… przeżyć smutek … jak sobie poradzić z uczuciem smutku korzystając z uważności …

przezyc smutek

 

Kiedy myślimy o rozstaniach, kiedy rozstajemy się z czymś lub z kimś, często towarzyszy nam uczucie smutku, żalu, tęsknoty. Jak poradzić sobie z tymi emocjami? Poznaj metody oparte na praktyce uważności, dzięki którym łatwiej ci będzie przeżyć te emocje.

Smutek jest nieprzyjemnym stanem emocjonalnym, często uważanym za przeciwieństwo radości, szczęścia. Kiedy jesteśmy smutni, cierpimy, jesteśmy przygnębieni, mamy mniejszą energię i chęć do życia. Kiedy jesteśmy smutni, płaczemy, zamykamy się w sobie.

Smutek pojawia się wtedy, gdy coś tracimy, gdy kogoś żegnamy. Pojawia się także wtedy, kiedy nam się nie powodzi, nasze oczekiwania co do życia, nie spełniają się, nie udaje nam się zrealizować naszych celów, marzeń. Smutek, jak każda inna emocja, jest informacją, informacją o starcie kogoś bliskiego lub czegoś ważnego.

Jak poradzić sobie ze smutkiem?

Kiedy odczuwasz smutek, warto w pierwszym kroku przyjrzeć się temu, jaką informację on niesie. O czym jest ten smutek? Zatrzymanie się i zauważenie tego, co się dzieje w nas w chwili obecnej, to podstawowa praktyka uważności. Thich Nhat Hanh, wietnamski mnich buddyjski, mistrz zen w książce „Spokój umysłu” pisze: „Gdy przeżyjesz jakąś życiową katastrofę, gdy w Twoim organizmie pojawi się ból, gdy coś pójdzie nie po twojej myśli albo gdy poczujesz silną emocję, uważność pomoże ci zrozumieć, co się dzieje. Będziesz wtedy w stanie zrobić coś, co pozwoli ci złagodzić i uspokoić cierpienie.”

Gdy pojawiają się w nas bolesne uczucia, nie powinniśmy przed nimi uciekać ani tłumić ich w sobie – w ten sposób się od nich nie uwolnimy. Dzięki uważności możemy dopuścić trudne emocje do siebie i w kolejnym kroku zaakceptować je.

Jak to zrobić w praktyce? Znajdź ciche, spokojne miejsce i daj sobie czas, by poczuć smutek w sobie. Zauważ jak odczuwasz smutek w swoim ciele, jakie wrażenia wywołuje, w jakich częściach ciała. Spróbuj go zobaczyć, może ma jakiś kolor, kształt, wielkość. Poprzyglądaj mu się. Uświadom sobie wszelkie doznania, które mu towarzyszą, zauważ myśli, które pojawiają się razem ze smutkiem. Pozwól sobie na odczuwanie tego, co się pojawia, tego, co jest obecne.

Kiedy korzystamy z praktyki uważności ważne jest doświadczenie tego, co jest i przyzwolenie na to, co jest. Przyzwolenie, akceptacja nie oznacza, że podoba nam się to, co się stało, nie oznacza również rezygnacji. W praktyce uważności oznacza jedynie prosty fakt, że coś co się stało, już się stało, to, co jest, jest. Zaakceptuj więc swój smutek, żal, zaakceptuj łzy.

By poradzić sobie ze stratą, ze smutkiem, trzeba tego smutku doświadczyć, przeżyć żal po stracie, żałobę, pożegnać się z tym, co utracone. Bez tego trudno będzie ruszyć w dalszą drogę, ułożyć sobie życie na nowo, znaleźć rozwiązanie. Uszanuj swoje emocje, daj sobie czas by je przeżyć, nie zagłuszaj ich telewizją, Internetem, grami, objadaniem się albo alkoholem. Nieprzeżyty smutek, stłumiony smutek, odcięcie się od emocji, będzie wpływało na twoje funkcjonowanie, na relacje z ludźmi, na stan zdrowia, będzie próbowało wydostać się na powierzchnię różnymi drogami. Odcinając się od nieprzyjemnych emocji, nie będziesz w pełni odczuwać również tych przyjemnych, staniesz się zobojętniały i nie będziesz potrafił cieszyć się życiem.

