wyłuskaj z łupinek (zostaw 2 ząbki). Gorące warzywa zmiksuj z wodą, przypraw do smaku, dodaj ocet. Kromki posmaruj odłożonym czosnkiem, pokrój w kostkę. Zupę rozlewaj na talerze. Ułóż w każdym grzanki natkę pietruszki.

/       Marta Skrzydłowska            autor przepisu: Marta Krawczyk            sztukaodżywiania.pl    /

… zdrowie …

 

obraz: smaker.pl

… jelita napompowane jak pompką do roweru …

pz_2302

„Gdziekolwiek się nie ruszysz, spotykasz ludzi, którzy mają wzdęcia! W firmach, ministerstwach, szpitalach, na wakacjach i w środkach transportu. Ludzie mają wzdęcia, idąc spać i wstając rano z łóżka!” W kwietniu 2012 roku to ważne spostrzeżenie zostało przedstawione przez profesora Henriego Joyeuxa podczas konferencji na Sorbonie, w której również brałem udział.

Większość słuchaczy zanosiła się od śmiechu, jednak można było też wyraźnie zauważyć, że ten problem dotyczy także części publiki.

Grubiańskie określenia

Kiedy byłem mały, nie mówiło się o wzdęciach, ale o niestrawnościach. Podobnie jak „gazy” czy „wiatry” było to wówczas określenie używane przez dobrze wychowane osoby. Na boisku czy placu zabaw stosowano bardziej dosadne określenia. Tak czy inaczej chodziło o głośne i przykro pachnące zjawisko, niezwykle krępujące, a zarazem stanowiące niewyczerpane źródło żartów. Na krótką metę nie ma powodu, aby obawiać się wzdęć. Odrobina panowania nad sobą, ucieczka w ustronne, dobrze wentylowane, a jeśli to możliwe, również tłumiące odgłosy miejsce i sprawa załatwiona. Jednak czasem zdarza się, że pojawiają się ostre zaburzenia. Życie towarzyskie dotkniętych nimi osób zmienia się diametralnie. Wyjście do kina staje się sprawą problematyczną, a wręcz niemożliwą, chyba że chodzi o gniota, którego nikt nie chce oglądać, bo wtedy można mieć wiele pustych rzędów tylko dla siebie. Podróż pociągiem, samolotem, samochodem (z innymi pasażerami) staje się uciążliwa. Nie ma się wtedy odwagi oferować innym dzielenia pokoju, a tym bardziej łóżka, nie mówiąc już o ogromnym dyskomforcie osobistym wynikającym z uczucia jakby jelita zostały napompowane pompką do roweru. A rozwiązania nie są niestety takie proste.

Nie wystarczy skończyć z grochem, mlekiem i glutenem

Niektórzy powiedzą, że wystarczy unikać fasolki szparagowej, grochu i kapuśniaka. Nie warto słuchać tych konfabulacji. O ile pokarmy te zaostrzają sytuację, wiele osób cierpi na wzdęcia, nawet nie zbliżając się do brukselki. Inni przekonują, że to wszystko przez mleko lub gluten, ale tylko w około 30% przypadkach wzdęcia znikają po wykluczeniu mleka, glutenu lub obu tych składników z codziennej diety. Jednak większość osób (70%) nawet przy narzuceniu sobie ostrych ograniczeń żywieniowych, czyli wyeliminowaniu glutenu i produktów mlecznych, wciąż cierpi na wzdęcia, a gazy nadal im przeszkadzają w normalnym funkcjonowaniu i zatruwają atmosferę wokół. Co gorsza, nieprzyjemności na tym się nie kończą. Gazy są oznaką rozregulowania pracy jelit i rzadko występują samodzielnie. Niemal zawsze towarzyszy im biegunka, zatwardzenie lub jedno na zmianę z drugim, a także bóle brzucha, głowy i stawów.

Nieprawidłowa fermentacja

Kłopotliwe gazy są wynikiem fermentacji zachodzącej w jelitach. Fermentacja jest normalnym, a wręcz pożądanym zjawiskiem w układzie pokarmowym. Jednak ogranicza się ona do pokarmów takich jak błonnik, który nie ulega trawieniu. Ten zaś stanowi pożywkę dla mikroflory jelitowej. Jeśli w jelitach znajdą się inne niestrawione pokarmy, na przykład cukier lub resztki pokarmowe dochodzi do o wiele silniejszej fermentacji, co skutkuje nadmierną produkcją gazów. Nadmierna fermentacja może pociągać za sobą dodatkowe nieprzyjemności: gazy, biegunkę, zatwardzenie, bóle brzucha, głowy lub stawów. Jest to na tyle poważna niedogodność, że problemy z trawieniem stanowią drugą co do powszechności, zaraz po zmęczeniu, przyczynę wizyt u lekarza… Lekarze nazywają ogół objawów (gazy, biegunkę, zatwardzenie, bóle brzucha, głowy itd.) zespołem jelita drażliwego, co nie oznacza, że istnieją skuteczne sposoby wyleczenia tego schorzenia. Niestety niewielu z nich znajduje definitywne rozwiązanie na dolegliwości swoich pacjentów, ale nie powinno się mieć im tego za złe, gdyż przyczyny choroby są zazwyczaj niezwykle złożone.

