… walka z nadciśnieniem zaczyna się w kuchni …

foto: diet.com.pl

 

Nadciśnienie tętnicze dotyka już ponad 30% polskiego społeczeństwa. Niewłaściwa dieta, otyłość, nałogi, brak aktywności fizycznej, stres to tylko kilka z przyczyn tej choroby wspólnych dla obu płci. Nie każdy jest przekonany do chemicznych ksenobiotyków wprowadzanych do organizmu celem obniżenia ciśnienia. Tym pacjentom natura ofiarowała zioła i przyprawy wykazujące efekt hipotensyjny.

W naszym kraju podstawową przyprawą w kuchni jest sól. Bezpieczna granica soli kuchennej w diecie wynosi 5 gramów dziennie. To w przybliżeniu jedna płaska łyżeczka. Rzadko komu udaje się zachować tę normę.

–  Polacy  używają głównie sól, pieprz i paprykę. Najczęściej kupują tzw. sól ważoną, najtańszą, oczyszczaną chemicznie i dodatkowo pozbawioną naturalnego jodu. Tymczasem  na półkach możemy znaleźć sól np. morską nieoczyszczaną, różową himalajską, która ma najwięcej składników mineralnych wśród soli, czy np. czarną sól Cejlońską połączoną z węglem  – wylicza  Alicja Kalińska, specjalista z zakresu żywienia.

Osoby ze szczególnymi wymaganiami zdrowotnymi, które nie potrafią zrezygnować z soli, mogą znaleźć sól sodowo-potasową mieszaną w różnych stosunkach wagowych. Alicja Kalińska radzi  robić osobną listę zakupów przypraw, nasion, orzechów czy też oliwy, olejów z różnych rodzajów nasion i orzechów. To produkty w znacznym stopniu decydujące o smaku potraw. Wpływają także na zdrowie, w tym przede wszystkim na obniżenie cholesterolu i ciśnienia tętniczego.

–  Pozwalamy organizmowi przestawić się na inne smaki i okazuje się, że nieświadomie rezygnujemy z soli na korzyść innych przypraw mających dobroczynny wpływ na nasz organizm – zaznacza  Alicja Kalińska.

Od razu należy zauważyć, że nie u każdej osoby sprawdzą się naturalne metody lecznicze. Niekiedy zażycie hipotensyjnej tabletki okazuje się konieczne. Nadciśnienie to choroba przewlekła i takiego też leczenia wymaga. Aromatyczne zioła i przyprawy mogą wspomagać efekt leczniczy ksenobiotyków. Mogą one przyczynić się do obniżenia zalecanych początkowo dawek medykamentów lub też zapobiec stosowaniu leków w ogóle o ile ciśnienie nie utrzymuje się w zakresie bardzo wysokich wartości i nie ma charakteru niekontrolowanych skoków.
Zioła to nie zabawka w rękach dorosłych. Substancje czynne w nich zawarte mogą zarówno wywierać efekt korzystny, terapeutyczny jak i powodować niepożądane skutki uboczne. 

Jak mądrze wykorzystać dary natury?

Papryka chili – wbrew pokutującemu w społeczeństwie poglądowi, że pikantne przyprawy podnoszą ciśnienie, dieta bogata w chili może tylko pomóc w prewencji nadciśnienia. Naukowcy z Trzeciego Wojskowego Uniwersytetu Medycznego w Chongqing doszli do takich wniosków w efekcie badań prowadzonych m.in. na szczurach genetycznie predysponowanych do nadciśnienia. Za efekt hipotensyjny odpowiada kapsaicyna – po 4 tygodniach diety „paprykowej” u szczurów obserwowano wyraźny spadek ciśnienia. Dodatkowo związek ten pobudza metabolizm tłuszczów, stąd może  okazać się przydatny w zwalczaniu plagi otyłości. Na razie naukowcy nie wiedzą, jakie ilości papryki chili powinno się spożywać dziennie, by zapobiegać nadciśnieniu, ale planują to sprawdzić w przyszłości.

Bazylia –  królowa włoskiej kuchni, jest jedną z najczęściej przez nas wybieranych przypraw. Jej charakterystyczny aromat podkreśla smak potraw mięsnych i warzywnych. Zioło łagodzi kolki, niestrawności, wzdęcia poprzez pobudzenie wydzielania soków trawiennych. Działając podobnie do melisy, wywiera pozytywny wpływ na nastrój i zdrowy sen. Ekstrakt z  bazylii obniża ciśnienie krwi, ale na krótki czas. Jednakże używanie świeżych jej listków na co dzień w kuchni działanie to  wydłuża.

Cynamon – charakterystyczny zapach cynamonu pochodzi od zawartych w nim olejków eterycznych, które zawierają głównie aldehyd cynamonowy (60-80 %). Inna cenną składową są flawonoidy (8 %) – głównie proantocyjanidyny i taniny cynamonowe. Spożywanie tej przyprawy regularnie może zmniejszyć zauważalnie odczyt ciśnienia krwi u osób cierpiących na drugą największą chorobę cywilizacyjną – cukrzycę. Badania na zwierzętach i ludziach wykazały, że składniki cynamonu pobudzają receptory insuliny, hamują czynniki je inaktywujące (zmniejszają insulinooporność, co przekłada się też na ciśnienie krwi ). Ostatnie doniesienia mówią również o tym, że cynamon obniża skurczowe ciśnienie tętnicze u szczurów na diecie bezwęglowodanowej. Oznacza to, że przyprawa może korzystnie wpływać nie tylko na nadciśnienie powodowane dietą, ale i na to o podłożu genetycznym.

Kardamon – przywędrował do nas z Indii, ale jest to też przyprawa charakterystyczna dla kuchni azjatyckiej. Oprócz walorów smakowych znajduje zastosowanie w przemyśle perfumeryjnym oraz uważany jest za skuteczny afrodyzjak. Już odrobina tego egzotycznego proszku może zmienić smak potrawy, dlatego trzeba uważać z ilością stosowania. Olejki eteryczne zawarte w kardamonie wykazują działanie antyseptyczne i przeciwdziałają wolnym rodnikom. Wyniki badań donoszą, że ta przyprawa działa przeciwnowotworowo w przypadku raka wątroby, płuc i żołądka. Kardamon pełen jest substancji, które dbają o rozluźnienie mięśni, a więc także mięśnia sercowego. Dzięki temu zmniejsza się zagrożenie wahania ciśnienia. W 2009 roku na osobach z nadciśnieniem przeprowadzono eksperyment polegający na przyjmowaniu 3 gramów przyprawy dziennie przez 3 miesiące. Po tym czasie zauważono spadek ciśnienia tętniczego bez żadnych efektów ubocznych.

Czosnek – o jego korzystnym wpływie na budowanie odporności u dzieci i dorosłych wie niemal każdy. Spożywany regularnie czosnek obniża ciśnienie krwi i zmniejsza ryzyko zawału serca czy wylewu krwi do mózgu. Czosnek zapobiega bowiem zaleganiu cholesterolu w ścianach tętnic i powstawaniu zakrzepów. Złożony mechanizm przeciwmiażdżycowego działania czosnku polega na hamowaniu reduktazy HMG-CoA (alicyna, ajoen, disiarczek diallilu) i hamowaniu syntetazy kwasów tłuszczowych, redukcji stężenia lipidów w ścianach tętnic. 

Australijscy lekarze z University of Adelaide przeprowadzili badania na 50 pacjentach, u których ciśnienie tętnicze było podwyższone pomimo stosowania typowych leków. Osoby otrzymujące przez 12 tygodni 4 kapsułki czosnkowego wyciągu (AGE – Aged Garlic Extract) dziennie, miały ciśnienie krwi o około 10 mm Hg niższe niż ci, którym podawano placebo. Czosnek rozszerza i relaksuje naczynia przez co krew przepływa przez nie swobodniej, a dodatkowo wykazuje działanie antyagregacyjne (profilaktyka zakrzepów).