Jon Kabat-Zinn, twórca metody redukcji stresu opartej na uważności, podkreśla, że do uczuć trzeba się przyznawać, przynajmniej przed samym sobą. W książce „Życie, piękna katastrofa” pisze: „Jeśli będziemy je (emocje) ignorować, zwalczać, tłamsić czy lekceważyć, będą nas drażnić i nie przyniosą rozwiązania – spokoju ducha. Jeśli będziemy je rozdmuchiwać, dramatyzować i skupiać się wyłącznie na ich burzy, zapominając o bożym świecie, to również podążą za nami i nie pozwolą nic zrobić.” Zauważenie, świadomość przeżywanego cierpienia, jest wg Jona Kabat-Zinna „zalążkiem uzdrowienia”.

Pobycie ze sobą, ze swoim cierpieniem, przyznanie się przed sobą, co naprawdę czujemy i myślimy, bez oceny, karania się, zmieniania na siłę – przyniesie ukojenie, spokój. Kolejny krok, to zaopiekowanie się cierpiącą częścią naszego ja, to obdarowanie samego siebie współczuciem, delikatnością i życzliwością, taką, z jaką potraktowalibyśmy innego cierpiącego człowieka. To zapytanie się samego siebie, czego w danej sytuacji potrzebuję: może wsparcia bliskich, rozmowy, kontaktu, przytulenia, a może ciszy i samotności, nabrania dystansu. Ty wiesz, czego potrzebujesz. Wystarczy posłuchać uważnie samego siebie, by znaleźć najlepsze dla siebie rozwiązanie. Słuchaj swoich emocji, słuchaj siebie.

Karolina Prusińska                                                                                 magazynyuiteraz.pl

… myśli …

 

Ile marzeń, ile pragnień serca nie zostało nigdy zrealizowanych przez strach wytworzony w naszej głowie? Jeśli nie potrafisz podjąć decyzji, zobacz czy nie za bardzo ugrzązłeś w swojej głowie, czy nie za bardzo analizujesz i czy te myśli nie powodują, że nie podejmujesz działania, pomimo tego, że Twoje serce daje Ci znaki.

Beata Szczygieł

 

 

obraz: carryverijt.tumblr.com

… Się uwielbiam …

Dlaczego ludzie zakochani w sobie są tak bardzo toksyczni dla innych?

 

kobieta.pl

 

Roman – uosobienie człowieka sukcesu – jako szef i współudziałowiec dużej firmy reklamowej zarabia kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie. Pracownicy to członkowie jego plemienia; on jest wodzem, dlatego winni mu podziw i posłuch. Po kilkunastu latach małżeństwa porzucił z dnia na dzień będącą w ciąży żonę i przy pomocy prawników stara się pozbawić ją należnego majątku. Dzieci używa jako narzędzi do wywierania na nią nacisku. Bezwzględny i okrutny, często działa na granicy prawa. Manipuluje ludźmi, kłamie w żywe oczy. Złym duchem Romana jest matka, która utwierdza go w sposobie traktowania ludzi jako środków do celu.

Ewa – ceniona jako organizator-animator kultury. Nie ma dzieci, jest w separacji z mężem (mieszkają nadal razem). Peroruje o sobie i swoich sprawach. Drugą jej pasją są plotki o bliźnich – o każdym ma na podorędziu coś paskudnego do powiedzenia. Mnóstwo pieniędzy wydaje na stroje.

Ci ludzie, jeśli uznają, że możesz się im do czegoś nadać – stają się nader mili i sympatyczni, w przeciwnym wypadku przestajesz dla nich istnieć. Są też bardzo zakochani. Wyłącznie w sobie samych. Choć – zdaniem Ericha Fromma – narcyz nie umie kochać ani innych, ani samego siebie.

Pojęcie narcyzmu powstało z mitycznej opowieści w starożytnej Grecji. Pewien młodzian odrzucał awanse wszystkich nadobnych dziewcząt, więc bogini Nemezis sprawiła, że zakochał się we własnym odbiciu w wodzie. W Narcyzie zakochała się nimfa Echo, która nie mogła wyrazić swojego żarliwego uczucia własnymi słowami, a jedynie powtarzać cudze. Narcyz z tęsknoty i miłości do samego siebie wyzionął ducha. Zapewne w dzisiejszych czasach Echo cieszyłaby się znacznie większym zainteresowaniem Narcyza, bo wielu współczesnych narcyzów wykazuje zapotrzebowanie na właśnie taką formę relacji z otoczeniem. A mityczny Narcyz odtwarzałby w asyście specjalistów od wizerunku swoje wystąpienia publiczne na wideo tak, jak to robi wielu przedstawicieli świata biznesu, polityki, sportu. I zamiast śmierci z żałości czekałaby go świetlana kariera.