Twardy orzech do zgryzienia, czyli jak skończyć ze wzdęciami

Oto, co możesz zrobić, jeśli cierpisz na zespół jelita drażliwego i próbujesz zmniejszyć dolegliwości z tym związane: Wykrycie nietolerancji laktozy Nietolerancję laktozy – cukru występującego w mleku – diagnozuje się w bardzo prosty sposób za pomocą badania, które polega na zmierzeniu wydychanego powietrza po spożyciu 50 g laktozy. Jeśli wynik testu jest pozytywny, wszystko wróci do normy, gdy tylko wyeliminujesz z diety płynne mleko, jogurty, z dodatkiem śmietany lub mleka w proszku, lody, niektóre sery i inne produkty zawierające laktozę (uważnie czytaj etykiety na opakowaniach produktów takich jak: wędliny, pieczywo, ciasta produkowane na skalę przemysłową, gotowe mieszanki do ciast, chipsy i frytki, hamburgery, drób, wyroby cukiernicze, napoje gazowane, piwo, leki…). Jak wskazują wyniki badań, u 40% osób cierpiących na zespół jelita wrażliwego występuje również nietolerancja laktozy. Właśnie z tego mogą więc wynikać ich problemy żołądkowe. Nawet jeśli wynik testu okaże się negatywny, spróbuj zrezygnować z wyrobów mlecznych. Nietolerancja może bowiem dotyczyć innych substancji znajdujących się w mleku, na przykład kazeiny (białko mleka) czy histaminy (występującej w serach). Wykrycie nietolerancji lub nadwrażliwości na gluten Niestety nie ma innego niezawodnego sposobu na wykrycie nietolerancji lub nadwrażliwości niż przestanie spożywania glutenu na okres trzech miesięcy. W internecie można znaleźć bardzo dużo informacji o diecie bezglutenowej, która polega na unikaniu żyta, pszenicy, owsa, jęczmienia i kamutu, orkiszu i wszystkich produktów je zawierających. Jeśli takie ograniczenie przyniesie rezultaty, po trzech miesiącach można spróbować stopniowo (jeden po drugim) na nowo włączyć do diety produkty zawierające gluten. Wzdęcia i problemy jelitowe mogą być związane z konkretnym rodzajem zboża – w takim przypadku spożywanie pozostałych pokarmów z glutenem nie będzie wiązało się z nieprzyjemnościami. Jeśli natomiast mamy do czynienia z zupełną nietolerancją glutenu, należy zdecydowanie zwiększyć spożycie owoców i warzyw, aby zrekompensować mniejszą ilość zjadanych kalorii spowodowaną wykluczeniem wszystkich pokarmów zawierających gluten (pieczywa, makaronu, płatków śniadaniowych itp.). Dieta bez mleka i zbóż Nawet, jeśli nie jesteś uczulony na mleko ani gluten, dieta bez zbóż i mleka może Ci pomóc w uporaniu się z problemami jelitowymi. Niekiedy wykluczenie tych dwóch elementów daje zadziwiające efekty. Jak wykazały badania, stan 20% pacjentów poprawił się, gdy zrezygnowali z produktów mlecznych, produktów zbożowych lub jednych i drugich naraz. Natomiast samo mleko wywoływało niepożądane reakcje zaledwie u 3% pacjentów, a samo zboże u 2% z nich1. Wykluczenie węglowodanów o krótkim łańcuchu Możliwe, że cierpisz na nadwrażliwość w stosunku do konkretnej grupy cukrów, zwanych FODMAP, do której zaliczamy: sorbitol, fruktozę i laktozę, o których już mówiliśmy, fruktooligosacharydy (FOS) występujące w cykorii i roślinach zbożowych, galaktooligosacharydy (GOS) i rośliny strączkowe, poliol i mannitol wykorzystywane przede wszystkim w przemyśle spożywczym. Nie ma się czego obawiać – produkty FODMAP nie wywołują niepożądanych reakcji u wszystkich pacjentów. Dzieje się to tylko wtedy, gdy nie są one prawidłowo wchłaniane przez organizm. Fruktany i GOS są zawsze słabo wchłaniane i fermentowane przez florę bakteryjną jelit. Należy więc spróbować jeden po drugim wykluczać z codziennej diety wymienione wyżej cukry, aby zidentyfikować te, które powodują nieprzyjemne objawy. Oto, gdzie znajdują się składniki FODMAP: fruktooligosacharydy (fruktany): w pszenicy, życie, cebuli, czosnku, karczochu, galaktooligosacharydy (GOS): w roślinach strączkowych, laktoza: w mleku, niektórych jogurtach i serach, fruktoza: w miodzie, jabłkach, gruszkach, arbuzie, mango, sorbitol: w jabłkach, gruszkach, śliwkach, morelach, nektarynkach, brzoskwiniach, czereśniach, gumie do życia i słodyczach bez cukru, mannitol: w grzybach, kalafiorze, gumie do życia i słodyczach bez cukru.