Nasiona i liście selera – przyprawa ta jest używana od setek lat w medycynie chińskiej w walce z podwyższonym ciśnieniem. Sprawił to efekt diuretyczny i wazodylatacyjny jaki wywołuje roślina. W celach terapeutycznych stosujemy tylko nasiona kupione w sklepach ze zdrową żywnością, ponieważ nasiona przeznaczone do uprawy, nabyte w sklepach ogrodniczych mogą być spryskiwane ochronnymi środkami chemicznymi. Codzienne picie soku z selera sprawia, iż hipotensyjne rezultaty są widoczne już po 2 tygodniach.

Lawenda lekarska – odznacza się charakterystycznym zapachem (kwiaty zawierają do 3% olejku eterycznego), który ma właściwości uspokajające. Olejek eteryczny jest surowcem do produkcji wielu naturalnych leków o działaniu relaksującym i nasennym. Działa  nie tylko na zmysły ale i rozszerza naczynia krwionośne wspomagając przepływ krwi.

Gryka – pod względem wartości energetycznej przewyższa bardziej rozpowszechnione w świecie pszenicę i żyto. Zawiera między innymi: białka o dobrze zbilansowanym składzie aminokwasowym, polisacharydy, polifenole oraz składniki mineralne. Jest wykorzystywana w leczeniu stanów zapalnych, chorób układu krążenia jak miażdżyca. Rutyna zawarta w gryce wzmacnia kruche naczynia krwionośne, obniża ciśnienie krwi, redukuje ryzyko miażdżycy oraz wspomaga utrzymanie właściwego poziomu cukru we krwi.

Kakao – jego efekt leczniczy jest związany z flawanolami. Substancje te obniżają ciśnienie tętnicze i poprawiają funkcjonowanie komórek wyściełających naczynia krwionośne. Pod wpływem flawanoli wydzielany jest też tlenek azotu, który powoduje rozkurczanie się mięśni gładkich w ścianach tętnic. Naczynia rozszerzają się, co ułatwia przepływ krwi. U osób jedzących produkty z kakao przez co najmniej 2 tygodnie odnotowywano spadek ciśnienia tętniczego podobny do tego, który występuje przy zażywaniu przepisywanych tradycyjnie na tę przypadłość leków. Tym samym ryzyko zawałów i udarów zostało obniżone o 10-20%. Jak wiadomo, kakao zawiera niestety sporo cukru, kalorii oraz tłuszczu – stąd potrzeba zachowania we wszystkim umiaru.

 

Wersja dla leniwych, czyli roślinne leki gotowe

Leków roślinnych skutecznie obniżających ciśnienie krwi  nie jest zbyt wiele. Czym więc farmaceuta dysponuje w aptece? Najczęściej stosowanym preparatem jest sok i intrakt z jemioły (Succus, Intractum Visci). Działanie hipotensyjne jemioły przypisuje się obecności kwasu aminomasłowego, jednakże efekt można zaobserwować po dłuższym zażywaniu wyciągu (około 2 tygodnie). Innym zielem wykorzystywanym w mieszankach ziołowych i kroplach nasercowych mającym działanie hipotensyjne jest głóg. Nie jest on toksyczny dla mięśnia sercowego, gdyż nie jest źródłem glikozydów. Za działanie wazodylatacyjne i przeciwarytmiczne odpowiadają flawonoidy (hiperozyd i witeksyna) i dehydrokatechiny (procyjanidyna). Preparaty głogu, głównie Tinctura i Intractum Crategi znajdują zastosowanie w chorobach serca osób w starszym wieku. Do innych ziół będących często obecnymi w mieszankach i herbatkach ziołowych można zaliczyć rozmaryn, skrzyp, melisę, mniszek i serdecznik.

/         Magdalena Habuz                  biotechnologia.pl       /
 

… co byś zrobił,gdybyś się bał? …

fot. Shutterstock

 

Z wielu źródeł słyszę ostatnio zdanie: Co byś zrobił gdybyś się nie bał? Na szkoleniach i warsztatach, w książkach, artykułach i na „memach”. Udostępniane jest też w różnych formach w mediach społecznościowych. Sama kiedyś przygotowałam wystąpienie na ten temat podczas Forum Trenerskiego w Wiedniu. Zadałam je też uczestnikom warsztatów, które prowadziłam. Odpowiedzi były różne: założyłabym firmę, skoczył ze spadochronem, na bungee, rzucił pracę, zagadał do dziewczyny, która mi się podoba i wszystkie w podobnym kontekście.

No i jaki ten strach jest straszny! Ogranicza nas przed takimi superwyzwaniami i niesamowitymi przeżyciami.

A pomyśl inaczej! Co innego jeszcze byś zrobił gdybyś się nie bał?
- wyszedł z domu przez okno zamiast przez drzwi… dodajmy: na 8 piętrze
- Założył firmę nie mając pomysłu i koncepcji
- Włożył rękę w ogień, żeby sprawdzić, jak jest ciepło
- Rzucił pracę i czekał w domu, aż kolejna sama cię znajdzie
- Chodził ciemnymi uliczkami niezależnie od pory dnia i nocy
- … (Tu miejsce na twoje punkty)
Wielu autorów w swoich materiałach przypomina nam ciągle o tym, że strach jest złym uczuciem, że nie należy się bać. W procesie wychowywania często uczymy się tego, że strach jest czymś wstydliwym, a rodzice lub rówieśnicy potrafią powiedzieć: „To jest przecież proste, nie żartuj, że się tego boisz”. To dodatkowo powoduje, że strach jest jedną z najsilniej odczuwanych przez nas emocji i interpretowaną jako nieprzyjemna.

A przecież strach to emocja, która w pierwotnym zamyśle miała nas chronić i skłaniać do działania: ataku lub ucieczki. Mimo że w dzisiejszych czasach okazji do walki lub ucieczki w dosłownym tego słowa znaczeniu mamy niewiele, to jednak częstotliwość odczuwania przez nas strachu nie zmalała, a nawet wzrosła. Odczuwamy go nie tylko w chwilach realnego zagrożenia, ale też wtedy kiedy wyobrazimy sobie mogące wystąpić zagrożenie lub nieprzyjemne dla nas konsekwencje.

Co więc można zrobić, aby znaleźć złoty środek między tym w jakim stopniu strach nas chroni a w jakim ogranicza?

Po pierwsze: zacznijmy uczciwie dostrzegać, że pojawia się w nas uczucie strachu.

Po drugie: nie traktujmy go jak zła koniecznego, a raczej jako informację o danej sytuacji. „Odczuwam obawę przed zaczęciem rozmowy z obcą osobą, która siedzi obok mnie na szkoleniu”. Jaka z tego informacja? Może nie wiem jak taką rozmowę rozpocząć? Może miałem jedno złe doświadczenie, a teraz przekładam je na wszystkich ludzi?

Czasem pomaga też wyobrażenie sobie najgorszej wersji wydarzeń. Co najgorszego może się stać, jeśli odezwę się jako pierwszy do obcej osoby podczas szkolenia? Może nie odpowiedzieć, być niemiła?

Można też zastanowić się: a jak wy byście się zachowali, a może nawet zachowujecie się, będąc po drugiej stronie. Przykładowo: kiedy ktoś obcy zacznie z wami rozmowę podczas wydarzenia? Ignorujecie go czy też oddychacie z ulgą, że to nie wy musieliście wyjść z inicjatywą i z chęcią kontynuujecie rozmowę? Uprzejmie odpowiadacie komuś i zadacie pytania czy odwracacie się bez słowa?