Zygmunt Freud uważał nerwicę narcystyczną za bardzo poważne zaburzenie, polegające na całkowitym skoncentrowaniu na własnym ego, co prowadzi do odrealnienia widzenia świata i utraty kontaktu z nim.

Obecnie skrajna postać narcyzmu – tzw. narcystyczne zaburzenie osobowości – jest uznawane za przypadłość wymagającą leczenia psychiatrycznego. Nas interesuje tutaj narcyzm również w bardziej potocznym rozumieniu, czyli bardziej jako przywara, czy też zespół wad charakteru.

Niekochane Ja

Skąd się bierze narcyzm nie do końca wiadomo. Postawy i style rodzicielskie mogą stanowić jedno ze źródeł zaburzeń narcystycznych. Dzieje się tak wówczas, gdy rodzice są nadmiernie krytyczni lub nadmiernie przyzwalający i chwalący, gdy są skoncentrowani na sobie, a dziecko stanowi dla nich wyłącznie przedłużenie własnej osoby i o tyle jest interesujące, o ile spełnia ich niezrealizowane marzenia. W efekcie dziecko musi zaspokajać potrzeby i zachcianki rodzica. W dorosłym życiu nadmiernie koncentruje się na wzmocnieniach i sygnałach, jakie płyną od innych ludzi i od tego uzależnia swój nastrój oraz poczucie wartości.

Kiedy wymagający rodzice każą dziecku spełniać nadmiernie wyśrubowane oczekiwania i standardy, to gdy staje się ono dorosłe, nadzorca istniejący wyłącznie w jego głowie surowym, karcącym głosem co dzień przypomina o wymaganiach. Jednym ze sposobów, żeby choć trochę zaspokoić oczekiwania owego nadzorcy, jest idealizowanie własnej osoby i projektowanie swoich lęków i wad na innych ludzi (nie bez kozery mówi się, że najbardziej u innych nie lubimy własnych wad). Jak twierdzi amerykański psycholog Mihaly Csikszentmihalyi: „Niebezpieczeństwo polega na tym, że cała nasza energia psychiczna koncentruje się na zaspokajaniu potrzeb owego mitycznego tworu, który sami powołaliśmy do życia. (…) Często jednak dzieci, które doznały krzywdy, pielęgnują w sobie pozbawiony nadziei albo pełen mściwości wizerunek samego siebie; dzieci, którym się pobłaża, nie obdarzając jednocześnie miłością, mają zaś skłonność do tworzenia »ja« narcystycznego. Możemy też wyhodować »ja« nienasycone albo monstrualnie wyolbrzymiające własne znaczenie. Ludzie o takich zaburzonych »ja« czują przymus zaspokajania jego potrzeb. Jeśli sądzą, że potrzebują więcej władzy albo pieniędzy, miłości albo przygody, zrobią wszystko, by je zdobyć, nawet jeśli na dłuższą metę miałoby się to okazać dla nich samych niekorzystne”.

Mechanizm powstawania osobowości narcystycznej często przebiega tak:
1. Kłótnie rodzicielskie, w których agresja jest przenoszona na dziecko.
2. Dziecko ucieka we własny świat, pojawiają się kłopoty z samoakceptacją, a potem z tworzeniem relacji rówieśniczych.
3. W samotności rozwija się wyobraźnia. W świecie wyobraźni jakim się jest? Jest się ideałem! A dlaczego w świecie realnym nie jest tak idealnie? Bo to inni są źli!
4. Zaczyna funkcjonować schemat: ja jestem idealny – inni mają wady.

Dorosły narcyz, niedorosła samoocena

Narcyz postrzega siebie jako silnego i atrakcyjnego, niczym ucieleśnienie greckiego herosa, mimo że wewnątrz jest pełen wątpliwości. Tak naprawdę narcyz w głębi siebie czuje się bardzo niedowartościowany (nawet całkowicie bezwartościowy). To zmusza go do poszukiwania wszystkiego, co najlepsze: permanentnie kupuje potrzebne i niepotrzebne gadżety elektroniczne, ubrania, samochody. Dla narcyza największym wzmocnieniem są wszelkie oznaki podziwu i uznania, i z tego powodu jest trochę podobny do histeryka, dla którego liczy się przede wszystkim to, co jest zewnętrzne. Jak uważał Antoni Kępiński, wybitny polski psychiatra, histeryk ma płytką osobowość i kieruje się tym, co sądzi o nim otoczenie. Narcyz podobnie jest płytki emocjonalnie, ale jego stany psychiczne są determinowane przede wszystkim reakcjami innych ludzi. Nie ma głębszego wglądu w swoje stany psychiczne i nie jest zdolny do głębszych wzruszeń czy osądów, poczucia winy czy introspekcji. Histerykowi bardziej zależy na podziwie, a narcyzowi na kontroli, zwłaszcza połączonej z miłością do jego nadzwyczajnej i niepowtarzalnej osoby.