Nie trać pieniędzy na badania

Nie marnuj czasu i pieniędzy na testy na nietolerancję pokarmową, gdyż zazwyczaj nie są one niezawodne, mimo tego że są popularne i bardzo drogie! Często prowadzą one do wykluczenia z diety wielu pokarmów. Stąd też trudno jest skomponować posiłek niezawierający jednego z trzydziestu – czterdziestu „zakazanych” składników, które w rzeczywistości mogą nie stanowić żadnego zagrożenia dla pacjenta. Należy też zwracać uwagę na niedobory pokarmowe, które mocno restrykcyjna dieta może za sobą pociągać.

Suplementy diety

Na koniec wspomnę, że ulgę mogą przynieść także następujące suplementy diety: babka płesznik (Psyllium), wyciąg z liści karczocha zwyczajnego (Cynara scolymus), olejek miętowy, probiotyki – zalecam Ci raczej bifidobakterie niż bakterie kwasu mlekowego Lactobacillus2. Zdrowia życzę, Jean-Marc Dupuis

/                  pocztazdrowia.pl        /

… chlor odpowiedzialny za astmę? … zatrucie Domestosem …

Tell us your Underwater techniques!  We want to know!  #GTDC #Swimmingtechniques

foto: itsaswimmertwhing.tumblr.com

 

Według ostatniego kanadyjsko-francuskiego badania, regularne pływanie w basenach zawierających chlor może sprzyjać rozwojowi astmy u ludzi, którzy często oddają się takiej rozrywce. Prace te potwierdzają rezultaty poprzednich badań.

Pływacy na wysokim  poziomie, którzy regularnie ćwiczą w basenach traktowanych chlorem (służącym jako środek dezynfekujący), mają być bardziej zagrożeni chorobami płucnymi niż astmatycy z umiarkowaną dolegliwością. Tak przynajmniej sugeruje ostatnie badanie przeprowadzone przez badaczy z francuskiego uniwerystetu Université de Lille 2, we współpracy z badaczami kanadyjskimi.

W przebiegu prac, które zostały opublikowane w przeglądzie naukowym Journal of Allergy and Clinical Immunology,badacze kanadyjscy i francuscy opisują, w jaki sposób przeprowadzili testy na tkankach płucnych 23 pływaków kanadyjskich, którzy bardzo intensywnie pływali w chlorowanych basenach.

Rezultaty tych doświadczeń okazały się niespecjalnie dobre dla tych sportowców. Badacze stwierdzili w ten sposób bowiem, że pływacy ci, przyzwyczajeni do chloru i mający średnio 21 lat, wykazywali oznaki astmy o wiele bardziej zjadliwe w porównaniu do tych, którzy cierpieli na lekką astmę albo do osób cieszących się dobrym zdrowiem  ale nie uprawiających pływania.

Poza tym, tkanki płucne tych pływaków zostały przeanalizowane w czasie  zawodów i wydaje się, że potwierdziły one szkodliwość dezynfekującego chloru. Od pięćdziesięciu do sześćdziesięciu procent tych pływaków, którzy startują w zawodach, ma być wrażliwych na najbardziej powszechne alergeny, podczas gdy jedynie od 29% do 36% populacji generalej jest uczulona, jak wyjaśnia pani Valerie Bougault, autorka tego badania.

A jednak, badacze wyjaśniają, że zapalenia zaobserwowane w tkankach płucnych pływaków niekoniecznie wiązały się z pojawieniem się objawów typowych dla astmy.

Środek dezynfekcujący, który staje się związkiem lotnym

Na obraz odkurzacza z dolnej półki, który raczej rozwiewa brudy, zamiast je wchłaniać, chlor w rzeczywistości prowadzi do tworzenia substancji lotnych, które zawieszają się w powietrzu.

To są te związki, które są przyczyną słynnego chlorowego zapachu na basenach i które stanowią ryzyko dla organizmu. Jednakże, rezultaty badania nie pozwalają badaczom stwierdzać z całą pewnością  że powtarzająca się ekspozycja na chlorowaną wodę w basenie może powodować uszkodzenia tkanek płucnych, ponieważ poziom toksyczności nie został zdeterminowany.

Chodzi więc o to, żeby ludzie unikali chodzenia na baseny, gdzie zapach chloru jest zbyt silny. Nie mówiąc już o tym, żeby unikać oddawania moczu do wody. Trzeba również brać prysznic przed wskoczeniem do basenu, przypominają badacze.

