… 10 problemów,które masz,a których mieć nie musisz …

fotolia.com

Przychodzi pacjent do lekarza, siada i zaczyna pukać się palcami w kolano. Po chwili mówi: „Panie doktorze, jak tak pukam palcami w kolano, to mnie boli!”. Na to lekarz: „A nie przyszło panu do głowy, żeby przestać, i wtedy nie będzie boleć?”. „Hmm…” – zastanowił się pacjent. – „Ale wtedy po co bym do pana przychodził?”

Ludzie próbują rozwiązać problemy, których nie ma, opowiadając historie, które nigdy się nie wydarzyły, i szukając rozwiązań, które nie są potrzebne. Oto 10 problemów, których nie ma, a które ma większość ludzi. I nie musi ich mieć.

1. Co pomyślą o mnie inni?

Nie wiesz i w 99% przypadków nie będziesz wiedział, bo ani nie jesteś telepatą, ani nie masz wpływu na myśli innych osób. Zajmowanie się sprawami, które są poza Twoją kontrolą, frustrują z samego faktu braku tej kontroli niż z rzeczywistego cierpienia, które ten problem powoduje.
Przykładowo wyobrażasz sobie, co myśli o Tobie współpracownik, którego widzisz może raz w tygodniu, z którym nie masz głębszej relacji i który w gruncie rzeczy mało Cię obchodzi. Parafrazując zasadę Pareto (według której 20% pracowników generuje 80% przychodów firmy), można powiedzieć, że 1% ludzi w naszym życiu jest odpowiedzialnych za 99% negatywnych emocji. Dodatkowo działa tutaj mechanizm projekcji – wyobrażamy sobie, co kto o nas mówi, nie wiedząc, że są to nasze własne osądy na nasz temat. Udowodniono, że osoby przestraszone postrzegają inne jako groźniejsze, niż są w rzeczywistości, a uległe – za bardziej dominujące. Rozmawiamy więc sami ze sobą, obwiniając za to innych.
To, co pomyślą o Tobie inni, nie jest Twoim problemem i tylko w ograniczonym zakresie masz na to wpływ. Ale starając się zaskarbić sobie pozytywną opinię innych, często zdradzamy siebie i tracimy coś znacznie ważniejszego: to, co myślimy na temat nas samych. A na to masz wpływ.

2. Czy inni mnie zaakceptują?

Prawdopodobnie nie, szczególnie jeśli robisz coś spoza szeroko pojętej normy. Chęć zaimponowania innym, szukanie ich akceptacji albo miłości, próby zdobycia kogoś – to droga donikąd, powodującą utratę koncentracji i zdradzanie swych ideałów.
Świat jest pełen różnych ludzi. Niektórzy z nich są wyjątkowo oporni na zmianę i oczekiwanie akceptacji od kogoś zafiksowanego na własnych przekonaniach jest stratą czasu i energii. Zawsze będą tacy, którzy uznają, że jesteś nie taki, jaki według nich powinieneś być, i zechcą Cię zmienić, byś pasował do ich wyobrażeń.
Mężowie zmieniający żony, żony temperujące charakter mężów – to wycieczki prowadzące często do konformizmu i życia wbrew własnemu światopoglądowi. Chcąc, by inni nas polubili, podświadomie stajemy się szarzy i przeciętni, a ludzi bez wyrazistych osobowości się nie zapamiętuje. Skupiając się na tym, co masz w życiu do zrobienia, przestajesz grać rolę zielonego dolara, który ma się każdemu podobać, i zaczynasz kreować własny los w oparciu o serce i intuicję. Jeśli dodatkowo Twoje działanie stoi w sprzeczności z określonym prądem kulturowym, musisz liczyć się z powszechną krytyką, na którą nie masz wpływu.

3. Mój partner nie jest taki, jak go sobie wyobrażałem.

I nigdy nie będzie. Zresztą zapewne nie z tego powodu się z nim związałeś (związałaś). A to właśnie dzięki różnicom partnerzy mogą się rozwijać i gdyby nie ten kontrast, zanudziliby się, pozostając w strefie stabilizacji.
Chęć zmiany partnera na pasującego do własnych wyobrażeń kończy się najczęściej na dwa sposoby. Pierwszy to, niestety, osiągnięcie powyższego celu – dlatego że partner zmieniający się ze względu na żądania drugiej strony najczęściej robi to wbrew sobie, przez co traci szacunek do siebie samego i przestaje być pociągającym wyzwaniem.
Drugą możliwością jest wywołanie konfliktów, bo zmieniane przez partnera ego czuje się odrzucone i atakowane – włącza mechanizmy obronne. Taka zmiana jest na pewnym poziomie gwałtem na akceptacji i wywołuje poczucie niepasowania do wyobrażenia. A to wyobrażenie jest często wyidealizowane – albo historiami o romantycznym księciu z bajki, rozpowszechnianymi przez babcie zawiedzione dziadkiem, albo oczekiwaniem bycia kochanym przez partnera tak samo jak przez własnego rodzica. Tymczasem, patrząc na to przez pryzmat rodzica, żaden mężczyzna nie będzie kochał córki tak jak jej ojciec, który zmieniał pieluchy w dzieciństwie i bezwarunkowo idealizował dziecko. Podobnie żadna żona nie ma szans z teściową, mającą zniekształcony obraz syna. O wiele dojrzalsze jest zrozumienie, że ludzie sami się zmieniają, w chwili gdy pokazuje się im na własnym przykładzie korzyść z myślenia i działania w inny, bardziej efektywny sposób.

4. Nie rozumiem, dlaczego ktoś mógł to zrobić.

Nie rozumiesz, ponieważ nie masz dostępu do motywów kierujących innym człowiekiem: jego historii osobistej, przekonań, motywacji, sposobu myślenia i działania. Nie robiąc czegoś samemu, nie znajdujemy powodów, dlaczego ktoś inny miałby to robić, szczególnie w sytuacji, gdy działanie jest sprzeczne z naszym światopoglądem.
Seryjni mordercy, tacy jak Henry Lee Lucas, tłumaczą swe zabójstwa faktem złego wychowania, inni (Jeffrey Dahmer) obarczają za to „brak” określonej części siebie czy pobyt w więzieniu (Carl Panzram). Racjonalizacja post hoc pozwala umysłowi stworzyć dowolną przekonującą go historię, która wytłumaczy powody naszego działania (przykładem może być przekonywanie się, dlaczego kupujemy produkty, których w praktyce nie potrzebujemy), choć rzadko jesteśmy jej świadomi, a jeszcze rzadziej inne osoby są w stanie te powody zrozumieć. Tak samo jest z kłamaniem – każdy kłamca ma perfekcyjnie przekonujący powód, dlaczego kłamie, i nawet jeśli sam się potępia, nadal widzi w kłamaniu większy zysk niż w mówieniu prawdy.
Wniosek? Nie zawsze zrozumiesz, dlaczego ktoś coś zrobił. I nie musisz. Wystarczy, że uznasz fakty, i odniesiesz się do nich bez oceniania.

5. Nie jestem taki, jaki być powinienem.

I pewnie nigdy nie będziesz, ale czy o to chodzi? Proces ewolucji człowieka nigdy się nie kończy, a im bardziej jesteś ambitny, tym większy rozdźwięk między tym, kim wiesz, że możesz być, a tym, kim obecnie jeszcze jesteś.Wraz z sukcesami przychodzą większe problemy i większe demony do pokonania. Im jesteś mądrzejszy, tym bardziej boli głupota (nigdy nie boli, gdy jest się głupim, bo tylko mądry może ją dostrzec). Im lepiej znasz swój potencjał, tym mniej tolerujesz lenistwo i odkładanie realizacji własnych celów. Wycieczki w idealny obraz siebie (perfekcjonizm) tylko potwierdzają, że „maksymalnie nie jest optymalnie” – to, że Twój samochód pojedzie 250 km/h, wcale nie oznacza, że zawsze ma tyle jechać. Warunki pogodowe mogą wymóc jazdę 40 km/h i jeśli jest to optymalne, to będzie w danym momencie najbardziej efektywne.
Szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy wartość człowieka definiuje się przez pryzmat sukcesów (dyplomów, pieniędzy, umiejętności), łatwo wpaść w pułapkę permanentnego odrzucania siebie i nawykowego myślenia: „Jeszcze nie jestem tam, gdzie mogę być”. Taki sukces jest toksyczny. Pomoże przekonanie: „Jestem OK i mogę stać się lepszy”.

6. Świat jest zły.

Takie przekonanie frustruje, bo opiera się na dysonansie poznawczym, czyli różnicy między stanem oczekiwanym a obecnym. Świat jest, jaki jest, ludzkość znajduje się, tak jak zawsze, na określonym poziomie rozwoju świadomości i – w zależności od punktu odniesienia – jest rozwinięta bądź prymitywna. Patrząc przez pryzmat dzisiejszego światopoglądu, topienie kobiet w średniowieczu za bycie rzekomymi czarownicami było prymitywne, podobnie jak przyszłe pokolenia nie będą mogły uwierzyć, że kiedyś ocenialiśmy swoją wartość jako ludzie przez pryzmat liczby uzbieranych przedmiotów czy też że identyfikowaliśmy się z myślami.
Moralne, najczęściej narzucone religią czy kulturą, rozszczepienie świata na „dobry” i „zły” prowadzi do ekstremalnych poglądów i braku akceptacji dla pewnego porządku i biegu rzeczy, charakterystycznego dla ewolucji każdego gatunku na każdym etapie jego rozwoju. To, co było dobre kiedyś, niekoniecznie jest dobre teraz, a to, co jest dobre dla mnie, niekoniecznie będzie takie dla Ciebie. Ilość zła jest zawsze proporcjonalna do ilości dobra, a znacznie łatwiej żyć, gdy bazuje się nie na ekstremalnych opiniach, ale na faktach, i podejmuje adekwatne działania.

7. Uniknę problemów.

Nie unikniesz, bo problemy są o wiele częściej tworzone przez własny umysł niż przez zewnętrzny świat, a od siebie samego nie można uciec. Nie ma takiego bodźca w naturze, który może zabić, ale ludzie powodowani własnymi wyobrażeniami potrafią nawet popełnić samobójstwo.
Przykładowo, mimo iż ryzyko śmierci w wypadku samolotu wynosi 1 na 11 milionów, bycia zabitym przez rekina 1 na 3,7 miliona, a śmierci w wypadku samochodowym 1 na 5000, to i tak więcej ludzi bardziej boi się latać samolotami, niż jeździć samochodem. Problemy są zawsze groźniejsze w wyobraźni niż w rzeczywistości i unikanie ich przysparza więcej trudności niż konfrontacja z nimi.
Strategia utraty korzyści na rzecz zniwelowania problemów (np. nie będę latał samolotami, by nie stracić życia) nie działa, a ilość problemów życiowych pozostaje zawsze taka sama. Biedni narzekają na brak pieniędzy, a bogaci boją się o ich utratę. Brazylijska modelka ma więcej kompleksów niż bezzębny mieszkaniec Dworca Centralnego w Warszawie, ale jakość jej życia jest nieporównywalnie większa. Niezależnie od tego, co masz i ile masz, ilość problemów zawsze będzie proporcjonalna do ilości korzyści. O wiele ważniejszy jest Twój sposób postrzegania własnej sytuacji życiowej.