Po trzecie: zastanówmy się, czego ten strach dotyczy? Czy jest to realne zagrożenie? Na ile realne? Czy raczej mało prawdopodobna wersja wydarzeń? Przykładowo czy ta osoba, do której zagadacie naprawdę was opluje lub zacznie się z was śmiać?

Po czwarte: szukajmy sposobów, jak się przygotować do różnych sytuacji, aby tego strachu było mniej lub żeby on nie wystąpił.

W naszym przykładzie można zapytać innych osób, jak zaczynają takie rozmowy, zapisać się na szkolenie z nawiązywania relacji biznesowych, przeczytać jakiś artykuł lub książkę, albo po prostu poobserwować ludzi i wyciągnąć z tego swoje własne lekcje.

Wiele osób obawia się wystąpień publicznych, ale jeśli zrobią sobie plan wystąpienia, przygotują prezentację, przećwiczą swoje wystąpienie kilka razy w samotności, a potem jeszcze przed bliskimi, do tego zadbają o przygotowanie wszystkich elementów przed wystąpieniem, zmniejszają swoje obawy. Obawy same się nie zmniejszają, to my swoimi działaniami i sposobem myślenia możemy wpłynąć na nasze emocje.

Dlatego strach nie musi być postrzegany jako złe i wstydliwe uczucie, a wręcz przeciwnie. Dużo więcej zyskamy na tym, jeśli zaczniemy go zauważać i czerpać z niego informację oraz traktować go jako inspirację do działania.

/          Kamila Kruk             natemat.pl      /

 

… :-)))

… psychologiczne mity …

foto: wstawtytul.com
Wśród ludzi pokutuje wiele mitów dotyczących różnych działów psychologii i chciałabym za pomocą tego artykułu niektóre z nich obalić i przekazać wiedzę zgodną z badaniami naukowymi. Dowiecie się też, skąd wzięły się niektóre mity i dlaczego są tak popularne.

1. Kobiety mówią więcej, niż mężczyźni

To, że kobiety mówią więcej, niż mężczyźni jest dla wielu osób oczywiste. Motyw ten często też pojawia się w dowcipach. Tak naprawdę, nie ma jednak różnic między płciami w gadatliwości. Badania, w których prawie 400 osób przez kilka dni nosiło ze sobą dyktafony wykazały, że zarówno mężczyźni, jak i kobiety wypowiadają średnio 16 000 słów dziennie (1). Przeprowadzono też wiele badań na temat różnic między płciami w częstości mówienia o sprawach osobistych. Analiza 205 badań na ten temat (tzw. metaanaliza, czyli analiza zbiorcza, w której dane ze wszystkich badań bierze się pod uwagę łącznie, tak jakby było to jedno wielkie badanie) wykazała, że faktycznie kobiety są trochę bardziej otwarte, ale różnica jest naprawdę niewielka (2).

 

2. Dominacja lewej lub prawej półkuli

W wielu popularnych źródłach można znaleźć informację, że u niektórych ludzi dominuje lewa półkula mózgu, a u innych prawa. Lewa półkula często jest przedstawiana jako „logiczna”, „racjonalna”, a prawa jako „intuicyjna”, „kreatywna”. Można też znaleźć informacje, że u mężczyzn dominuje lewa półkula mózgu, a u kobiet prawa. Wszystko to jest nieprawdą.
Po pierwsze, półkule mózgu nie różnią się tym, jakie zadanie wykonują, ale jak je wykonują. Mówienie, że za pewną czynność odpowiada lewa półkula albo prawa, to skróty myślowe. Tak naprawdę większość zadań wykonują obie półkule mózgu, komunikując się ze sobą, tylko jedna półkula jest przeważnie w danym zadaniu lepsza. Na przykład w przypadku funkcji językowych, lewa półkula bardziej zajmuje się gramatyką i słownictwem, niż prawa, a z kolei prawa półkula bardziej intonacją i akcentowaniem, niż lewa(3).
Po drugie, fakt, że ktoś jest dobry na przykład w gramatyce i że lewa półkula dominuje nad prawą, jeśli chodzi o posługiwanie się gramatyką, nie oznacza, że u takiej osoby „dominuje lewa półkula mózgu”. W pewnym badaniu (4) sprawdzano, która półkula dominuje u mężczyzn i kobiet podczas rozpoznawania emocji z twarzy. Wykazano, że zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn dominuje prawa półkula, ale u mężczyzn ta dominacja jest bardziej widoczna, to znaczy jest u nich większa różnica – asymetria – między działaniem obu półkul podczas rozpoznawania emocji z twarzy. Na podstawie tych badań można wywnioskować, że kobiety mają lepsze możliwości prawidłowego rozpoznawania emocji z twarzy, ponieważ obie półkule bardziej efektywnie się ze sobą komunikują podczas tej czynności.
Po trzecie, jeżeli już uogólniamy, czym zajmuje się lewa półkula mózgu, a czym prawa, można powiedzieć, że lewa bardziej skupia się na szczegółach, a prawa bardziej na ogółach. W badaniu, w którym ochotnicy mieli za zadanie czytać litery złożone z innych liter (np. litery F były ułożone w kształt dużej litery S) pokazały, że jeśli badani skupiali się na tych małych literach (F z tego przykładu), w większym stopniu były u nich aktywne odpowiednie ośrodki w lewej półkuli mózgu, a kiedy skupiali się na dużej literze (tutaj S), bardziej aktywna była prawa półkula (3).

 

3. Wyparte wspomnienia

Możliwość wypierania do podświadomości traumatycznych wspomnień, które mimo że nie pamiętane, wpływają na funkcjonowanie człowieka, to koncepcja Freuda, która była bardzo rozpowszechniona w USA w latach 70. i 80. XX wieku. Rozpoczęło się od feministek, które zaczęły podnosić problem molestowania seksualnego. Podczas spotkań w grupach niektóre kobiety przyznawały się, że były w przeszłości molestowane i że wpływa to na ich obecne funkcjonowanie. Po pewnym czasie niektóre terapeutki stwierdziły, że skoro wiele kobiet ma problemy obecnie z powodu bycia molestowaną seksualnie w przeszłości, to można założyć, że wszystkie problemy kobiet wynikają z faktu bycia molestowaną, a jeżeli tego nie pamiętają, to dlatego, iż wyparły te wspomnienia. Zaczęto sugerować wielu kobietom wyparte traumatyczne wspomnienia. Jeżeli sama sugestia „nie pomagała” w wydobyciu wypartych wspomnień, stosowano hipnozę, wierząc, że jeśli przypomniał sobie coś zahipnotyzowany człowiek, na pewno jest to prawdą. I faktycznie – wiele osób podczas terapii „przypominało sobie” o byciu molestowaną w przeszłości. Niektórzy „przypominali sobie” również takie traumatyczne wspomnienia, jak uczestnictwo w satanistycznych rytuałach, jedzenie ludzkich ciał, czy uprawianie seksu ze zwierzętami. W wyniku zeznań osób, którym „udało się wydobyć z pamięci wyparte wspomnienia”, skazano wiele niewinnych osób. Na szczęście, po pewnym czasie rozpowszechniła się informacja o możliwości wszczepiania ludziom fałszywych wspomnień. Wiele osób, po zrozumieniu, że ich wspomnienia są fałszywe, wycofywało swoje zeznania, pozywało psychoterapeutów i niektórzy z nich otrzymali milionowe odszkodowania. Wszystko skończyło się wiec dobrze, ale nadal wiele osób wierzy w możliwość odzyskania wypartych traumatycznych wspomnień. Nie wszyscy jednak wiedzą, jak łatwe jest „odzyskanie” fałszywych wspomnień. W kilku badaniach przedstawiano ludziom różne historyjki z ich życia i pytano, czy pamiętają dane wydarzenia. Wcześniej pytano bliską rodzinę badanych o różne wydarzenia z ich dzieciństwa i wśród historyjek znajdywały się zarówno prawdziwe wydarzenia, jak i takie, które w ogóle nie miały miejsca, na przykład o tym, że mając 5 lat zgubili się w centrum handlowym. We wszystkich tego typu badaniach, ok. 20-30% badanych twierdziło, że pamiętają również te wydarzenia, które wcale nie miały miejsca. Osobom tym zadawano tylko jedno pytanie i były to osoby bez wyraźnych problemów psychicznych. Podczas psychoterapii w Stanach często sugerowano pacjentom wyparte wspomnienia podczas wielu sesji i brały w nich udział osoby z problemami, które chciały dowiedzieć się, jakie jest źródło ich problemów. Nic więc dziwnego, że tak wielu pacjentów „przypominało sobie” to, co z uporem wmawiał im psychoterapeuta.
A czy rzeczywiście jest możliwe nie pamiętanie traumatycznych wspomnień? Zgodnie z aktualną wiedzą neurobiologiczną, teoretycznie tak. W zapamiętywaniu bierze udział ciało migdałowate, które odpowiada za wspomnienia emocjonalne, czyli pamięć utajoną oraz hipokamp, który bierze udział w świadomym zapamiętywaniu przebiegu wydarzeń. Pod wpływem stresu wydzielają się hormony, które wzmagają procesy zależne od ciała migdałowatego i hamują procesy zależne od hipokampa. Teoretycznie jest więc możliwe, że zapamiętamy jedynie emocjonalne znaczenie wydarzenia i będzie ono wpływać na nasze funkcjonowanie, mimo że świadomie nie będziemy pamiętać, co się wydarzyło. Zgodnie z tym modelem, nie ma jednak możliwości przypomnienia sobie takich wydarzeń, ponieważ nie wyparliśmy ich z pamięci, tylko po prostu nie zapamiętaliśmy.