 

Gyula Benczur         Narcyz

 

Ażeby być podziwianym, ludzie ci gotowi są zrobić naprawdę bardzo dużo. Np. twórca firmy Oracle Larry Ellison, gdy zwyciężył w regatach, zanim jego rywale dotarli do portu błyskawicznie przesiadł się do swojego samolotu i z „hukiem przeleciał nim nad głowami żeglarzy, którzy z nim przegrali, by jeszcze bardziej ich upokorzyć”. Brak rzeczywistych sukcesów w niczym narcyzowi nie przeszkadza. Żeby zdobyć podziw albo chociaż zainteresowanie, tworzy własną mitologię. Ale również stara się, aby jego opowieści bardzo trudno było zweryfikować.

Oczekuje, że inni będą odgadywać jego myśli i zachcianki, że będą spełniać je jak najszybciej i jak najpełniej, ponieważ w przeciwnym wypadku wykaże swoje niezadowolenie i ukarze „winnych” zaniedbań.

Nie toleruje, kiedy ludzie są spontaniczni i autentyczni w wyrażaniu uczuć. Uważa, że zagraża to jego grze. Jeśli ktoś wykazuje empatię, traktuje to jako dowód słabości, naiwności i głupoty.

Gdy stajemy się sprawcami czyjegoś cierpienia – i dotyczy to wszystkich, nie tylko narcyzów – jesteśmy w stanie zrobić bardzo dużo, aby przekonać samego siebie, że nasza ofiara tak naprawdę zasługiwała na takie potraktowanie. Narcyzi opanowali tę umiejętność w stopniu najwyższym.

Zaślepiony uwodziciel

Manipulacja ludźmi nie jest jakąś osobliwością przypisywaną narcyzom, ale mają oni do niej osobliwą predylekcję. Szczególnie często grają poczuciem winy, insynuacją i szantażem, obmową, obietnicami, pochlebstwem. Oczywiście i kłamstwem, i półprawdą. Narcyz bardzo lubi stosować blef lub występować z pozycji siły. Z drugiej strony – paradoksalnie sam poddaje się manipulacji: komplementy wręcz zaślepiają go. Pochlebcy, lizusi to jego naturalny ekosystem.

Choć w oczach narcyza jesteśmy wyłącznie środkiem i narzędziem realizacji jego potrzeb, sam klimat kontaktu z nim może być nader sympatyczny. Nie dajcie się zwieść. Ani uwieść.

Uwieść w sensie ścisłym, bo kiedy narcyz zdobywa partnera, często jest bardzo przekonujący i na pozór autentyczny w uczuciach. Jednak nawet jeśli narcystyczny kochanek – dla zaspokojenia swojej próżności bycia kochankiem doskonałym – będzie stawał na głowie (dosłownie i w przenośni), by dać partnerowi orgazm za orgazmem, to w sferze emocjonalnej bilans życia z nim będzie gorszy niż budżet Erytrei.

Wspólne z narcyzem dociekanie prawdy o wzajemnych relacjach jest – trzymając się mitologicznych odniesień – syzyfowym wysiłkiem. Stosowany przez niego mechanizm obronny zwany jest projekcją (rzutowanie na drugą osobę wszystkich własnych złych cech i postępków, wypartych treści, wręcz całego zła tego świata). Całą odpowiedzialność zrzuci na drugą osobę, chociaż może stać to w jawnej sprzeczności z faktami.

Dla pań jest jeszcze jedna zła wiadomość – według amerykańskiego psychologa dr. Alona Gratcha „narcystyczny mężczyzna nie interesuje się jej osobą, a raczej tym, czy potrafi ona wiarygodnie prawić mu komplementy. Osobowość i cechy fizyczne kobiety uwodzonej przez egocentrycznego mężczyznę nie mają w tym wypadku znaczenia”. Przedmiotowe traktowanie partnera traci w tym przypadku jakiekolwiek metaforyczne znaczenia. Przedmioty zużywają się, wychodzą z mody.

Prezes firmy, narcyz, a jakże, porzucając rodzinę dla nowej konkubiny, na rozpaczliwe pytanie żony: dlaczego?, odpowiedział: „Bo jesteś już za mało reprezentacyjna”.