/           biomedical.pl      /

Znalezione obrazy dla zapytania obraz srodki czystosci w domu-chemia

Zatrucie Domestosem

Domestos jest środkiem czystości opartym na chlorze. Chociaż jest powszechnie dostępny, jest środkiem silnie trującym, jeżeli jest używany nieumiejętnie. W wyniku poważnego zatrucia Domestosem może dojść do śmierci.

Chlor zawarty w Domestosie jest bezbarwnym gazem, cięższym od powietrza o silnym, drażniącym zapachu. Jest używany do produkcji środków czystości – utleniaczy,środków  wybielających i dezynfekujących. Podczas Pierwszej Wojny Światowej był używany jako gazowa broń chemiczna.

Chlor uwalnia się ze środków czystości. Jeżeli używany jest w zamkniętym pomieszczeniu przez dłuższy czas, może dojść do zatrucia. Drażni gardło, skórę  i oczy. W kontakcie z błonami śluzowymi zamienia się w silny  kwas – chlorowodór.

Uznaje się, że 0,01% zawartości chloru w atmosferze jest trujące, a 0,1% to stężenie smiertelne.

Dostaje się również do krwi. Dlatego jest niebezpieczny dla kobiet w ciąży – może poprzez układ krążenia matki wpłynąć na płód i doprowadzić do zaburzeń krążenia.

Objawy

Do objawów zatrucia Domestosem należą:

  • zaczerwienienie i pieczenie dróg  oddechowych
  • obrzęk dróg oddechowych
  • zaczerwienienie i pieczenie skóry
  • zaczerwienienie i pieczenie powiek
  • trudności z oddychaniem
  • przyspieszenie czynności serca
  • świszczący oddech

W wyniku obrzęku płuc może dojść do śmierci.

Pierwsza pomoc

Pierwsza pomoc polega przede wszystkim na usunięcia zagrożenia i źródła zatrucia. Chorego należy wyprowadzić, bądź wynieść ze skażonego pomieszczenia i przewietrzyć je. Oczy należy przemyć wodą, a skórę wodą z mydłem.
W przypadku silnego zatrucia należy zgłosić się do szpitala.

Ważne jest stosowanie środków zapobiegawczych – używanie Domestosa tylko w dobrze wentylowanych pomieszczeniach i wietrzenie ich po czyszczeniu. Jeżeli nie jest to mozliwe, należy unikać narażenia się na długotrwałe działanie środka.

Środek czystości należy trzymać z daleka od dzieci i zwierząt.

/  biomedical /

 

… lubię jeść … ale jeszcze bardziej lubię wiedzieć co jem …

 

foto: interia.pl

 

Lekcja etykiety

Jeszcze niedawno  mogłaś zrzucić winę na drobny druczek. I nie czytać informacji zamieszczanych na opakowaniach produktów spożywczych. Ale dziś wymówka nie przejdzie. Bo zgodnie z nowymi przepisami od połowy grudnia litery na etykietach będą większe, a dane bardziej szczegółowe. Czy dzięki temu zaczniemy zwracać uwagę na to, co jemy? Najpierw trzeba wiedzieć, które składniki nam szkodzą – mówiądietetycy. A na ten temat często mamy mylne pojęcie.

Chceszzdrowosię odżywiać? Odkwaszaj organizm. Unikaj glutenu. Pij koktajle z zieleniny. Z jakiegoś powodu takie rady do nas trafiają. Zupełnie inaczej niż powtarzana przez specjalistów od lat: „Czytaj etykiety”.

Większość Polaków w ogóle tego nie robi, a na zakupach kieruje się wyłącznie ceną. Co trzeci z nas nie sprawdza nawet terminu przydatności do spożycia na opakowaniu – wynika z badań warszawskiego Instytutu Żywności i Żywienia. Dietetycy tłumaczą: nie interesujemy się etykietami, bo podczas zakupów wygodniej nam chodzić utartymi ścieżkami. O, tu stoi mój ulubiony jogurt, tam serek, który jada mąż, a dwie alejki dalej reklamowana w telewizji mieszanka płatków śniadaniowych dla dzieci. Raz, dwa do koszyka i jedziemy do domu na kolację.

- Przyzwyczajenie? Brak czasu? Tak. Ale za bardzo też ufamy reklamie i zapewnieniom producentów, że coś jest „zdrowe”. W końcu jeśli zostało dopuszczone do sprzedaży w sklepach, to znak, że nie może nam szkodzić – tłumaczy Ewa Zygmanowska, dietetyk kliniczny z Centrum Medycznego Enel-Med w Warszawie. Sprawdźmy więc, jak ta wiara przekłada się na nasze zdrowie.

Czytaj! Co ci szkodzi?