8. Inni mnie irytują.

Nie inni, ale Twoje przekonanie, że powinni być jacyś – a dokładnie tacy, jakich sobie wyobrażasz. Umysłowe wycieczki w „gdyby tylko X się zmienił” prowadzą donikąd, bo X albo się nie zmieni, albo pojawi się ktoś inny (Y), kto będzie zachowywał się podobnie. Już statystycznie rzecz biorąc: łatwiej niż zmienić świat, jest zmienić siebie samego.
Poza tym za Twoje reakcje emocjonalne to nie inni są odpowiedzialni, bo to Twoje osądy ich zachowań generują określone przeżycia. Dla jednego krzyczące dziecko jest powodem frustracji, drugi patrzy na to ze spokojem (powodowany przekonaniem, że dzieci w tym wieku tak mają i to normalne zachowanie), a dla trzeciego to powód do dumy, że dziecko wyraża własną opinię. Zamiast mówić: „X mnie irytuje”, powiedz: „Moja interpretacja jego zachowania mnie irytuje”, a odzyskasz kontrolę. Żydzi w kabale mówią:nie bądź skutkiem działania świata, ale przyczyną zjawisk. To pozwala odzyskać kontrolę dającą odpowiedzialność.

9. Moje życie nie spełnia moich oczekiwań.

I nie będzie, dopóki o to nie zadbasz. Narzekanie, marudzenie, obarczanie innych winą za brak określonych wyników, pretensje do polityków za złe zarządzanie krajem, do szefa za to, że za mało płaci, do Boga za brak szczęścia w życiu czy do rodziców za złe wychowanie – wszystko to prowadzi do utraty odpowiedzialności za własny los. Jeśli nie pasują Ci politycy – otwórz własną partię. Jeśli szef Ci za mało płaci – to go zmień. Jeśli nie pasuje Ci kraj – to się wyprowadź itd.
Nikt inny poza Tobą nie jest odpowiedzialny za Twoje życie i jeśli jeszcze nie zdałeś sobie z tego sprawy, bardzo mało jest na świecie ludzi których Twoje życie obchodzi. Najbliższa rodzina – owszem, ale dla wszystkich pozostałych mieszkańców ziemi jesteśmy nieznaną kategorią (mężczyzną, Polakiem, starcem itd.) i dopóki sam nie weźmiesz steru życia we własne ręce dopóty inni będą nim zarządzać. Nigdy nie żałujemy tego że spróbowaliśmy i nam się nie udało, ale tego, że nie spróbowaliśmy choć wiemy że mogliśmy i powinniśmy byli.

10. Dlaczego mi się to przytrafiło?

Dlaczego akurat mnie się to przytrafiło? Czemu zostawiła mnie żona? Dlaczego zachorowałem na raka?? A w którym modelu rozumienia świata chcesz otrzymać odpowiedź? Jeśli buddyjskim – to zapracowałeś na to w poprzednim wcieleniu i taką masz karmę. Katolickim? Bo tego chce Bóg. Intelektualnym? Bo taki jest skutek określonej przyczyny. Zajmij się tym, co możesz kontrolować, a resztę zostaw Tao/Bogu/karmie/przeznaczeniu. Prawda jest taka, że pewne rzeczy są poza naszą kontrolą i nie mamy pojęcia, dlaczego określone zjawiska zachodzą (vide felerny lot 370 malezyjskiego samolotu). Może kiedyś się dowiesz, może nie, ale dopóki nie wiesz, nie masz możliwości wywierania wpływu na określone sytuacje.Porzucając opór i chęć kontroli, szybciej można się zaadoptować i podjąć adekwatne działania na przyszłość.

„To jakie tabletki mi Pan przypisze, by przestało mnie boleć kolano?” – kontynuował pacjent.
Lekarz milczał przez chwilę, akurat przypomniał mu się kawał, jaki dawno temu opowiadał kolega po fachu. Do okulisty przyszedł pacjent skarżący się na bóle oka. Przeprowadzono wszystkie możliwe badania, łącznie z tomografią mózgu, i nic nie wykazano. Zajęło to kilka miesięcy, pacjent wydał ogromne pieniądze, specjaliści poświęcili masę czasu na znalezienie przyczyny. Na którymś z kolei spotkaniu lekarza oświeciło… Zobaczył, że pacjent pije herbatę, nie wyjmując łyżeczki ze szklanki.
„Panu nic nie jest, drogi panie. Niech pan żyje zdrów”.

/               Mateusz Grzesiak              natemat.pl       /

… śmieci (nie) nasze … do Polski zmierzają tony śmieci z Salwadoru,mają być utylizowane w Dąbrowie Górniczej … mieszkańcy są zaniepokojeni …

Tony śmieci zmierzają do Dąbrowy Górniczej.

foto: Shutterstock

Ponad sto ton toksycznych odpadów ma zostać przetransportowane drogą morską z Salwadoru do Trójmiasta. Stamtąd pojadą do Dąbrowy Górniczej, gdzie zostaną zutylizowane. Mieszkańcy Śląska nie rozumieją dlaczego mają oddychać cudzymi brudami.

Za całą akcję odpowiada firma Sarpi, która ma na wyposażeniu instalację termicznego przekształcania odpadów. Przedstawicielka firmy uspokaja, że to nie pierwszy taki transport i nie ma się czego obawiać.Śmieci  zalegały w pobliżu nieczynnych zakładów rolniczych.

– Są to odpady, które przyjmujemy od 10-15 lat. Rzeczywiście, ma do nas dotrzeć taki transport. Zdajemy sobie sprawę, że być może brzmi to groźnie, ale zapewniam, że tak nie jest – powiedziała portalowi twojezaglebie.pl Karina Szafranek-Braś, dyrektorka sprzedaży i marketingu Sarpi Dąbrowa Górnicza.

Takie tłumaczenia nie uspokajają jednak mieszkańców Śląska. Tym bardziej, że spalarnia, w której odpady mają zostać poddane utylizacji, znajduje się w dzielnicy Dąbrowy Górniczej, Strzemieszycach. Mieszkańcy uważają, że firmy prowadzące taką działalność powinny znajdować się w specjalnie wydzielonych strefach poza miastem.

O jakie śmieci chodzi? Jak podaje firma Sarpi, są to odpady pestycydowe, a ich toksyczność polega na tym, że są skondensowane. Jednak mieszkańcy nie wierzą w zapewnienia o nieszkodliwości tego transportu, zastanawiają się dla kogo opłacalne jest przewożenie odpadów na drugi koniec świata. Inni dodają, że podczas spalania wspomnianych śmieci wydobywają się związki, które odkładają się w organizmie ludzkim i są praktycznie niemożliwe do wydalenia.

Cała akcja ma kosztować około pół miliona dolarów.

/         Agata Komosa            natemat.pl    /

 

… na zdrowie :-)

Gimme Some Oven | Tzatziki | http://www.gimmesomeoven.com

 

Health Benefits of Apples

… głogowe różności …

 

Medycyna ludowa polecała herbatki, odwary i nalewki z głogu przy bardzo wielu dolegliwościach, m.in. przy nadpobudliwości i bezsenności, przy miażdżycy jako środek wzmacniający mięsień sercowy i regulujący pracę naczyń wieńcowych. Poza tym głóg wykorzystywano jako lek przeciwuczuleniowy, przeciwskurczowy, tonizujący bóle serca, a niekiedy też bóle zębów, moczopędny i przeciwreumatyczny. Warto stosować go w przemęczeniu, schorzeniach tarczycy, zatruciach nikotyną i alkoholem oraz chorobach zakaźnych i dolegliwościach okresu przekwitania.

 

Kwiaty czy owoce

Współczesna fitoterapia uważa, że czerwone owoce głogu, mają podobne jak kwiaty, ale nieco łagodniejsze działanie. Dlatego głównie z kwiatów sporządza się dużo przeróżnych preparatów leczniczych.

Dawniej w medycynie ludowej kwiaty jednak stosowano znacznie rzadziej niż owoce, zapewne również dlatego, że głóg kwitnie bardzo krótko i dobry surowiec można pozyskiwać tylko przez kilka dni.

 

Najlepsze przemrożone

Współczesne poradniki zielarskie zalecają zrywanie owoców, gdy są już czerwone, ale jeszcze nieprzejrzałe. Z kolei medycyna ludowa radziła zbierać je przede wszystkim po pierwszych przymrozkach, a nawet jeszcze zimą. Być może dlatego, że wtedy są bardziej miękkie i wygodniejsze do sporządzania wielu przetworów. Ja też trzymam się dawnych zaleceń, bowiem tylko owoce w pełni dojrzałe, gwarantują najbardziej korzystną dla organizmu kompozycję czynników leczących, zwłaszcza witamin i cukrów. Na Podbeskidziu mówi się nawet, że „taki głóg krew reguluje”.

Przy bólach wątroby i woreczka żółciowego

Napary i herbatki z owoców głogu pijano przy bólach wątroby i woreczka żółciowego.

Pół łyżki wysuszonych i potłuczonych owoców głogu zalać szklanką wrzątku. Odstawić pod przykryciem na godzinę. Potem lekko dosłodzić miodem i wypić w trzech porcjach w ciągu dnia.

Podobną kurację warto również przeprowadzić przy kamicy dróg moczowych i nieżytach jelit. Stosować przez 3 tygodnie. Po tygodniowej przerwie powtórzyć.

Przy bólach wątroby bardzo skuteczny może okazać się również proszek ziołowy z owoców leśnych z kminkiem albo majerankiem. Potłuc równe części owoców głogu, jarzębiny i dzikiej róży. Łyżeczkę proszku wrzucić do pół szklanki letniej wody. Dodać szczyptę sproszkowanego majeranku. Można lekko dosłodzić miodem do smaku, ale jeszcze lepiej pijać bez słodzenia. Stosować dwa, trzy razy dziennie przed posiłkami. Zamiast majeranku można dodawać zmielony na proszek kminek. Korzystne bywa również spożywanie proszku z samych owoców leśnych. Co pewien czas w kuracji zrobić tygodniowe przerwy. Spożywać proszki warto też sporadycznie wtedy, gdy zjadamy obfitsze posiłki.

W chorobach wątroby medycy ludowi radzili również pijać sok z głogu. W pełni dojrzałe owoce zebrane po przymrozkach, umyć i usunąć z nich pestki. Potem dokładnie odwirować w sokowirówce. Sok najlepiej spożywać świeży po 20–30 kropli 2–3 razy dziennie. Można krótko przechowywać w lodówce. Przed spożyciem rozcieńczyć wodą lub herbatą z owoców leśnych m.in. dzikiej róży.

 

Gdy bolą dziąsła i zęby

Medycyna ludowa radziła żuć powoli i dokładnie świeże owoce głogu w przypadku chorób i bólu dziąseł i zębów. Czynności te należy wykonywać dwa, trzy razy w ciągu dnia przez 15–20 minut. By poprawić stan dziąseł, kuracja powinna trwać 1–2 miesiące.

 

Nie tylko na hemoroidy

W medycynie ludowej świeże owoce głogu jadane trzy razy dziennie były lekiem przy hemoroidach. Powidła z owoców stosowano przy krwawych biegunkach i kamicy nerkowej. Z kolei konfitury z owoców zażywane po łyżce raz albo dwa razy dziennie pomagają zrzucić nadwagę.

Na inne dolegliwości

W uczuciach duszności, dla wzmocnienia serca, stanach napięcia nerwowego, nerwicach przewodu pokarmowego, niewydolności trawienia, również przy migrenach, szumach w uszach, napadowych zawrotach głowy, nadciśnieniu i zaburzeniach krążenia krwi, pomocne okazują się odwary. Obniżają one też poziom cholesterolu.