Jako że narcyz miał niezdrowe relacje z rodzicami, pojawia się też równie często mechanizm obronny, który nazywany jest rozszczepieniem, a istotą jego jest: „oddzielenie od siebie negatywnych i pozytywnych doświadczeń emocjonalnych w relacji z ważnymi osobami. Sprawia to, że niemożliwe staje się jednoczesne przeżywanie ambiwalentnych uczuć wobec nich. Zamiast tego występuje idealizowanie lub skrajne potępianie”. Po złotym okresie bycia uwodzonym przez narcyza można zostać strąconym na samo dno Tartaru.

Być związanym z narcyzem to nawet nie pech. To dramat!

Często po rozpadzie związku, jak opisuje to szwajcarski psycholog Gerhard Damman, narcyzi „nie utrzymują kontaktu ze swoimi byłymi partnerkami, nawet jeśli mają z nimi dzieci. Alimenty załatwiają obrażeni, za pomocą czeku, a często nawet i tego nie robią. To ludzie, którzy z powodu biedy i zaniedbania stali się wewnętrznie twardzi i cierpią na brak miłości. Jeśli druga osoba nie oferuje im tego, czego od niej oczekują, zostawią ją bez skrupułów. I tak zamyka się zaklęty krąg: oni traktują innych w taki sam sposób, jak czuli się niegdyś traktowani”.

Tytan? Tyran!

Uwielbienie własnej osoby przeradza się u narcyza w stan omnipotencji, czyli poczucia wszechwiedzy i wszechmocy. W wielu zawodach radzi on sobie bardzo dobrze, ponieważ ma duże aspiracje i potrzebę sukcesu. Nie ma zaś skrupułów, by wykorzystywać innych, bez oglądania się na zasady czy etykę. Sam wnosi do pracy wiele mocnych elementów: niebywałe zaangażowanie, bezkompromisowe dążenie do celu, umiejętność mobilizacji (na początku) pracowników, siłę przebicia, odporność na obciążenia zawodowe. Jako że jest przeświadczony o własnej racji i misji, stara się bez skrupułów usuwać ze swojej drogi wszelkie przeszkody i przeć do celu, któremu na imię sukces. Dlatego bywa tak kochany przez zarządy firm, widzące w nim Midasa, który, czego się dotknie, zamieni w złoto. Przynajmniej do czasu.

Narcyz na krótką metę potrafi zagonić ludzi do roboty. Jest przekonany (święcie), że bez jego udziału nic udać się nie może, a robota nie będzie zrobiona jak trzeba. Uważa, że największą nagrodą dla jego współpracowników jest możliwość obcowania z nim na co dzień, słuchania, podziwiania go.

Im dłużej firmą zarządza szef-narcyz, tym kłopoty są większe. Zdaniem psychologa Leszka Mellibrudy w Stanach Zjednoczonych aż 35 proc. nietrafionych decyzji menedżerskich obciążonych jest błędami wynikającymi z narcystycznego sposobu zarządzania. Przyczyna takiego stanu może być dwojaka: niechętnie uczą się od innych, a gdy ponoszą porażki, często reagują niekontrolowanymi atakami złości lub paranoidalnymi interpretacjami rzeczywistości. Dla bardziej kreatywnych i dążących do samodzielności podwładnych (czyli tych najzdolniejszych) narcyz staje się prawdziwym ciemiężcą, hamuje ich inicjatywy i możliwości. Coraz bardziej uwidaczniają się takie jego cechy jak: brak poczucia solidarności z zespołem, głuchota na krytyczne uwagi i nieumiejętność wczucia się w sytuację współpracowników. Narcyz nie jest w stanie stać się prawdziwym liderem i w końcu w zarządzaniu ukazuje swoje prawdziwe oblicze. Oblicze cerbera.

 

Michelangelo Merisi da Caravaggio        Narcissus

 

Ale najbardziej niebezpieczny typ narcyza to urodzony mobber. Wybitna specjalistka w dziedzinie mobbingu francuska psychiatra Marie-France Hirigoyen wyróżnia nawet typ perwersyjno-narcystyczny.

Wspomniana już Anna Wintour, szefowa amerykańskiej edycji magazynu „Vogue”, zwana Machiavellim świata mody, sprawiła, że redakcja „Vogue” miała coś z drylu pruskiej armii. Nie wolno było nie tylko przytyć, ale też i… zbytnio się przypatrywać swojej szefowej.

W jednej z polskich firm, gdy pracownice nie zdążyły w trakcie 15-minutowej przerwy na posiłek pozmywać własnych kubków, szef kazał wszystkie naczynia spakować i wyrzucić.