Konsekwencją niechęci do czytania etykiet jest źle zbilansowany jadłospis – tłumaczą eksperci. Bo skoro nie wiesz, że w rogaliku, który kupiłaś i zjadłaś po pracy, było prawie tyle tuczących cukrów prostych, ile zakłada dzienna norma, to już nie pomyślisz o tym, by wieczorem zamiast słodzonego musli zjeść jogurt naturalny. Efekt? Osoby, które nie zwracają uwagi na informacje z etykiet, ważą średnio cztery kilogramy więcej od tych, którzy je czytają.

Po prostu nie kontrolują ilości zjadanych kalorii – dowiodło międzynarodowe badanie przeprowadzone m.in. przez naukowców z Norweskiego Instytutu Badań Rolniczych i amerykańskiego uniwersytetu w Arkansas. Czy to niewystarczające powody, by wyrobić sobie nawyk czytania? Nawet gdy „studiujemy” etykiety, według specjalistów nie przywiązujemy wagi do nadmiaru kalorii albo cukru.

Jeśli już, to istotne jest dla nas, czy produkt zawiera tak zwane substancje dodatkowe, czyli konserwanty, barwniki, zagęstniki. – Ludzie boją się dodatków do żywności, tych wszystkich tajemniczych składników z kodem E. Ale co z tego, że w jakimś produkcie nie ma żadnego z nich, skoro na pierwszym miejscu w składzie widnieje albo wspomniany cukier, albo utwardzone tłuszcze, czyli izomery trans, o których wiadomo, że spożywane w nadmiarze szkodzą naczyniom krwionośnym i sprzyjają miażdżycy – mówi Kamila Kweczke, technolog żywienia, autorka serwisu Czytamyetykiety.pl.

Jak się w tym wszystkim połapać? Co powinno interesować nas najbardziej? Czy wszystkie E są złe? Przygotowaliśmy ściągawkę, by ułatwić Ci naukę. Zaczynamy lekcję etykiety.

Temat: Wartość odżywcza

To liczba kalorii oraz podstawowych substancji zawarta w 100 gramach lub mililitrach produktu. Na etykietach zamieszczane są informacje o ilości białka (podstawowy budulec komórek – powinniśmy spożywać ok. 50 g dziennie), węglowodanów (to nasze główne źródło energii – normą jest 260 g na dobę), tłuszczu (niezbędnego m.in. do wytwarzania przez organizm hormonów i przyswajania przez komórki cennych witamin – powinniśmy zjadać ok. 70 g) i soli (odpowiedzialnej za prawidłową pracę serca – maksymalna dawka to 6 g). Aby dane były bardziej czytelne, są podawane w tabelce.

I tak np. w soku z czerwonych buraków jest 47 kcal, 0,1 g tłuszczu, 11 g węglowodanów, 0,7 g soli. Po co nam ta wiedza? Bo dzięki niej łatwiej zaplanować sobie, ile i czego możemy jeszcze zjeść, chcąc uniknąć wspomnianego wcześniej niezdrowego nadmiaru. – Ale nie chodzi o to, żeby na zakupy zabierać kalkulator i skrupulatnie wszystko przeliczać. To normalne, że kupujemy i jemy „na oko”. Jednak gdy za każdym razem przeczytamy tę tabelkę, szybko zauważymy, że niektóre produkty mają więcej, a inne mniej danych składników i przede wszystkim kalorii – przekonuje dietetyk Ewa Zygmanowska.

Temat: Składniki

Sądzisz, że ich kolejność jest dowolna? Otóż nie. Zgodnie z przepisami producent musi zacząć listę składników od tego, którego jest najwięcej, i skończyć na tym, którego jest najmniej. To cenna wskazówka. Bo zgodnie z zaleceniami lekarzy i dietetyków lepiej wybierać produkty, w których na pierwszych pozycjach nie znajdują się:

CUKIER

Spożywany w nadmiarze zwiększa ryzyko nadwagi i chorób metabolicznych. Tego składnika nie powinno być w naszej diecie więcej niż 50 g dziennie (5 łyżek do zupy). Uwaga na pułapki: w wielu produktach zamiast cukru są inne substancje, które tak samo podwyższają wartość kaloryczną. Jeśli dbasz o figurę, zwracaj więc uwagę również na: słód jęczmienny, buraczany, karmel, inwertowanysyropcukrowy, syrop kukurydziany, dekstran, melasę (buraczaną, trzcinową), koncentrat soku owocowego, glukozę, syrop glukozowo-fruktozowy, maltodekstrynę.

SÓL

Jest m.in. w gotowych daniach i zupach, sosach, w mieszankach przypraw, warzywach konserwowych, wędlinach, kostkach rosołowych, sokach warzywnych, a nawet w płatkach kukurydzianych. Według statystyk prawie 40 procent spożywanej przez nas soli pochodzi z tego typu produktów. A ile powinniśmy jej zjadać? Maksymalnie 5-6 g, czyli mniej więcej łyżeczkę do herbaty – tak zaleca WHO (Światowa OrganizacjaZdrowia).