Pół dużej łyżki lub łyżeczkę rozdrobnionych owoców zalać szklanką wrzątku. Odstawić w garnku emaliowanym na kilka minut pod przykryciem. Następnie wolno podgrzać i potem trzymać na małym ogniu nie dopuszczając do wrzenia przez 5 do 10 minut. Odstawić do wystudzenia. Wypić odwar w ciągu dnia w 2–3 porcjach pół godziny przed posiłkami. Można do smaku dosłodzić miodem.

 

Wyciągi na uczulenia

Przy uczuleniach pomocne były wyciągi z owoców. Rozdrobnić 2 łyżki wysuszonych owoców. Zalać letnią wodą lub słabą herbatą z owoców dzikiej róży. Po 12 godzinach zlać płyn, a owoce zalać niewielką ilością wrzątku. Krótko zagotować. Odwar dolać do wcześniej odlanego płynu. Wymieszać. Pić w ciągu dnia między posiłkami. By solidnie odtruć organizm, trzeba kurację prowadzić przez co najmniej 2–3 tygodnie. Po miesięcznej przerwie można powtórzyć.

 

Ekstrakt też pomaga

Prostym lekiem domowym pomocnym w różnych dolegliwościach wątrobowych, miażdżycy, nadpobudliwości, nadciśnieniu bywa także ekstrakt wodny z owoców głogu. Około 50 g owoców zalać szklanką wrzątku. Gotować tak długo, aż odparuje połowa wody. Potem zlać do słoika, dodać odrobinę spirytusu. Zażywać dziennie po 20–25 kropli, trzy razy dziennie przed jedzeniem. Przechowywać w lodówce.

 

Na zdrowie!

Zalać 8–10 łyżek suszonych owoców pół litrem wódki żytniej. Odstawić na dwa tygodnie. Co pewien czas wstrząsać. Zażywać codziennie po 15–20 kropli rozpuszczonych w kieliszku wody, 2–3 razy dziennie, najlepiej rano i wieczorem po posiłkach.

Taka nalewka obniża nadpobudliwość i ciśnienie, pomaga przy bezsenności, miażdżycy i uczuleniach.

 

Zbigniew Przybylak

*  *  *

 

Przetworów z głogu nie powinno się stosować przy obniżonym ciśnieniu. Należy go również używać w ilościach umiarkowanych i nie zwiększać dawek, zwłaszcza przy niedomaganiach serca, bo jest to zioło stosunkowo silnie działające, dlatego np. kuracje chorób serca niektórzy zielarze radzą prowadzić w porozumieniu z lekarzem.

 

Głóg w kuchni

Suszonych owoców warto używać do aromatyzowania napojów, kompotów. Dawniej dodawano zmielone owoce do mąki z której wypiekano chleb. Poza tym z głogu można sporządzać kisiele, kompoty, galaretki, marmolady i dżemy. W staropolskiej kuchni znana była zupa z głogu. Dojrzałe owoce zebrane po przymrozkach rozgotować razem z bułką. Przetrzeć przez sito. Dodać kieliszek wina, doprawić do smaku cukrem i cynamonem. Zagotować. Podawać z grzankami.

/          poradnia.pl        /

Wodno-alkoholowe wyciągi  głogu działają inotropowo dodatnio na mięsień sercowy. Rozszerzają naczynia wieńcowe, poprawiają krążenie wieńcowe, działają antyarytmicznie, kardioprotekcyjnie (ochronnie na mięsień sercowy) i przeciwmiażdżycowo. Przedłużają refrakcję mięśni komór. Usczelniają i wzmacniają naczynia krwionośne. Obniżają ciśnienie tętnicze krwi (działanie hipotensyjne), poziom lipidów i cholesterolu we krwi. Wodne (odwar) i alkoholowe wyciągi z głogu mają właściwości antybakteryjne w stosunku do Shigella flexneri, Shigella sonneni, Proteus vulgaris i Escherichia coli.

Wskazania: dusznica bolesna, niemiarowość serca, choroba wieńcowa, nadciśnienie, miażdżyca, zaburzenia krążenia obwodowego i mózgowego, hiperlipemia, cukrzyca, skazy naczyniowe, otyłość.

W medycynie ludowej odwar z owoców, napar z kwiatów i nalewka (intrakt) używane były w leczeniu szeroko pojętych chorób układu krążenia, skórnych, metabolicznych, układu moczowego oraz pokarmowego. Preparaty głogu poprawiają trawienie i działaja rozkurczowo. Dostarczają prowitaminę A, witaminę C, P i z grupy B. Flawonoidy i fenole głogu hamują stany zapalne i łagodzą objawy alergii.

Składniki: flawonoidy (vitexin – witeksyna, vitexin-4-L-rhamno-D-glucoside, rutyna – rutin, quercetin – kwercetyna, quercetin-3-rhamno-galactoside), katechiny (catechina, epikatechina), procyjanidyny (B2, B5), fenolokwasy (kwas chlorogenowy, kwas kawowy), pentacykliczne trójterpeny (w owocach do 1,4%): kwas ursolowy, kwas oleanolowy, 2-alfa-hydroksyoleanolowy (synonimy: crataegolowy = krategolowy = głogowy = crataegolic acid); aminy (cholina, acetylocholina, alkiloaminy, poliaminy; adenina, adenozyna, guanina kwas moczowy, żelazo, fosfor, wapń, fruktoza; fitosterole (beta-sitosterol).

Preparaty i dawkowanie. W handlu znajdują się preparaty zawierające standaryzowany ekstrakt suchy lub płynny. Ekstrakty z owoców i kwiatów głogu są używane do wyrobu toników, kapsułek, syropów. Dostępny jest również suchy surowiec: kwiat i owoc.

Z kwiatów polecam sporządzać napar – Infusum: 1 lyżkę rozdrobnionego surowca zalać 1 szklanką wrzącej wody lub mleka, odstawić na 20-30 minut pod przykryciem, przecedzić. Dodać miód, np. gryczany, wrzosowy (dobre przy zaburzeniach serca), wypić w dwóch porcjach w ciągu dnia. Stosować regularnie przez minimum 3 miesiące.

Z owoców przyrządzać wino, nalewkę, intrakt lub odwar. Odwar – Decoctum: 1 łyżkę rozdrobnionych owoców zalać 1 szklanką wody, zagotować, gotować 3-5 minut, odstawić na 30 minut pod przykryciem, przecedzić przez sito, dodać do smaku miód. Pić 1-2 razy dziennie po 1 szklance odwaru.

Intrakt – Intractum: 100 g świeżych rozdrobnionych kwiatów lub owoców zalać 500 g gorącego alkoholu 30-40%, odstawić minimum na 2 tygodnie, przecedzić, dodać miód. Zażywać 1-2 razy dziennie po 1 łyżce. Stosować minimum przez 3 miesiące. Na kwartał (pełna kuracja) potrzebne jest około 1380-1400 ml intraktu (1 raz dziennie po ok. 15 ml).

Nalewka – Tinctura (100 g świeżego lub suchego surowca na 300 g ciepłego alkoholu 40%) – 1-2 razy dziennie po 5-10 ml. Można wymieszać z miodem w proporcji 1:1.

Wino z owoców głogu, zasobne w flawonoidy i fenolokwasy, należy do win białych lub lekko różowych, zależnie od kwasowości i przebiegu fermentacji.

Przetwory z głogu działają uspokajająco, szczególnie z kwiatów. Mogą zapobiegać licznym nerwicom wegetatywnym, w tym serca. Znoszą objawy zawrotów głowy, uczucia „uderzenia krwi do głowy” oraz przeciwdziałają przykrym skokom ciśnienia w okresie po- i przekwitania. Korzystnie działają w okresie klimakterium u kobiet.

/            dr Henryk Różański              rozanski.li         /

Głóg od wieków uważany był za roślinę świętą i ochraniającą. Jego gałązki Grecy przynosili na uczty weselne – miał nowożeńcom przynieść szczęście i dostatek. A w Rzymie komnatę młodej pary z tego samego powodu oświetlała głogowa pochodnia.

 

Gorsze notowania miała ta roślina w Starym Testamencie, gdzie wymieniana jest aż siedmiokrotnie, ale raczej w ponurym kontekście, np.: Ze strzałami i łukiem wejdzie tam myśliwy, bo cała ziemia będzie pokryta cierniem i głogiem. A we wszystkie góry, które się uprawiało motyką, nikt się nie zapuści, bojąc się głogu i cierni (Iz 7, 24-25). Uważano ją tu za roślinę szkodliwą, mroczną. Honor przywróciło głogowi chrześcijaństwo. Legenda głosi, że biały głóg poskromił swe straszliwe kolce i podsunął gałązki Maryi, aby mogła zawiesić na nich i wysuszyć pieluszki syna. Odtąd stał się krzewem przynoszącym szczęście, chroniącym przed niebezpieczeństwami, a nawet przed własnymi złymi myślami i grzechem… Jeszcze w XVIII wieku jego gałązki wkładano do kołysek niemowląt, by obronić je przed urokami.

Te dobre magiczne właściwości ma przede wszystkim głóg kwitnący biało, w mniejszym stopniu różowy czy czerwony. Być może ze względu na przytoczoną wcześniej legendę średniowieczni lekarze uważali, że jest cenniejszy od kolorowego, również jako lek. Ale to akurat nieprawda. Na świecie mamy ok. 30 gatunków tego krzewu (czasem drzewa) i wszystkie szczycą się właściwościami uzdrawiającymi. Wiedzieli o tym nasi przodkowie, opisał go już Dioskorides, zalecając przy leczeniu wielu schorzeń. Medycyna ludowa uznawała głóg za doskonały środek zwalczający m.in. choroby serca, bezsenność, problemy z układem pokarmowym. Oficjalna zajęła się nim w XIX wieku, odtąd powstaje wiele farmaceutyków z udziałem jego kwiatów, liści i owoców. Najczęściej są to leki nasercowe, uspokajające, regulujące ciśnienie i zwalczające bezsenność, ale nie tylko. Okazało się bowiem, że głóg zawiera bioflawonoidy, które m.in. wspomagają działanie witaminy C i wzmacniają układ krwionośny, oraz kwasy organiczne, garbniki, gorycze, fitosterole, olejek eteryczny, witaminę C, z grupy B, prowitaminę A i sporo soli mineralnych: żelazo, wapń, magnez, potas, a także mangan, kobalt, glin, krzem – niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Warto też wiedzieć, że znacznie więcej substancji czynnych znajduje się w kwiatach i liściach, w związku z tym robione z nich leki są silniejsze niż te z owoców. Ale właśnie dlatego w leczeniu domowym bezpieczniej jest używać owoców, bo trudniej je przedawkować.

 

Głóg jest doskonałym środkiem na wzmocnienie serca, uregulowanie krążenia, ciśnienia, zwalcza arytmię, kołatanie, zadyszki, wady i choroby zwyrodnieniowe serca – preparaty z jego udziałem rozszerzają naczynia krwionośne, zwiększając dopływ krwi i tlenu do wszystkich narządów. Zapobiegają miażdżycy. Poprawiają pracę mózgu, m.in. słabą pamięć.

 

Głogowe leki działają uspokajająco, łagodzą lęki, palpitacje, niepokój, wyciszają organizm, zmniejszają nadpobudliwość, ułatwiają zaśnięcie. Zaleca się je kobietom w okresie przekwitania, gdyż łagodzą związane z nim dolegliwości. Ponieważ głóg jest moczopędny, dobrze wpływa także na nerki, pomagając je oczyścić z piasku i kamieni. Od wieków leczono nim układ pokarmowy – pobudza apetyt, poprawia trawienie, zapobiega wzdęciom i biegunkom. Zwalcza zatrucia, np. nikotyną, alkoholem, oraz uczulenia. Przetwory z jego owoców i kwiatów łagodzą dolegliwości związane z nadczynnością i niedoczynnością tarczycy.