 

4. Komunikujemy się w 55% za pomocą gestów, w 38% za pomocą brzmienia głosu i w 7% za pomocą słów

Rozpowszechnienie tego mitu jest dla mnie bardzo zastanawiające, ponieważ wystarczy się chwilę zastanowić, żeby stwierdzić, że jest to bzdurą. Gdyby było to prawdą, osoby posługujące się innymi językami mogłyby zrozumieć siebie dzięki gestom i brzmieniu głosu w 93% a czytając tekst w swoim języku rozumielibyśmy z niego tylko 7%…
Mit ten wziął się z badań, jakie przeprowadzono w latach 60. XX wieku w USA (5). W badaniu tym prezentowano trzy zdjęcia twarzy tej samej osoby (uśmiechniętą, neutralną albo smutną) i wypowiadano trzy grupy słów (pozytywne, neutralne albo negatywne) tonem pozytywnym, neutralnym albo negatywnym. Przedstawiano badanym różne kombinacje niespójnych komunikatów (np. pokazywano smutną twarz i wypowiadano pozytywne słowo neutralnym tonem albo pokazywano neutralną twarz i wypowiadano negatywne słowo pozytywnym tonem głosu itp.) i pytano, w jakim stopniu lubią pokazywaną osobę. Badanie miało więc za zadanie sprawdzić, co decyduje o spostrzeganym poziomie sympatii i badacze obliczyli, że w 55% odpowiada za to wyraz twarzy, w 38% ton głosu i tylko w 7% słowa. Na podstawie badania można więc wyciągnąć wniosek, że w sytuacji niespójnego komunikatu, czyli jeśli ktoś będzie miał na przykład smutną twarz i jednocześnie będzie mówić, ze jest szczęśliwy, z większym prawdopodobieństwem uwierzymy jego wyrazowi twarzy, niż słowom. I tylko tyle. Ktoś jednak, pewnie jakiś dziennikarz nie mający pojęcia o psychologii wyniki badań przeinterpretował i news poszedł w świat ;) A co więcej, badania te zostały przeprowadzone na jedynie 75 osobach, co jest dosyć małą próbą i nie znalazłam innych takich samych badań, więc trzeba ostrożnie podchodzić do tych procentów.

 

5. Wzrokowcy, słuchowcy i kinestetycy

Podział ludzi na wzrokowców, słuchowców i kinestetyków jest wykorzystywany przez NLP (neurolingwistyczne programowanie) i bardzo rozpowszechniony w społeczeństwie. Jest to tak zwany model VAK (od słów visual, auditory, kinesthethic). W USA jest rozpowszechniony także model VARK (visual, auditory, reading/writing, kinesthethic). Visual – wzrokowcy podobno najlepiej uczą się poprzez oglądanie schematów, wykresów, diagramów, auditory – słuchowcy poprzez słuchanie, reading/writing poprzez czytanie i pisanie, a kinesthethic – kinestetycy poprzez samodzielne doświadczanie i dotykanie. Badania naukowe, zarówno na temat modelu VAK, jak i VARK nie potwierdzają jednak, że najlepiej uczymy się, kiedy sposób przekazywania wiedzy jest spójny z naszym stylem uczenia się. (6)(7)
Nie jest też prawdą, że najwięcej jest wzrokowców. W dwóch badaniach (8)(9) na temat modelu VARK okazało się, że jedynie 36% preferuje jeden styl zdobywania informacji. Większość studentów używa co najmniej dwóch różnych stylów w zależności od rodzaju materiału lub łączy style. Z badań tych wynikło także, że ok. 20% studentów to kinestetycy, a tych, którzy podczas nauki wykorzystują tylko wzrok, tylko słuch, albo tylko czytanie i pisanie jest jedynie po kilka procent.

 

6. Wykorzystujemy tylko 10% mózgu

Mit ten możliwe, że powstał w wyniku wypowiedzi znanego psychologa Williama Jamesa, żyjącego na przełomie XIX i XX wieku, który powiedział, że większość ludzi prawdopodobnie wykorzystuje tylko 10% potencjału intelektualnego. Nie poparł tego jednak żadnymi badaniami, była to po prostu jego myśl, a poza tym nie użył słowa „mózg”, ale „potencjał intelektualny”. Domyślam się, że miał na myśli, iż większość ludzi mogłaby być bardziej inteligentna, niż jest, gdyby bardziej wykorzystywała swój wrodzony potencjał do nauki.
Fakt wykorzystywania tylko 10% mózgu nie może być prawdziwy z kilku powodów:
Po pierwsze, jest mało prawdopodobne pod względem ewolucyjnym, że moglibyśmy posiadać narząd wykorzystujący tak wiele wdychanego przez nas tlenu, gdybyśmy korzystali z niego tylko w 10%.
Po drugie, podczas elektrostymulacji mózgu nie znaleziono obszarów, które stymulowane nie wywoływałyby jakichś wrażeń. Również inne metody badania mózgu (EEG, PET, fMRI) pokazują, że każdy obszar mózgu jest wykorzystywany podczas jakichś procesów.
Po trzecie, wiadomo, że obszary nieużywane z powodu choroby albo urazów zanikają lub są zajmowane przez sąsiednie obszary. Nie istnieją nieużywane komórki mózgowe. Albo są używane, albo ich nie ma :)

 