Dlaczego to ważne? Bo nadmiar soli przyczynia się do nadciśnienia. Łatwo jednak przekroczyć tę ilość, jeśli lubisz kanapki. Według statystyk prawie jedną trzecią dziennej dawki zjadamy z chlebem (kromka razowca może zawierać pół grama soli). Trzeba odstawić pieczywo? Nie, tylko jeżeli jemy go sporo, wybierać inne produkty, które zawierają mniej soli lub nie zawierają jej wcale (można kupić soki pomidorowe, przyprawy bez dodatku soli, a zamiast kukurydzianych płatki żytnie lub owsiane).

TŁUSZCZ

W nadmiarze szkodzi nam zwłaszcza nasycony, zwierzęcy. Norma dzienna to zaledwie 20 g. Jej regularne przekraczanie może skutkować nadmiarem cholesterolu i otyłością. Ale trzeba też unikać produktów, które mają w składzie kwasy tłuszczowe typu trans (na etykiecie widnieją pod nazwami: „utwardzone tłuszcze roślinne”, „tłuszcz roślinny uwodorniony”). Są szkodliwe dla serca i naczyń, dodaje się je zwłaszcza do ciastek, rogalików i fast foodów (bo są tanie i wydajne).

Lepiej więc nie ufać napisom: „Nie zawiera cholesterolu” albo „Bez tłuszczów zwierzęcych”, bo najczęściej w składzie znajdziemy właśnie chemicznie zmienione tłuszcze pełne izomerów trans.

A substancje dodatkowe?

Wiadomo, że u niektórych z nas mogą wywoływać reakcje alergiczne i kłopoty gastryczne. Ale nie bez przyczyny znajdują się w składzie na ostatnich pozycjach. – Dopuszczalne przepisami ilości są znikome. Zdrowej osobie nie powinny zaszkodzić, o ile nie spożywa w nadmiarze zawierających je produktów – wyjaśnia dietetyk Ewa Zygmanowska. Konserwanty, stabilizatory kojarzą się z chemią? Niesłusznie, bo często pod literką E kryją się naturalne i dobrze znane składniki. Przykład? Emulgator E 322 nadający czekoladzie odpowiednią konsystencję to nic innego jak lecytyna, czyli składnik m.in. kurzych żółtek (jest potrzebna do prawidłowej pracy układu nerwowego). Stabilizator E 460 oznacza celulozę, czyli włókno roślinne. A co znajduje się w soku z dodatkiem regulatora kwasowości E 300 i barwnika E 101? Witaminy C i B2.

Temat: Data przydatności

Dlaczego na jednym produkcie widzisz: „Należy spożyć do 1 lutego 2015″, a na innym: „Najlepiej spożyć przed 1 lutego 2015″. Jaka to różnica? Zasadnicza. Pierwsze sformułowanie oznacza, że po tej dacie produkt prawdopodobnie szkodzi zdrowiu (mogą się w nim zacząć rozwijać chorobotwórcze drobnoustroje). Z reguły taką informację umieszcza się na produktach mięsnych, garmażeryjnych i mlecznych niepasteryzowanych. Drugie stwierdzenie oznacza natomiast, że po tej dacie właściwości produktu (smak, konsystencja) mogą się zmienić, ale nadal nadaje się on do jedzenia. Są to m.in. świeże owoce, warzywa, sól kuchenna, cukier, ocet, wyroby piekarnicze i cukiernicze.

/         Grażyna Morek             styl.pl       /

 

… umieramy nie z głodu,lecz z nadmiaru …

 

O mitach i hitach zdrowego odżywiania – artykuł w pytaniach i odpowiedziach z Gazety Olsztyńskiej przeprowadzony z Katarzyną Rudnicką przez Agnieszkę Deoniziak (z małymi poprawkami i uzupełnieniami po pewnym czasie od wywiadu).

„Umieramy nie z głodu, lecz z nadmiaru”

- Kupuję coca colę i czekoladę w wersji light, piję dużo soków owocowych, wzbogaconych witaminą C, jem jogurty owocowe z muesli. Dobrze się odżywiam?

- Widzę, że uwierzyłaś reklamom, które próbują wmówić nam, co jest zdrowe. Jednak to, co mówią reklamy, a to, jak jest naprawdę, to mogą być dwie różne rzeczy. Uważam, że teorię „light” wymyślili ekonomiści. Do takich produktów dodaje się dużo wody, powietrza, soli i różnych środków chemicznych typu aspartam czy zagęstniki. Im bardziej coś jest przetworzone, tym wyższą cenę można mu dać. Przykładowo za litr mleka płacimy 2 złote. Ale już ten sam litr mleka w jogurcie owocowym kosztuje 6-7 złotych. Z kolei serek reklamowany jako „puszysty” to produkt napowietrzany. Czytajmy etykiety!