 

Zrobiony z nich tonik, stosowany zewnętrznie zwalcza choroby skóry, m.in. trądzik różowaty. A Francuzi piją głogową herbatkę wierząc, że zapobiega siwieniu…

Głóg stosowany w potrawach również leczy i bywa bardzo smaczny. Angielska naturoterapeutka, Barbara Griggs wspomina w swej książce „Zielona czarownica”, że za czasów jej młodości wiejskie dzieci chętnie żuły młode listki i pąki tej rośliny – nazywały je chlebem z serem lub chlebem z masłem. W niektórych częściach Anglii dodaje się zielone głogowe pączki do gotowanego na parze puddingu. Są wartościowym składnikiem zdrowych sałatek (np. z młodych ziemniaków) i surówek.

Mielone owoce dodawano kiedyś do mąki przy wypieku chleba – w Rosji na wsi praktykuje się to do dzisiaj. Robiono z nich też pyszną staropolską zupę i sosy do mięs, a z młodych listków przygotowywano namiastkę herbaty.

 

Współcześnie najczęściej wykorzystuje się w kuchni owoce – powstają z nich konfitury, dżemy, galaretki, kisiele, przeciery, napoje (soki, kompoty), likiery, wina, wódki i nalewki. Są nie tylko pyszne, ale i bardzo zdrowe. Naprawdę warto przypomnieć sobie i wypróbować przepisy na potrawy z tej rośliny.

K.B.

 

Głogowy napój na wzmocnienie serca i poprawę krążenia

9 czubatych łyżek stołowych umytych owoców głogu (można je zbierać nawet po przymrozkach) zalać 9 szklankami wrzątku w garnku ze szczelnie przylegającą pokrywką. Przykryć, owinąć w ręcznik i koc (jak kaszę), można jeszcze obłożyć poduszką i odstawić w ciepłe miejsce na 24 godziny.

Potem zawartość garnka przecedzić i wycisnąć (owoce z odrobiną naparu można zmiksować i wycisnąć przez gazę). Wstawić ten napój do lodówki i popijać 3 razy dziennie po 1 szklance lekko ogrzanego przed śniadaniem, obiadem i kolacją.

Taką kurację stosować przez 9 dni, potem zrobić przerwę na 9 dni i powtórzyć dwa razy. Owoce głogu można również przygotować w termosie, pamiętając o zachowaniu proporcji. Napój można dosmaczyć miodem i cytryną.

(Oprac. na podstawie receptur znachorów syberyjskich)

Nalewka z owoców głogu

100 g owoców głogu, 0,5 litra spirytusu (70%)1 łyżka płynnego miodu.

Owoce głogu zalać spirytusem i postawić w ciepłym miejscu na 2 tygodnie. Przecedzić przez gazę, owoce wycisnąć. Dodać nieskrystalizowany miód. Wstrząsnąć. Po siedmiu dniach pić po 20-30 kropli na kieliszek wody.

Reguluje ciśnienie, krążenie, pracę serca. W przypadku zażywania innych leków, koniecznie skontaktować się z lekarzem prowadzącym.

/            naturaity.pl         /

 

… psychologia jedzenia,czyli kiedy jedzenie przestaje mieć z jedzeniem cokolwiek wspólnego? …

addictions.com

Co ma wspólnego rozmiar talerza, chrupkość chipsów, włączony telewizor i obecność znajomych? To, że wszystkie z nich wpłyną na to, ile i co zjesz. A to z kolei wpłynie na Twój wygląd, samopoczucie, zarobki i relacje z innymi.

Teorię wszyscy znają – jedzenie jest paliwem dla ciała, dostarczającym mu potrzebnych do przeżycia składników. Ale biorąc pod uwagę 1.5 miliarda ludzi z nadwagą, w tym 200 milionów otyłych mężczyzn i 300 milionów otyłych kobiet, jest to jedynie teoria. W ciągu ostatnich 30 lat problem otyłości zwiększył się z blisko dwukrotnie (4,8% mężczyzn i 7,9% kobiet z 1980 oraz 9,8% mężczyzn i 13.8% kobiet w 2008), doprowadzając do problemów zdrowotnych (osoby ze znaczną otyłością żyją 10 lat krócej), finansowych (w samej Kanadzie i w USA rocznie leczenie otyłości kosztuje 300 miliardów dolarów) i emocjonalnych (80% Amerykanek jest niezadowolona ze swego wyglądu). Jedzenie bowiem nie jest dziś już jedzeniem i nabrało znaczenia, które unieszczęśliwia, rozchorowuje i tuczy całe społeczeństwa. W dzisiejszym świecie to, jak i co jemy, w coraz mniejszym stopniu zależy od naturalnych i racjonalnych potrzeb, a coraz bardziej od norm kulturowych, presji społecznej, wpływu środowiska i mediów oraz kwestii rodzinnych.

Tyjący świat

43 miliony dzieci na świecie ma nadwagę. 65% populacji świata żyje w krajach, w których ryzyko śmierci ze względu na otyłość jest większe niż z powodu niedożywienia. W Japonii jedna na 20 kobiet cierpi na otyłość, w Holandii jedna na dziesięć, w USA i Meksyku jedna na trzy, a na Tonga 7 na 10. Wśród Brazylijczyków otyłych jest aż 48% mieszkańców, Polki plasują się w Europie na 9, a Polacy na 6 miejscu (40% mężczyzn i 28% kobiet ma nadwagę, 21% mężczyzn i 24% kobiet jest otyła). Najgorszą relację z jedzeniem mają Amerykanie (badania Rozina z 1999); w porównaniu do Japończyków, Francuzów i Belgów z jedzenia czerpią mniej przyjemności, martwią się, czy to, co jedzą, jest zdrowe, częściej zmieniają diety i mają dwukrotnie większe prawdopodobieństwo bycia otyłymi. W USA jest ponad 70 milionów uzależnionych od jedzenia osób (David Kessler, Federal Drug Administration). W otyłości prym wiodą kraje wyspiarskie (94,5% mieszkańców Nauru ma nadwagę, tuż za nimi są Mikronezja, Wyspy Cooka i Tonga). Co ciekawe, model atrakcyjności w tych krajach zakłada nadwagę i nigdy nie było to przedmiotem negatywnej samooceny. Aż do 1998 roku, gdy na Fidżi rozpoczęto pokazywanie w telewizji amerykańskich filmów (w stylu Beverly Hills 90210). 3 lata później już 73% kobiet uważało się za grube. Oglądając te filmy aż o 30% więcej kobiet zdecydowało się przejść na dietę. Wnioskować więc można, że poza uprzemysłowieniem jedzenia, prowadzącym do zmniejszenia kosztów jego produkcji, a tym samym pogorszenia jakości, kluczową rolę w otyłości społecznej odgrywają media.

Otyły stres

Stres powoduje wydzielanie kortyzolu i insuliny, dwóch hormonów, którym nie po drodze z chudnięciem. Oba sygnalizują ciału, że powinno ono przenieść uwagę z budowania mięśni na gromadzenie tłuszczu i zbieranie wagi. Kortyzol spowalnia metabolizm, a ciało w okresach chronicznego stresu – jak komentuje amerykański lekarz Jeffrey Morrison (autor Cleanse Your Body, Clear Your Mind) – myśli, że nastąpił etap głodowania. Nie pomaga także uciekanie od stresu w zachowanie zwane powszechnie podjadaniem. Słodycze, chipsy, tłuste potrawy i snaki dają chwilowy “haj”, stymulując mózg do wydzielania serotoniny. Im wyższy jej poziom, tym większy poziom satysfakcji (Judith Wurtman z Massachusetts Institute of Technology Clinical Research Centre). Niestety, jest to satysfakcja przejściowa, odwracająca uwagę jedzącego od źródeł problemu, który pozostaje nadal nierozwiązany. Taka strategia szybko doprowadzi do zbudowania negatywnych nawyków emocjonalnych, a na poziomie ciała do tycia. Tak, jak rozwiązaniem na zbytnią głośność radioodbiornika nie jest coraz silniejsze zatykanie uszu (a jego ściszenie), tak problemy rozwiązuje się eliminując ich przyczyny, a nie chwilowo uciekając od symptomów. Badania University of Montreal Hospital Research Centre z 2012 roku wykazały, że myszy karmione bogatymi w tłuszcz potrawami były bardziej podatne na stres i depresję.

Kaloryczna nagroda

W badaniach Columbia University i St. Luke’s–Roosevelt Hospital Center z 2012 wykazano, że mózgi osób, którym brakowało snu, były bardziej aktywne oglądając zdjęcia niezdrowych potraw niż u osób które czuły się wyspane. Aktywując ośrodek nagrody mózg zachęca do szybkiej gratyfikacji, mającej jednak długoterminowo negatywne skutki. Początków tej strategii można szukać aż w dzieciństwie, gdy rodzic motywował możliwością zjedzenia deseru w zamian za przychylne rozpatrzenie konsumpcji obiadu. Reklamy telewizyjne kuszą “pozwoleniem sobie na chwilę zapomnienia”, “rozkoszą dla podniebienia”, “zasługiwaniem na wyjątkowe chwile”, a kulturowo przyjęło się obdarowywać solenizantów różnej maści pudełkami czekoladek, pralinami, alkoholem. Kieliszek szampana na dowolną okazję, paczka chipsów po ciężkim dniu pracy, cukierki w nagrodę dla dzieci – to wszystko kanony zachowań społecznych prowadzące do negatywnych konsekwencji. Kilogram marchwi czy litr soku z buraków, choć wygra z tym zestawieniu i mniejszą kalorycznością i lepszymi właściwościami zdrowotnymi, nie jest niestety ani przez mózg, ani społeczeństwa zachodnie traktowany jako nagroda i nie wchodzi tym samym do kanonu typowych przekąsek.

Społeczna presja

Stygmatyzacja osób otyłych jest faktem, który często jest wypierany z racji społecznego tabu. Aż 54% brytyjskich lekarzy nie traktuje pacjentów otyłych na równi ze szczupłymi, a pacjenci im wtórują, mniej ufając lekarzowi z nadwagą niż bez niej. W USA kobiety otyłe są często kojarzone z przestępczością. Zarabiają one 19.000 USD mniej od kobiet szczupłych, będących na tym samym stanowisku, oraz jest im trudniej dostać pracę. W Wielkiej Brytanii za otyłość można mieć obcięty zasiłek, a rodzice otyłym pociechom dają mniej kieszonkowego niż tym, które tego problemu nie mają. Takie dzieci są również narażone na 65% więcej ataków ze strony rówieśników i 41% więcej antypatii. Głównym stereotypem jest to, że osoby otyłe są leniwe i niezdyscyplinowane oraz niezdrowe, nieatrakcyjne, nieuprawiające ćwiczeń (w innych niż zachodnie kulturach pojawiają się także inne przekonania, np.w Tanzanii bycie chudym jest kojarzone ze śmiercią na AIDS). Niektóre linie lotnicze wprowadziły podwójną opłatę dla osób otyłych. Archetyp “grubego” jest często wyszydzany w komediach i żartach, także lekarskich. To wszystko prowadzi do samospełniającego się proroctwa – badania pokazują, że ludzie nazywani grubymi jedzą więcej, w wyniku czego… stają się grubsi. A nawet więcej: częściej zapadają na depresję, stresują się, mają zaniżone poczucie własnej wartości.