7. Bodźce podprogowe i ich wpływ na nasze zachowanie

W latach 50. XX wieku James Vicary, specjalista od marketingu ogłosił, że wykonał w kinie badanie, w którym podczas seansów wyświetlał na 1/3000 sekundy hasła zachęcające do zakupu popcornu i Coca-Coli. Mimo że hasła były wyświetlane na tak krótki ułamek sekundy, że widzowie nie byli w stanie niczego zauważyć, zgodnie z wynikami jego badań, znacznie wzrosła sprzedaż tych produktów. Jego badania nie zostały jednak opublikowane w żadnych czasopiśmie naukowym, wielu psychologów od początku odnosiło się do wyników bardzo sceptycznie, a niektórzy próbowali powtórzyć jego badania, ale nikt nie osiągnął takich rezultatów. W końcu, po kilku latach Vicary przyznał, że całe badanie zostało przez niego zmyślone, a jego celem było rozreklamowanie jego agencji marketingowej. Informacja o możliwości wpływania na nasze zachowanie za pomocą niezauważalnych przez nas podprogowych bodźców zdążyła się już jednak rozpowszechnić.
I w pewnym sensie jest to prawda, ale tylko w pewnym? W jednym badaniu (10) studenci mieli za zadanie zaprezentować pomysły na projekty badawcze, a następnie na moment wyświetlano im uśmiechniętą twarz znajomego lub zagniewaną twarz przełożonego. Ci, którym wyświetlono twarz rozgniewaną, potem gorzej oceniały swój projekt. W innym badaniu (11), prezentowano fragmenty różnych słów, np. „gui __”? i proszono o ich dokończenie. Ci, którym wcześniej podprogowo wyświetlono słowa „kierować”, „prowadzić”, „eskortować”, częściej wpisywali wyraz „guide” (przewodnik), a ci, którym wyświetlano „oszustwo”, „zdrada”, „obłuda”, częściej kończyli słowo jako „guile” (podstęp). Z tym, że we wszystkich badaniach wykazujących jakiś wpływ bodźców podprogowych, bodźce te były wyświetlane na tyle długo, że badani byli w stanie je zauważyć, czyli był przekroczony próg prostej detekcji, ale nie przekroczony był próg rozpoznania. Badani widzieli na przykład, że wyświetlono im jakiś wyraz, ale nie byli w stanie świadomie go przeczytać. Jeżeli bodziec jest wyświetlony na tak krótki okres czasu, że nawet wzrok nie jest w stanie go zarejestrować, nie wpłynie on na człowieka w żaden sposób.

 

8. Niewidomi mają lepiej rozwinięty słuch i dotyk

Jest to nieprawda, większość niewidomych ma słuch i dotyk tak samo rozwinięte, jak większość osób widzących. Niektórzy niewidomi są w stanie więcej „odczytać” z tego, co słyszą, a inni mniej i tak samo, niektórym niewidomym lepiej idzie czytanie Braille’a, a innym gorzej. Niewidomi po prostu zwracają większą uwagę na to, co słyszą i dotykają, niż osoby widzące i dlatego niektórzy z nich mają większe umiejętności w tej dziedzinie, niż widzący. Nie wynika to jednak z tego, że mają biologicznie bardziej wrażliwy słuch i dotyk. Widzący też mógłby się nauczyć np. czytania Braille’a, gdyby poświęcił na to tyle czasu, ile poświęcają niewidomi.

 

9. Efekt Mozarta

Efekt Mozarta, czyli niby polepszenie inteligencji w wyniku słuchania jego utworów powstał w wyniku badań, jakie zostały opublikowane w 1993 roku w prestiżowym czasopiśmie Nature (12). W badaniu tym, studenci słuchali muzyki Mozarta, muzyki relaksacyjnej albo ciszy, a następnie sprawdzano, czy zmieniły się ich zdolności rozumowania przestrzennego (ich zadanie polegało na cięciu i składaniu kartek). Największą poprawę zauważono wśród osób, które wcześniej słuchały Mozarta i zgodnie z obliczeniami badaczy, wzrost ich zdolności przekładał się na ok. 8-9 punktów IQ. Wyniki badań, tak jak to często bywa zostały jednak przeinterpretowane i na podstawie pojedynczych badań na studentach, którzy cięli i składali kartki ktoś wywnioskował, że jeśli niemowlętom, a nawet dzieciom w brzuchu będzie puszczać się muzykę Mozarta, będą bardziej inteligentne.
Nie dość, że to badanie nie sprawdzało ogólnej inteligencji tylko specyficzną zdolność i było przeprowadzone na osobach dorosłych, więc nie można jego wyników uogólniać również na małe dzieci, tak jak to zostało zrobione, to jeszcze kolejne badania na ten temat nie potwierdzają, że poprawa jest tak wyraźna. Metaanaliza badań na temat efektu Mozarta wskazuje, że wzrost zdolności przestrzennych można przełożyć na maksymalnie 2 punkty IQ, a nie aż 8-9, tak jak wykazano w pierwszych badaniach i ten wzrost jest widoczny do maksymalnie godziny od czasu słuchania muzyki (13)(14). Badania wskazują także, że nie tylko Mozart ma taki pozytywny wpływ. W pewnym badaniu, w którym ochotnicy słuchali powieści Stephena Kinga, muzyki Mozarta albo niczego nie słuchali, lepsze wyniki uzyskali zarówno ci, którzy słuchali powieści, jak i ci, którzy słuchali Mozarta, a najlepsze wyniki miały te osoby, które słuchały tego, czego chciały słuchać (15).

 

10. Wykrywacze kłamstw

Wykrywacze kłamstw, wbrew nazwie nie wykrywają kłamstw, a jedynie pewne reakcje fizjologiczne. Mierzą przewodnictwo skórne, ciśnienie krwi i oddech i na tej podstawie osoba interpretująca jego wskazania jest w stanie stwierdzić, czy badany podczas odpowiadania na pytania był zdenerwowany, czy nie. Fakt bycia zdenerwowanym nie zawsze świadczy jednak o kłamstwie. Zdenerwowanie może spowodować na przykład oburzenie niesprawiedliwym oskarżeniem; świadomość, że o odpowiedzialności karnej będą decydować nie odpowiedzi, ale reakcje na pytania albo sama nieprzyjemna myśl o zdarzeniu, które zainicjowało dochodzenie. Są także osoby, które potrafią kłamać nie zmieniając swojej reakcji fizjologicznej, tak więc wykrywacz kłamstw może dać wynik fałszywie pozytywny – oskarżenie niewinnego lub fałszywie negatywny – niewykrycie kłamcy.

 

11. Profile psychologiczne przestępców

Specjaliści od profili psychologicznych przestępców twierdzą, że potrafią na podstawie sposobu, w jaki działa przestępca określić jego płeć, wiek, osobowość, wykształcenie i inne dane, ale w rzeczywistości nie potrafią. Co prawda niektóre dane podane przez takich specjalistów są prawdziwe, ale nie dlatego, ze wywnioskowali je na podstawie danych z miejsca dokonania przestępstwa. Po pierwsze, osoby zajmujące się tworzeniem profili przestępców korzystają z policyjnych statystyk. Na przykład w USA 75% seryjnych morderców to biali mężczyźni i na tej podstawie „specjalista” jest w stanie stwierdzić z dużym prawdopodobieństwem, że poszukiwany seryjny morderca to także biały mężczyzna. Po drugie, specjaliści tacy często podają informacje oczywiste. Nie trzeba mieć specjalnego wykształcenia, żeby stwierdzić, że ktoś, kto zamordował swoją rodzinę ma prawdopodobnie problemy z panowaniem nad sobą. Po trzecie, często posługują się ogólnikami, takimi jak „ma problemy z samooceną”. Mało jest ludzi, którzy mają w każdej sytuacji adekwatną samoocenę, prawie każdy czasami ją zaniża albo zawyża, więc takie stwierdzenie można przypisać prawie każdemu.
Większość badań, w których porównywano trafność profili stworzonych przez profesjonalistów i przez osoby w ogóle nie związane z psychologią wykazuje, że profesjonaliści są tylko minimalnie lepsi od „amatorów”, a niektóre badania wykazały, że nawet gorsi (16)(17)(18). Ta minimalna przewaga, jaka występuje w większości badań zapewne wynika z faktu, że profesjonaliści znają statystyki przestępstw.
Fakt, że wiele osób związanych z wykrywaniem przestępstw wierzy w umiejętności osób tworzących profile psychologiczne przestępców może wynikać z tego samego, co sprawia, że wiele osób wierzy w horoskopy. Horoskopy także posługują się oczywistościami i ogólnikami, które można przypisać prawie do każdego, dlatego wielu osobom wydaje się, że się sprawdzają.