Kolejny mit to dodawanie witamin do różnych produktów. Nie znam ani jednej osoby, która by miała awitaminozę. W obecnych czasach ludzie tak dobrze się odżywiają, że nie chorują z powodu braku witamin, chorują przez nadmierne jedzenie, często o niekorzystnym działaniu na ich ciało i zdrowie. Witamina C jest często dodawana jako antyutleniacz, żeby produkt nie ściemniał albo mógł być dłużej przechowywany. Ale na opakowaniu jest napisane, że produkt jest wzbogacony witaminą C. Jako sztuczny dodatek witamina C jest trudno przyswajalna przez organizm. Nie czarujmy się, w przemyśle spożywczym rządzi księgowa, a nie technolog. Wszystko musi być opłacalne…

- Jednak różne dodatki do żywności są w obecnych czasach nieuniknione.

- Właśnie dlatego warto mieć świadomość, że większość chorób cywilizacyjnych jest spowodowana złym odżywianiem: cukrzyca, otyłość, alergia, problemy ze stawami. Jeszcze sto lat temu w Polsce jadło się zupełnie inaczej. Teraz ludzie nie umierają z głodu, lecz z nadmiaru tłuszczu, alkoholu, konserwantów, przetworzonych rzeczy.

- Gdzie kupować warzywa i owoce: w hipermarkecie czy na rynku?

- Lepiej kupić je u gospodarza czy na rynku. Warto kupować je częściej, w mniejszych ilościach, żeby nie zaczęły pleśnieć lub gnić. Nie należy trzymać owoców i warzyw w torebkach lub woreczkach foliowych. Nie oszczędzajmy, gdy np. marchewka zacznie się psuć, trzeba ją całą wyrzucić. Bo jeśli widać pleśń, to zazwyczaj jest już zajęte całe warzywo, owoc, chleb, kompot, ser żółty czy dżem. W pleśni są rakotwórcze mykotoksyny, które odkładają się w organizmie.

- Dlaczego ciemny chleb jest zdrowszy od białego?

- Chleb ma być razowy, nie ciemny. Bo ciemny może być zabarwiony np. karmelem. Prawdziwy razowiec jest ciężki, w swoim przekroju ma jednakowe oczka. Po naciśnięciu nie powinien „sprężynować”. Przypomnę, że ziarno jest zbudowane z zarodka (magazyn makro- i mikroelementów, tłuszczów i białek, z których potem wyrasta całe ziarno), bielma (wygląda jak mąka) i okrywy. Mąka biała wytwarzana jest tylko z bielma. Technologicznie jest wydajna, ponieważ np. bułki z tej mąki są duże. Ludzie chcą takie kupować. Ale można w domu wykonać eksperyment. Trzeba zrobić ciasto, jak na pierogi: z mąki i wody. Trzymać je pod wodą, na sitku. Mieszać, wypłukiwać, aż się przestanie pienić. Zostanie taka guma. To jest gluten, taki sam jak w bułkach, chlebie pszennym czy makaronie. Proszę sobie wyobrazić, co się dzieje z taką gumą w naszym przewodzie pokarmowym. Po prostu się zakleja.

- Czy to prawda, że dorośli ludzie nie powinni pić mleka?

- Mleko potrzebujemy do trzeciego roku życia. Dużo dorosłych ludzi nie ma już enzymu (beta-galaktozydazy), rozkładającego laktozę czyli cukier występujący w mleku.

Dlatego po wypiciu mleka źle się czują, mają wzdęcia, biegunki.

- Ale mleko jest źródłem wapnia.

- Wapń jest związany z fosforem. Ważny jest stosunek tych dwóch pierwiastków. W mleku jest odwrotnie niż powinno być. Poza tym mleko krowie jest przeznaczone dla cielaków. Muszą one zaraz po urodzeniu wstać, dlatego proporcje białek, węglowodanów i innych składników są inne, niż dla człowieka. Najbardziej podobne do kobiecego jest mleko kobyle, a potem kozie. Mleko powoduje zatrzymanie wilgoci i śluzu w organizmie. Źródeł wapnia należy szukać w takich produktach: sezam (świetna jest pasta sezamowa, czyli uprażony na złoto sezam zmielony w młynku do kawy), soja, migdały, orzechy, figi, wszystkie zielone warzywa.

- Jogurty acidofilne są lepsze od zwykłych?

- Reklamy przekonują nas, że powinniśmy jeść jogurty acidofilne. Nie wierzę, że te bakterie tam przetrwają. Byłam na międzynarodowej konferencji, podczas której udowodniono, że w naszym żołądku jest tak niskie pH, że bakterie giną zanim nam zasiedlą przewód pokarmowy. W reklamach też powołuje się na badania. Ale takie, które sponsoruje przemysł spożywczy.

- Czy należy jeść często nabiał?