Relacja z jedzeniem

Tak samo jak z osobami (a czasem nawet z przedmiotami), również z jedzeniem można się relacjonować, czyli mieć do niego określone podejście, oparte na określonej formie komunikacji i myślenia. Głód zależy od sygnałów mózgu i rozmiaru talerza, sztućców, porcji, itd. Smak jedzenia zależy od pory dnia, towarzystwa, miejsca. Przy grubych przyjaciołach tyjemy szybciej (jak wykazał Christakis w The Spread of Obesity in a Large Social Network over 32 Years w 2007 roku, szanse rosną o 57%). To, co jemy, jest związane o wiele bardziej z nawykami niż zdroworozsądkowym myśleniem. Oglądając programy kuchenne jemy więcej, podobnie, gdy nie skupiamy się podczas jedzenia na nim samym, ale wędrujemy myślami gdzie indziej. Zniekształcamy przekonaniami nie tylko smak jedzenia (gdy reklamowano lód o smaku wędzonego łososia badani uznali go za niesmaczny, ale ten sam produkt zaprezentowany jako mus już cieszył się powodzeniem; w The role of expectancy in sensory and hedonic evaluation: The case of smoked salmon ice-cream Martin R. Yeomans, Lucy Chambers, Heston Blumenthal, Anthony Blake), ale także jego ilość – np. gdy uważamy jedzenie za zdrowe, jemy go o 35% więcej. Próba powstrzymywania się od jedzenia prowadzi do zwiększonej chęci jego konsumpcji, a negatywne samopoczucie motywuje do poszukiwania cukrów i jedzenia więcej.

Zaburzenia

W przypadku negatywnej relacji z jedzeniem powstaje stan w niektórych przypadkach traktowany jako jednostka chorobowa (np. anoreksja czy bulimia). Ten stan charakteryzuje się zniekształconym pojmowaniem obrazu swego ciała (zbyt grubym lub zbyt chudym) i próbą jego “naprawiania” za pomocą zmian odżywania się na dysfunkcjonalne. Na takie zaburzenia w samym tylko USA cierpi 24 miliony osób, z czego połowa spełnia także kryteria depresji. Tylko niecałe 10% tych osób otrzymuje profesjonalną pomoc, szczególnie unikają jej mężczyźni.Powodem jest ich społeczna stygmatyzacja i oczekiwanie od mężczyzny bycia “silnym” i nieposiadania “kobiecych” problemów (szacuje się że odsetek mężczyzn chorujących na bulimię i anoreksję wynosi między 10-15%). Zaburzenia te mogą przekładać się na próby samobójcze – dla kobiet w wieku 15-24 lata umieralność na anoreksję jest 12-krotnie wyższa niż jakakolwiek inna przyczyna śmierci. Więcej niż 50% nastolatek i blisko 33% nastolatków przyznaje się do korzystania w jakiejś formie z niezdrowych metod kontroli wagi, takich jak palenie papierosów, wymiotowanie, unikanie jedzenia.

Emocji się nie je

Jedzenie coraz rzadziej, szczególnie w krajach rozwiniętych, służy do dostarczania potrzebnych do przeżycia składników ciału. Zaczyna coraz częściej odgrywać role, którym nie jest w stanie sprostać, co prowadzi do jego dysfunkcjonalnego zastosowania. Tak samo jak nie da się pomieszać herbaty młotkiem, bo do tego służy łyżka, tak samo za pomocą jedzenia nie można rozwiązać problemów, do których coraz częściej nieefektywnie próbuje się jedzenie aplikować. Oto najbardziej typowe błędy:

– jedzenie, które jest traktowane jako środek do zmiany stanu emocjonalnego na pożądany. Królują tutaj słodycze i przekąski, które stymulują mózg do wydzielania hormonów przyjemności. Żadna czekolada nie zna się jednak na profesjonalnej terapii czy coachingu, a chwilowe przykrycie symptomu działa jak plaster położony na drzazgę wbitą w stopę. Praca nad emocjami poprzez czy to zmianę otoczenia, rozmowę, zakwestionowanie nieaktualnych przekonań to środki i skuteczniejsze, i niekaloryczne. Badania opublikowane w Obesity w 2007 wykazały, że osoby na diecie jedzące w celu zmiany emocji, były bardziej skłonne do powrotu do większej wagi po okresach schudnięcia. Z drugiej strony, z przymrużeniem oka, Dr Richard A. Rawson porównał zjedzenie dwóch cheeseburgerów do… orgazmu (ze względu na podobną ilość wydzielanej dopaminy); pewne jest, że o cheeseburgera prościej niż o partnera do łóżka!

– jedzenie, które pełni charakter socjalizatora, czyli pomaga w budowaniu relacji. Badania pokazują, że w towarzystwie zjemy więcej niż potrzebujemy, również, że posiadając otyłych przyjaciół lub bliskich, sami jesteśmy bardziej skłonni przybierać na wadze (publikacja Shared Norms And Their Explanation For The Social Clustering of Obesity autorstwa badaczy z Arizona State University’s School of Human Evolution and Social Change). Powodami mogą być nieświadome modelowanie rzekomych norm wagi, presja ze strony bliskich, wspólne spędzanie czasu w sposób pasywny (np. oglądając telewizję).

– jedzenie jako mechanizm obronny przed negatywnymi skutkami bycia atrakcyjnym i pożądanym. Przykładowo, mężczyzna podejmuje nieświadomie decyzję o byciu otyłym ponieważ wie, że wówczas nie ulegnie destrukcyjnym pokusom doprowadzającym do zniszczenia małżeństwa, w którym się znajduje. Jakaś kobieta obawia się, że będąc szczupłą wzrosną jej wymagania w stosunku do otyłego partnera, co spowoduje konflikt.

– jedzenie jako forma pokazania statusu. W niektórych kulturach (np. w Kuwejcie, gdzie 52% kobiet powyżej 15 roku życia jest otyła) bycie otyłym jest oznaką przynależności społecznej do wyższej klasy. W Polsce, przed wiekami, obowiązywało podejście: za Króla Sasa, jedz, pij i popuszczaj pasa, związane z hedonistycznym podejściem do życia i nadmierną konsumpcją pożywienia przez bogatych. Dzisiaj ta relacja istnieje, ale w drugą stronę – w Bostonie ponad 60% bezdomnych ma nadwagę, a bycie otyłym w klasach wyższych krajów pierwszego świata nie uchodzi i jest napiętnowane.

– jedzenie jako ucieczka od niechcianej rzeczywistości najczęściej prowadzi do tzw. podjadania. Osoba pracująca nad projektem, do którego nie jest zmotywowana może korzystać z jedzenia jako celowego dystraktora pozwalającego na przerwanie pracy kojarzonej nieświadomie z cierpieniem emocjonalnym. Działanie takie nie ma więc na celu najedzenie się, ale odsunięcie od robienia czynności, na którą nie mamy ochoty. W podobny sposób działają reality shows: sonda today.com pokazała, że aż 72% kobiet i 60% mężczyzn oglądających te produkcje robi tak ze względu na nudę!

– jedzenie, które służy do zbudowania określonej tożsamości pojawia się wtedy, gdy jest traktowane nie jako środek potrzebny ciału, ale obrazowi swego ja, które osoba chce stworzyć. Anorektyczki, zapytane o to jak wyglądają, odpowiedzą że są grube, podobnie jak mężczyzna cierpiący na bigoreksję (uzależnienie od dużego rozmiaru mięśni) określi siebie jako zbyt chudego. Wegetarianin może jeść słodycze bez zwracania uwagi na kaloryczność produktu tłumacząc sobie ten wybór faktem niejedzenia mięsa.

Brak wiedzy

Powodem problemów, obok nieumiejętnego zarządzania emocjami, jest także brak świadomości na temat jedzenia. Większość społeczeństwa nie wie ani co oznaczają symbole na opakowaniach żywności, ani co naprawdę znajduje się w jedzeniu (wg badań Instytutu Żywności i Żywienia w Warszawie tylko co piąty Polak czyta etykiety, jedynie co trzeci datę przydatności do spożycia). Standardem jest jedzenie tanich wędlin, które mają w sobie mało mięsa lub kupowanie pasztetu drobiowego, którego głównym składnikiem jest wieprzowina. Dietetyka nie jest rozpowszechnioną wiedzą, a człowiek liczący kalorie lub debatujący nad szybkością metabolizmu czy szkodliwością glutenu jest traktowany w najlepszym wypadku jako dziwoląg. Mimo tego, że w dzisiejszych czasach uprzemysłowienia jedzenia decyzja o tym, co się je, jest bardzo rozsądnym krokiem. Parówki ze zmielonymi wymionami, pangi hodowane w Wietnamie w wodzie o wątpliwym kolorze, słodycze z mających kontrowersyjną renomę składników genetycznie modyfikowanych – to wszystko może zmotywować do większej nauki o tym, co tak naprawę wkładamy do ust i jakie ma to konsekwencje.

Fałszywe przekonania

Warto zwrócić uwagę na typowe racjonalizacje, z jakich korzystamy w celu przekonania samych siebie do nadmiernej konsumpcji jedzenia. Wiele przekonań, także kulturowo przyjętych, powoduje negatywne konsekwencje i prowadzi do nieracjonalnego odżywiania się. Wśród nich można odnaleźć wyolbrzymienia (“Nie mam w ogóle siły woli”), myślenie “wszystko albo nic” (“Skoro zjadłem już jedno ciastko, to będę się obżerał cały dzień i jutro wrócę do zdrowego odżywiania się”), normy kulturowe (“Nie wolno marnować jedzenia”), mity (“Zdrowa żywność ma mniej kalorii”). Idąc za radą Bena Franklina, powinno się jeść, by żyć, a nie żyć, by jeść. Jeśli przekonania nie są oparte na faktach (tak jak w przypadku powyższych) to doprowadzą do jedzenia ponad normę lub niedojadania.

Świadome jedzenie

Jedzenie z powrotem może stać się jedzeniem i zostać oddzielone od realizacji nieświadomych potrzeb za pomocą prostych ćwiczeń. Systematycznie je praktykując, doprowadzimy do większego uwolnienia się od uwarunkowanych reakcji i przesuniemy odpowiedzialność za wybór zarówno co jemy, jak i ile, z umysłu na ciało. Dzięki temu łatwiej będzie zrzucić zbędne kilogramy i żyć zdrowiej. Podejście tego typu nazywane jest przez Amerykanów “mindful eating”, czyli świadomym jedzeniem. Dr Brian Wansink, dyrektor Cornell Food and Brand Lab komentuje w wywiadzie dla WebMD, że w ciągu dnia podejmujemy aż 200 decyzji dotyczących jedzenia. Świadomi jesteśmy ok. 30. Korzystając z poniższych technik będzie Ci łatwiej panować nad emocjami i racjonalniej podchodzić do jedzenia. Powodzenia!

1. Bądź wdzięczny.

Przed zjedzeniem przyjrzyj się jedzeniu i doceń sam fakt tego, że je masz na talerzu. Badania wykazały (prof. Robert Emmons z University of California, Davis), że wdzięczność pobudza mózg do wydzielania hormonów szczęścia. Przyzwyczajeni do pełnych lodówek i traktujący posiłek jako konieczny przerywnik w napiętym grafiku często zapominamy, że gdzieś po drugiej planety jakaś osoba choruje z niedożywienia. Jedzenie w dobrym samopoczuciu jest pozytywnym doświadczeniem samym w sobie.