 

12. W tłumie bezpieczniej

Jeśli myślisz, że jeżeli stanie ci się coś w centrum miasta, na pewno ktoś ci pomoże, jesteś w błędzie. Efekt widza, zwany też rozproszeniem odpowiedzialności tłumaczy, że prawdopodobnie minie dużo czasu, zanim ktoś udzieli ci pomocy. Poniższy film prezentuje badania na ten temat:
Podobne badania robiono także w laboratorium. W jednym z takich badań (19), ochotnicy wypełniali kwestionariusze siedząc w pokoju samemu lub dwójkami. Do pokoju obok były otwarte drzwi i badani widzieli, że pewna osoba wchodzi tam na drabinę. Po chwili słyszeli jak ktoś spada z drabiny i krzyczy, że nie może się ruszyć. Z tych, którzy wypełniali ankiety samemu, 70% natychmiast pomogło, natomiast w przypadku tych, którzy wypełniali w parach, ktoś z nich pomógł tylko w 40% przypadków.
Ludzie przeważnie nie pomagają, kiedy widzą, że nie robią tego inni, myśląc, że „przecież może zrobić to ktoś inny”, „inni nic nie robią, więc dlaczego ja mam to zrobić”?. Na szczęście badania wskazują też (20), że wiedza o istnieniu efektu widza znacząco zwiększa prawdopodobieństwo, że taka osoba udzieli pomocy. Ktoś, kto wie, że inni się nie ruszą, ma świadomość, że sam musi podjąć odpowiednie działania.

 

13. Syndrom Dorosłego Dziecka Alkoholika

Osoby, które wychowywały się w rodzinie, w której przynajmniej jeden z rodziców był alkoholikiem, zgodnie z informacjami o syndromie DDA, cechują się często niską samooceną, poczuciem wstydu lub winy, skłonnościami do brania na siebie zbyt dużej odpowiedzialności za innych, a z kolei czasami nie poczuwają się do odpowiedzialności, mają zbyt wysoką potrzebę aprobaty, nadmiernie rozbudowane poczucie lojalności, uczucie bezsilności i trudności z panowaniem nad odruchami. Badania nie potwierdzają jednak, aby takie cechy rzeczywiście były typowe dla dorosłych dzieci alkoholików. Zgodnie z badaniami (21), osoby, które miały ojca albo matkę, lub oboje rodziców alkoholików, są statystycznie trochę bardziej nerwowe, towarzyskie i skłonne do podejmowania ryzyka.
Rozpowszechnienie syndromu DDA wynika prawdopodobnie z faktu, że cechy, które jakoby opisują typowe dorosłe dziecko alkoholika to ogólniki, które łatwo do siebie przypisać. Osoba, która ma pewne problemy w życiu i szuka przyczyny tych problemów, a jednocześnie miała wśród rodziców alkoholika, kiedy przeczyta takie cechy, często stwierdza, że większość z nich do niej pasują. Czuje wtedy ulgę, ponieważ w końcu „dowiedziała się”, dlaczego jej w życiu nie idzie – wszystko dlatego, że jest Dorosłym Dzieckiem Alkoholika. W rzeczywistości jednak jej problemy mogą wynikać z zupełnie innej przyczyny, w ogóle nie związanej z dzieciństwem.
Przeprowadzono badania (22), w których osoby, mające co najmniej jednego rodzica alkoholika i osoby, które nie mają takiego rodzica miały ustosunkować się do różnych stwierdzeń. Niektóre z tych stwierdzeń należały do takich, które podobno odnoszą się do DDA (np. „w momentach kryzysowych zwykle troszczę się o innych”, „jestem wrażliwa na problemy innych”) a niektóre były ogólnikami nie odnoszącymi się do DDA (np. „mam duże poczucie humoru”, „nie przeszkadza mi różnorodność i zmiany i widzę je jako wyzwania”). Badanym oczywiście nie powiedziano, które z cech opisują DDA, a które nie. Okazało się, że faktycznie wiele osób, które wychowywały się w rodzinie z alkoholizmem utożsamiało się ze stwierdzeniami opisującymi syndrom Dorosłego Dziecka Alkoholika. Utożsamiały się jednak także ze stwierdzeniami, które nie opisują tego syndromu. I tak samo osoby, które nie wychowywały się w domu z alkoholizmem, utożsamiały się zarówno ze stwierdzeniami opisującymi DDA, jak i tymi, które nie opisują tego syndromu. Nie było żadnych różnic między tymi dwoma grupami ludzi.

 

14. Lepiej wyładować złość, niż tłumić

Jakiś czas temu ktoś wymyślił, nie wiem, na jakiej podstawie, że najlepszym sposobem na pozbycie się złości, jest wyładowanie jej. Powstały nawet terapie, polegające na wyładowywaniu złości. Poniżej widać zdjęcia z takiej „destruktoterapii” w Hiszpanii.

Niestety, badania wskazują, że nie jest to skuteczny sposób na pozbycie się złości. W pewnym badaniu (23) ochotnicy zostali podzieleni na dwie grupy. Jedna z grup czytała tekst mówiący, że agresywne zachowanie to skuteczny sposób na uspokojenie się, a druga, że nieskuteczny. Następnie, wszyscy uczestnicy badania mieli za zadanie napisać esej o aborcji. Nieważne, co napisali, każdy słyszał od osoby oceniającej tekst, że jest to jedna z najgorszych prac, jaką kiedykolwiek czytał. Następnie badani mogli wyładować złość na worku treningowym, a potem proszono ich o opisanie, co czują do osoby, która oceniała ich pracę. Okazało się, że ci, którzy wcześniej przeczytali, że rozładowywanie złości jest skutecznym sposobem na uspokojenie się, czuli nawet większą złość, niż osoby, które przeczytały, że jest to nieskuteczne.

 

15. Cech, za które odpowiadają geny nie da się zmienić

Da się w pewnym zakresie, ponieważ wpływ genów i środowiska jest dwustronny. Geny wpływają na zachowanie, ale tak samo zachowanie wpływa na ekspresję genów.

 

16. Burza mózgów

Burza mózgów jest według wielu osób bardzo kreatywnym sposobem pracy, podczas którego powstaje więcej nowych pomysłów, niż podczas pracy w pojedynkę. Jej założeniem jest wyprodukowanie jak największej ilości pomysłów, jednocześnie bez oceniania ich przydatności. Badania wskazują jednak, że grupy, biorące udział w burzy mózgów tworzą mniej pomysłów, niż poszczególne osoby działające w pojedynkę. Przyczyn jest prawdopodobnie kilka. Jedną z nich jest lęk przed oceną. Mimo że podczas burzy mózgów w założeniu nie komentujemy i nie oceniamy cudzych pomysłów, nawet najbardziej dziwnych, niektórzy i tak obawiają się oceny. Drugą z przyczyn jest mechanizm próżniactwa społecznego występujący podczas każdej pracy w grupie, w której uczestnicy nie są oceniani indywidualnie. Jeśli oceniany jest tylko ogólny wynik całej grupy, wiele osób ma przeważnie mniejszą motywację do pracy, niż wtedy, kiedy wie, że będzie oceniony również jego wkład w pracę. Kolejną przyczyną jest fakt, że oczekiwanie na własną wypowiedź sprzyja zapominaniu lub odrzucaniu własnych pomysłów. Poza tym, konieczność wysłuchiwania cudzych pomysłów może hamować ich tworzenie lub na odwrót – tworzenie własnych pomysłów utrudnia słuchanie innych i tworzenie nowych pomysłów na podstawie tego, co wymyślili inni, co też jest założeniem burzy mózgów.
Burze mózgów są popularne, ponieważ ich uczestnicy przeważnie są przekonani, że pracowali bardziej produktywnie, niż mogliby pracować w pojedynkę. Nie dotyczy to jednak tylko burz mózgów. Uczestnicy grupowych treningów interpersonalnych, komunikacyjnych czy negocjacyjnych także często mają wrażenie, że bardzo wiele się nauczyli, mimo że obiektywne testy tego nie potwierdzają.