„Narcystyczni zboczeńcy” noszą w sobie głębokie przekonanie, że to oni są kreatorami, demiurgami, którzy stworzyli, wręcz z prochu ulepili pracowników, którzy bez nich byliby warci mniej niż zero. Więc mają prawo do – na przykład – chwytania kobiet za pupę.

Narcyz-mobber sięga w pierwszej kolejności po te środki, które dla niego samego byłyby najbardziej dotkliwe: ignorowanie, atakowanie poczucia własnej wartości, poniżanie na wszelkie możliwe sposoby. Bez przebaczenia.

A gdy to wszystko nie pomaga? Dość popularnym zabiegiem jest umieszczanie „niewdzięcznego” pracownika w… karcerze. Bez żadnego zajęcia, żadnej pracy, w klitce bez okien.

Narcystyczny szef może stać się prawdziwym zawalidrogą dla firmy. Łatwo może dojść do przeświadczenia, że zwykłe prawo obowiązuje zwykłych ludzi – jego nie. Powoła spółkę-córkę i zacznie wyprowadzać środki z macierzystej firmy albo założy dodatkowe konto. I tak z króla Midasa przeistacza się w Jazona, który wyprawia się po złote runo… dla siebie samego.

Z narcyzmem jest taki kłopot, że czasem ciężko go odróżnić od ekstrawertyzmu. Ale osoba narcystyczna jest motywowana do osiągania coraz lepszych wyników tylko wtedy, kiedy dobry wynik przyniesie jej chwałę. Jej – nie innym.

Czy z narcyzmu można się leczyć?

Czy narcyz jest w stanie znaleźć motywację, aby się zmieniać, skoro jego model zachowań jest pozornie bardzo skuteczny i nagradzany? Zmiana wartości i cech centralnych (najważniejszych) jest sprawą bardzo trudną, o ile w ogóle możliwą. Introwertyk raczej nie zostanie ekstrawertykiem. Antoni Kępiński wyjaśniał, że jednym z wymiarów, według jakich opisuje się człowieka, jest kierunek jego działania: „do” lub „od” świata. Narcyz, choć pozornie wydaje się równie ekspansywny jak ekstrawertyk, w gruncie rzeczy jest w życiu tylko biorcą.

Kolejny problem: jak ktoś, kto ma poczucie omnipotencji, iluzję samowystarczalności, może zgłosić się po pomoc? Według szwajcarskiego psychologa Gerharda Dammanna „narcyz ma poważne trudności, by przyznać przed sobą samym, że potrzebuje pomocy. (…) Człowiek unoszony falą sukcesu najczęściej nie dostrzega swoich problemów. Poza tym ktoś, kto cierpi na silne narcystyczne zaburzenia, będzie traktował terapię jak walkę o władzę. Da swojemu terapeucie do zrozumienia: jestem ważniejszy i mądrzejszy od Ciebie”.

Jeden z terapeutów wspomina: „Ten narcystyczny mężczyzna nie chciał zmieniać siebie; chciał, żeby zmieniła się jego żona i zaakceptowała wymuszoną przez niego sytuację. Ja miałem mu w tym pomóc, stając się echem potwierdzającym jego widzenie rzeczywistości. Gdy okazało się, że nie jestem kimś, kto będzie potwierdzał jego świat, ale kimś, kto jest odrębny, poczuł się zagrożony i zaczął atakować terapię i mnie. Podważał moje kompetencje, krytykował metodę, nie przychodził na kolejne spotkania (nie uprzedzając mnie). Kiedy rozmawiałem z nim o tym, dziwił się bardzo, bo dla niego oczywiste było, że skoro miał ważniejsze sprawy, to nie przyszedł. O co chodzi? Przecież mi za te spotkania zapłaci. Były w tym atak, pogarda, lekceważenie i kontrola”.

Czy nie ma zatem żadnej nadziei dla narcyzów? Zależy to od stopnia i głębokości zaburzeń konkretnej osoby – mówiąc inaczej: są tacy, z którymi warto podjąć pracę, ale też i tacy, których zmienić nie leży w ludzkiej mocy.

Zygmunt Freud twierdził, że jedyną drogą jest kuracja przez miłość. Czy narcyz może się zakochać w innej osobie? Tak, musiałby jednak dokonać głębokiej zmiany systemu wartości i nauczyć się przebywania w związku polegającym na współzależności i zaufaniu, czyli wartościach dla niego całkowicie nowych. Jeżeli narcyz zrozumie, że może być kochany za przeciętność, za to, jakim jest naprawdę i zgodzi się na przeżywanie cierpienia – może poradzić sobie z pustką, która go zagarnia.