2. Bądź obecny.

Przyjrzyj się temu, co masz na talerzu. Zauważ, jak ta potrawa wygląda, zastanów się, skąd pochodzą składniki. Zbliżając je do ust skup się na zapachach a potem na samym smaku, temperaturze, konsystencji. Ta praktyka prowadzi do wydzielania enzymów, które przygotują Twój żołądek do lepszego trawienia. Korzyścią będzie poczucie większej lekkości, mniejszej senności, często trawieniu towarzyszącej, i zdrowszy metabolizm. Szybciej się również zorientujesz, kiedy jesteś syty. A jeśli, tak jak badani studenci przez Uniwersytet Harvarda, poliżesz jedzenie przed jego spożyciem, to nie tylko ocenisz je jako smaczniejsze, ale także będziesz gotowy za nie… więcej zapłacić!

3. Jedz ciałem, nie myślami.

Zauważ, co robi Twój umysł w czasie jedzenia. Pożądanie prowadzące do szybszego jedzenia większych ilości, poczucie winy nakazujące skończenie wszystkiego, co znajduje się na talerzu, poczucie bycia nagradzanym za pomocą deseru to wszystko wskaźniki tego, że jemy emocjami. Badania z 2008 University of Kentucky wykazały, że ludzie świadomi swoich uczuć wybierają mniej kaloryczne posiłki. W Food for thought: Examining the relationship between food thought suppression and weight-related outcomes Rachel D. Barnes i Stacey Tantleff-Dunn pokazały, że osoby wypierające swe myśli dotyczące jedzenia są bardziej skłonne do przejadania się.

4. Zdecyduj kiedy skończyć.

Po czym stwierdzisz, że jesteś najedzony? Czy po bodźcach zewnętrznych (koniec przerwy w pracy, kelner zabiera talerz, skończyło się jedzenie, koledzy przestali jeść) czy też wewnętrznych (odczucie nasycenia i samopoczucie, głód lub pragnienie)? Te drugie pomagają bardziej kontrolować swoje potrzeby jedzeniowe, kieruj się więc bardziej tym, co się dzieje z Twoim ciałem, a nie czynnikami zewnętrznymi.

5. Wybierz mniejszy talerz.

Jedząc, przełóż widelec do drugiej niż zwykle ręki. Konieczność bycia bardziej uważnym wyciągnie Cię z autopilota i nie pozwoli na zjedzenie zbyt wiele w zbyt krótkim czasie. Możesz nawet wziąć mniejsze sztućce, przez co najprawdopodobniej zjesz mniej. Pomagają także azjatyckie pałeczki, którymi zjesz mniejsze porcje wolniej. Badania wykazały, że rozmiar talerza może zwiększyć spożycie jedzenia aż o 25-50% oraz to, że mózg bardziej prawidłowo (o 27% mniej błędów) określi ilość płynu w szklance wąskiej i wysokiej niż w szerokiej i niskiej. Jedząc prosto z dużej torby (np. chipsów) zjemy więcej niż gdyby opakowanie było mniejsze. Najsłynniejszym dowodem na znaczenie rozmiaru naczynia jest eksperyment z miską, która była wciąż wypełniana zupą. Nieświadomi uczestnicy badania (opublikowanego w PLOS ONE) tłumaczyli sobie, że jedzenie było smaczne i jedli oni rzekomo wolniej, a w rezultacie zjedli o… 73% więcej niż osoby jedzące z “niewypełniającej się zupą” miski. W drugą stronę, ci, którzy w rzeczywistości zjedli mniej, ale sądzili że zjedli więcej (celowo wprowadzeni w błąd przez eksperymentatorów), czuli się bardziej najedzeni niż osoby, które znały prawdziwą ilość spożytego jedzenia.

6. Wyłącz telewizor.

Wyłączając telewizor i rezygnując z rozmów podczas jedzenia zjemy mniej (Bolhuis w Consumption with Large Sip Sizes Increases Food Intake and Leads to Underestimation of the Amount Consumed z 2013). Badania pokazują, że siedząc przed telewizorem jesteśmy skłonni zjeść o 14% więcej, a w czasie niezobowiązującej rozmowy z przyjacielem aż o 18%. Multitasking, czyli robienie kilku rzeczy naraz, zaburza koncentrację i nie pozwala świadomie skupiać się na jednej rzeczy. Jedzenie powinno więc być poświęcone jedzeniu. To samo dotyczy internetu, gazet, książek. Uważaj też na tzw. “buffet effect” (zwany też efektem kawiarni) który zakłada, że jeśli mamy do wyboru jeden posiłek to skończymy jeść w momencie nasycenia organizmu; a jeśli mamy ich wiele (stąd efekt bufetu), jesteśmy skłonni się objadać. Efekt bufetu zostanie podwojony jeśli dojdzie do tego przekonanie: skoro już zapłaciłem, to zjem więcej.

7. Wysil się.

Wykorzystaj efekt orzeszków pistacjowych. Badacze z Eastern Illinois University wykazali, że gdy dali dwóm grupom osób orzeszki do zjedzenia ci, którzy musieli je obierać, zjedli mniej (125 kalorii zamiast 215 w grupie która dostała orzeszki już obrane). Mniej zjadano także wówczas gdy skorupki pozostawiono na widoku. Ta sama zasada może być wykorzystana także w przypadku opakowań, kubków, puszek. Warto zadbać i o tę zasadę, bo świadome odżywianie – jak głosi Światowa Organizacja Zdrowia – może podnieść krajową produktywność aż o 20%.

8. Zdrowo podjadaj.

Kontroluj niepotrzebne ucieczki w jedzenie za pomocą zdrowych przekąsek. Czasem zamiast kawałka pizzy wystarczy zjeść jabłko, a jedno badanie wykazało, że żucie gumy przez minimum 45 minut zajmie umysł czymś innym i odwróci jego uwagę od niepotrzebnego w danym momencie jedzenia. Podjadanie marchewek ma nieporównywalnie lepsze konsekwencje dla zdrowia niż słodyczy. I lepiej rób to na talerzu o innym kolorze niż jedzenie; w innym wypadku (gdy jedzenie ma taki sam kolor, co talerz) zjesz więcej, co wykazano na Cornell University.

9. Zorganizuj logistykę.

Zorganizuj dzień również pod kątem jedzenia. Co zjesz, gdzie i o której godzinie? Te informacje pomogą Ci kontrolować głód, zniwelują inne powody do jedzenia niż fizyczne potrzeby i ułatwią traktowanie świadomego jedzenia jako elementu stylu życia. Jedzenie o stałych porach w oparciu o podobne składniki pozwoli także na zbudowanie zdrowych nawyków i długoterminowo znacznie ułatwi planowanie dnia. A w domu ustaw zdrowe jedzenie na wysokości swoich oczu, a będziesz bardziej skłonny sięgnąć właśnie po nie!

10. Zmień przekonania.

Nazywanie siebie “grubasem” prowadzi do negatywnego programowania mózgu i w rezultacie w ramach samospełniającego się proroctwa do tycia. Obniży również poziom zadowolenia z siebie (w 2007 badacze z Wake Forest University w Winston-Salem w Północnej Karolinie wykazali że osoby które są w stosunku do siebie samych mile nastawione jedzą mniej słodyczy).

Efektywniejszą metodą jest motywowanie się pozytywnym dialogiem wewnętrznym i zachęcanie do ćwiczeń. Michael Phelps, 26-krotny mistrz świata, już jako dziecko przed wejściem do basenu zawsze krzyczał, że jest mistrzem świata. Wiele badań (np. Mead, Drowatzky, Hardin-Crosby z Nicholls State University, 2000) pokazuje, że sportowcy pozytywnie o sobie myślący, mają lepsze rezultaty.

11. Jedz wolniej.

Niektóre podejścia sugerują przeżuwanie minimum kilkanaście razy przed połknięciem kęsa albo 20 minut poświęcone posiłkowi. Zwróć również uwagę na moment, gdy robisz przerwę w jedzeniu – może ona oznaczać, że ciało czuje się syte. Kończąc jeść w tym momencie, nie będziesz ani głodny ani przejedzony. Technika jest częścią konceptu “jedzenia intuicyjnego”, które zachęca do korzystania z mądrości ciała do podejmowania decyzji a`propos tego co, w jakich ilościach i kiedy jemy. Pomoże również, gdy jedząc wśród znajomych zaczniesz jeść jako ostatnia osoba (w innym wypadku często zaczynamy jako pierwsi i kończymy ostatni, co prowadzi do przejadania się).

12. Uwolnij się od konsystencji

Jack Fortnum z Ingedion Inc., ekspert od badań konsumenckich określa istotność konsystencji na równi ze smakiem. Korporacje robią ogromne inwestycje w celu przyciągnięcia klientów budową pożywienia, dzieląc ich na cztery grupy: żujących (43% rynku, np. pączki z nadzieniem), chrupaczy (33%, np. chipsy), wygładzaczy (16%, np. pure ziemniaczane) oraz ssaczy (8%, np. lizaki). W ciągu 4 lat (od 2008 do 2012 roku) ilość słownictwa na opakowaniach związanego z konsystencją produktów wzrosła dwukrotnie, a w ciągu 2 lat (od 2010 do 2012) chętnych na zakup ze względu na słowo “smakowite” przybyło o 20%, a na “chrupiące” o 11% (dane z Technomic). Warto więc przyjrzeć się “własnym” preferencjom jedzeniowym, bo być może nie są one wcale takie “własne”.

/             Mateusz Grzesiak              natemat.pl        /

… eksperci: osoby z chorobami układu krążenia muszą uważać na sport … opracowano mieszankę do wypieku chleba dla chorych na celiakię … i inne …

foto: Fotolia

Osoby z chorobami układu krążenia muszą uważać na sport, nie mogą uprawiać każdej aktywności fizycznej – uważają eksperci, ale jednocześnie podkreślają, że ruch pozytywnie wpływa na zdrowie.

O wadach aktywności fizycznej u cierpiących na choroby sercowo-naczyniowe mówiła dr Anna Budaj-Fidecka podczas sobotniej konferencji kardiologicznej w Krakowie.

 

Jak podkreśliła, zalety aktywności fizycznej są niepodważalne (zwiększona sprawność fizyczna, lepsza odporność, zapobieganie stanom depresyjnym), jednak u osób, które mają problemy z układem krążenia, ćwiczenia mogą prowadzić do zawału serca lub zgonu. Dotyczy to przede wszystkim osób po 35. roku życia.

 

Ryzyko zawału u pacjentów cierpiących np. na chorobę wieńcową (szczególnie groźna, a wiele osób nie wie, że ją ma), otyłych, mających wysokie ciśnienie wzrasta, jeśli prowadziły one siedzący tryb życia, a aktywność fizyczną rozpoczynają nagle i jest ona intensywna. Należy zadbać o odpowiednią rozgrzewkę i stopniowo zwiększać aktywność. Ważne jest spokojne zakończenie ćwiczeń, ponieważ do zawału często dochodzi nie tylko w czasie wysiłku, ale i po jego zakończeniu.

 

Pacjenci – zaznaczyła lekarka – nie powinni podejmować aktywności fizycznej, gdy jest zbyt ciepło. Bezpośrednio po wysiłku niebezpieczne jest korzystanie z sauny oraz branie gorącego prysznica. Zgubne mogą się też okazać ćwiczenia, gdy jest niska temperatura powietrza, i w górach. Przed wejściem na stok należy odczekać jakiś czas, aby organizm przyzwyczaił się do nowej temperatury i ciśnienia.