 

17. Test plam atramentowych

Test plam atramentowych, zwany też od nazwiska twórcy Testem Rorschacha powstał w 1921 r. i krytykowany jest już od lat 40. XX w. W jego założeniu, skojarzenia, jakie ludzie mają widząc plamy takie, jak poniżej, świadczą o ich osobowości i zaburzeniach.

Wiele badań potwierdza jednak, że test ten jest nieskuteczny i często wykrywa zaburzenia u osób, u których inne testy nie wykryły żadnych problemów. Być może to jest właśnie przyczyną jego popularności, pomimo wielu uwag krytycznych (niektórzy być może sądzą, że skoro wykrywa zaburzenia, jakich nie wykryły inne testy, to znaczy, że „wchodzi głębiej” i nic nie da się przed nim ukryć). Jeszcze w 2000r. z tego zupełnie bezsensownego testu korzystało od 20% psychologów (pracujący w zakładach poprawczych) do 77% (psychologowie kliniczni)(24). Na szczęście, w 2009r. test został opublikowany na Wikipedii, a zgodnie z zasadami, jakie panują w psychologii, nie można wykorzystywać w pracy psychologicznej testów, które są rozpowszechnione publicznie, ponieważ aby test dał wiarygodne wyniki, badany musi widzieć go pierwszy raz. Tak więc test plam atramentowych to już przeszłość.

 

18. Psychoanaliza = psychoterapia

Wiele osób stawia znak równości pomiędzy słowem psychoanaliza i psychoterapia, podczas gdy psychoanaliza jest jedynie jedną z wielu technik psychoterapeutycznych. Została stworzona przez Freuda i obecnie niewielu psychoterapeutów wykorzystuje w swojej pracy wszystkie jego założenia. Nie każda psychoterapia polega też na szukaniu przyczyn problemów w dzieciństwie.
Na przykład psychoterapia w podejściu poznawczym polega na eliminacji nieracjonalnych przekonań i myśli. Takim nieracjonalnym przekonaniem jest na przykład myśl „do niczego się nie nadaję”. Psychoterapeuta pracujący techniką poznawczą nie docieka, dlaczego klient w ten sposób myśli, ale próbuje wskazać mu jego dobre cechy i przekonać, że jednak nadaje się do wielu rzeczy.
Inną metoda psychoterapii jest psychoterapia behawioralna, skuteczna między innymi w przypadku różnych fobii. Psychoterapeuci pracujący tą metodą również nie dociekają, dlaczego ktoś się boi na przykład pająków, tylko pracują nad eliminacją tego lęku. Aby go wyeliminować można pokazywać klientowi zdjęcie pająka, aż przestanie się go bać, następnie pokazuje się film o pająkach, a kiedy to także przestanie wywoływać u danej osoby lęk, pokazuje się żywego pająka zamkniętego w terrarium, potem terrarium się otwiera i tak dalej.
Psychoterapia w podejściu systemowym opiera się na założeniu, że rodzina jest systemem, w którym członkowie nawzajem na siebie wpływają i wielu psychoterapeutów specjalizujących się w tym podejściu pracuje z kilkoma członkami rodziny. Przykładowo, dziecko może źle się zachowywać, ponieważ kiedy źle się zachowuje, rodzice skupiają się na nim i nie mogą zajmować się problemami między sobą. Tacy rodzice mogą mimowolnie wzmacniać złe zachowanie swojego dziecka i tak samo dziecko może mimowolnie źle się zachowywać, aby nie dopuścić do konfliktów między jego rodzicami. Psychoterapeuta powinien poprzez rozmowy wyłapać taką zasadę funkcjonowania i pomóc rodzicom uświadomić ją sobie, co pomoże im rozwiązać problem.
Istnieje także podejście humanistyczno-egzystencjalne opierające się na założeniu, że zdrowy człowiek to człowiek, który w pełni siebie akceptuje i psychoterapeuci pracujący tą metodą skupiają się na pomocy klientowi w akceptacji siebie, co zgodnie z ich wiarą pomoże mu w rozwiązaniu swoich problemów.
To co opisuję jest dużym uproszczeniem, ponieważ istnieje bardzo wiele różnych metod psychoterapii. Chcę jedynie dać do zrozumienia, że nie każda psychoterapia polega na cofaniu się w przeszłość i rozpracowywaniu różnych traum. Tak pracował Freud, ale od jego czasów powstało wiele innych nurtów psychoterapeutycznych.

 

19. Dobry psychoterapeuta to doświadczony psychoterapeuta

Nie ma korelacji między doświadczeniem psychoterapeuty a skutecznością psychoterapii. Skuteczność psychoterapii zależy od motywacji klienta do zmiany; od relacji, jaką terapeuta z nim stworzy (czy klient mu zaufa) i od dobrania techniki psychoterapii do problemu. Doświadczenie psychoterapeuty akurat nie ma znaczenia.

 