Ale czasem można odnieść wrażenie, że szybciej Ikar doleci do Słońca…

Gdy rozdźwięk między prezentowaną fasadą a rzeczywistymi uczuciami narcyza staje się dramatycznie wielki – może zakończyć się samobójstwem, jako ostatnim narcystycznym triumfem nad innymi.

 

Jules Cyrille Cave              Narcyz

 

 

Epidemia samomiłości

Dlaczego – choćby według niektórych socjologów kultury – narcyzm obecnie stał się zjawiskiem epidemicznym? Niemałą rolę odgrywają tu media. Być może to właśnie one przerzuciły niebezpieczny pomost pomiędzy największą możliwą widownią i nieskończonymi pokładami ludzkiej próżności.

Człowiek zawsze miał tendencję do „rozpowszechniania” swojej osobowości poprzez stawianie własnych posągów, malowanie portretów, bicie swoich wizerunków na monetach. Teraz media stwarzają wręcz znakomite warunki, by zaistnieć w świadomości społecznej na skalę dotąd niespotykaną, a wśród chętnych do propagowania swojego ego jest duża grupa ludzi o wyraźnie narcystycznych cechach. Dotyczy to zwłaszcza aktorów, dziennikarzy, polityków, duchownych.

Być może właśnie dlatego – zdaniem profesora psychiatrii z Getyngi Borwina Bandelowa – „jeśli cierpisz na narcystyczne zaburzenia osobowości, aktorstwo będzie dla ciebie idealnym zawodem”. (Prof. Bandelow sam przed karierą naukową był gitarzystą rockowym). Elvis Presley, Marilyn Monroe, George Michael czy Michael Jackson to tylko niektóre przykłady bogów współczesnego Olimpu, którzy – zdaniem Bandelowa – najpierw… „zwariowali”, w efekcie czego stali się megagwiazdami show-biznesu. A tym zaburzeniem sprzyjającym robieniu kariery jest narcyzm. Nie trzeba zresztą być geniuszem, żeby móc istnieć w przestrzeni medialnej. Bez celebrytów, jak określa się osoby znane z tego, że są znane, bulwarowa prasa dawno przestałaby istnieć. Celebryta jest niczym kwiat – bez wody, którą dla niego są media, szybko więdnie, ulatuje w niepamięć.

Wiele śladów narcystycznej postawy można znaleźć w wypowiedziach seryjnych morderców (przepraszamy za tak niestosowne zestawienie). W 1988 r. Edmund Kemper (zabił 10 osób, w tym własną matkę) i John Wayne Gacy (zabójca 33 chłopców i mężczyzn) wzięli udział w programie TV, aby poprzez łącza satelitarne móc opowiadać o swoich zbrodniach. Ted Bundy, jeden z najokrutniejszych morderców seryjnych (zarazem diabelnie inteligentny), nie odmówił żadnej prośbie o wywiad. Sagawa Issei, człowiek, który zamordował młodą kobietę, aby ją zjeść, jest już na wolności i udziela dziesiątków wywiadów, bierze udział w wielu programach telewizyjnych. Mało tego: na własnej stronie internetowej detalicznie opisuje swoją zbrodnię i zalety ludożerstwa. Napisał także na ten temat książkę, która sprzedała się w 20 tys.  egzemplarzy.

Narcyzm jest w dzisiejszym świecie w znacznym stopniu premiowany: takie cechy jak dążenie do omnipotencji i znaczenia za wszelką cenę, kierowanie się przede wszystkim rozwijaniem i zaspokajaniem swoich potrzeb zyskują uznanie. Według amerykańskiego socjologa kultury Christophera Lascha znakiem naszych czasów jest gra o sukces i kult konsumpcji, a czyż to nie jest wymarzony klimat dla osobowości narcystycznych? Poświęcenie i praca dla innych nie jest w cenie, podobnie jak praca dla dobra ludzkości czy przyszłości. Nawet ekolodzy ratując planetę, najchętniej czynią to w asyście dziennikarzy i kamer.

Narcystyczne postawy są zapewne jedną z przyczyn kryzysu instytucji rodziny, która, by prawidłowo funkcjonować, wymaga rezygnacji z egoistycznych form zachowań. Stąd zapewne wśród singli tak poważny udział narcyzów.

Erich Fromm powiadał: Nie jest bogatym ten, kto dużo ma, lecz ten, kto dużo daje. Ten, kto jedynie gromadzi, kto zamartwia się z powodu jakiejś straty, jest w sferze psychologicznej biedny. Tak biedny jak narcyz, spoglądający bezustannie na swoje odbicie w oczach innych ludzi.