 

Wiele prac medycznych – mówiła specjalistka – wskazuje na to, że do nagłych zawałów i zgonów dochodzi podczas odgarniania śniegu. „Odbywa się to na zimnym powietrzu. Dochodzi do wzrostu ciśnienia w klatce piersiowej, wzrostu ciśnienia tętniczego. Często też wychodzimy odgarniać śnieg wtedy, kiedy on spadnie, a nie kiedy dobrze się czujemy” – powiedziała kardiolog.

 

Osoby z problemami krążenia powinny się wstrzymać przed ćwiczeniami, jeśli w ciągu ostatniego tygodnia miały bóle w klatce piersiowej, czuły się coraz bardziej zmęczone, dokuczały im problemy ze strony układu pokarmowego, a także infekcje górnych dróg oddechowych albo bóle i zawroty głowy. „Te objawy, zapowiadające niekorzystne zdarzenie, mogą wystąpić u większości biegaczy długodystansowych i u połowy grających w squasha” – wyjaśniła lekarka.

 

Aby zmniejszyć ryzyko zawału serca i zgonu, pacjenci przed podjęciem decyzji o wysiłku powinni m.in. zrobić badania przesiewowe, EKG, przejść test wysiłkowy. Zamiast intensywnych ćwiczeń wskazane są dla nich lekkie sporty, np. łucznictwo, golf, nordic walking.

 

Budaj-Fidecka podkreśliła, że aby zmniejszyć liczbę zawałów i zgonów spowodowanych intensywną, niewłaściwie dobraną aktywnością fizyczną, konieczna jest również edukacja personelu klubów sportowych – obiekty te powinny być też zaopatrzone w sprzęt resuscytacyjny. (PAP)

 /           naukawpolsce.pap.pl        /

foto: Fotolia

Specjalną mieszankę do wypieku chleba bezglutenowego wzbogaconą w łatwo przyswajalny wapń z dodatkiem prebiotyku opracowali olsztyńscy naukowcy. Opatentowany właśnie produkt jest polecany chorym na celiakię, która wiąże się z nietolerancją glutenu.

Dr inż. Urszula Krupa-Kozak z Zakładu Chemii i Biodynamiki Żywności Polskiej Akademii Nauk w Olsztynie powiedziała, że celiakia jest chorobą immunologiczną o podłożu genetycznym. Wiąże się z nietolerancją glutenu – mieszaniny dwóch białek, występujących w ziarnach pszenicy, a także żyta i jęczmienia.

 

U osób chorych na nietolerancję glutenu, jest on substancją toksyczną, która po przedostaniu się do przewodu pokarmowego niszczy kosmki jelita cienkiego, odpowiedzialne za prawidłowy przebieg procesu wchłaniania.

 

„Do niedawna celiakia uznawana była za schorzenie wieku dziecięcego. Dziś wiadomo, że może ujawnić się w każdym wieku. Badania epidemiologiczne wykazały, że cierpi na nią co setna osoba, choć większość chorych nie jest tego świadoma. Nieleczona daje objawy przewlekłego niedożywienia, wynikające z upośledzenia procesu wchłaniania jelitowego” – podkreśliła dr inż. Urszula Krupa-Kozak.

 

Wśród objawów, jakie mogą towarzyszyć tej chorobie, wymienia się: bóle kostne, stawowe lub złamania, które przydarzają się częściej niż innym. Także niewyjaśnione bóle głowy, migrena, ciągłe zmęczenie, osłabienie, anemia, apatia czy depresja mogą świadczyć o celiakii.

 

Częstym powikłaniem towarzyszącym celiakii są choroby kości: obniżona gęstość mineralna kości (BMD), osteopenia (zmniejszenie gęstości mineralnej kośćca-PAP) i osteoporoza, które powodują zwiększoną łamliwość kości.

 

Leczenie celiakii wymaga bezwzględnego przestrzegania diety bezglutenowej. Tylko w taki sposób można zahamować i odwrócić niektóre skutki tych schorzeń. Chorzy muszą wyeliminować z diety produkty ze zbóż i ich pochodnych. Dodatkowo, w przypadku problemów z kośćmi ważne jest spożywanie suplementów wapniowych i witaminy D, choć w leczeniu zaawansowanej osteoporozy może być wymagana zastępcza terapia hormonalna lub leki, które będą zapobiegać niszczeniu tkanki kostnej – wyjaśniła.

 

Naukowcy z Instytutu Rozrodu Zwierząt i Badań Żywności PAN w Olsztynie od kilku lat prowadzą badania nad poszukiwaniem skutecznych metod poprawy absorpcji wapnia z diety bezglutenowej. Rezultatem badań prowadzonych w Zakładzie Chemii i Biodynamiki Żywności było uzyskanie specjalnej mieszanki do wypieku chleba bezglutenowego wzbogaconej w łatwo przyswajalny wapń z dodatkiem prebiotyku. Uzyskany doświadczalny chleb bezglutenowy jest dogodnym i łatwo dostępnym źródłem wapnia – oceniła dr Krupa-Kozak.

 

Prebiotyk to substancja obecna lub wprowadzana do pożywienia, aby stymulować rozwój prawidłowej flory jelit, w odróżnieniu od probiotyku nie zawiera żadnych mikroorganizmów.

 

„Mieszkanka do wypieku tego chleba została właśnie opatentowana. Z uwagi na częstość występowania celiakii oraz liczne grono osób pozostających na diecie bezglutenowej taki chleb mógłby być polecany do stosowania w profilaktyce i uzupełnianiu niedoborów wapnia” – podkreśliła dr inż. Urszula Krupa-Kozak.

/               naukawpolsce.pap.pl          /

Naukowcy pracują nad recepturami pierników z polifenolami.

foto:  Fotolia

Pierniki mające szereg właściwości prozdrowotnych wypiekają naukowcy z Olsztyna. Ciasteczka te powstają m.in. z myślą o zdrowym stylu odżywiania dzieci i młodzieży i mają być alternatywą dla tzw. „śmieciowego jedzenia”.

W olsztyńskim Instytucie Rozrodu Zwierząt i Badań Żywności PAN prozdrowotnymi właściwościami wypieków zajmuje się doktorantka, mgr Małgorzata Przygodzka. Opracowuje ona receptury pierników wzbogacanych w polifenole.

 

Jak wyjaśniła PAP mgr Małgorzata Przygodzka, polifenole występujące naturalnie w gryce, stanowiącej jeden z komponentów pierników, odgrywają bardzo ważną rolę. Mają one właściwości przeciwutleniające; zapobiegają chorobom serca i całego układu krwionośnego, są ważne w profilaktyce miażdżycy, spowalniają starzenie się organizmu, w tym skóry. To także związki, które przeciwdziałają tak zwanemu stresowi tlenowemu. Jest to stan zakłóconej homeostazy organizmu, w którym dominują reakcje wolnorodnikowe, wywołane nadmiarem obecności reaktywnych form tlenu (RTF) na niekorzyść procesów przeciwutleniających. Stres oksydacyjny może prowadzić do wielu chorób, w tym nowotworów.

 

Naturalne polifenole występujące w mące gryczanej użytej do wyrobu pierników, olsztyńscy naukowcy chcą jeszcze dodatkowo wzbogacić o polifenole pozyskane z innych naturalnych źródeł. Doktorantka pracuje też nad piernikami z dodatkiem przypraw zapewniających im prozdrowotne właściwości. Ciastka z takimi przyprawami będą miały ponadto lepsze walory smakowe i zapachowe.

 

Pierniki z polifenolami mają zastąpić suplementy diety, stać się jednym z jej składników.

 

„Chodzi o to, by zamiast łatwo dostępnych dziś suplementów diety i licznych produktów farmaceutycznych dostępnych bez recepty, w których występują syntetyczne polifenole, młodzi ludzie sięgnęli po pierniki wzbogacane w polifenole pochodzące z naturalnych źródeł. Docelowo zmierzamy, aby 50 gramowe opakowanie pierników zastąpiło dostępne dziś na rynku preparaty farmaceutyczne”- podkreśliła mgr Małgorzata Przygodzka.

 

Opracowywane receptury pierników są poniekąd odpowiedzią na zakaz tzw. „śmieciowej żywności”, który ma wejść w życie w polskich szkołach we wrześniu 2015. „Chcemy zaproponować młodym ludziom, by zamiast czipsów, batonów czy paluszków kupowanych w sklepikach szkolnych czy automatach sięgnęli po te prozdrowotne ciastka. Zaproponowane przez nas produkty zaliczane są do grupy żywności funkcjonalnej” – wyjaśniła Małgorzata Przygodzka.

 

Naukowcy nie zdradzają receptur ani nazw przypraw, ponieważ po opracowaniu przepisów chcą je opatentować. Nawiązali już współpracę z piekarnią, by wymyślony przez nich prozdrowotny produkt mógł trafić do konsumentów.

 

Małgorzata Przygodzka mówi, że opracowywanie receptur takich produktów to przyjemna praca.

 

„Dysponujemy w Instytucie piecem do wypieku produktów, podobnym do tego, jakiego używają piekarnie. W upieczonych piernikach badamy poziom związków polifenolowych oraz nowo powstałe związki odpowiedzialne za kreowanie walorów sensorycznych. W naszym laboratorium sensorycznym sprawdzamy, czy produkt jest po prostu smaczny i będzie akceptowalny przez konsumentów, gdyż gryka nadaje produktom specyficzny, lekko goryczkowy posmak. Dlatego pracuję nad taką recepturę pierników, która będzie najlepiej odpowiadała konsumentom” – podkreśliła mgr Małgorzata Przygodzka. (PAP)

/          naukawpolsce.pap.pl       /

Uczony z Gdańska wynalazł system ogrzewania ciepłem zmagazynowanym w ziemi.

foto: Fotolia

Oryginalny i tani system, pozwalający ogrzewać zimą budynki dzięki ciepłu zgromadzonemu latem w ziemi, opracował dr hab. inż. Marek Krzaczek z Politechniki Gdańskiej. Metodą zainteresowane są firmy budowlane. Na Kaszubach powstaje dom, w którym system będzie testowany.

Pomysł dr hab. inż. Krzaczka – pracownika Wydziału Inżynierii Lądowej i Środowiska PG, oparty jest na wykorzystaniu rurek polipropylenowych, które będą montowane w połaci dachu, wewnątrz ścian zewnętrznych domu oraz w ziemi wokół niego.

 

Jak wyjaśnił w rozmowie z PAP Krzaczek, w rurkach znajdzie się woda, której przepływ będzie sterowny dzięki zasilanym prądem pompom. System rurek na dachu – odpowiednio zamaskowany, tak by nie rzucał się w oczy – ma pełnić rolę kolektora słonecznego. Przewody w ścianach mają spełniać funkcję „kaloryferów” ogrzewających dom, z kolei rurki umieszczone pod ziemią będą latem przekazywać glebie ciepło, które zimą ma być wykorzystane do ogrzewania domu.

 

„Rurki w ziemi ułożone będą w obrysie budynku, na poziomie fundamentów, czyli około dwóch, trzech metrów pod poziomem gruntu, gdzie dzięki ciepłu pochodzącemu z jądra Ziemi panuje wyższa temperatura niż na powierzchni. Ziemia ma dobre właściwości akumulacyjne i choć oczywiście część energii cieplnej rozproszy się, to ta, którą uda się zmagazynować, wystarczy do ogrzania domu za pomocą systemu rurek ułożonych w jego zewnętrznych murach tworzącego coś, co nazwaliśmy Ścienną Barierą Termiczną” – powiedział PAP Krzaczek.