20. Psychopaci = mordercy

Kolejne dwa słowa, między którymi wielu ludzi stawia znak równości to psychopatia i morderstwa. Osoby z psychopatią (inaczej socjopatią, osobowością antysocjalną albo dyssocjalną) nie odczuwają winy, wstydu, odpowiedzialności ani lęku. Nie umieją planować odległych celów i dążą do natychmiastowego zaspokojenia swoich popędów i potrzeb. Traktują swoich partnerów przedmiotowo i są niezdolni do tworzenia trwałych związków uczuciowych z innymi ludźmi. Nie potrafią przewidywać skutków własnego postępowania ani wysnuwać wniosków z poprzednich doświadczeń. Często zachowują się w autodestrukcyjny sposób, np. po okresie sukcesów, z niezrozumiałych przyczyn niszczą dotychczasowe osiągnięcia. Mają tendencje do samouszkodzeń i często szantażują samobójstwem. Jednocześnie ich inteligencja jest na prawidłowych poziomie.
Wielu psychopatów popełnia przestępstwa, ale często są to drobne przestępstwa, jak na przykład kradzieże ze sklepu. Niewielu z nich jest mordercami i tak samo nie wszyscy mordercy to psychopaci.
Przypisy:
1: Mehl, M. R., Vazire, S., Ramirez-Esparza, N., Slatcher, R. B., & Pennebaker, J. W. (2007). Are women really more talkative than men? Science, 317, 82.
2: Hyde, J. S. (2005). The gender similarities hypothesis. American Psychologist, 60, 581?592.
3: McCrone, J. (1999). ?Right brain? or ?left brain? – Myth or reality? New Scientist, 2193, 3 July.
4: Bourne V.J. (2005). Lateralised processing of positive facial emotion: sex differences in strength of hemispheric dominance Neuropsychologia 43(6) , 953-956
5: Mehrabian A., Wiener M. (1967). Decoding of inconsistent communications Journal of Personality and Social Psychology 6(1), 109-114
6: Kratzig G.P., Arbuthnott K.D. (2006). Perceptual Learning Style and Learning Proficiency: A Test of the Hypothesis Journal od Educational Psychology 98(1), 238-246
7: Pashler H., McDaniel M.,Rohrer D., Bjork R. (2009). Learning Styles. Concepts and EvidencePsychological Science in the Public Interest 9(3), 105-119
8: Baykan Z., Nacar M. (2007). Learing styles of first-year medical students attending Erciyes University in Kayseri, Turkey Advances in Physiology Education 31, 158-160
9: Lujan H.L., DiCarlo S.E. (2006). First-year medical students prefer multiple learning styles Advances in Physiology Education 30, 13-16
10: Epley, N., Savitsky, K., & Kachelski, R. (1999). What every skeptic should know about subliminal persuasion. The Skeptical Inquirer, 23(5), 40?46.
11: Merikle, P. M. (1992). Perception without awareness: Critical issues. American Psychologist, 47, 792?795.
12: Rauscher, F. H., Shaw, G. L., & Ky, K. N. (1993). Music and spatial task performance. Nature, 365, 611.
13: Chabris, C. F. (1999). Prelude or requiem for the ‚Mozart effect’? Nature, 400, 826?827.
14: Steele, K. M., Bass, K. E., & Crook, M. D. (1999). The mystery of the Mozart effect: Failure to replicate. Psychological Science, 10, 366?369.
15: Nantais K.M., Shellenberg E.G. (1999). The Mozart effect: The artifact of preference, Psychological Science, 10(4), 370-373
16: Homant, R. J., & Kennedy, D. B. (1998). Psychological aspects of crime scene profiling. Criminal Justice and Behavior, 25, 319?343.
17: Snook, B., Eastwood, J., Gendreau, P., Goggin, C., & Cullen, R. M. (2007). Taking stock of criminal profiling: A narrative review and meta-analysis. Criminal Justice and Behavior, 34, 437?453.
18: Kocsis, R. N., Hayes, A. F., & Irwin, H. J. (2002). Investigative experience and accuracy in psychological profiling of a violent crime. Journal of Interpersonal Violence, 17, 811?823.
19: Latane, B., & Rodin, J. (1969). A lady in distress: Inhibiting effects of friends and strangers on bystander intervention. Journal of Experimental Social Psychology, 5, 189?202.
20: Beaman, A., Barnes, P., Klentz, B., & McQuirk, B. (1978). Increasing helping rates through information dissemination: Teaching pays. Personality and Social Psychology Bulletin, 4, 406?411.
21: Tarter, R. E., Alterman, A. I., & Edwards, K. L. (1985). Vulnerability to alcoholism in men: A behavior-genetic perspective. Journal of Studies on Alcohol, 46, 329?356.
22: Logue, M. B., Sher, K. J., & Frensch, P. A. (1992). Purported characteristics of adult children of alcoholics: A possible ?Barnum effect.? Professional Psychology: Research and Practice, 23, 226?232.
23: Bushman, B. J., Baumeister, R. F., & Stack, A. D. (1999). Catharsis, aggression, and persuasive influence: Self-fulfilling or self-defeating prophecies. Journal of Personality and Social Psychology, 76, 367?376.
Bibliografia:
1. Tomasz Witkowski „Zakazana psychologia. Tom I” Biblioteka Moderatora, Taszów, 2009
2. Scott O. Lilienfeld, Steven Jay Lynn, John Ruscio, Barry L. Beyerstein „50 wielkich mitów psychologii popularnej” Wydawnictwo CiS, Warszawa – Stare groszki, 2011
3. Zadaniowe funkcjonowanie grupy w: Bogdan Wojciszke „Człowiek wśród ludzi. Zarys psychologii społecznej” Wydawnictwo Naukowe SCHOLAR, Warszawa, 2006
6. Wykład „pomoc psychologiczna” i „psychopatologia” na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, rok 2011/2012
/             Maja Kochanowska            neuroskoki.pl            /

 

… zdrowo … jarmużowo – bananowo … eliksir …

Napoje

 

Przepis na zdrowy i pożywny koktajl, który doskonale sprawdzi się po treningu, ale również jako mała przekąska w ciągu dnia. Ten koktajl to prawdziwa bomba witaminowa pełna witamin z grupy B, witaminy C i E, a także magnezu, żelaza, wapnia oraz błonnika.

Składniki:

  • 1 duży dojrzały banan
  • 2 garści liści jarmużu
  • 100 ml mleka
  • 4 łyżki jogurtu naturalnego
  • 2 łyżeczki miodu rzepakowego

Liście jarmużu siekamy, banana kroimy na plasterki i przekładamy je do miksera. Następnie dodajemy mleko, jogurt i miód i wszystko dokładnie miksujemy do momentu uzyskania gęstej, jednolitej konsystencji.

Eliksir jarmużowo – bananowy najlepiej smakuje schłodzony!

Życzę smacznego! :)

/             Futka              smaker.pl         /

 

 

in bloom.

 

obraz: steffi’s / flickr.com

… banan w walce z rakiem …

Zgodnie z najnowszymi badaniami Japońskiego Instytutu Badawczego, w pełni dojrzały banan z czarnymi plamami na skórce produkuje substancję zwaną TNF (Tumor Necrosis Factor), która ma zdolność zwalczania komórek rakowych.

Im ciemniejsze plamy na skórce banana, tym większa ilość dobroczynnej substancji. Wg badań, dojrzały żółty banan jest 8 razy bardziej efektywny w aktywizacji białych krwinek, niż jego zielona wersja.

Wystarczy jeść jednego banana dziennie, aby podnieść odporność organizmu!

 

/           czasprzebudzenia.blogspot.com /

Banan na raka

Banany to owoce tropikalne najczęściej spożywane przez małe dzieci i sportowców. Są lubiane głównie przez swój słodki smak i wysoce odżywcze walory. Banany są bardzo nietrwałe, dlatego do innych zakątków świata przewozi się je zwykle w niedojrzałej, zielonej postaci, oczywiście w chłodniach (inaczej mało prawdopodobne, by przetrwały tak daleką podróż). Dziś o zdrowotnych właściwościach bananów, tych antyrakowych także.

Antyrakowe i wzmacniające
Banany to źródło fruktooligosacharydów, które bardzo dobrze wpływają na pracę jelit. Dzięki dużej zawartości prebiotyków w składzie banany kolonizują jelita dobroczynnymi bakteriami i pomagają usprawnić procesy wydalania. Ograniczają gnicie, pozwalają na obniżenie pH w jelitach i skracają czas przebywania w nich niestrawionego pokarmu. To sprawia, że banany zapobiegają rakowi jelita grubego. Pomagają także na wrzody żołądka, niwelując nadkwasotę i problemy trawienne. Przy niestrawności i zgadze warto wdrożyć banany do codziennego menu, bo działają łagodząco na błonę śluzową żołądka.  Banany to także środek wspomagający walkę z rakiem nerek. Przeciwutleniacze fenolowe w nich zawarte działają ochronnie na nerki, poprawiając ich wydolność.

Witaminy i minerały
Banany są cenione głównie przez sportowców, za skład i wartości odżywcze. Wysiłek fizyczny to często spadek ilości potasu, którego ilość w naszym organizmie banan wyrównuje. Uzupełniają też zapasy glikogenu, spalonego podczas treningu. Średnio 1 banan to aż 400 mg potasu i tylko 1 mg sodu. Banany to także źródło witaminy C, beta karotenu, witaminy E, D, K, cynku, miedzi i kompleksu witamin B. Banany zawierają też kwas foliowy. Substancja ta ochrania przed nowotworami, działa na system nerwowy i pracę mózgu.

Funkcje życiowe
Banany doskonale wyrównują poziom kwasowo-zasadowy w ciele człowieka. Obniżają cholesterol, dobrze wpływają na pracę systemu nerwowego i serca. Dzięki dużej ilości serotoniny i dopaminy banany poprawiają nastrój i łagodzą stany depresyjne, Osoby ze skłonnością do chorób na tle nerwowym, częstych zmian nastroju i pesymiści, powinny jeść je codziennie.

/    Nata           antyrakowa.pl      /