W moim domu na liście zakupów nie ma mleka, jogurtu, kefiru, maślanki. Nabiał wychładza i powoduje wilgoć w organizmie. Z nabiału wybieram masło, czasami śmietanę lub twaróg. Twaróg kupuję, gdy robię ciasto czy naleśniki. Wybieram tylko ser twardy. Podobnie, jak w chlebie dziurki powinny być w nim jednakowe. Gdy jest miękki, przykleja się do noża, to znaczy, że za krótko leżakował, jest niedojrzały. Nie kupujmy serów wędzonych ani topionych! W przemyśle spożywczym nie robi się nic bez powodu. Więc jeśli się sery wędzi, to zazwyczaj dlatego, że zbliża się termin ważności. Przecież to są koszty. Sery topione są zwykle robione z serów zepsutych.

- Smarować pieczywo masłem czy margaryną?

- Margaryna to utwardzony olej. Przy jego produkcji powstają substancje rakotwórcze. Polecam masło extra lub śmietankowe (mixy z olejem  – nie – ze względu na izomery trans, które są rakotwórcze).

- Sól też jest niezdrowa. Jemy jej za dużo?

- Piętnaście razy! Dodaje się ją nie tylko do produkcji wędlin, ale też chleba, sera, a nawet ciastek. W naszym domu nie soli się ziemniaków, kaszy, makaronu, ryżu. Dzięki temu odkrywamy naturalny smak potraw, np. ziemniaki są słodkie. Można się uzależnić od soli, cukru. Od ich smaku. To są nasze nawyki. Na szczęście można je zmienić.

- Jak często powinno się jeść mięso?

- Jestem za tym, by w Polsce jeść około 10 procent mięsa (1-2 razy w tygodniu).  Nie kupujmy go w wielkich sklepach, zapakowanego, przyprawionego. Lepiej kupić mało, ale dobre, np. schab, rostbef, pierś czy antrykot. Polacy są przyzwyczajeni do wieprzowiny i kurczaka. A warto jeść różne mięsa. Rozgrzewająco  działa baranina, wołowina, indyk. Wieprzowina, kurczak i ryby – wychładzają.

- A wędliny?

- Coraz trudniej znaleźć wędlinę wysokiej jakości. Albo są zmielone bloki, do których wrzuca się różne składniki, a potem łączy odpowiednimi substancjami. Albo są naszpikowane różnymi substancjami. Ja nie jem wędlin. Kupuję mięso i sama je piekę.

- A jaka jest porada dla wegetarian?

- Wegetarianizm to nie jest dieta: dżem i serki, jadłospis musi być urozmaicony i zbilansowany. Wegetarianie powinni jeść dużo zup (na śniadanie przede wszystkim), kasz i gotowanych warzyw. Ważne jest łączenie roślin strączkowych ze zbożami, aby zapewnić pełen zestaw aminokwasów, czyli np. do zupy z soczewicy dodajemy kaszę jaglaną.

- Jak ma sobie poradzić z apetytem na słodycze?

- Warto jeść więcej produktów naturalnie słodkich: ziemniaków, marchwi, dyni, pietruszki, soczewicy, grochu, pieczarek, papryki, ogórka, bakłażana, kalafiora, cukini, jabłek, gruszek, śliwek, czereśni, owoców suszonych, miodu, jajek, masła. Im więcej tych rzeczy w diecie, tym mniejsza ochota na słodycze. Apetyt na słodycze zazwyczaj oznacza osłabioną śledzionę, niekorzystny wpływ na nią mają zimne dania i napoje, mrożonki, biała mąka, biały ryż, biały cukier, owoce cytrusowe, surówki, frytki, mleko, dania z mikrofali. Śledzionę wzmacnia: gotowane kasze, gotowane zupy, gotowane kompoty (z owoców suszonych bądź sezonowych), suszone owoce, orzechy, przyprawy (zwłaszcza kardamon, wanilia, cynamon, imbir, gałka muszkatałowa, oregano, tymianek, pietruszka, koper, anyż), do picia: gorąca woda, herbatka z lukrecji, kawa zbożowa, sok z winogron, herbatka korzenna z cynamonem, anyżem, goździkami.

- A cytrusy i soki?

- Cytrusy są zrywane jako zielone. Dojrzewają w podróży, nie jest to więc proces naturalny. Są z krajów, w których jest gorąco, czyli ich naturalnym zadaniem jest ochładzanie. Dlatego jeśli ktoś jest przeziębiony, niech sobie daruje pomarańcze i cytryny. Soki tzw. 100-procentowe są robione z koncentratu. Najzdrowsze są soki ze świeżo wyciśniętych owoców i warzyw (ale tylko w sezonie).

- Ile kalorii dziennie służy zdrowiu?

- Jestem przeciwniczką liczenia kalorii i sprawdzania z czego dokładnie składa się dany produkt. Dla mnie ważniejszy jest podział pożywienia ze względu na biodostępność (czyli czy nasz organizm z tego skorzysta, czy nie), natura cieplna (czy to jest wychładzające, czy rozgrzewające) i smak. Zwracajmy uwagę na sygnały z organizmu. Co ciało nam mówi, jak się po czymś czujemy.

/ sztukaodzywiania.pl /