Marek Warecki,Wojciech Warecki                                                         polityka.pl

 

Edward Okuń - Pomarańcze i cytryny:

 

Łyskliwy, wonny cytryn i pomarańcz sad,
Które się przeplatają z sobą na przemiany,
W liściach swych jednocześnie chowa śnieżny kwiat
I owoc: cytryn złoty, pomarańcz miedziany.

Leopold Staff

 

obraz: Edward Okuń / suonko.tumblr.com

… a ostatecznym uczuciem jest radość …

https://500px.com/photo/52924322/pliable-by-shihya-kowatari

 

Nie jesteś tu po to, by stać się sławnym lub biednym. Powodem
twego pobytu tutaj jest stawanie się. Stawanie się – czym? Sobą!
A co będziesz robił kiedy już się nim staniesz? Będziesz tworzył
w tym życiu cokolwiek zechcesz. Twym celem, twym przeznaczeniem jest żyć, i w tym życiu być.
Wszystko jest złudzeniem. Wszyscy myślą, że jest rzeczywistoś-
cią, ale nie jest. To tylko złudzenie! Wszystko zostało stworzone
po to, by wywoływało emocję w Duszy. Chodzi o emocję, która
jest niewidzialna, która przekracza granice śmierci i materii.
W życiu, wszystko co robisz, robisz aby uzyskać emocję, uczucie,
a ostatecznym uczuciem, jest Radość.

wybrane nauki i mądrości Rampthy

 

obraz: carryverrijt.tumblr.com

… zmienia świat w niebo albo w piekło …

 

Miłość ma naturę falową. Przychodzi i odchodzi. Wybucha i gaśnie. Wprawia w euforię albo w gniew. Zamienia świat w niebo albo w piekło. Ten rytm odmierza nasze życie; nie umiemy i nie chcemy się z tego wyrwać. Może dlatego, że podskórnie wiemy, że istnienie w ogóle ma naturę dwoistą, zerojedynkową, od błysku, do ciemności. I z powrotem. Prawdopodobnie wszelki stan stały to byłby wyrok śmierci dla świata.
Niech więc i miłość raz jest, raz nie jest. Byleby zawsze wracała.

Anna Janko

 

obraz: carryverrijt.tumblr.com

… spotkania …

Unijsta

 

 

Zobaczyłam ją z daleka. Szła w kierunku swojego samochodu, wyprostowana, usztywniona jakby jej ciało było związane niewidzialnymi sznurkami, które nie dają się rozciągnąć, uniemożliwiając płynność ruchów. Twarz miała bladą, niewidzące, smutne oczy, a wokół ust grymas rozgoryczenia i złości. Poczułam w głowie lód, jak zawsze kiedy dotyka mnie coś bolesnego, z czym sobie nie radzę. Minęłyśmy się. Nie przystanęłam. Nie dlatego że mi na niej zależy. Wciąż jest dla mnie ważna, ale szkoda mi siły na mierzenie się z jej wyniosłością i złością. Czas, kiedy bardziej liczyłam się z nią aniżeli ze swoimi uczuciami, mam już dawno za sobą.

 

Minęło wiele lat naszego oddalenia, więc jesteśmy już innymi ludźmi. Nie znam jej dzisiejszej. Zresztą… wcześniej też jej nie znałam, myślałam, że jest inna. Wydawało mi się że jest ode mnie lepsza, mądrzejsza, bardziej odpowiedzialna. Nie chciałam słuchać tych, którzy mówili, że ona mnie wykorzystuje, bo wolałam myśleć, że jesteśmy sobie równie bliskie. Kiedy czymś mnie zraniła wypierałam żal, a pretensje chowałam głęboko, bo relacje z nią były dla mnie ważniejsze, ważniejsze niż ja… Ale życie zweryfikowało to, co nas łączyło. Okazało się, że się pomyliłam co do niej. Zerwałam kontakt i odgrodziłam się murem milczenia, bo nie umiałam zrozumieć jej zachowania i nie umiałam wybaczyć tego, jak mnie potraktowała. Na jakiś czas nawet ją znienawidziłam za to, że tak mnie rozczarowała. Ale złość już się  dawno  wypaliła a jej miejsce zastąpił smutek. Często o niej myślę, ciągle jest mi bliska jednak nie widzę szans na naprawienie naszych relacji.
Barbara Serwin                                                         barbaraserwin.blogspot.com