 

Dodał, że cały projekt opracowano tak, by – w razie potrzeby – np. w czasie bardzo ciepłego lata, system schładzał zewnętrzne mury domu.

 

Naukowiec zaznaczył, że niemal wszystkie elementy, które będą służyły do budowy systemu są ogólnodostępne, świetnie znane i szeroko wykorzystywane w budownictwie. „Oryginalność pomysłu polega tu na użyciu unikatowego systemu sterowania, który potrafi tak zarządzać przepływem wody, by utrzymać stałą temperaturę wytworzoną przez rurki w ścianach. Tajemnica tkwi też w sposobie ułożenia rurek” – powiedział PAP Krzaczek.

 

Nie chciał zdradzić zbyt dużo szczegółów dotyczących systemu, w tym pomysłu na rozkład rurek w murach. Wyjaśnił, że niektóre elementy projektu są unikatowe i trwają właśnie starania o objęcie ich europejskim patentem.

 

Zdaniem Krzaczka zaletą jego systemu jest nie tylko uniwersalność, ale też nieduży koszt montażu stanowiący około 4-5 proc. całkowitych wydatków na budowę domu. „Poza tym system skonstruowany jest tak, że powinien działać bez jakichkolwiek wymiany części itp. przez około 50 lat” – powiedział dodając, że znane dotąd systemy służące ogrzewaniu budynków dzięki odnawialnym źródłom energii są droższe, a niektóre części użyte do ich budowy wymagają wymiany już po 10 latach.

 

Jak poinformował naukowiec, w położonej na Kaszubach miejscowości Warzno kończy się właśnie budowa domu testowego, w którym zastosowano wymyślony przez niego i opracowywany od 2009 r. system. Budynek ma około 300 metrów kw. powierzchni – trwają w nim właśnie ostatnie prace, a zainstalowany w nim nowatorski system grzewczy ma zostać uruchomiony wczesną wiosną.

 

Krzaczek wyjaśnił, że już w tej chwili na terenie działki w Warznie prowadzone są różnego rodzaju pomiary, w tym np. temperatury w gruncie. Wyniki pomiarów posłużą jako dane porównawcze w czasie testowania domu. Próba, która pokaże, jak system sprawdzi się w praktyce, ma trwać dwa lata. Ale – jak zaznaczył naukowiec – zainteresowanie jego projektem jest tak duże, że jest bardzo prawdopodobne, iż jeszcze przed zakończeniem testów jego system zostanie wykorzystany w budownictwie komercyjnym.

 

Budowa domu i badania na terenie działki w Warznie były możliwe dzięki grantowi, jaki w 2013 r. – współpracująca z naukowcem z Politechniki firma Sewaco, uzyskała z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Projekt wsparło też Centrum Transferu Wiedzy i Technologii Politechniki Gdańskiej.

 

System opracowany przez Krzaczka zdobył wiele nagród na konkursach związanych z innowacyjnością. Choćby w 2011 r. projekt otrzymał drugą nagrodę w międzynarodowym konkursie „Lafarge Invention Awards”. Został także wyróżniony przez europejskie konsorcjum KIC InnoEnergy w ramach inicjatywy Call for Proposals 2014.

/           naukawpolsce.pap.pl        /

Rosiczka przyjacielem człowieka

foto:  Fotolia

Nie chcemy stosować zbyt wielu antybiotyków, ale przecież nie możemy wyrzec się substancji, które zwalczają bakterie. Czym więc możemy zastąpić najczęściej stosowane leki bakteriobójcze? Być może niektóre choroby będzie można pokonać substancją, którą wytwarzają… rosiczki, czyli mięsożerne rośliny. Takie związki izoluje grupa uczonych z Politechniki Gdańskiej.

Rośliny mięsożerne z rodziny rosiczkowatych rosną w miejscach bagnistych, często w płytkiej wodzie. W Polsce występują tylko trzy gatunki. Rosiczki wykształcają charakterystyczne liście pułapkowe wyposażone we włoski gruczołowe wydzielające lepką ciecz wabiącą drobne zwierzęta.

 

Substancje, które wytwarzają rosiczki, bada zespół prof. dra hab. inż. Mariana Kamińskiego z Wydziału Chemicznego Politechniki Gdańskiej. W ramach pracy doktorskiej Mariusz Jaszczołt opracowuje warunki otrzymywania wybranych metabolitów wtórnych z roślin mięsożernych z rodzaju Droseraceae. Jego praca została wyróżniona w VI edycji programu stypendialnego Innodoktorant.

 

„W soku trawiennym wydzielanym przez rosiczki zidentyfikowano niskocząsteczkowe związki chemiczne o działaniu przeciwdrobnoustrojowym. Ciekawostką jest, że rosiczka mogłaby doskonale się bez nich obejść, bo nie odpowiadają bezpośrednio za rozwój jej organizmu i produkowane są w warunkach stresu, np. przy zmianie temperatury, odczynu środowiska czy w obecności związków chemicznych. Mają za zadanie nie dopuścić do rozwoju fauny mikrobiologicznej w miejscu, w którym odbywa się trawienie” – wyjaśnia Mariusz Jaszczołt.

 

Metabolity są pochodnymi metylojuglonu. Dotychczas wykazano możliwość izolacji składników o czystości powyżej 95 proc. Badacze próbują izolować interesujące ich związki i wykorzystać je do walki z mikroorganizmami chorobotwórczymi. Jeśli to się uda, na rynku pojawi się alternatywa dla coraz powszechniej stosowanych antybiotyków. Będzie to także próba rozwiązania problemu lekoodporności wśród bakterii i coraz niższej skuteczność antybiotyków.

 

„Kiedy osoba z silniejszym katarem stosuje antybiotyk, mikroorganizmy uodparniają się na jego działanie. W momencie gdy zaatakuje nas szczep, który stanowi prawdziwe zagrożenie, okazuje się, że jest on niewrażliwy na antybiotyk. Związki, które uczymy się izolować, mogą w przyszłości stać się alternatywą do walki z takimi zagrożeniami” – mówi Mariusz Jaszczołt.

 

Doktorant zaznacza, że celem jego pracy nie jest wskazanie, na jakie choroby mogą działać omawiane substancje. Zaznacza, że doniesienia naukowe potwierdzają ich skuteczność w zwalczaniu lekoodpornych gronkowców złocistych czy prątków gruźlicy. Jednak droga od obecnych badań laboratoryjnych, poprzez analizę skutków ubocznych, do leczenia ludzi, jest bardzo daleka.

 

„Na razie szukamy sposobu otrzymywania tych substancji z ekstraktu roślinnego. Takie opracowanie mogą potem wykorzystać inne ośrodki, które będą badały mechanizm działania tych związków na różne mikroorganizmy. Można też owe związki sprzedawać komercyjnie. Duże firmy chemiczne nie produkują wzorców same, tylko szukają pośredników. Może to być ośrodek badawczy, który opracował procedurę otrzymywania danego związku chemicznego. Dlatego, jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli, chcielibyśmy wdrożyć procedurę patentową” – mówi Jaszczołt. Taki patent będzie podstawą dla opracowania roślinnych preparatów leczniczych oraz kontroli ich jakości oraz standaryzacji.

/         naukawpolsce.pap.pl          /

… guava …

Health Benefits and uses of Guava

Guawa jest owocem tropikalnym, który nazywany jest również gruszlą. Rośnie ona na terenach klimatu tropikalnego oraz subtropikalnego. Owoce guawy posiadają słodko-kwaśny smak. W zależności od odmiany mogą mieć kształt przypominający gruszkę lub jabłko, a kolor ich skórki może mieć różne odcienie żółtego lub zielonego. Pod skórką znajduje się jadalny miąższ zawierający pestki. Guawa jest owocem, który znajduje się w składzie różnego rodzaju przetworów, ciasteczek, dżemów, marmolad, galaretek, soków oraz syropów pochodzących z jej owoców.

Guawa jest to owoc, który pochodzi z drzewa zwanego gruszlą właściwą. Ojczyznę stanowi Ameryka Środkowa bądź Brazylia. Jest ona popularna w całej strefie międzyzwrotnikowej. Występuje ona w około 100 odmianach jadalnych owoców. Charakteryzują się one specyficznym aromatem oraz słodkim smakiem przypominającym gałkę muszkatołową. Najbardziej popularne typy guawy należą do odmian Psidium guajava var. pomiferum oraz Psidium guajava var. pyriferum. Pierwsze z nich charakteryzuje się miąższem koloru różowego, który posiada specyficzny aromat. Natomiast odmiana druga posiada słodki miąższ o barwie różowej lub żółtej, a swoim kształtem przypomina gruszkę. Ze względu na dużą różnorodność odmian znane są owoce, które posiadają skórkę o barwie zielonej, czerwonej lub fioletowej. Owoce guawy zawierają duże ilości witaminy C, PP oraz prowitaminy A. Poza tym są doskonałym źródłem fosforu.

Owoce guawy wykorzystywane są przede wszystkim w przemyśle spożywczym jako surowiec do produkcji różnego rodzaju przetworów. Stanowi ona składnik różnych ciasteczek, dżemów, marmolad, galaretek, soków oraz syropów pochodzących z jej owoców. Może być ona również dodatkiem do herbat owocowych. Poza tym można ją spożywać w postaci surowego owocu.

Niedojrzałe owoce guawy w wielu krajach stosowane są w celu zmniejszenia objawów nieżytu przewodu pokarmowego z charakterystyczną biegunką. Związane jest to z jej właściwościami mającymi działanie ściągające. Natomiast dojrzała gujawa działa w odwrotną stronę czyli stanowi środek przeczyszczający.

Źródło
Podręczny słownik owoców, M-P. Bonnassieux, Wydawnictwo książkowe Twój Styl, Warszawa 2000
 
/             ciam.pl      /
 

Uwielbiam zapach guavy. Gdyby istniały perfumy o zapachu guavy, kupiłabym bez zastanowienia. Jeśli ktoś o takowych słyszał lub wie, proszę o informację.

Guava to owoc mniej więcej wielkości jabłka o skórce i miąższu w różncyh kolorach. Skórka może być zielonkawa albo żółta. Miąższ, zawierający mnóstwo małych pesteczek, może być w białawym, żółtym lub różowym kolorze.
Jej ojczyzną są Karaiby i Ameryka Środkowa. Nazwa pochodzi od wyrazu ‘guayabo’ w języku Indian Arawak.

Guavę jaką ja próbowałam miała żółtą, delikatną skórkę, więc po umyciu owocu nie bawiłam się w obieranie. Miąższ był białawo-żółtawy, co w sumie mnie zdziwiło, bo wszystkie znane mi produkty mające w swym składzie guavę są koloru mocno różowego.
Przeszkadzały mi w konsumpcji pestki. Nie lubię gdy za bardzo chrzęści mi w buzi.
Choć dla zdrowotności może trzeba by o tej niedogodności zapomnieć, bowiem pestki guavy zawierają kwasy nienasycone, omega -3 cośtam i błonnik. A sam owoc, nazywany czasem superowocem, zawiera cztery razy więcej witaminy C niż pomarańcza.

Pijąc na Jamajce owocowe poncze, czy to alkoholowe czy bez, można mieć pewność, że jednym ze składników jest właśnie guava. I taki napój jest różowy.

Z guavy robi się soki, galaretki i dżemy.

/        annajamaica.wordpress.com     /